7 grzechów współczesnego faceta: chciwość

Jest motorem do działania czy zaślepia? Jak wpływa na nasze decyzje? Pytamy zawodowego pokerzystę Grzegorza Mikielewicza, który ludzką chciwość poznał jak mało kto.

Chciwość jest dobra. Chciwość jest słuszna. Chciwość jest skuteczna. Chciwość wyjaśnia i odzwierciedla ideę ewolucji. Chciwość w każdej formie – chciwość życia, pieniędzy, miłości, wiedzy – oznaczała rozwój ludzkości” – mówi Gordon Gekko w filmie „Wall Street” Olivera Stone’a. Dobre przemówienie dla finansisty próbującego przekonać udziałowców do dalszego inwestowania. Tylko po kryzysie finansowym i Stone, i Gekko mówili już co innego. A jak na chciwość patrzy zawodowy pokerzysta? Pytamy Grzegorza Mikielewicza.

Skąd pomysł, żeby zawodowo zająć się grą w pokera?

Zadecydował przypadek. Akurat pracowałem w firmie, która przeniosła swoją siedzibę do Krakowa, a ja miałem tam dużo wolnego czasu. Nie miałem co robić, więc postanowiłem bardziej zainteresować się pokerem – wcześniej już trochę grałem. Niedługo potem trafiłem na informację o turnieju w Katowicach – pojechałem i wygrałem, a potem na kolejny w Opolu, który również wygrałem. Wtedy zacząłem też grać online. Taka gra miała dla mnie więcej sensu – można było grać więcej i częściej. Po kilku miesiącach przyszły sukcesy, więc odszedłem z pracy i zająłem się pokerem. Na 14 lat.

W twoim przypadku to zadziałało, ale poker to chyba nie najlepszy pomysł dla każdego, kto postanowi sobie dorobić do pensji?

Ja wtedy o tym oczywiście nie wiedziałem, poza tym poker online wówczas raczkował i poziom był bardzo niski. Trafiłem na złote lata – pierwsza dekada tego wieku była świetnym okresem dla każdego, kto chciał na serio zająć się pokerem. Nie traktując go w głupi sposób jako hazardu, tylko podchodząc na spokojnie.

Co się zmieniło później?

Poker się spopularyzował. Zaczęły w to wchodzić coraz większe firmy, pojawiło się więcej pieniędzy i mnóstwo nowych graczy – wcześniejszych brydżystów, szachistów, a także tych, którzy grywali w karcianki typu „Magic: The Gathering”. Okazało się, że ci młodzi gracze są w stanie w kilka miesięcy dogonić tych starych, którzy grali głównie na żywo i mają zupełnie inne podejście do pokera. Ja w karierze zagrałem około 15 milionów rozdań online – żeby zagrać tyle na żywo, musiałbym grać 90 lat bez przerwy.

Jakie cechy trzeba mieć, żeby móc zarabiać na grze w pokera?

Na pewno systematyczność, umiejętność szybkiego analizowania. Trzeba mieć dobrą pamięć i potrafić zapamiętać mnóstwo pewnych schematów i sytuacji teoretycznych, aby wiedzieć, w jaki sposób zagrać w każdej z nich. Na pewno nie można mieć wybujałego ego. Absolutnie kluczowe jest podejmowanie właściwych decyzji, jedna po drugiej – w dziesiątkach, setkach, tysiącach rozdań. Trzeba umieć zachować zimną krew w sytuacji, gdy gra nie układa się po naszej myśli. Używając analogii futbolowej – lepiej być typem gracza dobrze wyszkolonego technicznie, grającego na równym poziomie, ale niekoniecznie widowiskowo, jak np. Patrick Vieira, niż efekciarzem w stylu Ronaldinho, który usiłuje przedryblować wszystkich przeciwników. Kluczowy jest też dobór gier. Najbogatsi gracze to nie są ci najlepsi, tylko ci, którzy odpowiednio dobierają przeciwników. Jeśli dziesiąty najlepszy gracz na świecie będzie grał tylko z pierwszą dziewiątką, to będzie przegrywał i nigdy nie wyjdzie na plus.

7 GRZECHÓW WSPÓŁCZESNEGO FACETA: PYCHA

Jak szybko można się zorientować, jaki poziom prezentują przeciwnicy?

Bardzo szybko. Czasem wystarczy nawet jedno rozdanie. Dobry gracz bez problemu rozpozna słabszego. A gdy nie widzisz przy stole najsłabszego ogniwa, to znaczy, że ty nim jesteś.

Wielu swoje wyobrażenie o pokerze czerpie z filmów typu „Casino Royale” – przy stole siedzi kilku ważniaków, którzy licytują niebotyczne kwoty, stosując przy tym masę blefów i innych zagrywek. Jak to się ma do rzeczywistości?

Gdyby przy stole zasiadło kilku graczy o równym, bardzo wysokim poziomie, to byłaby to najnudniejsza rozgrywka na świecie. Jeśli żaden z nich nie będzie miał przewagi nad pozostałymi, to będą oni podejmować podobne decyzje. Na krótkim dystansie zadecydują konkretne karty i zagrania, natomiast na długim ci gracze powinni oczekiwać, że wyjdą na zero. Gra taka jak w „Casino Royale” mogłaby się wydarzyć, gdyby dwóch, trzech graczy wyraźnie odstawało poziomem od reszty. Lub gdyby angażowali się emocjonalnie w rozgrywkę i starali się ograć innych na siłę. Tacy ludzie to skarb dla tych, którzy podchodzą do gry na chłodno i systematycznie.

Jakie błędy najczęściej popełniają pokerzyści?

Ci początkujący – całą masę błędów różnego rodzaju. Co do tych bardziej zaawansowanych… Nie powinno się uzależniać swojej strategii od wyniku jednego rozdania. W pojedynczej grze nawet totalny nowicjusz mógłby wygrać z Le Chiffre’em, gdyby po prostu miał lepsze karty. Jeśli ktoś zrobi wszystko dobrze, ale przegra jedno rozdanie, to nie może się zrażać. Jeśli dalej będzie grał po swojemu, to statystyka zrobi swoje. A są tacy, którzy po jednej porażce zaczynają się denerwować i grać źle. Mówi się na to „tilt”.

Co to znaczy „grać źle”?

Na przykład starać się odegrać na siłę. W grze na wysokim poziomie w blisko 70% rozdań się pasuje. Gracz, nad którym kontrolę przejmą emocje, będzie wchodził do każdego rozdania. Dostając np. dziewiątkę i dwójkę, powinno się pasować zawsze i wszędzie, a taki ktoś będzie próbował grać tymi kartami i racjonalizować to w ten sposób, że skoro w poprzednim rozdaniu ktoś inny wygrał, mając równie słabe karty, to i u niego się taka „taktyka” sprawdzi. Kompletnie bezsensowne i irracjonalne podejście. Ale i tak lepiej grać w pokera niż w totolotka – to jest najgorsza forma hazardu, w której nie mamy na nic wpływu.

Spotkałeś się z sytuacją, że dla kogoś pokusa okazała się na tyle silna, że stracił głowę?

To częsty przypadek. Podczas swojej kariery widziałem wielu graczy, którzy byli takimi „meteorytami” – pojawiali się, grali świetnie, wygrywali mnóstwo pieniędzy, a potem przepadali. W pokerze – zwłaszcza gdy idzie ci dobrze – łatwo popełnić błąd Ikara. Starać się za szybko wejść na zbyt wysoki poziom. Tam są goście, którzy tylko czekają na takich kozaków.

Inna rzecz – ja zaczynałem grać jako człowiek dość ukształtowany. Byłem już po studiach, miałem pierwszą pracę. W późniejszym czasie pojawiło się wielu graczy, którzy np. rezygnowali ze studiów, aby się poświęcić całkowicie pokerowi. Moim zdaniem to kiepski pomysł – lepiej najpierw ukształtować się jako człowiek, a dopiero potem brać się za poważne granie. Studia same w sobie co prawda niczego nie gwarantują, ale dobrze jest je skończyć. Grając w pokera, nie ma sensu skupiać się na samej rozgrywce – gdy jechałem na turniej na Bahamy i z niego odpadałem, to wolałem iść na plażę , niż zamykać się w pokoju hotelowym i grać online.

Czyli, mówiąc korporacyjnie, dbałeś o work-life balance.

Dokładnie! To bardzo istotna sprawa w pokerze. Wydaje mi się, że dzięki takiemu podejściu byłem w stanie grać tak długo. Nigdy nie robiłem tego na siłę. Często ustalałem sobie cele – grałem dwa miesiące, a potem wyjeżdżałem na tydzień do Hiszpanii. Jak mi nie szło, to robiłem wypad na gokarty albo na golfa. Stąd też pomysł na to, co robić po pokerze – zawsze sam organizowałem sobie wyjazdy na turnieje, a teraz robię to dla innych.

Więcej o: