Świat po #metoo

Harvey Weinstein

Harvey Weinstein (Shutterstock)

Molestowanie seksualne latami było zamiatane pod dywan. Bo tak wygodniej, bo nie każdy wiedział, co to oznacza, nie każdy rozumiał, że to coś złego. Jednak świat już się zmienił. Podpowiadamy, jak się w nim odnaleźć.

Kiedy w październiku ubiegłego roku „New York Times” ujawnił, że wpływowy hollywoodzki producent Harvey Weinstein przez lata molestował seksualnie aktorki, mało kto chyba jeszcze podejrzewał, co wydarzy się lada moment. Ale gdy kilka dni później filmowa gwiazda Alyssa Milano zaapelowała do kobiet, by dzieliły się swoimi doświadczeniami, wywołała lawinę. W ramach akcji #MeToo nie tylko aktorki, europosłanki czy sportsmenki, ale miliony zwyczajnych kobiet z całego świata zaczęły opowiadać o gwałtach, poklepywaniach, seksistowskich i chamskich zaczepkach, niewybrednych komentarzach. I o tym, że sobie tego zwyczajnie nie życzą. Ci, którym wydawało się, że takie rzeczy to na pewno nie w ich środowisku, musieli przecierać oczy ze zdumienia, gdy dziesiątki ich koleżanek pisały: „Ja też”.

W opublikowanym w marcu sondażu na zlecenie NBC News i „Wall Street Journal” blisko połowa badanych (48 proc.) stwierdziła, że po akcji o niewłaściwych zachowaniach w miejscu pracy zaczęło się mówić głośniej. Jak przełożyło się to na postawy Amerykanów? Prawie co piąty (18 proc.) przyznał, że na fali #MeToo zmienił swoje zachowania.

Nie łudźmy się, że zmieni to wszystkich. Osób o konserwatywnych poglądach czy zwykłych szowinistów na pewno nie. Podobnie jak i niezliczone kampanie społeczne, odwrócenie ról w serialach czy reklamach. Wręcz przeciwnie, ich reakcje jeszcze się zaostrzy. Trafi do tych, którzy poddają refleksji swoje doświadczenia, są krytyczni wobec siebie. A takich osób nie jest dużo

– uważa Michał Pozdał, seksuolog i psychoterapeuta.

Zresztą w tym samym badaniu aż 36% respondentów stwierdziło, że dyskusja na temat molestowania seksualnego „poszła za daleko”. Bo okazało się, że molestowanie to nie tylko wymuszony seks.

Ale coś niewątpliwie drgnęło. Za dramatycznymi wyznaniami poszły zarówno rozważania, co dalej, jak i propozycje konkretnych zmian. Po kilku miesiącach prac we Francji przyjęto prawo przewidujące kary finansowe za napastowanie słowne kobiet w miejscach publicznych. Firmująca zmiany minister ds. równości Marlène Schiappa wspominała, że z obscenicznym komentarzem od obcego mężczyzny po raz pierwszy spotkała się w wieku 14 lat, ale od bliskich usłyszała, że po prostu tak już jest.

Sam Weinstein tłumaczył zresztą, że dorastał w latach 60. i 70., „kiedy reguły dotyczące zachowania w pracy były inne”. Ale przecież jakoś nie wszyscy postępowali wówczas w podobny sposób.

Pojawiło się pytanie, jaki ma być nowoczesny mężczyzna. I czy rzeczywiście wyłania się jakiś wyraźny, nowy wzorzec?

Kobiety się zmieniły

Psycholog prof. Bogdan Wojciszke zwraca uwagę na dwie sfery funkcjonowania ludzkiego: sprawczość, czyli koncentrację na zadaniach, osiąganie celów, oraz wspólnotowość, a więc podtrzymywanie relacji społecznych, dbanie o nie. Tradycyjnie, zgodnie ze stereotypem, pierwsza była domeną mężczyzn, druga – kobiet. Ale w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, kiedy kobiety weszły na rynek pracy, nastąpił przyrost ich sprawczości.

Analogiczna zmiana w przypadku mężczyzn powinna zatem polegać na tym, że przybywa im wspólnotowości: koncentrują się na związkach interpersonalnych, dzieciach. Jednak tak się nie dzieje, nie ma tak wyraźnej zmiany, przesunięcia wzorca jak w przypadku kobiet

– mówi prof. Wojciszke.

