Trucker - sposób na życie

Wysoko i wygodnie. Kabina i fotel mają dwa niezależne systemy amortyzacji.

Wysoko i wygodnie. Kabina i fotel mają dwa niezależne systemy amortyzacji. (Albert Zawada)

Trzy miesiące nauki za 8000 zł. Potem jeszcze tylko kurs doszkalający i świat stoi otworem. Zarobki nawet 8500 zł i tylko jeden problem - nigdy nie ma cię w domu.

Ola Kun jest piękną blondynką. Taką, na widok której staje na baczność męska połowa ludzkości. Pani Ola kocha duże samochody, a już najbardziej te największe, czyli ciągniki siodłowe. Zupełnie tak samo jak panowie Zygmunt Hoffman i Tadeusz Brandt. – Jak się tego nie kocha, to człowiek jest w stanie wytrzymać dwa, trzy lata. A później już nie, bo jednak jest kupa minusów – mówi pan Zygmunt. Obaj z panem Tadeuszem wiedzą o truckerce wszystko, jeżdżą od lat 70., ich uczucie jest więc sprawdzone. Nie bez kozery piszę „panowie”. – Jeżeli młody kierowca przyszedł do roboty i powiedział do starego kierowcy „ty”, to w ogóle nie miał czego szukać. Mówiło się: „Proszę pana”, aż starszy powiedział: „No, kolego, dziś zostaw samochód, napijemy się wódeczki i jesteśmy na ty”. Tak było kiedyś, teraz to się zmieniło – tłumaczy pan Zygmunt.

Wracając do miłości, to pani Ola jest na etapie pierwszego zauroczenia. A ja? Ja mam za chwilę pierwszą randkę z ciągnikiem siodłowym z naczepą. Krzysztof Wróblewski, instruktor nauki jazdy w firmie ABC Szkolenia, czeka na mnie na parkingu pod Automobilklubem Polskim na warszawskim Bemowie. Dziś mam pierwszą jazdę na prawo jazdy kategorii C plus E. Czy czuję trzepot motylich skrzydeł w brzuchu? Raczej mam miękkie nogi.

Instruktor Krzysztof Wróblewski, Paweł Żuchowski z firmy ABC Szkolenia i ja. Trafiłem w dobre ręce.Instruktor Krzysztof Wróblewski, Paweł Żuchowski z firmy ABC Szkolenia i ja. Trafiłem w dobre ręce. Albert Zawada

Do zakochania jeden krok

Man z tabliczką L ma silnik o mocy 400 KM. Na jego siodle spoczywa naczepa zakryta plandeką, cały zestaw ma długość 16,5 m i na pusto waży 12 ton. Załadowany 40, a w ściśle określonych przepisami okolicznościach 44 tony. Otwieram drzwi kabiny.

Fotel kierowcy jest na wysokości dwóch metrów. Po drodze trzy stopnie. Wspinam się i siadam na fotelu, który reguluje się trzema przyciskami. Pierwszy winduje go w górę, drugi opuszcza, a trzeci przywraca wybrane położenie. Ustawiam dużą kierownicę. Sprawdzam olbrzymie, podzielone na dwie części lusterka boczne. Jest wygodnie, bo fotel ma własną amortyzację. Dodatkowo amortyzowana jest kabina, przednia oś ma resory, a dwie tylne – zawieszenie hydrauliczne. Kluczyk czeka w stacyjce.

– Odpalamy? – pyta pan Krzysztof. W kabinie rozlega się niskie mruczenie. Serce ciągnika jest długowieczne, przebieg miliona kilometrów to norma.

Zmiana biegów w ciężarówce to nie jest wcale prosta sprawa. Jak się uczyć, to od mistrza.Zmiana biegów w ciężarówce to nie jest wcale prosta sprawa. Jak się uczyć, to od mistrza. Albert Zawada

Jak trafili za kółko

Zawsze lubiłem takie filmy jak „Konwój” czy „Mistrz kierownicy ucieka”. Ducha wolności. I dlatego zostałem kierowcą na międzynarodowych trasach

– mówi pan Tadeusz.

Miałem w rodzinie kilku kierowców i zawsze wiedziałem, że chcę to robić. Nie chciałem być taksówkarzem, bo to zawód kelnerski

– tłumaczy pan Zygmunt.

Zanim trafił na międzynarodowe trasy, jeździł ciężarówkami po Polsce i gazem-69 w misji pokojowej w Egipcie. Pod koniec lat 70. obaj spotkali się w Energetyce i jeździli po kraju kamazami i steyrami. Te auta miały już półbiegi i były jak na tamte czasy dość nowoczesne.

Pan Tadeusz zaczepił się w PMPS Pekaes. Firmie, która w czasach PRL-u wysyłała tiry w świat. Zjeździł ciężarowym volvo całą Europę i Bliski Wschód. Pan Zygmunt zaczął jeździć po Europie w 1989 r. w jednej z powstałych wtedy firm.

Przedstawicielką młodego pokolenia truckerów jest pani Ola.

Jazda na „międzynarodówce” jest super. Uwielbiam spanie w kabinie. Kempingi i gotowanie na kuchence. Ciągle nowi ludzie i nowe kraje

– wyznaje.

W drugiej klasie liceum zdecydowała, że idzie do pracy, i zaczęła od zmieniania opon u wulkanizatora. Potem był sportowy serwis jej chłopaka i warsztatowa ciężarówka, na którą zrobiła prawo jazdy C plus E. Kiedy znów poczuła zew wolności, wsiadła w cementowóz, a ostatnio przesiadła się do ciągnika siodłowego z wywrotką, czyli tzw. łyżki. Po godzinach studiuje transport i budowę samochodów. Za cztery lata będzie panią inżynier.

Cała droga nasza

Zwalniam krótką wajchą hamulec bezpieczeństwa. Mam ruszyć z dwójki, bo bardzo mocna i krótka jedynka służy do ruszania na podjazdach. Auto ma czułe powietrzne hamulce tarczowe. Siedzę nad kołami, promień skrętu ciągnika jest zaskakująco mały, a naczepa wychyla się mocno na boki. Jeździmy w kółko: do tyłu i do przodu. To nawet zabawne. Przełączam z dwójki na czwórkę.

– O widzę, że jest pan już gotowy do jazdy po ulicy. Jedziemy? – pyta pan Krzysztof.

– Oczywiście! Tylko te biegi, panie Krzyśku... – odpowiadam.

– Damy radę – uspokaja instruktor i zaczyna tłumaczyć:

– Najpierw dwójka, potem czwórka, potem przełączymy na górną skrzynię i jest piątka, szóstka i siódemka. Na dzisiaj wystarczy. Miękko, płynnie, spokojnie.

Mam wyjechać na ulicę, zawrócić na skrzyżowaniu i ruszyć w stronę Wisły. Patrzę na schemat biegów na dźwigni. Kompletnie inny niż w osobówce. A do tego jeszcze ten przełącznik na górną skrzynię biegów. Jedyna pociecha, że biegi na niej są w tych samych miejscach.

Niech pan pamięta o gabarytach pojazdu i o tym, że naczepa porusza się po własnej trajektorii. Kiedy będziemy na łuku, to ciągnik będzie na prawym pasie, a naczepa na lewym. Cała ulica będzie nasza

– uśmiecha się zachęcająco pan Krzysztof.

Próbuję wycofać ciągnik tak, żeby można było przypiąć naczepę. Prawie się udało.Próbuję wycofać ciągnik tak, żeby można było przypiąć naczepę. Prawie się udało. Albert Zawada

Impreza na parkingu

Jedziemy. Docieram na czwórce do skrzyżowania i szerokim łukiem ostrożnie zawracam. Ciągnik musi wyjechać do przodu i nagle skręcić, żeby naczepa mogła się „złamać”, nie naruszając słupków i użytkowników ruchu. Wyjeżdżamy na szeroką prostą ulicę. Jedziemy na szóstce.

Obok prują inne ciągniki z naczepami. Jesteśmy na szlaku.

– Na trasie nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Na plus i na minus – mówi pan Tadeusz.

– A co z dziewczynami?

– Na przydrożne prostytutki mówiliśmy „leśne ssaki”. Żaden z kierowców z ich usług nie korzystał – zapewnia pan Zygmunt.

– Tirówki? Proszę spojrzeć, gdzie te dziewczyny stoją na drodze. Czy znajdzie się tam miejsce na ciężarówkę? – pyta z kolei pan Tadeusz.

– Inna sprawa to dziewczyny, które na parkingach proponowały seks w zamian za podwózkę – dodaje pan Zygmunt. Puk, puk. Jest chłodna noc, a pod drzwiami stoi apetyczna blondynka. Chce zabrać się do Polski, bo pokłóciła się z chłopakiem i wysiadła z jego auta. Ma tylko torebkę. W ciężarówce są dwa łóżka, a poza tym kuchenka i dobrze zaopatrzona lodówka. W sam raz na romantyczną podróż. A więc kobieta wsiada, robi sobie herbatę i zasypia. A potem auto rusza i zaczyna się romantyczna podróż.

– A robiliście sobie imprezy z kolegami na parkingach? – pytam.

– Teraz każdy siedzi przed laptopem, ale kiedyś były grille i picie – opowiada pan Zygmunt. – Jak był czas od piątku wieczór do poniedziałku rano – bo tyle zgodnie z przepisami trzeba pauzować – to lały się piwo i gorzała. Fatalnie było, gdy niektórzy nie potrafili się zatrzymać i ruszali w trasę na podwójnym gazie – wspomina.

Pan Krzysztof odpina przewody łączące ciągnik z naczepą. Taka robota tylko w rękawicach.Pan Krzysztof odpina przewody łączące ciągnik z naczepą. Taka robota tylko w rękawicach. Albert Zawada

Koła mają się kręcić

Zostawiam za sobą kolejne skrzyżowania i jadę w stronę Wisły, na wschód.

– Kiedyś wiozłem do Moskwy kawę Tchibo – wspomina pan Tadeusz. – Ładowałem auto koło Warszawy i od „załadowcy” dostałem przedarty banknot rublowy. W Moskwie towar mogłem oddać tylko komuś, kto będzie miał drugą połówkę. Innym razem wiozłem z Belgii do Moskwy dywany. Rozładunek zabezpieczali bandyci z kałasznikowami. Na jednym z parkingów w Rosji mafia powiesiła na lusterku czeskiego kierowcę. Prawdopodobnie nie zapłacił ruskiej prostytutce.

Sprawa była dość głośna wśród kierowców – opowiada pan Tadeusz. – Rosja to mafijny kraj. Na każdym kroku trzeba dawać łapówki – dodaje pan Zygmunt. – Na obwodnicy Moskwy co parę kilometrów czekają posterunki z kolczatkami. Funkcjonariusze wyłapują samochody z obcą rejestracją i jedynym biletem na dalszą jazdę jest 500 rubli. Raz tych pieniędzy nie dałem i o mały włos by mi samochód zarekwirowali. W końcu i tak mnie oskubali do ostatniej złotówki.

W trasie pomocne nieraz okazywały się poczucie humoru i zimna krew, także na zachodzie Europy. – Byłem w Anglii nowiutkim volvo. Zaparkowałem nocą przy strefie industrialnej. Obudziło mnie pukanie. Rozsuwam firanki, tuż przed nosem stoi mi bus – wspomina pan Zygmunt. Przy aucie trzech facetów. Mówią, że albo dostaną paliwo, albo rozwalą ciągnik. Za chwilę okazuje się, że jest ich siedmiu. Koleś przyniósł rurkę i plastikowy hobok. Lali sobie i przy okazji całkiem miło gadaliśmy. Nalali 40 litrów i powiedziałem: „Wystarczy”. Szaf gangu na to: „OK”. A wtedy zza busa wyszedł starszy pan. Szef gangu przedstawił go: „My father”. Nie zgłosiłem tego nawet na policję. Za dużo czasu zajęłoby spisywanie protokołu. A w tym zawodzie nie ma czasu na dodatkowe postoje. Koła mają się kręcić – mówi pan Zygmunt.

Za co ta miłość?

Gdy na horyzoncie pojawia się most na Wiśle, pan Krzysztof zmienia mnie za kierownicą. Uff... Biegi ciągle mi się myliły i nie szło mi koncertowo. A gdyby tak jechać przez cały dzień? – Maksymalny dopuszczalny czas jednorazowego prowadzenia pojazdu to 4,5 godziny. Potem wymagana jest 45-minutowa przerwa, po której można prowadzić znów przez 4,5 godziny. Można też prowadzić łącznie 10 godzin, ale nie częściej niż dwa razy w tygodniu. To jednak nie koniec pracy, bo trzeba się jeszcze zająć papierami, rozładunkiem albo autem. Bywa więc, że dzień pracy trwa nawet do 15 godzin. Kierowca odpowiada za ładunek i bezpieczeństwo w czasie jazdy. Wysiłek rekompensują zarobki. Kierowców brakuje w całej Europie. Wynagrodzenie w firmach zagranicznych jest kuszące. Jeżdżąc dla zachodniego przewoźnika, można zarobić od 6000 do 10 000 zł, jednak w polskich firmach jest mowa o dochodach tylko trochę mniejszych lub podobnych. Najlepiej zarabiają kierowcy zatrudnieni w danym kraju na zasadach lokalnych, ale wiąże się to z bardzo rzadkimi odwiedzinami w domu, przeważnie na urlop i Boże Narodzenie.

Zawsze powtarzałem młodym kierowcom, że kasa kasą, ale jak jeździsz na międzynarodówce, to nie ma cię w domu

– ostrzega pan Tadeusz.

Kierowcy jeżdżą w różnych rytmach: dwa tygodnie pracy i dwa wypoczynku albo jeden tydzień luzu i trzy tygodnie jazdy. Statystyczny polski kierowca jest w trasie łącznie od 192 do 294 dni rocznie. 42% kierowców wyjeżdża od 241 do nawet 260 dni. Czasy się zmieniły, nie da się zatrzymać magnesem tachometru mierzącego czas pracy, kontrole są skuteczne, a kary za jazdę ponad limity są bardzo wysokie i obciążają nie tylko kierowcę, ale też zatrudniającą go firmę.

– To już nie manufaktura, ale fabryka – mówi pan Tadeusz. – A do tego jeszcze uchodźcy. Wciskają się w każdą szczelinę. Niedawno mój kolega jechał z Belgii do Anglii i okazało się, że wiezie 12 osób.

– Więc za co ta miłość do tej roboty? – pytam.

– Dobre pytanie. Ale to tak, jakby zapytać o wyższość świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą.

Jak zostać truckerem?

Paweł Żuchowski, właściciel firmy ABC Szkolenia:

• Kierowcą ciężarówki może zostać osoba posiadająca uprawnienia, to znaczy prawo jazdy kategorii C i C+E, a do tego zaliczony kurs kwalifikacyjny, który trwa 140 godzin.

• Uprawnienia może zdobyć osoba, która posiada prawo jazdy kategorii B i ma zrobione wymagane badania lekarskie i psychologiczne. Kierowcą zawodowym można zostać po trzech miesiącach szkolenia, płacąc za to 8000 zł.

• Prawo jazdy C+E robi u nas rocznie ok. 350 osób. Kierowca co pięć lat musi przejść badania lekarskie i kurs okresowy.

• W Polsce jest około 540 000 osób z kategorią C.

Zobacz także
  • Panasonic Croustina SD-ZP2000 Testujemy wypiekacze do chleba
  • Długopisy w sklepie z pamiątkami w Medinat Jumeirah w Dubaju Top 10 atrakcji: Dubaj (2019)
  • Południowy Tyrol Południowy Tyrol: gdzie sznycel spotyka spaghetti

Polecamy