O walkach w klatce i w życiu - wywiad z Mamedem Chalidowem

ERYK LUBOS VS MAMED KHALIDOV - RUSZYŁY ZDJĘCIA DO FILMU 'UNDERDOG'

ERYK LUBOS VS MAMED KHALIDOV - RUSZYŁY ZDJĘCIA DO FILMU 'UNDERDOG' (FOT. PIOTR PĘDZISZEWSKI ZDJĘCIA UNDERDOG)

Cała walka w życiu polega tak naprawdę na walce ze swoimi wewnętrznymi słabościami - przekonuje Mamed Chalidow. Opowiada nam, czego się boi i zdradza, że życiowe tragedie, których doświadczył, takie jak śmierć czy choroba bliskich oraz wojna, wcale nie zahartowały go psychicznie. - Jak zło cię może wzmocnić? - pyta.

Niepozorny mężczyzna, ubrany w T-shirt z klubowym logo (Arrachion Olsztyn), żaden tam mięśniak ani zabijaka. Z Mamedem umówiłem się w Gazeta Cafe, w budynku w którym mieści się nasza redakcja. Poznałem go oczywiście po charakterystycznej brodzie. Zresztą nie tylko ja. Napisałem niepozorny? Chyba nie do końca. Fani (a zwłaszcza fanki) zaczęli ustawiać się w kolejce po zdjęcia. On spokojny i wyluzowany, za to ja rozjuszony i podenerwowany tym, że nam przeszkadzają. I jak tu wierzyć stereotypom, według których powinno być na odwrót?

Rozgrzewka

PIOTR MIEŚNIK: - Strasznie zarosłeś, broda coraz dłuższa. Niektórzy pewnie zastanawiaja się, czy jesteś może hipsterem...

MAMED CHALIDOW: - Kiedyś wszędzie niezależnie od kultury nosiło się brody, teraz czasy się zmieniły i mężczyźni zaczęli się golić. A broda jest atutem mężczyzny. To jest zewnętrzne odróżnienie się od kobiet. Patrzę na kogoś z daleka, ten ktoś ma długie albo krótkie włosy, ale jeśli ma brodę, to wiem, że to facet. Powtórzę jeszcze raz: mężczyzna nosi brodę.

Czyli nie wcierasz w nią żadnych past, nie chodzisz jej przystrzyc do barber-shopu czy jak to się teraz nazywa fryzjerów, nie pijesz sojowego latte na "Zbawixie"?

- Nie, absolutnie to nie jest moda. Niektórzy mówią teraz, że broda jest wyznacznikiem męskości. Zapominają o atutach wewnętrznych, zaletach charakteru. Broda to oznaka wizualna. Ktoś może mieć brodę, a wewnątrz być niemęski.

A jak jest u ciebie z dbaniem o wygląd? Czasy mamy takie, że wielu facetów przykłada do tego większą wagę niż ich partnerki. Czy ty w ogóle przejmujesz się tym, jak wyglądasz, czy masz to gdzieś?

- Estetyka i wygląd są dla mnie bardzo ważne. Ja też dbam np. o paznokcie. No, ale nie chodzę z nimi przecież do kosmetyczki.

Pewnie nie należysz do facetów spędzających godziny przed lustrem...

- Pewnie, że nie, ale mam naprawdę dużą garderobę. Moja żona mówi, że mam więcej ciuchów niż ona.

Sam je kupujesz czy to Ewa ci pomaga?

- Nie lubię zakupów. Jest mi ciężko, gdy muszę chodzić po sklepach i coś wybierać. Zazwyczaj tylko szybko gdzieś wpadam i biorę to, co mi się spodoba, ale i tak najlepiej jak na zakupy pójdzie żona i zadzwoni do mnie, że zauważyła coś fajnego. Często jest tak, że ona idzie zrobić zakupy dla siebie, a tak naprawdę więcej przynosi rzeczy dla mnie. No i muszę się przyznać: mam naprawdę bardzo dużo butów.

Nie wiem, czy wiesz, że stałeś się trendsetterem? Wyrocznią stylu dla niektórych facetów. Kluby sportów walki pełne są teraz gości, którzy noszą "mamedówki", a więc takie brody jak ty...

- Nie wiem, czemu tak się dzieje. Teraz ogólnie jest moda na brody, ale nie wiem, czy to, że część chłopaków trenujących sporty walki zapuściła je, stało się za moją przyczyną. Chociaż przypominam sobie, że o tym, że wprowadziłem modę na brody w MMA, wspominał już Maciek Kawulski [współwłaściciel organizacji KSW, menedżer Mameda - red.]. Ale ja na to uwagi nie zwracałem.

Plakat filmu 'Underdog'Plakat filmu 'Underdog' Materiały prasowe

11 stycznia na ekrany kin trafi film „Underdog”, opowiadający historię zawodnika MMA, Borysa „Kosy” Kosińskiego (Eryk Lubos). W roli jego największego rywala – Deniego Takajewa – zobaczymy Mameda Chalidowa.

Walka ze strachem

OK, mimo tego, że jesteśmy pismem lifestyle'owym, to jednak nie spędzimy tej rozmowy na pogaduszkach o twoim wizerunku i brodzie. Chciałbym porozmawiać o...

- O majtkach?

Zaskoczę cię: otóż wyjątkowo nie. O czymś o wiele ważniejszym dla każdego prawdziwego faceta. O walce. Ale nie o takiej w klatce. Ale o walkach, które mężczyzna musi stoczyć w życiu.

- Ciężki temat...

Uważasz, że samo bycie zawodnikiem MMA wystarczy, żeby być prawdziwym facetem, czy jednak potrzeba czegoś więcej, co robi z nas mężczyzn i odróżnia od chłopców?

- Dla mnie prawdziwy facet to taki, który dba o swoich bliskich, rodzinę, nie może być wyniosły, musi być skromnym człowiekiem, robić dobre uczynki, być pozytywnym przykładem nie tylko dla swoich dzieci, ale też dla znajomych czy nawet obcych. Cała walka w życiu polega tak naprawdę na walce ze swoimi wewnętrznymi słabościami. Prawdziwy facet musi zadbać o rodzinę, bo tak było od początku naszego istnienia.

Dużo się ostatnio słyszy o kryzysie męskości, czy ty dostrzegasz to zjawisko?

- Czasy się zmieniają. Kobiety coraz bardziej chcą być na równi z facetami. Oczywiście nikt nie mówi, że one nie mają mieć równych praw, ale trzeba pamiętać, że my się różnimy zarówno fizycznie, jak i psychicznie. I to, że się różnimy, jest naturalne. Nie ma co się w kółko oglądać na ciągle zmieniającą się modę, tylko trzeba być dalej męskim. Nie chodzi mi wcale o wygląd, ale o nasze zasady i męski charakter, tak żebyśmy stopniowo nie stawali się podobni do kobiet. Bo teraz to wygląda tak, że kobiety są takie, jakie były, a mężczyźni coraz bardziej wyrównują się z nimi. Szanujmy kobiety, dbajmy o nie, ale pamiętajmy też, że co by one nie mówiły, to facet zawsze był silniejszy, dbał o nie, i trzymajmy się tego. Nie możemy ustępować, zakładać spódniczek i siedzieć na tyłkach. To, że takie czasy przyszły, wcale nie oznacza, że musimy się na to godzić.

A czego boi się taki twardziel jak ty poza ringiem?

- Jest mnóstwo takich rzeczy. Przecież ma się rodzinę, bliskich... Chociaż to są bardziej obawy niż strach. To są kwestie tego, żeby wszystko układało się w rodzinie, żeby wszyscy byli zdrowi, zadowoleni.

Nie masz takich codziennych mniejszych lub większych strachów, które cię paraliżują?

- Mam, też jestem człowiekiem. Są takie etapy w życiu, które powodują, że wpadamy w emocjonalny dół. Co jakiś czas zdarza się takie przesilenie również u mnie. Muszę wtedy odetchnąć, nabrać dystansu do niektórych rzeczy. Też ciężko jest mi wtedy wstać, pójść gdzieś, załatwić jakieś sprawy. Przychodzą do głowy różne życiowe refleksje. Zastanawiam się, do czego tak naprawdę dążę, co będzie jutro. Dużo niepotrzebnych myśli przychodzi do głowy, a one powodują, że człowiek bywa zdołowany. Staram się zawsze iść tam, gdzie jest mi łatwiej, tam, gdzie jest lżej. Pomaga mi wiara. Wtedy łapię oddech, wszystko ze mnie schodzi. Do tego mam jeszcze rodzinę, która powoduje, że złe myśli odchodzą. Znowu jestem zadowolony, szczęśliwy i przypominam sobie, do czego mam dążyć.

W twoim życiu było mnóstwo traumatycznych przeżyć i tragedii. Twój starszy brat umarł, zanim się urodziłeś, sam o mały włos dwukrotnie się nie utopiłeś, twój dziadek zmarł na serce, gdy zobaczył, co Rosjanie zrobili z Czeczenią, później jeszcze ciężka choroba twojej mamy, gdy ty byłeś już w Polsce - czy te wszystkie wydarzenia zahartowały cię psychicznie?

- Nie, nie...

Mówi się, że co cię nie zabije, to cię wzmocni...

- Jak zło cię może wzmacniać? To cię nie tylko nie wzmocni, ale się w tobie odłoży. Dzisiaj czuję, że to się we mnie skumulowało, są momenty, że w głowie kipi mi od tego wszystkiego. To później daje mocno w kość, a nie wzmacnia. Te przeżycia oczywiście mnie czegoś nauczyły, inaczej patrzę na życie, doceniam to, co mam, jestem bardzo opiekuńczy wobec dzieci. Ale gdy w telewizji widzę wojnę, to myślę: "chciałbym, żeby tylko tak to wyglądało", ale wiem, że w rzeczywistości jest o wiele gorzej, poczułem to na własnej skórze.

A czy takiemu wojownikowi jak ty zdarza się płakać?

- Spokojnie, nie będziemy chyba o łzach mówić...

A jednak zapytam. Są faceci, którzy ryczą na filmach, inni gdy rodzą im się dzieci, a jeszcze inni rezerwują to tylko na te najcięższe chwile przeżywane w samotności...

- A właściwie czy płacz to jest coś wstydliwego? Nie, myślę, że nie jest. Zdarza mi się płakać. Wtedy kiedy moim bliskim dzieje się krzywda, kiedy dzieje się coś niedobrego, albo wręcz przeciwnie - coś bardzo dobrego. Gdy moja mama była chora i jej stan był bardzo ciężki, to płakałem jak małe dziecko.

Walka o kobiety i rodzinę

Zanim porozmawiamy o twoich synach, muszę zapytać o kobiety, a właściwie o tę "one and only". Chodzi mi o twoją żonę Ewę - jak się poznaliście, jak ją zdobyłeś?

- To był przypadek, poznaliśmy się u nas w Olsztynie. Spotykałem się z kolegami, oni grali w bilard, mnie to nie za bardzo kręciło, ale bywałem tam dla towarzystwa. Któregoś dnia pojawiła się tam ona z koleżanką. Zaiskrzyło od pierwszego spojrzenia.

Nie było skomplikowanej gry, podrywu, różnych patentów?

- No jak nie! Szczegółów nie zdradzę, ale mogę powiedzieć, że na początku nie narzucałem się, nie prosiłem o jej numer telefonu. Podobało mi się to, że brała wszystkich na dystans, miała jasno wyznaczone granice i szacunek dla siebie. Obserwowałem ją z boku. Potem wpadałem na nią niby przypadkiem. Dopiero po jakimś czasie poprosiłem o numer telefonu, ale... ją i jej koleżankę, żeby nie wyszło, że jestem zainteresowany czymś więcej niż towarzyskim spotkaniem. Tyle że jak już dostałem te numery, to napisałem już tylko do Ewy. Wszystko powoli, bardzo powoli. W końcu wysłałem jej kwiaty...

Mamed Chalidow romantyk? Niewielu się tego spodziewało.

- To było 49 róż. W nocy pod jej oknem ułożyłem też serce. Warto było się starać. Rozumiemy się, mamy dwójkę dzieci i bardzo dobrze nam się układa.

Co chwila ktoś nam przerywa wywiad, bo chce sobie z tobą zrobić zdjęcie. Głównie ładne dziewczyny - jak sobie radzisz z zainteresowaniem z ich strony?

- Może lepsze byłoby pytanie, jak sobie moja żona z tym radzi (śmiech). Ale tak serio, to traktuje to tylko i wyłącznie w ten sposób, że to są moi kibice, którzy oglądają moje walki i dlatego się mną interesują.

I naprawdę nie ma żadnej pokusy? Piękne, zainteresowane tobą kobiety...

- Bardzo piękne kobiety. Jestem mężczyzną i wzrokowcem, potrafię przyznać, że widzę piękną kobietę, no ale są zasady i zakazy. To też jest walka z samym sobą: są piękne kobiety, ale ja mam żonę, mam dzieci. I tyle. Dlatego wybrałem sobie tą jedyną i jestem z nią po to, żeby oddać się jej całkowicie. Pokusy, owszem, są, ale one są zakazane. Kropka.

A wierzysz w przyjaźń damsko-męską?

- Nie, aczkolwiek mam przyjaciółkę ze studiów, z którą do dziś utrzymuję kontakt. Mieszkaliśmy w jednym akademiku, razem chodziliśmy na zajęcia, ale na piwo już nie. No, a patrząc teraz szerzej, to jakby taka przyjaźń miała wyglądać? Mam żonę, a z kimś innym bym na obiadki chodził? To by było niepoważne.

No, ale w przyjaźń między facetami wierzysz już chyba bardzo. Za cholerę nie chcesz się zgodzić na walkę ze swoim przyjacielem Michałem Materlą, zresztą on też tego sobie ponoć nie wyobraża.

- Bronimy się przed tym, to prawda. Ale faktem też jest, że w tej kategorii wagowej zostaliśmy już w Polsce tylko my, doszliśmy do takiego poziomu, że drabinka już się kończy, tylko my, a dalej jest sufit. On jest mistrzem KSW, wygrywa walki, ja nie mam pasa mistrzowskiego i też wygrywam swoje. Przez to doszliśmy do tego samego punktu i każdy chce teraz zobaczyć naszą walkę. Ludzie tłumaczą nam, że rozumieją, że się przyjaźnimy, ale to jest sport, i przekonują, że powinniśmy się zmierzyć. I ja rozumiem kibiców. Wszystko robimy dla nich, walczymy dla nich. Będziemy musieli znaleźć kompromis.

Zostając przy przyjaźni i rodzinie: chciałem zapytać, jak wychowujesz synów? Starasz się ich szkolić na twardzieli, posyłasz na sztuki walki czy dasz im swobodny wybór życiowej drogi?

- Kerim ma 8, a Jasin 2 lata i 4 miesiące. Dla mnie jest najważniejsze to, żeby żyli, kierując się dobrem, żeby byli dobrymi ludźmi, i na tym głównie polega ich wychowywanie. A jeśli chodzi o inne kwestie, to nie nalegam na nic. Zobaczymy, co będą chcieli robić. Na pewno muszą zdobyć wykształcenie. Na salę treningową nie chcę wpychać na siłę żadnego z nich. Ruch fizyczny, taki dla własnej przyjemności, jest bardzo potrzebny i na pewno popchnę ich w tym kierunku, ale zawodowców z nich nie będę robić. No, chyba że któryś z nich sam będzie chciał być zawodnikiem MMA i będzie miał do tego predyspozycje - wtedy powiem: pewnie, rób to.

Zauważyłem, że dla ciebie i innych Czeczenów bardzo ważna jest nie tylko najbliższa rodzina, ale też większa wspólnota. My, rodowici Polacy, coraz bardziej zamykamy się na siebie, a wy się wspieracie. To było też widać, gdy CBA zatrzymało twojego kuzyna Aslambeka, zarzucając mu ciężkie przestępstwa. Wtedy nie zważając na to, że możesz narazić na szwank swój idealny wizerunek - stanąłeś murem po jego stronie.

- Po czasie okazało się, że zarzuty wobec niego to była kompletna bzdura. Wiesz, jeżeli jakaś niesprawiedliwość dotyka mojej rodziny, bliskich czy nawet znajomych, to ja za nimi pójdę. Jeżeli prawda jest po ich stronie, jeśli ktoś jest skrzywdzony, to pójdę za nim. Chociaż byli i tacy, którzy ostrzegali, że dostanę po dupie, jeśli to zrobię. Powiedziałem im wtedy, że wolę stracić wszystko, poświęcić swój wizerunek, tylko po to, żeby dążyć do prawdy. Właśnie po to mam swoje zasady, żeby żyć według nich i ich się trzymać. Jeślibym kalkulował, czy nie straci na tym mój wizerunek, to kim wtedy bym był tak naprawdę? Mam swój honor i dumę i nie będę robił pewnych rzeczy tylko po to, żeby o mnie dobrze myśleli inni ludzie. Żeby mówili, że jestem fajny. Zarzuty wobec Aslambeka okazały się bzdurne i można by się z tego śmiać, gdyby nie to, że poczuliśmy się, jakby ktoś nam wbił nóż w plecy.

Wiesz, to się dobrze sprzedaje. Sensacja - aresztowany zawodnik MMA!

- To było tylko i wyłącznie to. Analizowałem to wiele razy. Czarny PR, PR i jeszcze raz czarny PR. Napompowali balon, on pękł, niby nic z tego nie zostało, ale gorycz jest. Mnóstwo ludzi się odwróciło ode mnie. Ta sytuacja pokazała mi, kto naprawdę jest kim.

Walka z samym sobą

Co jest trudniejsze - praca w klatce, gdy przeciwnik chce rozbić ci głowę i połamać ręce i nogi, czy praca przy kurzych klatkach, które musiałeś sprzątać w dzieciństwie?

- Ooo! (śmiech). Kurdę, wolę walczyć, naprawdę, wolę przygotowywać się do walk w klatce, niż walczyć z kurami (śmiech). To były czasy dzieciństwa, wtedy troszkę inaczej żyliśmy, choć tak naprawdę chciałbym do tego wrócić. Teraz wszystko idzie do przodu, wszystko kupuje się w sklepie. A za mojej młodości mieliśmy w Czeczenii kury, gęsi, barany. Wszystko hodowało się samemu. Jeszcze przed szkołą trzeba było wstać, nakarmić je, a potem kilka razy w tygodniu musiałem wszystkie te miejsca, gdzie siedziały zwierzaki, wyczyścić, pozamiatać. Straszna robota.

Jak to jest, mówisz, że nie lubiłeś tego, a z drugiej przyznajesz, że tęsknisz?

- No, ale nie za sprzątaniem (śmiech). Raczej za czasami, kiedy wszystko było hodowane normalnie, ekologicznie. Dziś wszędzie jest pełno chemii, genetycznych modyfikacji - wchodzimy do sklepu, kupujemy plastik, potem jemy ten plastik. Fajnie by było, gdyby można się było odżywiać tak jak kiedyś, naturalnie, żeby dzieciaki mogły jeść zdrowe rzeczy.

Skąd się wzięła twoja miłość do sportów walki? Słyszałem o nunczaku zrobionym z nóżek od stołka i fascynacji Brucem Lee.

- Wiesz, teraz są te wszystkie Batmany i Spidermany, a w moich czasach wchodziły do kin właśnie filmy z Bruce'em Lee czy z Chuckiem Norrisem. Najbardziej imponował mi ten pierwszy, no i robiłem nunczako, notowałem nawet, ile filmów z Lee obejrzałem. Do tego doszło to, że u nas, na Kaukazie, przeważnie uprawia się właśnie sporty walki. Nie wiem, z czego to wynika, czy z naszego charakteru, czy z tradycji, czy z tego, że tam ciągle toczą się wojny.

Gdy obserwuję na treningach chłopaków z Czeczenii to widzę, że wszyscy są świetnymi zapaśnikami. Z czego to się bierze?

- To proste. W Polsce większość mężczyzn trenuje piłkę nożną, a u nas właśnie zapasy. Tak jest w Czeczenii, Dagestanie, Inguszetii.

Co byś poradził tym, którzy muszą podnieść się po jakimś upadku? Ty przegrałeś dwie pierwsze walki w MMA i to w pierwszych rundach. Wielu dałoby sobie po tym spokój, poddali by się.

- Ja mam taki typ charakteru, że chcę wygrywać. Nie wychodzę do klatki po to, żeby przegrać. Po tych pierwszych porażkach powiedziałem sobie, że to chyba nie jest dla mnie. Że to nie ma żadnego sensu. I prawda jest taka, że zwykle sam nie jesteś w stanie się podnieść, i ja sam bym się nie podniósł. Na szczęście życie tak mi się układało, że zawsze byli wokół mnie ludzie, którzy pomagali wstać. Ktoś może się przechwalać, że sam do wszystkiego w życiu doszedł - a ja mówię: to niemożliwe, w ogóle nie ma takiej sytuacji, bo musisz spotkać tych właściwych ludzi na swoje drodze. Nie da rady w pojedynkę, przynajmniej ja nie wiem, jak to można zrobić, nie zrobiłem tego wszystkiego sam. Miałem bardzo ciężki moment, ale to nie ja zauważyłem swój talent do walki i nie ja wierzyłem w niego, ale moi trenerzy. Wyjaśnili mi, że w walce po prostu za bardzo się spieszę. Przekonali mnie, żebym nie rzucał tego wszystkiego, tłumaczyli, że jak upadłem i uda mi się podnieść, to będę jeszcze lepszy, mądrzejszy i bardziej wytrwały. W moim przypadku byli to trenerzy i przyjaciele Szymon Bońkowski i Paweł Derlacz. Był też ojciec, który gdy skończyłem studia, powiedział: "rób to, co robisz". Pomagał mi duchowo i finansowo, można powiedzieć, że niósł mnie na rękach. Do dziś to on jest moim idolem. Sukces, który osiągnąłem, nie jest moim sukcesem, to sukces tych osób, które mi pomagały.

A wydaje się, że MMA to taki indywidualny sport.

- To nie jest prawda. Na sukces pracuje cały zespół.

A jak do dalszego rozwoju motywuje się teraz taki facet jak ty - gwiazda KSW, bohater kibiców MMA, zawodnik, który wygrał ostatnich 10 walk z rzędu, który bezlitośnie obija byłe gwiazdy największych amerykańskich organizacji?

- Każdy ma jakieś marzenie w tym sporcie. Mam 35 lat, nie jestem młodym chłopakiem, a moim marzeniem było zawsze dojść do światowego poziomu, a niekoniecznie być najlepszym. Myślałem: "przyjdzie, to przyjdzie". Teraz uważam, że udało mi się. Tworzyłem historię MMA w Polsce, doszliśmy do momentu, gdy ten sport jest już bardzo popularny. Spełniło się moje marzenie, a ja dalej chcę być częścią tego fenomenu, chcę to robić, bo to wychodzi mi najlepiej.

Teraz wielu facetom nie chce się wstać z fotela i zrezygnować z telewizora, dzieciaki marnują czas na gry komputerowe i facebooki. Myślisz, że ciężki trening i ciężka praca to jest to, co właściwie kształtuje charakter faceta?

- Ludzie z natury nie są stworzeni do siedzenia. Rosną nam wtedy brzuchy, zanikają mięśnie. Kiedyś ludzie byli aktywniejsi. Musieliśmy sami polować, żeby jeść. Teraz jesteś w pracy - siedzisz przed komputerem, wracasz do domu - znowu komputer. Przecież tak można sfiksować! Trzeba się ruszać. Niekoniecznie zawodowo, niekoniecznie w MMA, ale uważam, że sport trzy razy w tygodniu jest konieczny. Trzeba przecież gdzieś wyrzucić z siebie te wszystkie złe emocje.

Sam od Facebooka nie stronisz. Widziałem, że zacząłeś nawet wrzucać selfiaki. Jedno z... teściową. Jak wam się układa? Wiesz, w Polsce mamy mnóstwo negatywnych stereotypów i dowcipów dotyczących mam naszych kobiet...

- Sam prowadzę swojego Facebooka, bo to dobry kontakt z kibicami. A co do mojej teściowej, to muszę się przyznać, że ja nie wiem, co to jest zła teściowa, nie poznałem tego stereotypu. Mam złotą teściową, jest dla mnie kochana i ja ją kocham, to w końcu mama mojej żony.

Walka z wrogami

Masz w teściowej przyjaciółkę - a o tym wielu facetów może tylko pomarzyć. W takim razie chciałem cię też zapytać o wrogów. Czy w takich kategoriach myślisz o przeciwnikach?

- Nie, nie mam takiej jazdy. Ja to traktuję jako sport, jako rywalizację. Nie chodzi w tym tylko o to, żeby wejść do klatki i obić komuś twarz. Moje podejście polega na tym, że ja mam tę walkę wygrać. Nie ma we mnie agresji, nie muszę nienawidzić swojego przeciwnika, obaj jesteśmy sportowcami, obaj jesteśmy przygotowani na to, co ma się stać w walce.

A co z Rosjanami, którzy zniszczyli twój kraj?

- Nie mam do nich żadnych uprzedzeń, nigdy w życiu. Mam wielu przyjaciół wśród Rosjan. Te wojny nie są przez nich, tylko przez złych polityków. Wszędzie ludzie dzielą się tylko na dobrych i złych. Ci źli robią paskudne rzeczy, mordują ludzi, tacy są i z jednej, i drugiej strony. Winni złu są ci, którzy posyłają młodych chłopaków na wojnę. Chłopaków, którzy mają matki, dzieci, dziewczyny. I oni idą na śmierć. Żal mam tylko i wyłącznie do polityków, którzy są za to odpowiedzialni, którzy ciągle podsycają ogień, żeby między Czeczenami a Rosjanami nigdy nie było dobrze.

Co myślisz, gdy widzisz to, co się dzieje na Ukrainie? Ty już przeżyłeś jedną wojnę, teraz kolejna jest tuż za naszą wschodnią granicą

- Czego tu się bać. Cały czas coś się dzieje. I w Polsce, i w Iraku czy w Afganistanie. Wojny są wszędzie. Na Ukrainie wszyscy wiedzą, czego dotyczy ten konflikt. On nie ma nic wspólnego z Polską. Chcą po prostu podzielić Ukrainę.

Tęsknisz jeszcze za Groznym? W Czeczenii zostali twoi rodzice.

- Oczywiście, że tęsknię. Jestem Czeczenem i zawsze nim będę. A czy wrócę tam na starość? Wszystko jest możliwe. Ale tu mam rodzinę, pracę. Zawsze jestem rozdarty między Czeczenią a Polską, trochę tu, trochę tam.

Walka o zdrowie

Jak wygląda twoja rehabilitacja po ciężkiej kontuzji. Co tak naprawdę ci się stało?

- Miałem nacisk na rdzeń kręgowy w odcinku szyjnym. To uraz, który pogłębiał się latami, kiedyś upadłem głową na matę. Pogorszyło się przed ostatnią walką z Brettem Cooperem, zastanawiałem się wtedy, czy w ogóle walczyć, bo groziło to paraliżem od szyi w dół. Po walce zdecydowałem się w końcu na operację. Wszystko się udało. Jestem już sprawny w 100 proc. Przy okazji zrobiłem sobie lekki zabieg nosa, bo ciężko mi się oddychało. Jestem więc teraz po całkowitym liftingu (śmiech). Myślę, że zawalczę gdzieś w listopadzie, pod koniec roku. Najprawdopodobniej będzie to w Krakowie.

Walka o przyszłość

Co zamierzasz robić, gdy znokautujesz już wszystkich do znokautowania i stwierdzisz, że czas odwiesić na kołek małe rękawice do MMA? Jakaś kariera w szow-biznesie, bo masz już doświadczenie, choćby w "M jak miłość"...

- Nie wiem, czy kariera w mediach będzie miała dalszy ciąg. Choć w przyszłym roku mam zaplanowany udział w filmie. Zagram tam jedną z głównych ról. To nie będzie kino akcji, raczej dramat. Sześć życiowych wątków różnych ludzi, w którymś momencie splatających się ze sobą. Więc nie machanie nogami i napinanie się, ale prawdziwa rola, w którą trzeba się wczuć i zagrać.

To będzie film inspirowany twoim życiem?

- Będę w nim byłym sportowcem, który ma żonę Polkę, ale nie układa mu się w życiu osobistym, a mnie się w prawdziwym życiu bardzo dobrze układa. Wątek MMA również tam będzie. Ale to raczej luźne nawiązanie do mojego życia.

A może pójdziesz w ślady dziadka i ojca? Będziesz kultywować rodzinną tradycję?

- Kto wie, jak to się wszystko w przyszłości potoczy, ale młynarzem to ja już raczej nie będę (śmiech).

. . .

MAMED CHALIDOW - urodził się w 1980 roku w Groznym. Do Polski przyjechał po "pierwszej wojnie czeczeńskiej" w 1997 r. W Olsztynie nie tylko zainteresował się sportami walki, ale także skończył studia (administracja i zarządzanie). W 2010 r. otrzymał polskie obywatelstwo. Jest niekwestionowaną gwiazdą europejskiej MMA. W ringu i w klatce stoczył 36 walk, z których wygrał aż 30, 4 przegrał, a 2 zremisował. Nic dziwnego, że w USA zaczęto go nazywać "kanibalem". W życiu prywatnym to jednak uosobienie spokoju. Ożenił się z Polką - Ewą. Ma z nią dwóch synów.

KSW - Konfrontacja Sztuk Walki. Największa w Europie federacja organizująca gale, podczas których toczone są walki na zasadach MMA. Pierwszy turniej (bo taka była ówczesna formuła) organizacji Martina Lewandowskiego i Macieja Kawulskiego odbył się w lutym 2004 r. w restauracji Champions w stołecznym hotelu Marriott. (dziś KSW zapełnia największe hale w Polsce). Jego triumfatorem został Łukasz Jurkowski. Popularny "Juras", który już zakończył karierę zawodnika, dziś komentuje walki i wraz z Andrzejem Janiszem stanowi duet, bez którego trudno sobie wyobrazić oglądanie KSW w telewizji. Początkowo walki toczyły się w ringu, od maja zeszłego roku areną zmagań jest już okrągła klatka. Największe gwiazdy federacji to bez wątpienia Mamed Chalidow, Mariusz Pudzianowski i Michał Materla.

Zobacz także
  • Unold 58915, 48040 i Sam Cook PSC-20, PSC-30 Zdrowe gotowanie z nowoczesnym AGD
  • Tysiąc dolarów za obejrzenie wszystkich filmów Marvela
  • Miasto staje się smart Miasto staje się smart

Polecamy