Dlaczego?

Szeroko pojęta cywilizacja Zachodu jest indywidualistyczna i bardziej ceni to, co sprawcze, niż to, co wspólnotowe. Wspólnotowość nie nabrała wartości. Nawet zawody jej wymagające, jak choćby nauczyciel, są kiepsko opłacane. To popychało kobiety, by stawały się bardziej sprawcze, a mężczyzn przed zmianą powstrzymuje. Wprawdzie widzą, że ten tradycyjny mężczyzna ograniczony do sprawczości to archaiczne zjawisko, ale nie bardzo wiadomo, jak sobie z tym poradzić. Bo nie ma siły napędowej do zmiany. Stary wzorzec męskości odchodzi, ale nowego nie ma. Do połowy XX w., a w związkach patriarchalnych również dzisiaj, stosunek mężczyzny do kobiety wyznaczał kontrakt płci: ona jest damą, on jej rycerzem; ona pozwala mu się zdobyć, a on później ułatwia jej byt, dba o interesy jej i ich dzieci, jest opiekuńczy. Ale pod warunkiem że i ona wypełnia swoją część kontraktu: jest posłuszna, miła, powabna

– tłumaczy dr Maciej Duda, psychoterapeuta, filolog z UAM w Poznaniu, autor książki „Emancypanci i emancypatorzy”.

Każdy z nas musi indywidualnie rozwiązać problem. Co z tym zrobimy, czy będziemy chcieli go dostrzec i świadomie na niego odpowiemy, czy pójdziemy nieświadomie wypracowanymi skrótami na bazie kontraktu płci, to już nasz wybór

– dodaje.

Komplement czy molestowanie?

Kiedy dyskutowano, czy do jednego worka należy wrzucać tak różne kwestie, jak gwałt i niechciany komplement, na łamach „Le Monde” głos zabrało sto kobiet z Catherine Deneuve na czele. Ikona francuskiego kina, aktorka wcielająca się w role kobiet seksualnie wyzwolonych, w przeszłości publicznie opowiadająca się za równością kobiet, wystąpiła w obronie praw mężczyzn do swobodnego uwodzenia i podrywu. Nawet jeśli czynionego „nieporadnie lub w sposób ordynarny”.

Nie negując konieczności karania gwałcicieli czy obnażania historii jak ta z Weinsteinem, sygnatariuszki listu otwartego dopatrzyły się w akcji #MeToo podkopywania wolności seksualnej, nowego purytanizmu, a nawet polowania na czarownice. List wywołał poruszenie, a jego autorki zostały nazwane wręcz „apologetkami gwałtu”. Ale pewnie podpisałaby się pod nim niejeden mężczyzna.

W październiku ubiegłego roku CBOS zapytał Polaków o granicę między komplementem a tym, co już obraźliwe. Jeśli chodzi o składanie obcej kobiecie propozycji seksualnych czy celowe dotknięcie jej z podtekstem seksualnym, nie mamy wątpliwości – za złe uznało to odpowiednio 87 i 91% respondentów. Ale doszukanie się molestowania w uporczywym wpatrywaniu się czy publicznym wyrażaniu podziwu dla kobiecych części ciała (nóg, biustu, pośladków) już takie oczywiste nie jest. Co jednak nie dziwi, inaczej widzą to kobiety, a inaczej mężczyźni, którzy bardziej skłonni są dopatrzyć się w takim zachowaniu czegoś pozytywnego.

Niechciane awanse to przykrość dla osoby, do której są kierowane. Wciąż jednak istnieje stereotyp męskości – tego mężczyzny, który aktywnie zdobywa, a więc musi zrobić coś, co zostanie zauważone przez drugą stronę. O ile w przypadku dotyku nie ma niejasności, o tyle w przypadku rozmowy czy komplementowania taka niejasność może się pojawić

– mówi prof. Wojciszke.

Jesteśmy strasznie uwikłani w tę naszą przeszłość – seksistowską i pełną stereotypów. Bo i kultura jest ich zbiorem. Powinna więc dokonać się taka jej zmiana, która inaczej zdefiniuje męskość i kobiecość. I kobiecość bywa rzeczywiście trochę inaczej definiowana. Ale w przypadku męskości mamy tylko powszechne przekonanie, że to, co dotychczasowe, jest niezadowalające. Na czym więc miałby polegać ten nowy wzorzec, oprócz tego, że nie być tym starym, nie wiadomo.

Rosjanie jeszcze walczą

Dla niektórych już samo pożegnanie się ze starym wzorcem zachowań może być niezrozumiałe. Na fali #MeToo niektórzy wystawcy zaczęli rezygnować z obecności hostess na targach motoryzacyjnych. – Czasy się zmieniają – tłumaczyła przed marcowymi targami w Genewie Sara Jenkins, rzeczniczka prasowa Nissana. – Większy sens ma zatrudnianie specjalistów, przecież sprzedajemy samochody.

Z kolei na początku roku ogłoszono, że z wyścigów Formuły 1 znikają grid girls – dziewczyny, które towarzyszą kierowcom na torach. Powód? Zwyczaj ten nie pasuje do wartości wyznawanych przez właściciela F1 i „kłóci się ze współczesnymi normami społecznymi”.

Niezadowolenie szybko wyraziła Rosja, która chce „ożywienia” tradycji (na torze w Soczi odbywają się wyścigi GP). – W każdym ze sportów motorowych kobiety reklamują samochody. Wyglądają przy tym ładnie i harmonijnie – stwierdził wicepremier Dmitrij Kozak. Zwolennicy pozostania dziewczyn na torach podnosili, że one po prostu w ten sposób zarabiają. Przywołują też reklamy z udziałem roznegliżowanych mężczyzn.

Tylko że nawet w tych sytuacjach mężczyźni dalej są podmiotami, są sprawczy albo pojawiają się jako taki trochę żart z konwencji z nagą kobietą. Tymczasem kobiety często przedstawiane są fragmentarycznie, jako suma części, jako ciało bez głowy albo wręcz jako przedmiot

– zauważa dr Anna Studzińska, psycholog społeczna.

Więc, choć jakiś mężczyzna może poczuć się uprzedmiotowiony, te przypadki są na tyle rzadkie, że nie wpisują się w szerszy system dyskryminacji i opresji.

Ale Michał Pozdał problem dostrzega.

Nikt nie zaprosi do programu w telewizji anorektyczki, żeby porozmawiać z nią o diecie. Kobiety dawno już powiedziały, że tak nie wyglądają. Ale w zachwycaniu się bicepsem swojego gościa przed kamerami prowadząca nie widzi już problemu. Albo reklama środka na erekcję „Kiedy konar nie chce zapłonąć...”. Nas też się uprzedmiatawia, sprowadza do tego, że mamy penisa i musimy mieć erekcję

– mówi.

Mam wrażenie, że odbiera się nam sferę emocjonalną, jakby nie mogło być nam przykro, postrzega się nas przez pryzmat seksualności. Tak jak bywają kobiety, które się na to zgodzą, tak są i mężczyźni. Ale przecież nie wszyscy.

Trudno w tym kontekście nie przywołać sceny z „Top Model” sprzed kilku lat, w której juror sprawdzał przed kamerami, czy biust jednej z uczestniczek programu jest „prawdziwy”. Choć gdy to kwestionowano, sama zaproponowała taki „sprawdzian”, po czasie wyznała, że żałuje, że nie pozwoliłaby już na coś takiego.

Nasze badania pokazują, że molestowanie seksualne ma negatywny wpływ na samopoczucie, nawet jeśli my sami nie widzimy w tym, co nas spotkało, molestowania. Jeśli więc ktoś wgapia się kobiecie w biust, dotyka jej, mówi o niej w uprzedmiotawiający sposób, to nawet jeśli ona twierdzi, że to nie jest molestowanie seksualne albo że się na takie zachowanie zgadza, to i tak może się to odbić negatywnie na jej stanie psychicznym

– zwraca uwagę dr Studzińska.

Sondaże pokazują, że o wiele więcej osób przyzna się – nawet nieświadomie – do bycia ofiarą molestowania, kiedy wskażemy im konkretne czynności, których ofiarą mogły paść, niż gdy wprost zapytamy, czy były ofiarami molestowania.

Może mieć to związek z niechęcią do postrzegania siebie jako ofiary. W przypadku kobiet również z tym, że chcą być widziane jako „równe babki, z dystansem, co znają się na żartach”. Już 7-letnie dziewczynki wiedzą, że lepiej na tym wyjdą, jeśli będą „jednym z chłopaków”

– mówi dr Studzińska.

Czy w drugą stronę też to działa?

#MeToo zaczyna zataczać coraz szersze kręgi. Pod koniec sierpnia Asia Argento, włoska aktorka i reżyserka, jedna z pierwszych kobiet, które głośno opowiedziały o tym, czego dopuszczał się Weinstein, sama oskarżona została o molestowanie. Wedle słów aktora Jimmy’ego Bennetta miała go wykorzystać seksualnie, gdy był jeszcze nieletni. W sieci zawrzało. „Jaki normalny chłopak w wieku 17 lat z buzującymi hormonami poczułby się molestowany przez nawet starszą, ale dobrze wyglądającą kobitkę, która by się do niego dobierała?” – komentarze w podobnym tonie znajdziemy bez problemu. Ale skoro można było dezawuować wyznania kobiet, jak przyjąć, że i mężczyzna może nie mieć na coś ochoty?

Oczywiście, to większość mężczyzn molestuje, a mniejsza ich część jest ofiarami. Musimy zachować proporcje. Wydaje mi się jednak, że dyskusja ukazująca molestowanie kobiet przez kobiety, mężczyzn przez mężczyzn i mężczyzn przez kobiety pokazałaby nam całe spektrum problemu. Biorąc udział w czymś, co zaproponowały nam kobiety, może udałoby nam się wyleczyć cały ten układ

– mówi dr Maciej Duda.

Michał Pozdał:

Mnie #MeToo uświadomiło, że ja też byłem molestowany przez kobiety, traktowany przez nie tak, jak one nie chcą być traktowane przez nas. Kiedy podczas konferencji moja koleżanka zapowiada mnie: „A teraz wykład zrobi nasz przystojny kolega”. Albo gdy inna „niewinnie” klepie mnie po klatce piersiowej, mówiąc: „Ale przypakowałeś”. Ja wiem, że w drugą stronę nie mogę sobie na coś takiego pozwolić.

Zanim więc oczyścimy się ze wszystkiego i spróbujemy wypracować nowe wzorce, spróbujmy może pozornie najprostszych rozwiązań.

Nie uczymy dzieci, że są komplementy i „komplementy”, że są konteksty. Bo czym innym jest, gdy mężczyzna mówi do swojej ukochanej: „Ale ty jesteś d...”, a ona do niego „Jakie ty jesteś ciacho”, czym innym zaś, kiedy obcy facet woła za nią na ulicy „Ale d...!”

– tłumaczy Michał Pozdał.

Wystarczy usłyszeć, co mówi druga strona. Jeżeli ktoś ci mówi, że żart czy komplement nie jest fajny, to nieważne, że wydaje ci się inaczej. Jeżeli mimo to go powtarzasz, to przekraczasz granicę. Twoje intencje mogły być dobre za pierwszym razem, ale kiedy już wiesz, że komuś to się nie podoba, a ty powtarzasz, robi się to już przemocowe.

Dr Studzińska:

Jeśli nie jesteś pewien czy pewna – zapytaj. Jeśli odpowiedzią nie jest entuzjastyczne „tak!”, zastanów się, czy to aby nie jest ukryte „nie”. Bo może masz pozycję władzy, może rozmawiasz z kimś bardzo nieśmiałym. W kontekście molestowania seksualnego mężczyźni, ale również kobiety, wiedzę mają czerpać z tego, że żyjemy w społeczeństwie i powinniśmy patrzeć, jak inni reagują na nasze zachowania, i jeśli one ich krzywdzą albo sprawiają im dyskomfort, to powinniśmy przestać się tak zachowywać.

Dr Duda:

Gdyby szukać pozytywu dla mężczyzn, to można na negatywny przekaz, mówiący „tak nie wolno”, spojrzeć jak optymista na w połowie pełną szklankę i grubą kreską wykreślić te zachowania, które znajdują się poniżej poczucia empatii.
Zobacz także
  • Dr Sylwia Spurek, zastępca rzecznika praw obywatelskich Co jest molestowaniem? Wywiad z dr Sylwią Spurek, zastępczynią rzecznika praw obywatelskich
  • Mój pierwszy raz: golf Mój pierwszy raz : golf
  • Bosch Unlimited Bosch Unlimited: odkurzanie bez granic
Skomentuj:
Świat po #metoo
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy