Freediving - nie daj się zgnieść wodzie

Freediving

Freediving (Piotr Ławrynowicz)

Piotr Ławrynowicz pewnego dnia poczuł, że chce od życia czegoś więcej. Sprzedał mieszkanie i wyjechał do Dahab. Żył w beduińskiej chatce i pływał. Po trzech latach okazało się, że jest w światowej czołówce freedivingu.

Stoimy z Piotrem Ławrynowiczem w basenie Warszawianka – na stopniu pod słupkami. Wodę mamy do piersi i z przyjemnością patrzymy na 50-metrowy błękitny tor. To jedno z nielicznych miejsc w Warszawie, w których mogą trenować bez ograniczeń freediverzy. Dwa najgłębsze baseny w stolicy są dla nich praktycznie niedostępne. Poza nami na torze pływają kraulem tylko dwaj faceci.

Piotr ma długie czarne płetwy. Są zrobione z włókna szklanego i pokryte włóknem węglowym. Na szyi ma zawieszone masywne kółko. To balast, który pomaga utrzymać optymalną głębokość zanurzenia. Na nosie zatyczka, która blokuje dopływ wody, na głowie srebrny czepek i przydymione okulary do pływania. Na basenie Piotr nie używa maski. A co do fajki, to freediverzy wykorzystują ją tylko na morzu, gdy lepiej jest schować się przed falami pod wodą. Ja mam maskę, fajkę i płetwy. Mój ekwipunek uzupełnia ważący dwa kilogramy pas balastowy. Myśląc o nadchodzącym sezonie, postanowiłem „zrobić intro” we freedivingu. Intro, czyli spróbować pierwszy raz, w tym przypadku pod okiem drugiego najgłębiej nurkującego freedivera w Polsce.

Z ringu do morza

– Na początku zrobimy oddychanie z pranajamy. A potem, kiedy poczujesz, że już chcesz, to popłyniesz – tłumaczy Piotr.

– Pranajamy?

– To jogiczny oddech. Wdech, potem chwila przerwy i wydech, dwa razy dłuższy niż wdech – tłumaczy.

Znamy się jeszcze z rock’n’rollowych lat 90. Chodziliśmy na te same koncerty, a on był wtedy punkowcem z różowym paskiem na głowie. Freediving uprawia od siedmiu lat. Przedtem przez 10 były kolejno: karate, boks i muay thai. W końcu na zawodach w formule K1 zerwał więzadło krzyżowe i musiał znaleźć dla siebie nową sportową drogę. O freedivingu dowiedział się pod koniec lat 90., gdy razem z bratem zobaczyli film dokumentalny „Ocean Men. Na wstrzymanym oddechu” o sławnych freediverach Umberto Pelizzarim i Pipinie Ferrerasie. Perspektywa nurkowania bez butli była ekscytująca. Ziarno padło na idealny grunt, bo w dzieciństwie spędził z bratem i rodzicami sześć lat w Libii. Godzinami snurkował z dzieciakami przy plaży i na skałkach. Potem przez kilkanaście lat śniło mu się, że nurkuje.

Ja tymczasem oddycham po jogicznemu i czuję, że powolny i rytmiczny oddech zaczyna mnie wprawiać w trans. Po chwili zanurzam się i zaczynam próbę. Ręce układam wzdłuż ciała i macham płetwami. Dzięki balastowi woda nie wypycha mnie na powierzchnię i płynę blisko dna. Nie patrzę przed siebie, wzrok mam skierowany w dół. Widzę przesuwające się kafelki i staram się nie myśleć o niczym. Sekundy rozciągają się, a umysł w końcu zaczyna bić na alarm. Gdzie jest powietrze?! Gdy czuję, że dłużej już nie wytrzymam, wynurzam się. Do końca basenu zostało jakieś 10 m. Przy dnie przepływa Piotr. Przy ściance zawraca i wynurza się po drugiej stronie basenu. Przepłynął 100 m. Dla freedivera to norma. Należący do Mateusza Maliny rekord w pływaniu dynamicznym z płetwami (czyli w basenie na odległość) wynosi 300 m.

– Fajnie – chwali mnie Piotr. – Ale za mocno machasz nogami. Przez to zużywasz za dużo tlenu. Płyń spokojniej. Pełen relaks.

Sny o nurkowaniu

Po ogólniaku Piotrek chciał zająć się kowalstwem artystycznym albo zostać jubilerem. Na takie plany było już za późno, bo właśnie została zamknięta jedyna szkoła kształcąca w tym kierunku. Wybrał więc praktycznie – zarządzanie. I po studiach zaczął korporacyjną karierę menedżerską.

– Zostałem menedżerem i było to nudne jak flaki z olejem – wspomina.

W dzień zajmował się doborem produktów do sklepów, a w nocy śnił o nurkowaniu. W 2004 r. poleciał z bratem na Kretę. Na sam zachodni koniec wyspy, do wioski Elafonisi. Dno schodzi tam kaskadowo i po 30-40 m od brzegu jest już 14 m głębokości.

– Nurkowało się świetnie i wiedziałem już wtedy, że chcę uprawiać freediving. Zawsze jednak coś stało na przeszkodzie. Praca, inne zajawki albo zwykły brak pieniędzy – mówi Piotrek. W końcu siedem lat temu zaczął trenować freediving na własną rękę. Z bratem na basenie. Informacje o tym, jak uprawiać ten sport, czerpali z internetu i filmów. Zaczął bić swoje rekordy w tzw. dynamice, czyli pływaniu na odległość. Gdy udało mu się przepłynąć z płetwami 100 m pod wodą, postanowił zrobić kurs freedivingu i tak zdobył pierwszy certyfikat.

Blackout i samba

Ja właśnie wykonuję trzecią próbę w dynamice. Znów do końca basenu brakuje mi 10 m. Czuję, że gdybym poćwiczył, to na pewno by się udało. Ta perspektywa jest nęcąca, ale uwaga: freediving to sport zespołowy! Minimalny team to dwie osoby, bo przy pływaniu na bezdechu konieczna jest asekuracja. Ponurym cieniem na freediving w stolicy kładzie się historia młodego mężczyzny, który utonął na Warszawiance w trakcie samotnego treningu w basenie rekreacyjnym. Było to skutkiem tzw. blackoutu, czyli utraty przytomności w efekcie niedotlenienia mózgu. Drugą konsekwencją wydłużania bezdechu może być samba. Tak freediverzy nazywają niekontrolowane drgawki w jakie wpada ciało przy braku tlenu.

– Ja miałem sambę dwa razy, a blackout raz – tłumaczy Piotr. Gdy nurka „odetnie”, to po wyjęciu go z wody trzeba mu udrożnić drogi oddechowe, cucić, delikatnie klepiąc po twarzy, a potem... podmuchać w twarz. W okolicy naszych ust znajdują się chemo- i baroreceptory. To pamiątka po odległych zwierzęcych przodkach, którzy mieli częstszy od nas kontakt w wodą. Gdy baroreceptory wyczują kontakt z powietrzem, to oddech u nurka powraca. Jeśli nie, to konieczne jest sztuczne oddychanie, ale bez masażu serca. – Często zdarza się, że nurek już oddycha, a jeszcze jest nieświadomy – uspokaja Piotr.

Z korpo do beduińskiej chaty

– Szczerze mówiąc, nurkowanie na basenie średnio mnie kręci. Prawdziwy freediving to nurkowanie w dół – tłumaczy Piotr.

W 2014 r. zadebiutował jako sportowiec na głębinowych mistrzostwach Polski na jeziorze Hańcza. Zanurkował z płetwami na 50 m i zdobył złoty medal. W tym samym roku odkrył Dahab. Nadmorską miejscowość turystyczną na wybrzeżu Zatoki Akaba, na półwyspie Synaj w Egipcie. Dahab jest znany z Blue Hole, jednego z najsłynniejszych nurkowych spotów na świecie. Błękitna dziura znajduje się kilka metrów od brzegu, ma szerokość 60 m, a jest głęboka na prawie 100. Wielu nurków zginęło w tym miejscu, próbując przedostać się z Blue Hole do morza przez 35-metrowy tunel Arch, który otwiera się na głębokości 55 m. Przypomina o nich „ściana śmierci” obok Blue Hole, na której widać niemało polskich nazwisk.

W 2015 r. po miesięcznym pobycie w Dahabie odezwała się punkowa buntownicza natura Piotrka. – Powiedziałem sobie, że nie będę tak w kółko jak cymbał zapieprzał w pracy i odkładał pieniądze, żeby pojechać na miesiąc tam, gdzie chcę być przez cały czas – tłumaczy. Rzucił pracę, sprzedał mieszkanie i przeniósł się do Dahabu.

– Chciałem odmulić się od Polski, którą kocham, ale która mnie zmęczyła. Poza tym zrobić stopień dive mastera w nurkowaniu sprzętowym i instruktora we freedivingu. Ale przede wszystkim zażyć urwanej wolności, która mi się śniła od czasu, gdy nurkowałem w Libii – mówi Piotr. Znajomi pukali się w czoło, że jedzie mieszkać z Arabami, a on wynajął od beduina chatkę i zaczął na serio trenować.

Zemsta faraona

Tygodniowy plan treningowy? Trzy treningi freediverskie i dwa pływackie w tygodniu, a w weekend snorkeling z kumplami. Często nurkował tak kilka tygodni z rzędu. Piotr zrealizował swój plan, został dive masterem i zrobił trzytygodniowy kurs instruktora freedivingu u Aharona Solomonsa, legendarnego izraelskigo freedivera, nurkującego od 30 lat na bezdechu. Trening na Bliskim Wschodzie pozwolił mu na wejście do światowej czołówki freedivingu.

W 2017 r. na mistrzostwach świata w Roatana na Karaibach w dyscyplinie free immersion (czyli zanurzeniu po linie) dotarł na głębokość 87 m i był szósty na świecie. Trzyletni pobyt w Dahabie przyniósł także inne doświadczenie – poznał zemstę faraona. Dieta w nadmorskiej miejscowości była zdrowa i lekka, problemem była za to woda. Tą z kranu nie można nawet płukać ust po myciu zębów. Czasami jednak mu się to zdarzało. W efekcie zaliczył trzy ciężkie zatrucia pokarmowe. – Pierwsze było bakteryjne, drugie wirusowe, a w końcu, gdy myślałem, że jestem już uodporniony jak Rusek, to zaatakowała ameba. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak wygląda prawdziwa zemsta faraona. Na początku leje się z ciebie przez trzy dni, a potem wiozą cię do szpitala – tłumaczy Piotr.

Po prawie trzech latach w Dahabie poczuł, że ma dość ciągłego targowania się z beduinami, życia w zamkniętej społeczności nurków i toksycznej wody w kranie. Wrócił do Polski i ożenił się z dziewczyną, którą poznał na zajęciach jogi. Teraz jest ojczymem i mieszka z rodziną na Ursynowie. Prowadzi kursy nurkowania i zajęcia sportowe. W 2018 r. nie startował, tylko trenował na basenie. Jest nadal drugim głębokościowym freediverem w Polsce, w tym sezonie chce wrócić na dwa miesiące do Dahabu, w przyszłym wrócić do rywalizacji na światowym poziomie, a w ciągu dwóch lat zanurkować z monopłetwą na głębokość poniżej 90 m. – Mam 38 lat. W sporcie to niby wiek końcowy, ale ja mam inne zdanie – mówi.

Piotr Ławrynowicz
na mistrzostwach
świata
w konkurencji free
immersion, czyli
nurkowaniu bez
płetw, trzymając się
liny. Rekord świata
to 124 m.Piotr Ławrynowicz na mistrzostwach świata w konkurencji free immersion, czyli nurkowaniu bez płetw, trzymając się liny. Rekord świata to 124 m. Piotr Ławrynowicz

Ile można?

Na basenie freediver może ćwiczyć tzw. odruch nurkowy, statykę i pływanie dynamiczne. Pierwsze to zespół kilku reakcji fizjologicznych pojawiających się przy zanurzeniu na bezdechu. Ze statyką sprawa jest prosta – wystarczy przestać oddychać. Należący do Francuza Stéphane’a Mifsuda rekord świata w statyce wynosi 11 minut i 35 sekund! Piotr wstrzymuje oddech na 5 minut i 25 sekund. Jak ja wypadnę na tym tle?

– Odpręż się i połóż na wodzie. Powietrze, które masz w płucach, zapewni ci taką wyporność, że utrzymasz się na powierzchni – mówi Piotr.

– O czym mam myśleć?

– O niczym. Albo o czymś przyjemnym.

– O seksie?

– Raczej nie, bo to zadziała pobudzająco. Możesz oszukać umysł, wizualizując sobie coś, albo popatrz w głąb siebie.

– W głąb siebie?

– Tak. To jest twój czas. Robisz to nie po to, żeby komuś coś udowodnić, tylko dla siebie – tłumaczy Piotr.

Wybieram ten drugi scenariusz, zamykam oczy i kładę się na wodzie. Piotr jedną ręką trzyma mnie za bark, tak żebym nie odpłynął, a w drugiej ręce trzyma zegarek odmierzający mój rezultat. Podczas prób wykonywanych na tapczanie wytrzymuję bez oddechu pół minuty. Nie spodziewam się więc fajerwerków. Czas płynie strasznie wolno, a znad powierzchni wody dochodzi do mnie głos Piotra: „Rozluźnij barki”. Staram się nie myśleć o tym, że muszę wziąć oddech, a kiedy nie mogę już wytrzymać, to otwieram oczy i zaczynam lustrować dno basenu. Wynik? 55 sekund. Próbuję jeszcze raz, po to, żeby dojść do minuty. Tym razem mój umysł staje się refleksyjny. Myślę o tym, że wkoło ludzie spieszą się, gnają, a ja tutaj siedzę sobie pod wodą i mogę zatrzymać swój czas w miejscu. To było chyba właśnie spojrzenie w głąb siebie. Grunt, że udało mi się wytrwać pod wodą przez minutę i 10 sekund.

Muszę się wydostać i wziąć wdech!

– Freediving to sport wybitnie techniczny. Wykonywanie głębokich zanurzeń wymaga wiedzy o fizjologii i bardzo solidnego przygotowania mentalnego – tłumaczy Piotr. Czym głębiej się zanurkuje, tym jest trudniej, bo coraz mniej jest powietrza w ustach do wyrównywania ciśnienia w uszach. Na głębokości 20-30 m zaczyna się faza free fallu, czyli ujemnej wyporności. Nurek nie musi wykonywać żadnych ruchów i szybko osiąga głębokość 40-60 m. Potem zaczynają się problemy, bo woda naciska z ogromną siłą i nurek musi precyzyjnie zarządzać zmagazynowanym w ustach powietrzem, którym wyrównuje ciśnienie w uszach.

– Jeżeli w takiej sytuacji spanikujesz, to woda cię przygniecie, ale jeżeli będziesz pogodzony z sytuacją i uwierzysz, że jesteś częścią przyrody, woda cię nie przygniecie i wynurzysz się zrelaksowany – tłumaczy Piotr.

W lipcu 2018 r. na rozgrywanych na Bahamach zawodach Verticale Blue Rosjanin Aleksiej Mołczanow zanurkował z monopłetwą na 130 m. Zajęło mu to 3 minuty i 55 sekund. Po wynurzeniu zgodnie z przepisami zdjął maskę i powiedział: „I’m OK”. A po chwili na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Żeby osiągnąć odpowiedni stan umysłu, freediverzy praktykują pod wodą wizualizację, kontemplację i medytację. – Chodzi o to, żeby wykasować wariackie myśli. Ja też miałem złe nurkowania, w trakcie których na 80-90 m myślałem: „Och ty, k..., co ja tutaj robię? Muszę się stąd wydostać i wziąć wdech!”. W takich chwilach zaczyna się walka o życie – tłumaczy Piotr. Głębokie nurkowanie w ciepłym otwartym morzu może przynieść także inne niespodzianki. Pojawiają się mocne prądy, a do metalowego talerzyka na końcu liny, wzdłuż której nurkuje freediver, podpływają zaciekawione ryby. Barakudy, tuńczyki, rekiny. – Kiedyś na 85 m podpłynął do mnie metrowy gruper, duża okoniowata ryba. W takich chwilach zastanawiasz się po prostu, co będzie dalej – mówi Piotr.

Autor i Piotr Ławrynowicz w roli
instruktora na basenie Parku Wodnego
Warszawianka. Na dnie można ćwiczyć
tzw. statykę. Rekord świata wstrzymania
oddechu pod wodą to 11 min i 35 sekund.Autor i Piotr Ławrynowicz w roli instruktora na basenie Parku Wodnego Warszawianka. Na dnie można ćwiczyć tzw. statykę. Rekord świata wstrzymania oddechu pod wodą to 11 min i 35 sekund. Albert Zawada / AG

Ostatnie wyzwanie

– Widok z dołu jest transcendentalny. Miejsce, z którego wyruszyłeś, jest malutkie i otoczone poświatą, tak jak w tunelu – mówi Piotr. Czasu na podziwianie widoków jest jednak tyle co kot napłakał, bo to dopiero połowa zadania. Przed nurkiem stoi ostatnie wyzwanie – powrót na powierzchnię.

– Na 90 m ciało ma totalnie ujemną pływalność i czuje się działanie grawitacji, a klatka piersiowa jest miażdżona przez ciśnienie. Wychodzenie jest siłowe, trzeba pracować, bo jak się odpuści to zaczyna się znów spadać w otchłań. Zapas tlenu jest już mały i jeżeli wpadnie się w takim momencie w panikę, to robi się bardzo ciężko i można dostać urazu ciśnieniowego płuc. Zaliczyłem trzy takie złe nurkowania. Dlatego gdy czuję, że to nie jest mój dzień, zawracam już w pierwszej fazie nurkowania. Bo chodzi przecież o to, żeby mieć z tej zabawy przyjemność – mówi Piotr.

Zobacz także
  • Cupra Formentor Cupra Formentor to prawdziwy, hiszpański "toro bravo"
  • Laptop Lenovo ze składanym wyświetlaczem Oto pierwszy laptop ze składanym ekranem
  • Porsche Type 64 To może być najdroższe Porsche w historii

Polecamy