Chorwacja dla ambitnych. Cz. 3 Niedźwiedzie, Winnetou i Rijeka

Górska wioska, gdzie zobaczycie więcej niedźwiedzi niż mieszkańców (OK, tych drugich jest więcej, ale się nie pokazują), jaskinia, w której filmowy Winnetou odnalazł skarby i miasto, które w 2020 r. będzie Europejską Stolicą Kultury.

1. Kuterevo – schronisko dla niedźwiedzi

(172 km od lotniska w Zagrzebiu, 35 km od Jezior Plitwickich)

Po zjeździe z głównej drogi trasa stopniowo staje się coraz węższa i coraz bardziej kręta. W maleńkiej wiosce Kuterevo bezskutecznie wypatrujemy drogowskazów z niedźwiedziami. W końcu jest - mała, ręcznie malowana drewniana tabliczka ze strzałką i napisem "Bears". Gdy już dotrze się na miejsce, odnalezienie domu i zagrody jest łatwe, gdyż wszędzie rozwieszane są podobizny misiów, kolorowe napisy i hasła. Trochę jak w wesołej hipisowskiej komunie a nie w zoo czy przyrodniczej placówce.
Idąc wzdłuż tego upstrzonego płotu trafiamy na spory, częściowo zalesiony, ogrodzony teren. Pod siatką stoi para turystów. Podążając wzrokiem za obiektywami ich wycelowanych aparatów dostrzegamy niedźwiedzia między drzewami. Za chwilę drugiego.
Poranne powietrze jest rześkie, ale wychodzące zza chmur słońce przyjemnie ogrzewa. Ciszę przerywa odgłos ciągnika, który podjeżdża pod wybieg. Starszy mężczyzna z pomocą kilku młodych chłopaków zrzuca z naczepy gałęzie i korzenie. Na ten widok do zabezpieczonego prądem ogrodzenia podchodzą wielkie futrzane bestie. A może raczej ogromne przytulanki? Trudno powiedzieć - wyglądają słodko
i przerażająco jednocześnie. Okazuje się, że niedźwiedzie są trzy. Zaczynają obgryzać rzucane im patyki, czy też raczej swoje ekologiczne śniadanko.

Kuterevo. Te niedźwiedzie są jeszcze młode. Hmmm.Kuterevo. Te niedźwiedzie są jeszcze młode. Hmmm. fot. Marek Krześniak

Starszy pan podchodzi do nas. To Ivan Crnković Pavenka, pomysłodawca tego miejsca. Pytamy skąd w ogóle wziął się ten pomysł, a Ivan szeroko się uśmiecha i zaczyna swój wykład czy raczej poemat dygresyjny o przyrodzie, o bezpieczeństwie genetycznym populacji niedźwiedzi (musi być ich ponad 100, by nie krzyżowały się z bliskimi krewnymi, ale nie mogą być na tak wielki obszarze jak Rosja, bo nie mogą się spotkać), jednak najwięcej mówi o młodych ludziach, o ich zagubieniu, odnajdywaniu siebie. Sprawia wrażenie rubasznego dziadunia i szalonego naukowca zarazem. Co chwila bada, czy nasze poczucie humoru chadza tymi sami ścieżkami co jego. Nie zawsze, ale to nieistotne. Jest prawdziwą kopalnią wiedzy o niedźwiedziach. Dowiadujemy się, m.in., że niedźwiedzie mięso jest niedobre, gdyż miśki zimując nie oddają moczu tylko odkładają szkodliwe substancje w mięśniach. Dlatego, jeśli już się je niedźwiedzie, to te młode, które jeszcze nie znają snu zimowego. To wyjaśniło sprawę gulaszu z restauracji w Rastoke, ale oczywiście woleliśmy o niczym nie wspominać.
Gospodarz zaprosił nas do swego domostwa. A w zasadzie nie tylko swojego, bo powitało nas pięć dziewcząt. Na oko w wieku nastoletnim, ze zniżką na komunikację. Okazało się, że tak naprawdę tylko jedna jest nieletnia i jest wnuczką Ivana, pozostałe to wolontariuszki, które pomagają zajmować się niedźwiedziami. Są z Francji, Anglii i jakichś jeszcze zachodnich krajów. Jedna siedzi tu od kilku miesięcy, druga była tu wcześniej, potem samotnie podróżowała po Europie i wróciła, trzecia skończyła studia
i postanowiła tu przyjechać.

Kuterevo. Taki znak ostrzegawczy? Tylko tutajKuterevo. Taki znak ostrzegawczy? Tylko tutaj fot. Marek Krześniak



Okazało się, że prawdziwe młodziaki to niedźwiedzie, które widzieliśmy - nie skończyły nawet 3 lat. Wszystkich miśków w Kuterevie jest 10. Dorosłe mają swe zagrody w drugim końcu wsi. Każdy ma spory teren, gdzie swobodnie może się schować przed wścibskim wzrokiem. Dwa to emeryci z zoo, pozostałe jako młode straciły matki, zaopiekowali się nimi ludzie, więc nie mogą wrócić na wolność, bo nie bojąc się człowieka byłyby dla niego zagrożeniem.
Jednak główną ideą azylu niedźwiedzi okazała się edukacja młodych wolontariuszy, którzy mieszkając tu w naprawdę spartańskich warunkach i ciężko pracując mogą przewartościować swoje życie. Innymi słowy - takie miejsce, gdzie będziesz szukał swojej nastoletniej córki, gdy ucieknie z domu. Ale z drugiej strony może rzeczywiście tutaj ci młodzi ludzie są wstanie się czegoś nauczyć.

2. Jaskinia Vrelo i kowbojskie miasteczko Roswell

(143 km od lotniska w Zagrzebiu, 140 km od Kutereva)


Ma jakieś 3,5-4 mln lat, a odkryta została dopiero w 1950 r. Przez przypadek. Budowano infrastrukturę - czytaj chodniki i murki - przy pobliskim jeziorze, a z tego miejsca pozyskiwano kamień. Jeden z wybuchów odsłonił wejście do jaskini, a w niej malownicze stalaktyty (te zwisające) i stalagmity (te stojące), no i źródełko. Ponieważ już pisaliśmy o pragmatycznym podejściu Chorwatów do nazewnictwa, nikogo nie zdziwi, że jaskinie nazwano Vrelo, czyli źródło.
Początkowo dostęp do niej był otwarty, więc pojawiły się na ścianach napisy z serii "Tu byłem...". W latach 90. w zaopatrzonej już w solidne wrota jaskini zamontowano oświetlenie elektryczne i udostępniono ją turystom. Do przejścia jest jakieś 300 m zakończone zwałowiskiem - prawdopodobnie jaskinia jest dużo większa, ale jakieś pradawne trzęsienie ziemi zasypało dalsze przejście.
Wewnątrz panuje stała temperatura - 8 st. C. Latem czeka nas więc przyjemne ochłodzenie, a zimą możemy nieco odtajać. Korzystają z tego nietoperze zimując tutaj.


Możemy tu znaleźć też inne wyjątkowe gatunki fauny (a raczej naukowcy mogą znaleźć, bo normalnie raczej żadnych żyjątek nie widać), ale też jest tajemnicza kamienna rzeźba. Nie jest to jednak pozostałość po jaskiniowcach, ale po filmowcach.

Jaskinia VreloJaskinia Vrelo fot. Marek Krześniak

Właśnie w Jaskini Vrelo kręcono jeden z nowych filmów o Winnetou. W 2015 r., kiedy w wieku 86 zmarł Pierre Brice, odtwórca roli szlachetnego Indianina w pierwszej serii, filmowcy postanowili w hołdzie mu nakręcić nowe odcinki. Znów niemiecka ekipa pojawiła się w Chorwacji. Jakieś 4 km od jaskini na leśnej polanie powstało całe kowbojskie miasteczko Roswell z saloonem, domem szeryfa, zakładem pogrzebowym, kościółkiem i cmentarzykiem. Powstał tam nawet most kolejowy. Po zakończeniu zdjęć miasteczko pozostawiono i dziś jest jedną z atrakcji dla miłośników westernów.

Roswell - kowbojskie miasteczko pozostawione przez filmowcówRoswell - kowbojskie miasteczko pozostawione przez filmowców fot. Marek Krześniak

3. Rijeka - Europejska Stolica Kultury 2020

(174 km od lotniska w Zagrzebiu, 40 km od Jaskini Vrelo)

O tym, że Chorwaci lubią proste, konkretne nazwy pisaliśmy już dwukrotnie. To kolejny przykład - miasto położone u ujścia rzeki Rjecina nazywa się Rijeka, czyli rzeka, a i sama Rjecina to po chorwacku większa rzeka. Wygodne, prawda?

Rijeka jest największym portem handlowym Chorwacji. Była też miastem przemysłowym z rafinerią, stocznią, zakładami chemicznymi, papierniczymi, włókienniczymi i... fabryką torped. Dziś stara się zmienić swój wizerunek i przyciągnąć turystów. Ma w tym pomóc przyznany tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2020. Na przyszły rok zaplanowano szereg atrakcji i projektów, z których nam najbardziej spodobała się tyrolka z pobliskiego wzgórza zamkowego do samego portu. Jednak będą też wydarzenia
o większym znaczeniu kulturalnym.

Widok na Rijekę z zamku TrsatWidok na Rijekę z zamku Trsat fot. Marek Krześniak

Samo miasto, pamiętające jeszcze rzymskie panowanie jest bardzo malownicze. Piękny widok rozpościera się z odrestaurowanego zamku Trsat zbudowanego na 138-metrowym wzgórzu. Obok niego przed sanktuarium Matki Boskiej polski akcent - pomnik modlącego się Jana Pawła II.
W dole, tuż przy porcie, czyli w centrum miasta warto zobaczyć Teatr Narodowy. Jest pięknie odrestaurowany - aż chciałby się zobaczyć w nim tych wszystkich eleganckich widzów z czasów Austro-Węgier. W teatrze spektakle wystawiają aż 4 zespoły: chorwacki, włoski (Włosi są największą mniejszością w mieście, ale różnorodność etniczna jest tu ogromna), do tego operowy i baletowy. Podziwiać można nie tylko aktorów, tancerzy i śpiewaków, ale też wystrój - wśród malarzy zdobiących swymi dziełami sufit teatru był 20-letni student malarstwa z Wiednia - Gustav Klimt.

Rijeka. Widok z teatru, prosto na targRijeka. Widok z teatru, prosto na targ fot. Marek Krześniak

Po zaspokojeniu porywów ducha można pomyśleć o czymś dla ciała - tuż obok teatru jest miejski targ - mnóstwo warzyw, owoców, są lokalne sery i mięso od miejscowych dostawców - o jakości skrupulatnie kontrolowanej. Na stoiska rybne trafia to co udało złowić się miejscowym rybakom (dobra rada: targ rybny działa do godziny 14, a po godzinie 12 ceny są obniżane).

Rijeka - targ rybnyRijeka - targ rybny fot. Marek Krześniak

Ciekawostką są tory kolejowe biegnące wzdłuż zabytkowych kamienic. Cały czas są w użyciu. Kilka razy dziennie pociąg towarowy sunie przez centrum do portu - widok niecodzienny i bezcenny, zwłaszcza, że kilkadziesiąt metrów dalej mamy place, gdzie zbierali się rzymscy legioniści, a bliżej torów stary drapacz chmur. Jest o dwa piętra wyższy niż swój chicagowski pierwowzór, a jego budowę sfinansował Al Capone. Co słynny gangster miał do Rijeki? Otóż z tego miasta pochodziła jego matka.
Wśród znany osób tu urodzonych jest też János Kádár - sekretarz generalny KC Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej, sprawujący władzę na Węgrzech w latach 1956–1988, czyli mówiąc prościej taki węgierski Gomułka, Gierek i Jaruzelski w jednym. Z Rijeki pochodzi też Romeo Jozak, niedawny trener Legii Warszawa, ale pielgrzymek do jego domu raczej nie będzie.

Koniecznie za to trzeba przespacerować się Korzo, czyli głównym miejskim deptakiem i przysiąść gdzieś na kawę niespiesznie się nią delektując. Warto też zejść do tunelu. Zbudowano go w czasie I wojny światowej i miał pełnić rolę schronu. Dziś jest wygodnym skrótem dla mieszkańców miasta, którzy chętnie wybierają go upalne dni - pod ziemią panuje przyjemny chłodek.

Rijeka. Tunele pod miastem są wykorzystywane jako skrótyRijeka. Tunele pod miastem są wykorzystywane jako skróty fot. Marek Krześniak

Ciekawym miejscem jest maleńkie muzeum komputerów i kalkulatorów. Maleńkie metrażem, ale bogate w eksponaty. Znajdziecie tam pierwsze Macintoshe, IBM-y czy konsole. A kiedy Robert Makłowicz wypatrzył tam swojską maszynę Elwro i pokazał to w swoim programie, miejsce przeżyło prawdziwy najazd polskich turystów.

Rijeka. Większość sprzętów w muzeum komputerów nadal jest na chodzieRijeka. Większość sprzętów w muzeum komputerów nadal jest na chodzie fot. Marek Krześniak

My radzimy najazd robić w karnawale, bo podobno tutejsze świętowanie i parady porównywalne są
z tymi w Wenecji. Rijeka to także doskonałe miejsce wypadowe, bo blisko stąd do Słowenii, włoskiego Triestu, na wyspę Krk czy do Istrii. No i ten tytuł Europejskiej Stolicy Kultury! Rok 2020 to czas, kiedy po prostu warto będzie się tu znaleźć i uczestniczyć w ciekawych projektach przygotowanych specjalnie na tę okazję.

Więcej o: