Życie po "fakapie" - jak zachować się po błędzie w pracy?

Pulp Fiction (1994) USA

Pulp Fiction (1994) USA (fot. Archives du 7e Art/Miramax Films)

Schrzaniłeś, dałeś ciała, zawiodłeś? To nie koniec świata. Ba, ta porażka jeszcze może stać się trampoliną dla twojej kariery. Tylko musisz wszystko dobrze rozegrać.

Myślisz, że miałeś marny dzień w pracy? Pewien inżynier Lockheeda Martina mógłby do końca życia udzielać lekcji: Jak zrobić prawdziwy, epicki „fakap”. Miał, wydawałoby się, prostą robotę. Obrócić coś o 90 stopni, żeby technicy mogli się temu czemuś dokładnie przyjrzeć. Tyle że tym „czymś” był półtoratonowy, wart 300 mln dol. satelita pogodowy. 6 września 2003 r. inżynier wcisnął przycisk, który miał obrócić satelitę na specjalnej podstawie. Z pewnego punktu widzenia operacja się powiodła, bo satelita faktycznie znalazł się w pozycji horyzontalnej. Na podłodze.

Nasz bohater zapomniał sprawdzić, czy satelita jest solidnie przymocowany do platformy, tymczasem poprzedniej nocy kilku techników wyjęło w ramach przeglądu mocujące bolce i zapomniało zostawić karteczki „Nie obracać, zaraz wracam”. Dla każdego, kto zobaczył nieco wygiętą i solidnie potłuczoną maszynę, która zamiast kosmosu eksplorowała posadzkę hangaru było jasne: „Toto nigdzie prędko nie poleci”. Ale nie musisz od razu wyrzucać w błoto 300 mln dol., żeby zaliczyć „fakap” i przez całe dni czy tygodnie mieć wrażenie, że wszyscy dookoła, zwłaszcza szefowie, wytykają cię palcami.

Jak to pozamiatać? Nie pod dywan!

Może kiedyś przejechałeś pół Polski tylko po to, żeby się przekonać, że zapomniałeś spakować do bagażnika sprzęt, który miałeś zabrać? Może napisałeś w e-mailu do kumpla, co dokładnie myślisz o panu A z firmy X, po czym, odruchowo, to pana A wpisałeś jako adresata? Może tak długo stałeś w kolejce po drożdżówkę na dworcu, że kiedy wpadłeś na peron, ostatni pociąg, którym mogłeś zdążyć na konferencję, którą sam przygotowywałeś, właśnie znikał za zakrętem?

To nie musi być koniec świata. Co więcej, teraz czujesz się fatalnie, ale błąd w pracy może stać się trampoliną, która wystrzeli cię w górę. Jeśli dobrze rozegrasz swoje karty, ludzie będą pod wrażeniem tego, jak sprawnie opanowałeś sytuację.

Po pierwsze, weź głęboki wdech. Nie panikuj. Jeśli nie jesteś astronautą, chirurgiem albo kontrolerem ruchu lotniczego, przez twój „fakap” prawdopodobnie nikt nie zginie. Opanuj  emocje, nie wpędzaj się w spiralę frustracji i wstydu i zastanów się nad następnymi krokami. Boisz się? To wyobraź sobie w jak najdrobniejszych detalach najczarniejszy scenariusz, jaki jest możliwy. A potem zadaj sobie pytanie: „I co dalej”. Mogą cię wywalić z roboty? OK, zawsze możesz znaleźć inną. Ale to od ciebie zależy, jak zareagujesz na bieżący kryzys i jak inni będą cię po nim widzieli.

Same przeprosiny nie wystarczą. Po co komu twoje przeprosiny? „Sorry” nic nie zmienia, nie ratuje tyłków tych ludzi, których twój błąd wystawił na strzał. Przeproś, owszem, ale przeproś, jak należy, a potem zabierz się do ciężkiej roboty tak,  żeby nie tylko posprzątać własny bałagan, ale żeby po tym sprzątaniu firma była w lepszej formie niż przed wpadką. Ważne jest, żeby o twoim błędzie inni (przełożeni, współpracownicy, kontrahenci) dowiedzieli się od ciebie. To ty dałeś ciała, i to ty pracujesz teraz nad rozwiązaniem.

Najgorsze, co możesz zrobić, to próbować zamieść problem pod dywan i mieć nadzieję, że nikt nie zauważy. Zawsze ktoś zauważy. Jeśli sam przyznasz się do błędu, będziesz wyglądał na osobę odpowiedzialną i rzetelną. Jeśli zostaniesz na nim przyłapany – będziesz wyglądał jak mały krętacz. Czy to będzie przyjemna rozmowa? Na pewno nie. Ale nie ma też potrzeby, żebyś się samobiczował. Wyślij krótką wiadomość, w której przepraszasz za zaistniałą sytuację i opisujesz, jakie kroki podejmiesz. Odpowiadaj na wszystkie pytania. A idąc do szefa, nie bądź tylko nosicielem złych wiadomości: przedstaw też szczegółowo rozwiązanie wyjścia z sytuacji, jakie wymyśliłeś. Najlepiej kilka rozwiązań. Pokaż się jako człowieka od rozwiązywania problemów – nawet jeśli akurat ten konkretny problem również sam wywołałeś. Rozwiązywacze problemów są cenni. A jeśli potrafisz posprzątać po sobie, pewnie będziesz też umiał naprawić błędy innych.

'Jestem Winston Wolfe. Rozwiązuję problemy' - Harvey Keitel w 'Pulp Fiction' był chłodny, konkretny, nieulegający emocjom. Nie panikował, dlatego ROZWIĄZYWAŁ problemy.'Jestem Winston Wolfe. Rozwiązuję problemy' - Harvey Keitel w 'Pulp Fiction' był chłodny, konkretny, nieulegający emocjom. Nie panikował, dlatego ROZWIĄZYWAŁ problemy. fot. materiały prasowe

Jednocześnie poproś współpracowników o sugestie w rozwiązaniu problemu, bo może się okazać, że twój błąd ma nieoczekiwane konsekwencje, których sam nie przewidzisz. Co gorsza, próbując naprawić problem „po cichu” możesz tylko pogorszyć sytuację. Przypomnij sobie, jak w przedszkolu stłukłeś wazon mamy. Wtedy też myślałeś, że dasz radę go sam skleić. Plasteliną.

W wywiadzie, którego udzielił magazynowi „Harvard Business Review”, prezes Toyoty Katsuaki Watanabe tłumaczy: „To właśnie ukryte problemy stają się potem poważnymi zagrożeniami. Jeśli problem jest ujawniony, jeśli widzą go wszyscy, czuję się spokojny. Kiedy problem staje nam przed oczami, to nawet ludzie, którzy wcześniej go nie dostrzegali, będą szukali sposobów na jego rozwiązanie”.

Sekcja zwłok „fakapa”

Błąd naprawiony? Dobrze. Dopiero teraz zacznie się dla ciebie prawdziwa praca. Najpierw musisz odbudować zaufanie szefa i kolegów. Żaden pomocnik nie będzie podawał piłki napastnikowi, który potyka się o własne sznurówki i oddaje piłkę przeciwnikom. Pokaż, że nadal jesteś kompetentny, sprawny i skupiony. Bardziej, niż kiedykolwiek. Najbliższe miesiące będą dla ciebie ciężkie, ale powinieneś teraz o wiele bardziej przykładać się do tego, co robisz. Ktoś musi zostać po godzinach? Ty. Na ochotnika. Ktoś musi pojechać na spotkanie z najbardziej upierdliwym klientem? Ty. Na ochotnika. Ktoś musi spędzić kilka dni, studiując dokumentację jakiegoś nowego sprzętu czy oprogramowania? Jak myślisz? Tak! Ty, na ochotnika. To nie muszą być wielkie zadania. Drobiazgi, wykonywane sumiennie, mogą zrobić wiele dla odbudowy zaufania. Ale pilnuj się, bo na tym etapie nie stać cię na kolejne wtopy.

Pamiętaj, porażka cię nie definiuje. I wcale nie oznacza, że w przyszłości nie odniesiesz sukcesu. Donald Trump zbankrutował sześć razy. Billowi Gatesowi na prezentacji Windows 98 współpracownik zawiesił komputer tak, że na telebimie pojawił się „niebieski ekran śmierci”.

I właśnie odrobienie lekcji jest najlepszym, co możesz dla siebie zrobić. Jak detektyw z „CSI:  Miami” zrób sekcję zwłok swojego „fakapa”. Co poszło nie tak? Co mogłeś zrobić lepiej? Czy problem jest gdzieś głębiej, w tym, jak w ogóle jest zorganizowana praca? Zadaj sobie pytanie „dlaczego”, a kiedy udzielisz sobie odpowiedzi, powtórz pytanie. Kop w głąb i szukaj źródła problemu. Pięć takich pytań powinno pozwolić ci ustalić prawdziwy problem. I spróbować coś z nim zrobić. Choćby zgłaszając szefowi i kolegom propozycje usprawnienia waszej roboty na przyszłość, żeby nie dopuścić do tego, żeby komuś innemu zdarzyła się bliźniacza wpadka. Zrozum błąd i stwórz nowy plan gry na następny mecz. W ten sposób nie tylko wyjdziesz z twarzą z problemu: wyjdziesz z niego jako lepszy pracownik, lepszy specjalista i bardziej opanowany człowiek. „Fakap” wyjdzie ci na zdrowie.

Miles Davis powiedział kiedyś: „Kiedy zagrasz złą nutę, to dopiero od tego, jaką nutę zagrasz po niej zależy, czy melodia idzie dobrze czy źle”. W życiu – jak w muzyce – to nie sam błąd jest problemem. Tylko to, co robisz bezpośrednio po jego popełnieniu. A satelita zebrany z podłogi? Udało się go naprawić, za jedyne 130 mln. Poleciał w kosmos sześć lat później i pracuje do dziś. Mimo „fakapa”.

Zobacz także
  • Jak się robi startupy w Afryce? Jak się robi start-upy w Afryce?
  • Wielki Mur Chiński to jedyna budowla widoczna z kosmosu - oto jedna z bzdur powtarzanych od lat. Mamy dla was 17 geograficznych ciekawostek, których zdecydowanie brakuje na lekcjach geografii. Idziemy o zakład, że parę razy się zdziwicie, a przynajmniej sięgniecie po atlas, żeby odszukać Togo, Filipiny czy Arabię Saudyjską. Wielki Mur Chiński wcale nie jest jedyną konstrukcją widzianą z kosmosu - używając tylko oczu (bez specjalistycznych narzędzi) spoza Ziemi bez problemu można zobaczyć np. świecące nocą miasta, a nawet autostrady. Co do samego Wielkiego Muru, to akurat jego zobaczenie jest stosunkowo trudne - to brązowa linia w brązowym terenie. By nieco ułatwić sprawę, w 2000 roku Brytyjczycy zbudowali w okolicy specjalny biały namiot. Airbnb organizuje wyprawę dookoła świata
  • Forum Romanum Rzym wprowadza nowe zakazy dla turystów. Zobacz, czego już nie można robić w Wiecznym Mieście

Polecamy