Wish, czyli zakupy z niespodzianką

Dla niektórych niespodzianką będzie to, że ceny są niesamowicie niskie. Dla innych może to być paczka, jaką otrzymają, z produktem kiepskiej jakości. Wish jest jak loteria.

Ludzie nie mają pieniędzy, ale uwielbiają kupować. Z takiego założenia, tak przynajmniej mi się wydaje, wyszedł Piotr Szulczewski, 37-latek, który stworzył aplikację zakupową Wish pozwalającą na tworzenie list wymarzonych produktów. I na ich zakup. Założenie słuszne, co potwierdza choćby tegoroczny ranking „Wprost”: „100 najbogatszych Polaków”, gdzie Szulczewski zajął piąte miejsce, z majątkiem wycenianym na 5,9 mld zł.

Wish był w zeszłym roku najczęściej pobieraną aplikacją zakupową w USA – zdecydowało się na nią aż 32,5 mln osób, ponad 3 mln więcej niż na aplikację Amazona, czyli największego sklepu online.

Wish, jak podaje „Wprost”, jest internetowym sklepem numer 1 w aż 42 krajach. Codziennie zakupy robi tam mnóstwo ludzi, zamawiając łącznie 2 mln produktów. W czym tkwi sekret Wish? Założyłem konto i postanowiłem zrobić zakupy, żeby przekonać się na własnej skórze.

O matko, ale okazja!

„Shopping Made Fun” to główne hasło serwisu Wish i trzeba przyznać, że faktycznie – zakupy tutaj sprawiają dużo radości. Bo kto by się nie uśmiechnął i nie odczuł chęci kupowania, gdy zobaczy klawiaturę gamingową przecenioną z 551 na 81 zł czy smartfon dostępny za 186 zł, mimo że wcześniej kosztował 4723 zł. Pierwsza myśl: za piękne, aby było prawdziwe. Ale obawy szybko rozwiewają spece od marketingu. Przy każdym produkcie poza ceną widnieje informacja o tym, ile osób kupiło daną pozycję. Przy niektórych „4”, przy innych – „ponad 1000 osób”. Są też opinie. Zwykle produkty mają po kilkanaście lub kilkadziesiąt komentarzy, a średnia ocena wynosi cztery gwiazdki na pięć.

Opinie są w różnych językach, czasami klienci dodają do nich nawet zdjęcia, co sugeruje, że faktycznie otrzymali zamówienie. Nikt się nie rozpisuje – dominują komentarze w stylu „Love it” czy „Come way early love them perfect”. Czy im wierzyć? Ja nie wierzę.

Co mnie jednak przekonało? O Wishu słyszałem od znajomych. Ktoś kupił etui na telefon, ktoś bluzkę. Wrażenia? Paczki doszły, ale trzeba poczekać na dostawę, bo zamówienia są realizowane bezpośrednio z Chin i od różnych dostawców. No i może się zdarzyć, że buty otrzymasz bez pudełka (będą w reklamówce, owinięte folią bąbelkową), a niektóre sprzęty trafią do ciebie bez instrukcji obsługi w języku angielskim (nie wspominając o polskim).

Jeśli więc nie będziesz przesadzać z oczekiwaniami, możesz uznać, że warto spróbować. Pudełko i tak przecież wyrzucasz, instrukcji nie czytasz (nawet jeśli jest), a na zamówienie możesz poczekać kilka tygodni – niska cena wynagrodzi cierpliwość.

Czy to naprawdę jest tak tanie?

Założyłem konto i złożyłem dwa zamówienia. Kupiłem repeater wi-fi (niewielki sprzęt, który podłączasz do gniazdka elektrycznego i zwiększasz przez to zasięg sieci w domu) oraz zegarek. Repeater kosztował 55 zł (zamiast 433 zł), a zegarek – uwaga – zegarek kupiłem za 3,80 zł (zamiast 145 zł). Zauważyłem, że ceny zmieniają się dość często, dlatego w momencie, gdy czytasz ten tekst, repeater może kosztować już np. 30 zł, a zegarek będzie sprzedawany za 6 zł.

Dlaczego wybrałem takie produkty? Bo jestem sceptyczny. Mogłem wziąć drona czy telefon, ale zdecydowałem, że jeśli zegarek czy repeater nie dojdą, jakoś to przeboleję.

Zamówienia zrobiłem na początku sierpnia. Repeater dotarł mniej więcej po miesiącu, zegarka jak nie było, tak nie ma – na stronie widnieje informacja, że został wysłany pod koniec września. Kiedy czytasz ten artykuł, możliwe, że już go dostałem.

Repeater przyszedł w niewielkim kartoniku bez nazwy czy choćby logo firmy. Tylko napis, że repeater i „made in China”. Są jeszcze parametry techniczne urządzenia, a w środku – uwaga – instrukcja obsługi, również w języku angielskim. Jest też, oczywiście, sam sprzęt.

Na tym etapie zacząłem się poważnie zastanawiać i stawiać pytania. Czy elektronika i inne produkty rzeczywiście są tak śmiesznie tanie, a producenci i sklepy narzucają gigantyczne marże, by tylko się bogacić? I jak to możliwe, że komukolwiek opłaca się tworzyć produkt i wysyłać go z innego kontynentu w tak niskiej cenie?

Odpowiedź na to pierwsze pytanie to temat na osobny artykuł (skłaniam się ku temu, że producenci naprawdę „doją” nas, konsumentów, jak tylko mogą…), natomiast co do wysyłki… Chiny mają różnego rodzaju prawa, dofinansowania i zniżki, dzięki którym wysyłka towaru jest bardzo tania. Dla przykładu, istnieje coś takiego jak ePacket – to program wysyłkowy z Chin do USA, gdzie sprzedawcy mogą wysyłać towary ważące mniej niż 2 kg niemal za darmo i jak zauważa amerykański magazyn „The Atlantic”: „za sprawą ePacket wysyłki z Chin do USA są tańsze niż wysyłki z USA do USA”. Absurd? Tak. Fakt? Również.

Zakupy z niespodziankąZakupy z niespodzianką Shutterstock

Nie jestem zadowolony

Ale polityka i biznes na bok. Czy jestem zadowolony z zakupu jako klient? Nie. Repeater okazał się przestarzały! Konfiguracja była utrudniona, bo instrukcja dotyczyła starszego systemu operacyjnego, więc musiałem trochę pogooglować, zanim znalazłem wskazówki instalacji dla Windowsa 10. To jednak pół biedy. Gorzej, że sprzęt po skonfigurowaniu nie działa w satysfakcjonujący sposób. W przypadku sieci wi-fi najlepszą prędkość uzyskujesz wtedy, gdy komputer jest bardzo blisko routera – a najlepiej jeśli podłączony jest do niego przewodem ethernetowym. Im dalej od routera się znajdujesz, tym zasięg będzie gorszy, a prędkość odbierania czy wysyłania plików – mniejsza. Repeater ma temu zapobiegać.

Mój repeater made in China powoduje ciekawy efekt: prędkość wi-fi jest dzięki niemu… niższa niż wtedy, gdy go nie używam. Czyli zamiast pomóc, pogorszył sprawę. Normalnie w takiej sytuacji skontaktowałbym się z producentem i zdecydował na wymianę. Jest to jednak utrudnione, bo… producenta brak.

Czy przez pryzmat dwóch zamówień, z czego jeden zakup na pewno jest nieudany, a drugi nie wiadomo, czy dojdzie, mogę ocenić obiektywnie sklep Wish? Nie. Jest to firma generująca gigantyczne przychody i jeśli faktycznie wszyscy klienci mieliby takie odczucia jak ja, to prawdopodobnie przestałaby już istnieć. Zapewne po prostu mi się nie poszczęściło. A poza tym moi znajomi są zadowoleni z etui na telefony czy nawet z odkurzacza. Kolega kupił go przed paroma miesiącami i sprzęt do dziś działa bez zarzutu.

Sklep na miarę obecnych czasów

Ludzie są dziś uzależnieni od serwisów społecznościowych, a Wish w działaniu nieco przypomina taki serwis. Z serwisów społecznościowych pozyskuje też większość klientów, a przynajmniej robił tak początkowo – z raportu z 2015 r. (serwis Recode) wynika, że firma wydała 100 mln dol. na same reklamy na Facebooku. Z kolei inni analitycy (firma Sensor Tower) informują, że Wish był w drugim kwartale 2017 r. drugim co do wielkości reklamodawcą na Facebooku, szóstym reklamodawcą w Google’u i czwartym w Pintereście.

Obecnie Wish ciągle pracuje nad budowaniem skali, mimo że ma już ponad 500 mln klientów, z czego jakieś dwie trzecie to kobiety (och, to nałogowe kupowanie ubrań przez internet!).

Można powiedzieć, że Wish jest wręcz perfekcyjnym sklepem na miarę obecnych czasów. Jest szóstym na świecie sklepem online pod względem wielkości, a Amazon próbował go podobno przejąć za 10 mld dolarów. Szulczewski odmówił.

Piotr Szulczewski, który przez 6,5 roku pracował w Google’u, założył Wisha w 2010 r. wraz z kolegą Dannym Zhangiem. Firma pozyskała finansowanie od inwestorów venture capital, którzy przeznaczają na start-upy takie jak Wish miliardy dolarów, licząc na późniejsze zwroty. Jak dotąd, z tego, co wiadomo, Wish zgromadził finansowanie na poziomie ok. 1,8 mld dol. i ciągle większość tych pieniędzy wykorzystuje do budowania bazy klientów.

Ambicje? Wish chce być największym e-sklepem na świecie, o obrotach rzędu biliona dolarów. Na razie dużo wskazuje na to, że ten cel uda się osiągnąć. Cóż, ja się do tego nie przyłożę – moje wrażenia już znasz. Choć mam w sobie coś w rodzaju gospodarczego patriotyzmu i kibicuję polskim przedsiębiorcom. Wish moich życzeń nie spełnił.

Może dlatego, że nie jestem kobietą?

Więcej o:
Komentarze (3)
Wish, czyli zakupy z niespodzianką
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Emerytka

    Oceniono 1 raz 1

    "Ambicje? Wish chce być największym e-sklepem na świecie, o obrotach rzędu biliona dolarów. Na razie dużo wskazuje na to, że ten cel uda się osiągnąć.Cóż, ja się do tego nie przyłożę – moje wrażenia już znasz. Choć mam w sobie coś w rodzaju gospodarczego patriotyzmu i kibicuję polskim przedsiębiorcom. Wish moich życzeń nie spełnił.

    Może dlatego, że nie jestem kobietą?"
    Przepraszam za obcesowość, ale odnoszę wrażenie, że seksistowska końcówka "artykułu" ma chyba przykryć głupotę faceta, który kupuje sprzęt elektroniczny na Wish w cenie złomu a oczekuje super dostawy. Jestem kobietą i mam wgląd na to, co kobiety kupują przez takie aplikacje, jak wish czy Aliexpress właśnie dlatego, że tanio (mimo kosztów przesyłki) i dlatego, że tylko w Chinach można kupić niektóre materiały do uprawiania artystycznych hobby (quilling, scrapbooking, decoupage etc) w cenach niższych od tych w Polskich sklepach internetowych, ale za to w porównywalnym gatunku. Warto także sprawdzić, że w Polsce koszt przesyłki z Polski do Polski zaczynają się od 8 złotych a na Wish od 2 zł, choć są także artykuły bez kosztów przesyłki. Wish to platforma podobna do OLX (choć nie identyczna), na której mogą sprzedawać także osoby prywatne, a nie tylko firmy. Przy każdym artykule jest informacja, kto jest sprzedawcą i często aktywny link do sklepu, który ten towar oferuje). Owszem, tak jak pisze Radek: "zamawiając 5 sztuk tego samego towaru od jednego dostawcy płacisz 5 razy opłatę za przesyłkę", ale jest to także po to, by ominąć opłaty celne, które są zależne od zawartości przesyłki oraz od jej wartości. Warto wiedzieć także, że po kliknięciu na awatar użytkownika konta rozwija się lista, na której jest także Obsługa Klienta. Po kliknięciu rozwija się okno dialogowe, w którym można wpisać pytania, by rozwiać swoje wątpliwości.
    Autorowi "artykułu" życzę rozsądnych wyborów. Pozdrawiam

  • Gość: Pinecha

    0

    Nie polecam firmy.Najpierw udawali promocje produktów po czym się z tego wycofali twierdząc że to ja z kupna zrezygnowałam kradnąc sporą część moich wpłat. Nie piszą przy zwrocie gotówki za jaką transakcję jest opłata zwrócona zwrócili kilka wpłat (14) po czym odwoływali się do jednej wpłaty twierdząc że jest to zwrot za kilka produktów ( w sumie zamówień było 24). Zrobiłam zestawienie zakupów i wpłat, numerów transakcji dat zamówień oraz zwrotów, wysyłałam potwierdzenia z wyciągu bankowego ile płaciłam a ile oni oddali a oni nadal robili ze mnie głupka kilka razy znów pisząc że co ja chcę.Przecież oni oddali przy ewidentnej różnicy zwrotów z ich strony w stosunku do moich wpłat, Mija kolejny miesiąc a oni nadal nie oddali moich pieniędzy. Nie polecam - z daleka.Banda oszołomów i złodziei.

  • Gość: Radek

    Oceniono 1 raz -1

    Zabrakło podstawowej, dosyć istotnej dla zamawiającego informacji, że do każdej sztuki wybranego przedmiotu doliczana jest opłata pocztowa, co po prostu zwiększa cenę towaru - zamawiając 5 sztuk tego samego towaru od jednego dostawcy płacisz 5 razy opłatę za przesyłkę. Nie ma tego na Banggood, nie ma też w Vova, gdzie w ogóle nie ponosisz opłaty za przesyłkę, a którą dodatkowo polecam za gwarancję zwrotu zapłaconej ceny w przypadku, gdy towar nie dotrze w wyznaczonym, granicznym terminie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX