Kwestia płci za kółkiem

Niektóre kobiety za kierownicą odpisują na smsy

Niektóre kobiety za kierownicą odpisują na smsy (Fot. Fotochannels)

Uwaga - będzie niepoprawnie. Będzie wydymanie warg i przewracanie oczami. Z powodu? Różnic między kobietami a mężczyznami. Owszem, te fizyczne widać gołym okiem - nikt ich nie kwestionuje. Ale te mentalne to... pole minowe. Gdy wejdziesz na nie w mieszanym towarzystwie - któraś wybuchnie.

Najlepiej różnice płci widać w dwóch miejscach: w sklepach i na drogach. Kupuje facet:
– Poproszę pęto kiełbasy, o tej. I ser żółty. Ten na lewo, 10-15 deko. Tak, to wszystko. Kupuje kobieta: – Jakąś dobrą szyneczkę chciałam... Może tę? Albo nie, może tę obok pani zważy. Próbowała pani? Kolor ma jakiś taki ładniejszy. A te piersi kurczaka, kiedy przyjechały? To może dwie wezmę. Takie większe. Nie tę, tamtą. A te parówki to z czego? Cielęce? To kilo pani zważy, bo wnunio przyjeżdża. A, i to podgardle mi pani pokaże. Jak nie za tłuste, to też wezmę. Mąż lubi do jajecznicy…
Stoję i myślę sobie: – Ech, kobiety… Chciałbym przynajmniej raz zobaczyć świat ich oczami. Bo muszą go postrzegać inaczej. Rzeczy i czas. Ruch i przestrzeń. Siebie i innych. O czym przekonuję się też na drodze.

– Założę się, że kieruje kobieta – pokazując synowi auto przed nami.

Ktoś, kto jeździ naście lat i jest empatyczny, „czyta” innych kierowców. Przewiduje, co zaraz zrobią. Wie, co powinni zrobić. A gdy tego nie robią lub robią coś innego, wtedy zapala mu się czerwona lampka. Tak jest ze mną. Często wyczuwam, gdy kierowca w aucie obok „się czai”, bo np. chce wjechać na mój pas. Drogowa intuicja przydaje się zwłaszcza na motocyklu i podczas wyprzedzania. Gdyby nie ona, już parę razy skończyłbym w rowie, zepchnięty z drogi. Ktoś, kto jeździ naście lat i jest empatyczny, „czyta” innych kierowców. Przewiduje, co zrobią. A gdy robią coś innego, zapala mu się czerwona lampka.
Jeśli więc widzę, że ktoś bez potrzeby hamuje lub za długo się zastanawia, ma niedomknięte drzwi lub stale włączony kierunkowskaz albo jedzie bez świateł, wtedy włącza mi się wewnętrzny sygnał: ostrożnie! Bo albo gada przez komórkę, albo buja w swoim świecie i może zrobić coś zaskakującego. A najczęstszym powodem kolizji drogowych jest właśnie zaskoczenie: gdy jeden kierowca robi coś, co nie przyszło do głowy innemu, np. ty go wyprzedzasz, a on zaczyna zawracać. Lub skręca w prawo z lewego pasa. Lub zatrzymuje się na najszybszym. Wszystko to przerabiałem. Dlatego czerwona lampka włącza mi się wcześnie.
Auto przede mną też wyłamuje się ze schematu. Dojechało do ronda. Pustego. I stanęło. Po co? Skoro z daleka widać, że NIC nie jedzie? Niepotrzebne hamowanie i potem przyspieszanie. Strata czasu i paliwa. Zbędna hiperpoprawność zmuszająca wszystkich z tyłu, do tego samego.
Kilkanaście takich przypadków i jesteś u celu 10 min. później. Ty i tysiące innych kierowców. Ech, kobiety...
Na kolejnym skrzyżowaniu stajemy obok siebie – przeczucie mnie nie myliło: kolorowe paznokcie, wielkie kolczyki. Kobiety dobrze widać przez boczne okno, bo z reguły siedzą wysoko i blisko kierownicy. I tak nieźle, bo niejeden facet siedzi głupio odchylony – jak na leżaku, z głową za drugim bocznym słupkiem. Że niby taki luzak.
Wróćmy do kobiet: z jednej strony hiperpoprawność a z drugiej... egoizm? Mały eksperyment: godziny szczytu, skręcam z podporządkowanej w główną. Z trudem, bo tu korek i tu korek.




Ktoś musi mnie wpuścić. Kto?

Kobieta? Nie. Druga? Nie. Nawet nie spojrzą na bok. Mężczyzna? Nie. Kobieta? Nie. Też klapki na oczach. Mężczyzna? Uff... Wjeżdżam i dziękuję. Choć to mężczyźni chętniej rywalizują, wpuszczają częściej niż kobiety. I częściej dziękują, gdy ich wpuszczam. Tak ze trzech na czterech. Kobiety? Wpuszczam je prawie zawsze (choć niektóre niedowierzają). Dziękuje najwyżej co druga.
Tak jakby jazda z punktu A do B kosztowała je więcej wysiłku niż mężczyzn. Jakby miały pod górkę. A wpuszczanie innego auta komplikowało sytuację i oddalało je od celu. Więc udają, że nie widzą. Albo (gdy ktoś je wpuści) nie wiedzą, gdzie jest przycisk świateł awaryjnych.
Kolejna sprawa – manewry. Dwa razy w życiu wysiadłem z auta z propozycją, że wyjadę z parkingu samochodem pani, która miała z tym problemy. Owszem, było ciasno, ale bez przesady. Odpowiednio skręcając kołami, można było wyjechać na raz. Odpowiednio. A nie przypadkowo, jak to robiły stremowane kobiety. Takie wyjeżdżanie – na zasadzie prób i błędów – to specjalność pań. Bohaterek filmików z YouTube’a. Choć i wśród facetów trafiają się lebiegi, żadnemu nie musiałem wyprowadzać auta z parkingu.
Owszem, są kobiety, które świetnie prowadzą, ścigają się, driftują – w jednej nawet się zakochałem. A jednak to faceci wygrywają rajdy i wyścigi Formuły 1. To oni przeważają wśród kierowców tirów, kapitanów statków czy pilotów samolotów. Dlaczego? Bo mają ku temu predyspozycje. Biologiczne, a ściślej hormonalno-neuronalno-motoryczne.
Zacznijmy od hormonów. Testosteron – eliksir męskości oraz paliwo kochanków i wojowników – zwiększa szybkość przetwarzania wizualnego. Dzięki niemu mózg szybciej dekoduje impulsy płynące z oczu: identyfikuje obiekty w polu widzenia i ocenia odległości między nimi. Zwłaszcza gdy są w ruchu. To tłumaczy, dlaczego mężczyźnie wystarczy rzut oka przy wjeździe na rondo, a kobieta musi się zatrzymać, by ocenić sytuację. Testosteron pozwolił zdominować płci brzydkiej szereg profesji: prócz kierowcy zawodowego także pilota samolotów, kontrolera lotów, przewodnika w buszu, inżyniera, mechanika, architekta, rzeźbiarza, komika, muzyka i matematyka. Wszędzie tam, gdzie liczy się wyobraźnia przestrzenna i myślenie abstrakcyjne.



Ale testosteron to broń obosieczna.

Pomaga panować nad autem, lecz nie nad sobą. Przeciwnie: skłania do ryzyka, podnosi agresję, nakręca rywalizację, co bywa zabójcze w skutkach. Przekraczanie prędkości i skrzyżowań na czerwonym świetle, jazda zygzakiem, na ogonie, na kole, po alkoholu, wyprzedzanie na trzeciego, wyścigi od świateł do świateł i palenie gumy – to domena mężczyzn. To facet – Carl Benz – wymyślił samochód. To mężczyźni w nim dłubią. Czy ktoś widział kobietę mechanika? Od najmłodszych lat większość chłopców ciągnie do samochodów. Wiem po sobie: prawo jazdy zdobyłem wcześniej niż świadectwo maturalne. Zaś mój ojciec do dziś nie wie, że już w liceum podkradałem mu „poldka”. À propos: to wina testosteronu, że spośród wszystkich kierowców najgroźniejsi są 16-25-latkowie – sprawcy m.in. wypadków po dyskotece, brawurowo rozbijający o drzewa swe wypełnione rówieśnikami gruchoty. Nie dość, że testosteron prowokuje do ryzyka, to jeszcze podnosi pewność siebie. Za kierownicą aż trzy czwarte mężczyzn czuje się „panami sytuacji”. I tylko co czwarta kobieta.
Estrogeny – żeńskie hormony płciowe – są bardziej subtelne. Pomagają skupić się kobietom na drodze, bo – odwrotnie niż testosteron – podnoszą koncentrację. To może tłumaczyć, dlaczego kobiety „nie widzą” aut, które mogłyby przepuścić. Z drugiej strony łatwiej od mężczyzn radzą sobie z jednoczesnym prowadzeniem i rozmową telefoniczną, która nie angażuje wzroku. Może dlatego o 22 proc. więcej kobiet kieruje i rozmawia przez komórkę.
Do różnic hormonalnych dochodzą strukturalne, czyli budowa mózgu. Zacznijmy od mężczyzn. Mają większy hipokamp, co ułatwia im tworzenie map mentalnych. Dzięki temu np. lepiej orientują się w mieście. Z kolei większy płat ciemieniowy poprawia ich wyobraźnię przestrzenną, lokalizację przedmiotów wokół oraz koordynację wzrokowo-ruchową. To dlatego zdając na prawo jazdy, mężczyźni znacznie łatwiej zaliczają manewry i nie mają potem większych problemów z parkowaniem. A kobiety znacznie częściej uderzają w stojące pojazdy. Panie mają zaś większą korę przedczołową, a co za tym idzie, zdolność powściągania złych emocji i agresywnych zachowań. Dlatego na stadionach są chuligani, a nie ma chuliganek. Zaś na drodze kobiety znacznie rzadziej łamią przepisy i popisują się ryzykowną jazdą.

Różnimy się więc na wiele sposobów, co widać w statystykach.

W efekcie mężczyźni płacą wyższe składki ubezpieczeń, bo jeżdżą więcej, szybciej i relatywnie częściej giną na drogach. A kto powoduje więcej kolizji i wypadków? I tu zaskoczenie: kobiety. Z raportu Johns Hopkins Schools of Medicine and Public Health wynika, że w przeliczeniu na milion przejechanych kilometrów kobieta ma 5,7 zdarzeń drogowych, a mężczyzna – 5,1. Choć w pierwszym przypadku wystarczy zwykle wymienić błotnik, a nie pół auta, jak w drugim. Kolejne badania pokazują, że kobiety gonią mężczyzn i to dosłownie – jeżdżą coraz szybciej i powodują coraz więcej ciężkich wypadków. Zwłaszcza niewyspane – a takich przybywa – prowadzą niemal tak agresywnie i ryzykownie, jak mężczyźni. Na tym tle ciekawie prezentują się wyniki sondażu w USA, gdzie na pytanie: „Kto prowadzi bezpieczniej”, przeważała odpowiedź „kobiety”. A gdy spytano: „Z jakim kierowcą czuł(a)byś się bezpieczniej?”, większość stwierdziła, że „z mężczyzną”. Sytuacja nie jest więc jednoznaczna. Mężczyznom kierowanie przychodzi łatwiej, ale – jak na razie – kobiety robią to bezpieczniej. Obie płcie pogodzą samochody autonomiczne. Gdy zdominują nasze drogi, umilkną wreszcie spory o to, kto prowadzi lepiej.

Zobacz także
  • Monopoly dla millenialsów Monopoly dla millenialsów. "Nic nie kupisz, bo i tak cię nie stać"
  • Jak wyglądaliby bohaterowie ze znanych filmów i kreskówek, gdyby ich twórcy dbali przede wszystkim o rożnorodność płciową, rasową i religijną? Czarnoskóra, pulchna Śnieżka i niepełnosprawny Buzz Astral w hidżabie
  • Najdroższy polski obraz Oto najdroższy polski obraz. Łempicka przebiła Wyspiańskiego
Skomentuj:
Kwestia płci za kółkiem - felieton Artura Włodarskiego
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy