Kubotan: kieszonkowa apokalipsa

Jest mały, niepozorny. Wygląda jak nieco przyduży długopis. We wprawnych rękach kubotan zamienia się jednak w groźną broń, a w tych mniej wyrobionych też może być podręcznym narzędziem samoobrony.

Wieczór. Klatka schodowa, gdzieś w Warszawie. Idę na proszoną kolację. Spokój pryska, gdy pojawia się furiat. Jest młody, łysy i solidnie zbudowany. Coś sobie ubzdurał i biegnie w moją stronę. To nie gra komputerowa albo symulacja na treningu krav magi. Tym razem wszystko dzieje się naprawdę. Gość jest agresywny i jeżeli nie zacznę się bronić, to oberwę. Wyprowadzam lewe proste kopnięcie. Trafia go w brzuch. Spada na półpiętro, ale błyskawicznie zrywa się na równe nogi i rusza z powrotem. Jeszcze bardziej wściekły. Co teraz? Jeżeli w ruch pójdą pięści i kopnięcia, to może się okazać, że jego siła i młodość wezmą górę. To może chwyty? W trakcie szarpaniny możemy się przewrócić, a uderzenie głową w schody albo w ścianę to słaba perspektywa. Pod ręką mam tylko telefon komórkowy. Jest wstrząsoodporny i ma twardą, solidną obudowę. Wszystko dzieje się błyskawicznie, gdy napastnik jest blisko, zaczynam go bombardować telefonem. Facet jest zaskoczony i wycofuje się o krok. Zyskałem tylko tyle, bo on nadal chce się bić. Ratują mnie ludzie, którzy wychodzą na klatkę. Napastnik odpuszcza i znika, a ja żałuję, że nie miałem przy sobie gazu albo pałki teleskopowej. Ale po co mi taki sprzęt na proszonej kolacji w dobrej kamienicy? To może kubotan? On zawsze jest pod ręką, bo to przecież breloczek do kluczy. Ale co można zdziałać lekkim i długim na 14 cm plastikowym walcem?

Kubotan powstał na bazie innej japońskiej broni yawary, zwanej potocznie łamaczem kości. Został opatentowany w 1979 r. Był odpowiedzią na problemy amerykańskich policjantów, którzy narzekali na brak narzędzia ułatwiającego obezwładnienie zatrzymanego.Kubotan powstał na bazie innej japońskiej broni yawary, zwanej potocznie łamaczem kości. Został opatentowany w 1979 r. Był odpowiedzią na problemy amerykańskich policjantów, którzy narzekali na brak narzędzia ułatwiającego obezwładnienie zatrzymanego. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Japonia w Raszynie

Dojo braci Jacka i Krzysztofa Chałupków to niewielka sala na pierwszym piętrze pawilonu usługowego w podwarszawskim Raszynie. Za oknami huczy aleja Krakowska, na dachu widać baner reklamujący treningi karate Gosoku-ryu i zajęcia samoobrony kubotanem.

Sala wygląda jak typowe japońskie dojo. Na podłodze jest niebieska mata, na półkach na jednej ze ścian leży sprzęt do treningów: rękawice, kaski, tarcze itd. Jest oryginalna japońska makiwara, na której trenuje się uderzenia i jednocześnie utwardza kości dłoni. Są sportowe trofea, puchary, medale i oczywiście zdjęcie Soke Takayuki Kuboty, który stworzył w 1953 r. w Japonii styl Gosoko-ryu.

Bracia Chałupkowie mają w tej sztuce walki piąte dany. Są bliźniakami jednojajowymi. Przypomina mi się film „Podwójne uderzenie”, w którym Jean-Claude Van Damme zagrał bliźniaków karateków, znacznie różniących się jednak stylem. Tymczasem Krzysztof i Jacek mają takie same fryzury i identyczne białe kimona. Jestem więc odrobinę zdezorientowany, ale szybko okazuje się, że Jacek jest odrobinę bardziej ekstrawertyczny. To mi pomaga się połapać.

Matura z wiedzy o zegarkach - zapisy ruszyły!Matura z wiedzy o zegarkach - zapisy ruszyły! materiały własne

WIELKA MATURA Z WIEDZY O ZEGARKACH – ZAPISZ SIĘ!

Breloczek karate

Od 2012 r. panowie prowadzą Polską Akademię Kubotanu. Brzmi to górnolotnie, ale ma sens, bo są jedynymi w Polsce instruktorami posiadającymi licencję uzyskaną od twórcy kubotanu Takayuki Kuboty.

– Kubotan jest tylko jeden i wygląda tak – Jacek demonstruje czarny walec zakończony kółkiem, na którym wisi solidny pęk kluczy. Oba końce tego ciut dziwnego breloczka są płasko zakończone. Od biedy może robić za długopis. W porównaniu z groźnie wyglądającymi spiczasto zakończonymi kubotanami, w które obfituje internet, ten prezentuje się niepozornie.

– Jest cała masa narzędzi do samoobrony stworzonych na bazie kubotanu. Ja nie mówię, że są złe, ale co się stanie, gdy takie coś trafi w tętnicę? Może się wbić w ciało i co potem? – zawiesza dramatycznie głos Jacek. – Ideą kubotanu było to, żeby spowodować punktowy ból naciskiem i szybką reakcję drugiej osoby. Po odłożeniu kubotanu ból ma minąć, krążenie i funkcjonowanie organizmu wrócić do normy

– tłumaczy Krzysztof.

Opowiadam braciom o swojej przykrej przygodzie na klatce schodowej. Kiwają ze zrozumieniem głowami, a potem zaczynają prezentację możliwości kubotanu.

Kubotan. Kieszonkowa apokalipsaKubotan. Kieszonkowa apokalipsa Albert Zawada / Agencja Gazeta

Punkt B

Robię groźną minę i łapię Jacka lewą ręką za T-shirt, a potem unoszę prawą pięść. Zamachiwanie się w ten sposób na profesjonalnego karatekę to słaby pomysł, ale jakoś trzeba wejść w temat. Jacek gra rolę amerykańskiego policjanta. To ważne, bo w odróżnieniu od cywilów policjanci mogą stosować wyłącznie naciski i dźwignie. Jacek błyskawicznie wyciąga z kieszeni solidny pęk kluczy i przyciska mi kubotan do nadgarstka. Trzyma go już obiema rękami, potem szybko naciska, a ja od razu proszę o zmiłowanie.

– Każdy ma inną budowę i inny poziom bólu – tłumaczy Jacek, jeżdżąc mi okrągłym kubotanem po stawie. – Dlatego przy założeniu dźwigni warto jest znaleźć odpowiednie miejsce. O, czuję, że to jest to! – on się uśmiecha, a ja syczę potakująco. Krzysztof dodaje: – Na ciele człowieka jest kilkadziesiąt witalnych punktów. Większość ludzi wie o co najmniej o kilku, ale gdy zna się całą ich mapę, to wiadomo, gdzie przyłożyć kubotan. – Gdzie są te punkty? – pytam.

W odpowiedzi Krzysztof przejeżdża mi kubotanem po żebrach, z wrażenia prawie wierzgam. Potem przyciska mi go do kolana. Nie ma wątpliwości, że to jeden z tych punktów. Na końcu łapie mój mały palec jak w kombinerki. Czuję się całkowicie przekonany i wracamy do techniki, którą przedtem demonstrował Jacek.

Mój nadgarstek znów jest w żelaznym uścisku, a on przewraca mnie na matę. Walę się na brzuch, a on dociska mnie kolanami do maty i przykłada mi kubotan do kręgosłupa. Za to uwalnia wreszcie mój nadgarstek z kubotanu i tak oto jestem przygotowany do tzw. zakajdankowania.

– Dźwignie są trudne w użyciu, ale policjantom jest łatwiej, bo mają budzące respekt mundury, a ich ostre słowa ułatwiają działanie. Przy konfrontacji fizycznej z policją większość ludzi odpuszcza.

Zwykli śmiertelnicy nie mają tak dobrze i dlatego uczą się przede wszystkim uderzeń kubotanem – tłumaczy Krzysztof, który zagra teraz rolę cywila. Gdy chwytam jego T-shirt, bez patyczkowania się wyprowadza cios kubotanem w stronę mojego gardła, a potem sprowadza mnie w dół dźwignią za nadgarstek i kończy kopnięciem kolanem w szczękę. Jeszcze tylko prawy sierp dla pewności i gotowe. Pęk kluczy trafia mnie (na szczęście lekko) w twarz.

– Jak się bezpiecznie nauczyć takich technik? – pytam.

– Na początku dajemy kursantom kubotany, do których przymocowane są nie klucze, ale baloniki – wyjaśnia Krzysztof. – Dzięki temu mogą bezpiecznie trafiać sparingpartnerów, na przykład w twarz. Kiedy widzimy, że ruchy zostały przyswojone, to zamieniamy baloniki na klucze. Zestaw ma inny środek ciężkości i nauka nabiera realizmu – tłumaczy Jacek.

Albo na ful, albo w ogóle

Na razie jestem cały i możemy przejść do dalszej części prezentacji, czyli do obrony przed prawym sierpowym. Podejrzewam, że facet na klatce schodowej chciał mi przyłożyć w taki sposób. Co mógłbym zrobić, gdybym miał kubotan? W tym przypadku przydaje się doświadczenie z boksu lub karate, bo nadlatującą pięść można powstrzymać blokiem wykonanym lewą ręką. A potem do gry wchodzi kubotan albo raczej pęk kluczy. Bo to one po zamachu uderzają w twarz dwoma sierpami. Na koniec jest tradycyjne pchnięcie kluczami i kubotanem w gardło. Wygląda to drastycznie. Każdy kto dostał kiedyś w gardło, wie, jakie to paskudne uczucie. Krtań zbudowana jest z wielu delikatnych części, których uszkodzenie może skończyć się tragicznie.

– Koniecznie musi być w gardło? – pytam.

– Może być w twarz, to także będzie miało mocny efekt. W sytuacji prawdziwej walki nie ma miejsca na litość. Jeżeli zaatakował cię groźny napastnik, to nie możesz bronić się na 50%. Lepiej nie broń się już w ogóle. Nie zastanawiaj się też nad tym, gdzie chciałbyś go trafić, bo nie trafisz w ogóle. Jeżeli walczysz o wszystko, to nie myśl, tylko po prostu rób swoje – mówi Krzysztof.

Wracamy do prezentacji. Jacek demonstruje rodzaje uderzeń, które można wykonywać w kilku płaszczyznach. Macha kubotanem trochę jak nunchaku, robi ósemki, ruchy poziome (z lewej na prawą albo odwrotnie), poza tym uderzenia z góry i z dołu. Generalna zasada jest taka, że po dwóch uderzeniach zamachowych kluczami następuje trzecie proste kubotanem, a raczej metalowym kółeczkiem, na którym zamocowane jest kółko z pękiem kluczy – tłumaczy Jacek.

– Czy wykorzystałeś kiedyś kubotan na ulicy? – pytam.

– Kiedyś w hipermarkecie założyłem dźwignię na nadgarstek facetowi, który zaczął fikać do mojej żony. Zaprowadziłem go do ochroniarzy.

– A uderzyłeś kiedyś tak kogoś?

– Raz. Na ulicy zaczął do mnie startować facet, który ewidentnie szukał zwady. Uderzyłem go dwa razy kluczami na odlew, a potem cios prosty.

– I?

– I poszedłem dalej. Na tym polega samoobrona. Uderzasz i uciekasz.

Uwaga, będę naciskał

Nacisk na nadgarstek, jak się okazuje, był tylko wstępem. Teraz przekonamy się, jak wydostać się z sytuacji, w której agresor łapie nas obiema rękami od tyłu i mocno zaciska uchwyt. Pora na kolejne naciski. Plan ucieczki z takiej sytuacji wygląda prosto. Na początku trzeba wyjąć klucze z breloczkiem z kieszeni. Gdy już się to uda, to trzeba wbić ostrą krawędź w miejsce na wierzchu dłoni. Cel jest podany jak na tacy, a wbić to dobre słowo. Dynamiczny nacisk ostrą krawędzią zakończenia kubotanu wywołuje taki ból, że nie wytrzymałby go chyba superbohater. Jakby co, to uwagę agresora można odwrócić chlaśnięciem kluczami w twarz. Wystarczy machnąć energicznie ręką w stronę jego głowy.

A jak wydostać się z duszenia za plecami, czyli słynnego mata leo, jednej ze sztandarowych technik brazylijskiego dżiu-dżitsu? W tym przypadku trzeba przyłożyć kubotan do mięśni obok zgięcia dłoni w łokciu. Kto by pomyślał, że jest w tym miejscu taki punkt witalny? Owszem, jest. Powiedzieć, że boli, to nic nie powiedzieć.

Atak z tyłu. Zakładam Krzysztofowi mata leo. To duszenie ogranicza możliwość oddychania i odcina dopływ krwi do mózgu. Krzysztof naciska kubotanem na jeden z punktów witalnych. Ból jest taki, że od razu puszczam.Atak z tyłu. Zakładam Krzysztofowi mata leo. To duszenie ogranicza możliwość oddychania i odcina dopływ krwi do mózgu. Krzysztof naciska kubotanem na jeden z punktów witalnych. Ból jest taki, że od razu puszczam. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Legalny, ale...

Kubotan jest legalnym narzędziem do samoobrony. Niepotrzebne jest zezwolenie. Oryginalny kubotan jest do tego rozkręcany, co ułatwia przewożenie go przez granicę. Niektórzy pogranicznicy wiedzą już, co to jest. Kilka lat temu Jacek odlatywał z gdańskiego lotniska i celnik, gdy tylko zobaczył kubotan, od razu zakomunikował, że nie można wejść z nim dalej. Kubotan wylądował w koszu na śmieci.

Takayuki Kubota

Urodzony w 1934 r. Przeniósł się z Japonii do USA w 1964 r. Szybko został instruktorem policji Los Angeles, zaczął także trenować funkcjonariuszy FBI. Zmodyfikował swój powstały w Japonii system walki wręcz, korzystając m.in. z doświadczeń policjantów trenujących w jego dojo. Wykorzystywał przy tym wymyślony przez siebie kubotan, bazując na tradycji walki drewnianą lub metalową pałeczką, która ma w Azji kilkaset lat.

Techniki walki kubotanem są częścią systemu karate Gosoko-ryu. Kubotan został nazwany przez policję instrumentem kontroli położenia. Gliniarze z Beverly Hills (i reszty LA) noszą klucze z kubotanami w kaburkach albo wetknięte za pasek.

Co ciekawe, Takayuki Kubota to nie tylko legendarny karateka, ale także epizodysta z bogatą filmografią. Widać go na przykład przez chwilę w „Pearl Harbor”, gdzie jest kapitanem. Kubota wystąpił też w wielu reklamach. Jego dziełem jest choreografia scen walk w „Mortal Kombat” i pierwszych częściach „Karate Kid”. Przez pół wieku Takayuki Kubota organizował w LA turniej karate gwiazd. W pierwszej edycji wygrał... oczywiście Chuck Norris.

Więcej o: