7 grzechów współczesnego faceta: pycha

Spocone selfie instataty, wieczne wakacje i impreza, po której nigdy nie ma kaca. Tak kochamy siebie na Instagramie.

„Byłem ofiarą samolubnej miłości” – śpiewał Michael Jackson. Wers z piosenki „Man in the Mirror” z lat 80. mógłby stać się hymnem doby Instagrama. Każdy przegląda się w zwierciadle, pytając o to, kto najpiękniejszy jest na świecie. Odpowiedź zawsze taka sama: „ja sam”.

#instaman

Krzywa liczby osób ze zdiagnozowanym zaburzeniem DSM-IV – potocznie zwanym narcyzmem – idzie w górę. W Stanach Zjednoczonych porównuje się ją do otyłości. Zgodnie z definicją to natarczywa potrzeba bycia podziwianym. Nic nie podsyca jej tak skutecznie jak tych kilka dodatkowych polubień na Facebooku i serduszek wciśniętych pod zdjęciem na Instagramie. Serwis już w 2016 r. chwalił się, że codziennie ląduje na nim 80 mln fot, które każdego dnia obdarowujemy ponad miliardem polubień. Częściej robią to kobiety, ale faceci próbują dotrzymać im kroku. Kiedyś Instagram Kim Kardashian i Seleny Gomez. Dziś przejął go Cristiano Ronaldo, podpora Juventusu Turyn, reprezentacji Portugalii i bożyszcze 152 mln ludzi na Insta.

Męskie wrogie przejęcie zaczęło się w okolicach maja 2012 r., gdy atak na Instagrama przypuścił Dan Bilzerian. Dosłownie. Na jego fotkach bazooki, czołgi i spluwy oddają pola jedynie roznegliżowanym modelkom i kotkom. Rzecz jasna mnóstwo tu zdjęć samego Bilzeriana, napakowanego pokerzysty z przystrzyżoną brodą, dziedzica finansisty. Jego majątek owiany jest tajemnicą, a rozrzutność sławą. Sławę na Instagramie zmierzono: 25 mln dol.

#klisze

Bogactwo, podróże, nagie, wyrzeźbione ciała. Najchętniej chwalą się tym wszystkim ci, którzy rzeczywiście są przy kasie. Justin Bieber ma ponad 100 mln followersów. Podobnie Messi, do niedawna główny rywal Ronaldo. Dwayne Johnson, z jakiegoś powodu najlepiej zarabiający aktor Hollywood, ma ich 129 mln. Chłopaki, może czas pomyśleć o polityce? Stereotypy szkodzą, ale trudno z nimi walczyć, skoro sama aplikacja zamyka w kliszach i szufladkach. Bo przecież tym właśnie są hashtagi. #dogsofinstagram #czytambolubie #theworldisonesoyster – i od razu wiadomo, że mamy do czynienia z przyjacielem milusińskich, prezesem klubu dobrej książki albo gościem, który zawsze jest w drodze. Tak naprawdę nieważne, kim jesteś, ważne, że jak wszyscy jesteś #beautiful – to najpopularniejszy hashtag. – Dbałość o wygląd przestała być niemęska. 69% facetów twierdzi, że od tego, czy są zadbani, jak są ubrani i jak wyglądają, zależy życiowy sukces – tłumaczy Anna Mazerant z badającej tego rodzaju trendy agencji 4P. Dowód? Po aplikacje służące poprawianiu i obróbce zdjęć, takie jak FaceTune, Modiface albo VisageLab, częściej sięgają mężczyźni. Przynajmniej w sklepie iTunes.

#crosstravelstory

Kogo zatem spotkamy na Instagramie? Panowie najchętniej chwalą się sportowym trybem życia. Są więc crossfit, bieżnia, rower – najlepiej odczyt z aplikacji, która pokaże wszystkim, ile kilometrów przejechałeś. Dużo wysiłku i jeszcze więcej potu. Kolejny typ instagramowicza to podróżnik. Facet na walizkach, #travelholic. Nigdy nie bywa w pracy, za to w tym roku zdążył już zaliczyć surfing na Bali, zrobił sobie zdjęcie na tle zachodzącego słońca na Saharze, a sylwestra spędził pod najpopularniejszą budowlą Instagrama – wieżą Eiffla. Po co to wszystko? Naukowy periodyk „Computers and Human Behavior” opublikował raport, z którego wynika, że aż 52% z nas dzieli się swoim życiem w mediach społecznościowych tylko po to, żeby zdenerwować bliskich.

7 grzechów współczesnego faceta: pycha7 grzechów współczesnego faceta: pycha Vadym Drobot

Dość nowa funkcja, czyli Instagram Stories, niemal zmiotła z rynku serwis Snapchat. A przy okazji ujawniła kolejny profil użytkownika – imprezowicza. Uaktywnia się wieczorem, nagrywa w ciemnych pomieszczeniach, chwiejną ręką. Oglądając sprawozdanie rankiem, można stracić słuch. Z oglądaniem trzeba się spieszyć, bo za kilka godzin usunie ślady swojej aktywności. Na Instagramie nie ma przecież miejsca na kaca.

A może nie wychodzić z domu, nie wyjeżdżać z miasta? Sorry, ale nawet w ten sposób nie uciekniemy od mediów społecznościowych! Instagramowy domator zostaje w domu tylko po to, żeby pochwalić się designerskimi meblami, ciastem prosto z piekarnika albo tym, co rozczula najbardziej – dziećmi. Instatata to prawdziwy lajkożerca. Hashtag #dad jest na Instagramie popularniejszy niż #mom.

Kochamy siebie, ale dokąd nas ten cyfrowy narcyzm prowadzi? Przede wszystkim do całej masy rozczarowań. – To, co prezentujemy na Instagramie, nie jest „ja” realnym, ale „ja” idealnym – mówi Jakub Kuś, psycholog z SWPS. Ponad 60% z nas twierdzi, że po wizycie na Instagramie czuje się jakoś tak… smutniej.

7 grzechów Instagrama

1. PIŁEŚ? Nie publikuj! Na pewno zabawa w kasynie warta jest upamiętnienia, ale weź pod uwagę, że wśród twoich anonimowych obserwatorów może kryć się wścibska ciotka.

2. INSTATATO! Cieszymy się z twojej pociechy, ale zdjęcia dziecka naprawdę mogą wpaść w złe ręce. Oszczędź mu tego!

3. HASZTAGI to hasła, nie zdania! #więcniepisznimiwierszy

4. CHCESZ POGADAĆ O POLITYCE? Idź na Twittera. I nie pisz, że jedno zdjęcie wyraża więcej niż 1000 słów, a konkretnie: 280 znaków.

5. MIŁOŚĆ? Piękne uczucie! Cieszymy się, że dzielisz się nim z nami, ale pamiętaj: w razie niepowodzenia będzie sporo usuwania. Algorytmy tego nie lubią, byłe dziewczyny też nie.

6. DOBIŁEŚ JUŻ DO TYSIĄCA OBSERWUJĄCYCH? Gratulacje. Ale nie oznaczaj każdego producenta odzieży na swoim zdjęciu. Droga do bycia influencerem nie tędy wiedzie.

7. #THROWBACK? Tak, wiemy, że byłeś na wakacjach. Nie dajesz nam o tym zapomnieć, chociaż minęły już cztery miesiące od twojego powrotu!

Więcej o: