Sonda: ile chciałbyś zarabiać?

Zapytaliśmy przedstawicieli różnych profesji, z jakiej pensji byliby zadowoleni. Podane w tekście kwoty są kwotami netto - chyba, że zaznaczono inaczej.

Pracownik biurowy, Poznań, 44 lata

KWOTA: 3 tysiące złotych

Mam mieszkanie, nie mam kredytu. Trzy tysiące wystarczyłyby mi spokojnie, wiem, bo teraz tyle zarabiam. Czynsz i stałe opłaty to około tysiąca złotych. Zostaje 2 tys. zł z mojej pensji i drugie tyle z pensji żony. Żyjemy skromnie, więc na wakacyjny wyjazd zawsze damy radę coś odłożyć. Czyli można powiedzieć, że jestem zadowolony z obecnej sytuacji? Hm. Oczywiście jest haczyk. Przy takich zarobkach to musiałaby być praca na dwie, maksimum trzy godziny dziennie. Zaczynam o 8 lub 9 i o 11 jestem po robocie. Po prostu chciałbym jak najwięcej czasu spędzać z rodziną i poświęcać go na rozmaite hobby. Dla mnie wolny czas jest wart więcej niż wysokie zarobki.

Młodszy specjalista w banku, mieszka w Łodzi, pracuje w Warszawie, 32 lata

KWOTA: 4 tys. zł

Kiedy nasz dział kilka lat temu przenosił się do Warszawy, zdecydowałem się na dojazdy, zwłaszcza że dostaliśmy specjalny dodatek. Teraz zarabiam 3 tys. zł, z nadgodzinami 3,5 tys. zł. Wstaję, kiedy jeszcze jest ciemno, jadę na dworzec, potem godzinę pociągiem do Warszawy i z Dworca Centralnego do pracy. W sumie zajmuje mi to około dwóch godzin. Po pracy z powrotem do pociągu. W domu jestem już nocą. Aż chce się zacytować klasyka: „Golę się przed snem i jem śniadanie”, tyle że mnie nie jest do śmiechu. Życie mam jedynie w weekendy, a przez te lata tak naprawdę z Warszawy poznałem tylko trasę dworzec – bank. Oczywiście szukam pracy w Łodzi, tylko nie byłbym psychicznie gotowy na obniżenie zarobków. Poza tym ja też mam kredyt hipoteczny do spłacenia. We frankach. Zdziwieni? Te 4 tys. zł na rękę, ale w Łodzi, to takie moje – mam nadzieję realne – marzenie.

Bezrobotny technik, Piotrków Trybunalski, 45 lat

KWOTA: 5 tys. zł

Jakbym miał te 5 tys. miesięcznie, to mógłbym sobie dobrze w Polsce żyć. Zarabiałem niecałe 2 tys. zł, ale niedawno zamknęli sklep, w którym pracowałem. W moim mieście są dwa duże zakłady produkcyjne. Mógłbym tam się zgłosić i dostać pewnie ze trójkę na rękę, ale co to za warunki? Tam trzeba przez te osiem godzin zasuwać. Wszędzie kamery, monitoring. Masz tylko przerwę na obiad, a jak chcesz iść na kawkę albo pogadać z kumplem z innego działu, to zaraz jest afera. To nie dla mnie. Kolega „nagrał” mi pracę w Irlandii. Tak, wiem, że tam pewnie też trzeba będzie tyrać przez te osiem albo nawet więcej godzin dziennie, ale za to za dobre pieniądze.

Pracownik działu HR, Warszawa, 49 lat

KWOTA: 5,5 tys. zł

Moje zarobki to 4500 zł, a żony do 4000 zł, co pozwala nam na zaspokojenie bieżących wydatków, opłacanie prywatnego żłobka, spłatę kredytu, utrzymanie samochodu i nawet na odkładanie niewielkich kwot na przyszłą emeryturę. Niestety kwestia wakacyjnych wyjazdów nadal najczęściej wiąże się z wzięciem pożyczki, spłacanej przez kolejne 10 miesięcy. Ile chciałbym zarabiać? Apetyt rośnie w miarę jedzenia – zarabiasz 5, chciałbyś 6. Masz 6, przydałoby się 7… Byłbym usatysfakcjonowany, gdybym co miesiąc mógł odłożyć 1000 zł. Zarabiam 4,5 tys. zł więc 5,5 tys. byłoby OK. Na początek.

Anglista pracujący jako księgowy, Kraków, 39 lat

KWOTA: 9 tys. zł

Od ośmiu lat pracuję w tej samej korporacji, moją pracę mogę określić jako „same shit, different day”. Zarabiam 3,5 tys. netto. Jestem po rozwodzie i płacę alimenty na syna, ok. 900 zł. Obecnie spotykam się z kimś, z kim współdzielę moją miłość do gór. Zarabiać dużo to dla mnie kwota rzędu 9 tys. zł netto miesięcznie. Mógłbym wtedy jeździć w góry, nie tylko polskie. Nocować w hotelach, nie hostelach. Wymienić swój sprzęt wspinaczkowo-bushcraftowy na taki, który opisujecie w „Logo” i… spłacić szybciej kredyt za mieszkanie (1200 zł) i auto (540 zł).

Fotograf, Warszawa, 35 lat

KWOTA: 14-16 tys. zł (brutto)

Ktoś kiedyś powiedział: „Ile by nie było, to i tak jest za mało”. Jednak ja nie z tych, którzy potrzebują worka z dolarami bez dna. W zawodzie fotografa prowadzącego działalność to prosta kalkulacja: co miesiąc płacę ZUS (1200 zł) oraz podatek dochodowy (19% przychodu, około 40% moich miesięcznych dochodów). Do tego dochodzi leasing na sprzęt – 450 zł miesięcznie, raty kredytu mieszkaniowego (1500 zł) oraz comiesięczne prywatne opłaty (rachunki, czynsz) około 900 zł. Z podstawowych opłat wychodzi 3850 zł + podatek dochodowy. Aby na spokojnie wszystko opłacić, powinienem zarabiać około 8 tys. zł, oczywiście po odprowadzeniu wszystkich opłat. Jednak przy takiej kwocie niewiele zostaje na życie, nie wspominając o inwestycjach w nowy sprzęt, który wymieniam co trzy-cztery lata. Dlatego ta kwota to minimum. Abym mógł spokojnie funkcjonować i nie martwić się o fundusze, powinienem zarabiać około 14-16 tys. zł. W takiej sytuacji opłaciłbym wszystkie zobowiązania, odłożyłbym na inwestycje sprzętowe i nadal stać by mnie było na życie na poziomie, wakacje, nowy samochód czy szybszą spłatę kredytu hipotecznego.

Prezenter telewizyjny, Warszawa, 31 lat

KWOTA: 15-20 tys. zł

Ile musiałbym zarabiać na rękę? Odpowiem inaczej. Musiałbym zarabiać tyle, żeby za te pieniądze móc kupić sobie więcej wolnego czasu, którego dziś nie mam. Innymi słowy – to musi być nie tylko duża kwota, ale i wiążący się z nią pewien rodzaj zawodowej niezależności. Chodzi o to, żebym sam mógł decydować, czy w tym miesiącu będę chciał pracować 30, 15 czy 5 dni i jaką część mojej wypłaty będę chciał zgarnąć. W mojej opinii pensja na poziomie 15-20 tys. zł za 15-20 dni pracy daje taką wolność. Jasne, to nie jest mała kwota. Ale dziś życie w Polsce jest drogie. A wolność kosztuje.

Młodszy prawnik w kancelarii radców prawnych w Warszawie, 28 lat

KWOTA: 20 tys. zł

Zwabiony wizją sielankowego życia prawnika rodem z serialu, który pokochała cała Polska – „Magdy M” – zostałem prawnikiem. Po konfrontacji moich oczekiwań i wizji z warunkami zatrudnienia prawników na początku ich kariery w pierwszych miesiącach pracy pierwszego dnia miesiąca inkasowałem okrągłe 2000 zł, z przyszywanym uśmiechem nerwowo nucąc główny motyw muzyczny wyżej wspomnianego serialu. Po około 1,5 roku mogłem dumnie zacząć górnolotne negocjacje pensji, która obecnie plasuje się w okolicach 5000 zł. Nie jest to szczyt moich marzeń, ale zarobki tego rzędu pozwalają mi na wynajem wspólnie z dziewczyną mieszkania o niezłym standardzie, blisko centrum miasta, za mniej więcej 2200 zł i w miarę spokojne życie. Ubarwiam je od czasu do czasu weekendowymi wyjazdami ze znajomymi bądź wpadaniem w wir sobotniej gorączki imprezowej w jednym z warszawskim klubów, bez konieczności wprawiania się w „dobry humor” przed wejściem z obawy o wysokie ceny w barze. Wciąż mierzę wyżej i uważam, że zarobki na poziomie 10 tys. zł ośmieliłyby mnie do odważniejszego kroczenia w kierunku sformalizowania mojego związku i myślenia o potomku. Pensja, która sprawiałaby, że czułbym się bezpieczny o zaspokajanie wszystkim moich potrzeb, to około 20 tys. zł.

Programista w Warszawie, 30 lat

KWOTA: 20 tys. zł

Jestem programistą z czteroletnim doświadczeniem. Ukończyłem studia inżynierskie na kierunku informatyka. Od roku prowadzę własną działalność gospodarczą. Obecnie zarabiam 80 zł/h netto przy umowie B2B. Po odliczeniu „małego” ZUS-u i podatku dochodowego daje mi to ok. 10 tys. zł na rękę w skali miesiąca. Wynajmuję kawalerkę za 1900 zł. Korzystam z diety pudełkowej, więc na jedzenie wydaję ok. 1400 zł. Nie mam płatnych urlopów ani zwolnień lekarskich. Przymierzam się do wzięcia kredytu na mieszkanie, więc większość pieniędzy staram się odłożyć na wkład własny. Swoją sytuację finansową uważam za korzystną, ale nie postrzegam siebie jako kogoś bogatego. Myślę, że duże zarobki to 20 tys. zł netto. Przy takiej pensji czułbym bezpieczeństwo finansowe. Starałbym się odłożyć jak najwięcej pieniędzy, by następnie rozszerzyć działalność swojej firmy. Ewentualnie kupiłbym kolejne mieszkania jako inwestycję na przyszłość.

Lekarz rezydent czwartego roku specjalizacji z chirurgii ogólnej we Wrocławiu, 30 lat

KWOTA: 20 tys. zł

Aktualnie otrzymuję ok. 3200 zł rezydentury (słynna na cały TVN podwyżka Szumowskiego jeszcze do mnie nie dotarła). To jest mniej więcej 150 godzin pracy w szpitalu, plus średnio 120 godzin dyżurów w różnych placówkach służby zdrowia, karetka itp. Łącznie miesięcznie po odliczeniu podatku zarabiam 9-10 tys. zł na rękę. Żona też jest lekarzem, na macierzyńskim otrzymuje 80% wynagrodzenia podstawowego, czyli 2300 zł i kropka. Przed ciążą obydwoje zarabialiśmy ok. 8 tys. zł, czyli 16 tys. zł na nas dwoje, było w porządku. Wakacje all inclusive raz do roku w Europie, kredyt hipoteczny 2300 zł miesięcznie, rata za samochód 1100 zł, odłożyliśmy na okres macierzyństwa. Docelowo, po specjalizacji, chcemy zarabiać każdy po 20 tys. zł i nie przekraczać 220 godzin miesięcznie w pracy. To pozwoli nam szybciej spłacić hipotekę, mieć dwa samochody w leasingu, zimą jeździć na nartach, a latem odpoczywać z całą rodziną na Kanarach w 4 gwiazdkach i żyć, a nie tylko pracować. Dla mnie 40 tys. na trzy-,czteroosobową rodzinę to dużo pieniędzy. Starsi lekarze powiedzą, że jestem zachłanny, ale piloci czy wykwalifikowani programiści już nie.

Komornik sądowy prowadzący kancelarię od półtora roku, 35 lat

KWOTA: 50 tys. zł (brutto, na całą kancelarię)

Na temat naszych zarobków krążą legendy. Jak podaje prasa, komornicy średnio zarabiają powyżej 40 tys. zł miesięcznie. Po pierwsze: kwota ta jest marzeniem większości małych kancelarii. Po drugie: wyliczenia nie uwzględniają gigantycznych kosztów utrzymania kancelarii, dla przykładu mogę podać, że bywały miesiące, kiedy zamawiałem tonę ryz papieru, a na wysyłkę poczty wydawałem przeszło 20 tys. zł. Z zawodem komornika jest też trochę tak jak z dentystą, wszyscy podświadomie czujemy, że jest potrzebny, ale spotkania z nim nie należą do przyjemnych. W związku z niekorzystnymi zmianami przepisów od stycznia 2019 r. sytuacja mojej grupy zawodowej znacznie się pogorszy. Co to znaczy dla mnie dużo pieniędzy? W przyszłym roku chciałbym, żeby miesięczny przychód kancelarii wynosił powyżej 50 tys. zł, wtedy nie będę musiał zwalniać pracowników ani zmieniać lokalu na mniejszy.

Dyrektor w międzynarodowej korporacji, 38 lat

KWOTA: 50 tys., 60 tys., 70 tys. zł… Nie ma znaczenia, i tak za mało.

Większe zarobki to zawsze większe wydatki: kredyty, dzieci w prywatnych szkołach, oczekiwania żony. Wchodzisz na „next level” i mówisz: „Teraz to wystarczy…”. Nie ma szans. Zawsze trafią się fajniejsze wakacje, nowe hobby dzieci, nowe gadżety. Wszystko super, tylko i tak to nie ma znaczenia. Człowiek pracuje non stop, podróżuje służbowo, śpi po hotelach, rodziny nie widzi. Ale wyhamować nie można, bo następny level to już nowy standard. A jak nowego standardu nie dowieziesz, to co? A co z czasem? Dla rodziny, dla siebie? Budzisz się rano i nie wiesz, jakie to miasto, jaki kraj… To nie ma sensu…

Zobacz także
  • Panasonic Croustina SD-ZP2000 Testujemy wypiekacze do chleba
  • Długopisy w sklepie z pamiątkami w Medinat Jumeirah w Dubaju Top 10 atrakcji: Dubaj (2019)
  • Południowy Tyrol Południowy Tyrol: gdzie sznycel spotyka spaghetti

Polecamy