Wywiad z Potworem z Horror House'u

Potwór we własnej osobie

Potwór we własnej osobie (fot. materiały prasowe Horror House)

Pewnie wielu chłopców myślało o tym, by zostać strażakiem. Ale bycie "straszakiem" to też potwornie fajne zajęcie. Chyba. O szczegóły pytamy potwora z Horror House'u.

Jak wyglądała pana rozmowa o pracę? „Proszę mnie przestraszyć”?

Zanim zostałem potworem, sam byłem jedną z ofiar – wraz z grupą znajomych wybraliśmy się do Horror House’u. To, co tam przeżyliśmy, przerosło nasze oczekiwania. Już wtedy pomyślałem, że fajnie byłoby tam pracować. Po około czterech miesiącach znalazłem ogłoszenie o naborze nowych pracowników. O 3 w nocy wysłałem swoje CV (była pełnia, za oknem zawył wilk…).

Zawsze miał pan taką zajawkę i lubił straszyć ludzi?

Nigdy nie umiałem straszyć, nawet znajomych. Mało tego, nie lubię oglądać horrorów! Dlatego pomyślałem, że to praca właśnie dla mnie!

A w ofercie nie było: „Doświadczenie w straszeniu mile widziane”?

(Śmiech) No właśnie nie. Idąc na spotkanie, nie wiedziałem, czego się spodziewać. Sama rozmowa wyglądała dość zwyczajnie – zapytano mnie o dyspozycyjność, problemy zdrowotne i czy boję się ciemności. Podobno miałem wtedy błysk w oku, który zdradzał, że chcę to robić. Potem przyszedłem na dzień próbny, który miał pokazać, czy się do tego nadaję, czyli czy umiem krzyczeć, improwizować i czy sam nie będę się bał klientów. Bardzo dużo dało mi to, że wcześniej miałem okazję być straszonym. Wszystko to, co najbardziej mnie przerażało, wykorzystywałem w mojej pracy. Dźwięki, które wydają nasze potwory, są naturalne – nie mamy żadnych mikrofonów ani nagranych gotowców. Po pierwszym dniu nie mogłem mówić, ale chciałem więcej. Straszenie ludzi to przyjemne zajęcie, polecam.

Jakie role odgrywa pan podczas pokazu?

Nie mamy z góry narzuconych ról, więc codziennie możemy być inną koszmarną postacią: strasznym klaunem, psycholem z siekierą albo martwą dziewczynką. Bywa, że niektórzy
klienci mają specjalne życzenia, np. wieczory kawalerskie pragną spotkać na swojej drodze upiorną pannę młodą, a niektórzy ulubioną postać z filmu lub gry. Na szczęście mamy dobrze zaopatrzoną garderobę i dopóki ich propozycje nie kolidują z naszym scenariuszem, jesteśmy w stanie spełnić prośbę. Bardzo ważne jest dostosowanie się do grupy klientów – trzeba wyczuć, czego się najbardziej boją dane osoby.

A czego się boją?

Najwięcej ludzi boi się klaunów. Zdarzały się też osoby, które bały się węży, koników polnych, ptaków, a nawet monet. Musimy się dokładnie wsłuchiwać się w to, co mówią uczestnicy danej grupy. Staramy się dostosowywać pokaz do lęków klientów, oczywiście z umiarem.

Skąd czerpiecie pomysły?

Przede wszystkim inspirujemy się postaciami ze znanych filmów grozy, a inne to nasza własna inwencja twórcza. Z czasem reakcje grup weryfikują, czy dana postać spełnia standardy strachu. Kiedy popularny był film „Obecność”, wprowadziliśmy postać zakonnicy demona i chociaż wyglądała odrażająco, klienci w ciemności mylili ją z Samarą Morgan [dziewczynka z horroru „The Ring” – przyp. red.]. Zakonnica strzeliła focha i zaczęła gwiazdorzyć, więc musieliśmy ją z powrotem posłać do diabła.

A panu się to nie nudzi? Nie myśli pan: „O nie, znowu muszę się wydzierać?”

Staję się potworem, gdy tylko przekraczam próg Horror House’u, i zostaję nim, dopóki nie opuszczę tego miejsca. Jestem jak Dr Jekyll i Mr Hyde. Na początku, wracając z pracy, miałem ochotę straszyć przechodniów. Przyznaję, że kilka razy się zapomniałem i to zrobiłem. Czułem niedosyt. Chciałem krzyknąć lub złapać kogoś za łydkę. Teraz mam o tyle dobrą sytuację, że jestem zarówno sympatycznym panem z recepcji, który tłumaczy wszystkie zasady, odbiera telefony i zapisuje grupy, jak i przerażającym potworem. Dzięki temu mam różnorodność i się nie nudzę. Wydzieranie się jest oczyszczające – usuwa wszystkie negatywne emocje, jakie w sobie nagromadziliśmy. Poza tym nie tylko krzyczymy, ale też wydajemy z siebie różne inne dźwięki. Ja bardzo lubię śpiewać grupom urocze melodyjki. Często myślą, że robi to jakaś mała dziewczynka ;)

Dużo macie odwiedzających?

Nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ile będzie grup danego dnia; zależy od sezonu, pogody, dnia tygodnia czy nawet meczów w telewizji.

Najwięcej ludzi boi się klaunów.Najwięcej ludzi boi się klaunów. fot. materiały prasowe Horror House

Ponoć 30% uczestników prosi o wcześniejsze wyjście – to pana się tak boją?

Mam 170 cm i ważę trochę mniej niż 60 kg – czy ktokolwiek jest w stanie wystraszyć się takiego chucherka? A jednak, to wystarcza, żeby zwykłym dotykiem lub krzykiem powalić na ziemię kogoś znacznie większego. Ludzie najczęściej rezygnują, ponieważ nie spodziewają się, że obecne horror house’y tak różnią się od „zamków strachu”, które były kiedyś w wesołych miasteczkach. Często do końca nie wiedzą, dokąd idą, nie spodziewają się aktorów, ciemności. A my już od samego wejścia staramy się tworzyć odpowiedni klimat. Nie wszyscy ludzie są w stanie uzmysłowić sobie, że to tylko zabawa. Jeżeli ktoś się wkręci za bardzo, szybko odpada. Uwielbiam grupy, które mimo że się bardzo boją, chcą przejść całą trasę.

Co jest w pana pracy najśmieszniejsze?

Najśmieszniejsze są reakcje ludzi – potrafią być naprawdę nieprzewidywalne. Nigdy nie zapomnę reakcji pana, którego delikatnie musnąłem koniuszkami palców po karku. Na monitorze wyglądało, jakby poraził go prąd. Od razu upadł na kolana i próbował się schować za resztą grupy.

Ma pan jakieś jeszcze przykłady?

Na samym początku mojej pracy miałem jedną „przygodę”. Grupa przechodziła przez pomieszczenie wyglądające jak kuchnia, a jeden z panów postanowił wziąć czajnik! Na moje nieszczęście w czajniku była woda, ale – to z kolei na moje szczęście – zimna. Gdy tylko mnie zobaczył, oblał mnie nią. Kiedy przyszła osoba z recepcji zapytać, po co mu czajnik, odpowiedział, że do obrony (śmiech). Grupy często lubią bronić się rekwizytami, a czasami zastawiają drzwi meblami, żeby żaden aktor nie wszedł do pomieszczenia. Zapominają jednak, że potwory potrafią przechodzić przez ściany… Pamiętam też dzień, w którym zabrakło nam drzwi – zdarza się, że grupa wyrwie je z zawiasów albo wyłamie zamek. Musieliśmy wtedy poświęcić nasze drzwi do garderoby. Zdarza się też, że nadają nam imiona, dzięki temu zaczynają wierzyć, że jednak jesteśmy ludźmi. Jednak chyba jeszcze żaden z klientów nie trafił z imieniem (śmiech) Inny razem pewien pan tak się bał jednego z aktorów, że położył się na ziemi i schronił za mniejszym kolegą. Ludzie w strachu potrafią mówić bardzo dużo. Raczej staram się w to nie wsłuchiwać, ale zdarzyło się, że jakiś tekst mnie rozbawił.

Pamięta pan, co to było?

Jest kilka takich tekstów. Nigdy nie zapomnę, jak jeden z chłopaków stwierdził, że nie mamy noktowizorów (co akurat jest prawdą), ale wstrzykujemy sobie ultrafiolet do oczu. Jedna pani z kolei krzyknęła, żeby jej nie dotykać, bo… dostanie kleszczy. Śmieszne są też czasami rozmowy grup. Na szczęście najczęściej mam na twarzy maskę, więc nie widać mojego uśmiechu. Razem z resztą potworów postanowiliśmy zebrać najśmieszniejsze (dla nas) lub najczęściej powtarzane teksty klientów i stworzyć film na YouTube’a. Do historii przeszło chwalenie naszej „charakterystyki” zamiast „charakteryzacji”. Co jest najtrudniejsze w pracy? Obcowanie z ludźmi, którzy łamią regulamin pomimo upomnień. Trudno jest skradać się, kiedy ktoś świeci w twoją stronę telefonem lub gdy przez całe przejście zachowuje się agresywnie. Trzeba wyczuć, jak grupa reaguje na pierwsze dźwięki. Jeżeli słyszymy, że agresywnie, musimy trzymać się bardziej na dystans.

Czy pamięta pan jakąś osobę, która szczególnie przeszkadzała panu w pracy?

Najczęściej przeszkadzają nam osoby, które już kiedyś u nas były, przyprowadzają znajomych i w trakcie przejścia wszystko im zdradzają. Włącza się im „tryb przewodnika”, idą pierwsi i „oprowadzają” resztę. Od razu idą do miejsca, gdzie jest ukryty klucz, ostrzegają resztę: „Nie przestrasz się, tu zaraz ktoś wyskoczy!”. To zwykłe psucie zabawy osobom, które są u nas pierwszy raz. Oczywiście fajnie, że przyprowadzają innych, to znaczy, że im się podobało lub zrobiliśmy na nich duże wrażenia, ale słabe jest to zdradzanie, co będzie.

A czy ktoś szczególnie się pana bał?

Częstą reakcją na strach jest agresja – musimy zachować odpowiedni dystans, żeby nie oberwać. Przed samym rozpoczęciem pokazu przypominamy klientom, żeby panowali nad odruchami i nie używali siły, ale czasami emocje biorą górę. Są też osoby, które za wszelką cenę nie chcą pokazać, że się boją. Widać po nich i słychać po głosie, że wcale to nie jest dla nich takie łatwe, ale obawiają się, co powiedzą znajomi, kiedy zauważą ich strach. Możliwe, że też przed samymi sobą nie chcą wyjść na mięczaków.

Czy doświadczenie z pracy przydaje się w życiu?

Dzięki pracy w domu strachu nauczyłem się doskonale obsługiwać wkrętarkę, dowiedziałem się, czym są trytytki, i umiem odpalić piłę spalinową. Jeżeli ktoś potrzebuje, żeby ściąć mu drzewo, to polecam się. Nabrałem dużo dystansu do siebie i do innych. Jestem bardziej pewny siebie i asertywny. Przekonałem się, że większość ludzi podobnie reaguje na strach.

Jak pan odnajduje się, gdy idzie do „zamku strachu” czy innych tego typu obiektów?

Zanim zacząłem przygodę ze straszeniem, byłem w Horror House jako klient. Do dzisiaj zastanawiam się, jak udało mi się przejść całą trasę. Byłem zawzięty i nie chciałem pokazać przed kolegami, że aż tak się boję. Wygrała też chęć zobaczenia każdego pomieszczenia. Wszystko było bardzo realistyczne. Każdy dźwięk sprawiał, że moje serce biło mocniej. Ostatnio postanowiłem iść do innego domu strachu. Bardzo chciałem się bać, od początku próbowałem się nakręcić… Niestety po trzech latach pracy w tej branży takie miejsce nie jest w stanie mnie przestraszyć. Jestem już zbyt odporny.

Czy jest coś, czego się pan boi? Prywatnie. Czy można pana przestraszyć?

Prywatnie jestem bojaźliwą osobą i bardzo łatwo mnie przestraszyć. Jeżeli jestem zmuszony do obejrzenia horroru, zawsze zasłaniam oczy. Nigdy nie robię tego w samotności. Nie lubię się bać, ale lubię straszyć innych. Natomiast w filmach grozy przerażają mnie nawet te najbardziej przewidywalne momenty.

A co przeraża pana „kolegów po fachu”?

Jeżeli chodzi o resztę naszych „potworów”, wybierają raczej horrory psychologiczne, w których utrzymany jest mroczny klimat, bez jumpscare’ów wciśniętych w każdą możliwą scenę. Raczej unikają tych promowanych, wielkich produkcji kinowych, typu „Obecność 2”. Choć w naszym zawodzie wskazane jest być z takimi filmami na bieżąco, ale niekoniecznie muszą się nam podobać.

Czy coś pana w robocie frustruje?

Osoby, które zachowują się, jakby przyszły za karę i nie chcą lub nie potrafią wczuć się w klimat. Nie każdego da się wystraszyć, jest te kilka procent osób, które się nie boją. A w tej garstce ludzi znajdą się osoby, które reszcie swojej ekipy potrafią zepsuć zabawę, racjonalizując wszystko, na siłę uspokajając, powtarzając: „Czego się boicie?! To tylko ludzie! Nie bójcie się! Przestańcie krzyczeć!”. Straszenie to naprawdę przyjemna praca,
jednak kiedy pojawia się w grupie ktoś taki, to cała nasza praca idzie na marne. Strach w dużej mierze zależy od nas, aktorów, ale duże znaczenie ma też grupa, jej nastawienie. Trzeba zapomnieć, że jesteśmy tylko ludźmi, a wczuć się w klimat, dać się ponieść emocjom i poczuć jak bohater filmu grozy.

Jakie trzeba mieć cechy, by zostać aktorem w Horror House?

Trzeba być osobą otwartą, kreatywną, z pomysłem na siebie. Nie każdy jest w stanie straszyć. Moje początki były trudne, bałem się grup bardziej niż one mnie, serce biło bardzo szybko. Ciągle zadawałem sobie pytanie: „Co będzie, jeśli nie zdołam ich wystraszyć? A jak mnie wyśmieją?”. Szybko mi przeszło takie myślenie. Zrozumiałem, jak działa ludzka psychika, co trzeba zrobić, żeby kogoś wystraszyć, a czego powinienem unikać, jak powinienem się poruszać, kiedy wyskakiwać, żeby nikt odruchowo mnie nie uderzył.

Jak zdobyć taką pracę?

Przede wszystkim trzeba być martwym. Jak jeden z potworów zdoła nam uciec, to wystawiamy ogłoszenia, że poszukujemy nowych. Jakiś czas temu uciekła nam Samara, ale udało się nam ją złapać (śmiech).

Jak to „uciekła”? W sensie zrezygnowała?

Samara nie może sobie tak po prostu zrezygnować. Jest potworem i musi straszyć, chyba że jakimś cudem uda jej się uciec. Rok temu nawiała i chodziła ulicami Warszawy. Potem dostawaliśmy zdjęcia, że była widziana w sklepie spożywczym, nad Wisłą, na przystankach autobusowych. Postanowiła zrobić sobie wycieczkę, ale wróciła. Była głodna strachu śmiertelników.

Czy macie jakieś stowarzyszenie?

Nie wolno mi o tym mówić.

A dlaczego?

Bo o takich stowarzyszeniach mogą wiedzieć tylko potwory, osoby przesiąknięte strachem zwykłych śmiertelników. Mamy bardzo zgrany zespół, wszyscy jesteśmy w podobnym wieku, więc dobrze się ze sobą dogadujemy. Często pomimo wielu godzin spędzonych razem w pracy wychodzimy jeszcze na miasto i spędzamy kolejne godziny w swoim towarzystwie.

Jak jest z zarobkami?

Jakie zarobki? Horror House jest naszym domem, a żywimy się strachem ludzi. Czego więcej potrzeba nam do szczęścia?

Zobacz także
  • Dr Sylwia Spurek, zastępca rzecznika praw obywatelskich Co jest molestowaniem? Wywiad z dr Sylwią Spurek, zastępczynią rzecznika praw obywatelskich
  • Mój pierwszy raz: golf Mój pierwszy raz : golf
  • Bosch Unlimited Bosch Unlimited: odkurzanie bez granic
Skomentuj:
Wywiad z Potworem z Horror House'u
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy