Świat superhosta Airbnb

Zaczynał od kawalerki, którą ogarniał wspólnie z bratem. Potem zostawił pracę maklera i założył własną działalność. Dziś Lech z dziewczyną wynajmują turystom jako Warsaw Short Term Apartments kilka lokali w różnych punktach stolicy - i nie jest to najłatwiejszy kawałek chleba. Ciężko być gospodarzem Airbnb, kiedy gospód w bród.

Jak wygląda tydzień gospodarza Airbnb z pięcioma gwiazdkami i sześcioma mieszkaniami?
Planuję go koło piątku czy soboty, kiedy mam wolną chwilę. Rozpisuję zameldowania i wymeldowania, ustawiam pomoc przy sprzątaniu. Choć tak naprawdę trudno coś planować, bo sporo rezerwacji wpada w tygodniu. Najwięcej roboty mam w niedzielę – kumulacja check outów po weekendowych city- breakach. Jestem w ciągłym kontakcie z klientami, bo ci ciągle mają pytania. W branży hospitality – wystawiam się też na platformie Booking.com i przez własną stronę – im lepszy kontakt, tym lepsze wrażenia gościa. Musi czuć, że jest w dobrych rękach. Wtedy są dobre recenzje. A dobre recenzje są podstawą przy wyborze apartamentu i wpływają na tajemniczy algorytm Airbnb.

Czyli leżysz sobie na kanapie w kapciach, muzyczka gra, a ty bawisz się komórką.
Zazwyczaj lecąc z torbą prania w jednym ręku, odpisuję drugą ręką. Niedawno w ten sposób zbiłem telefon. To ciągły ruch. Przez większość roku mam ustawiony minimalny pobyt dwudniowy, by jakoś ogarnąć interes. W niskim sezonie, czyli zimą, zmieniam na jeden dzień, aby zarobić na rachunki.

Co zajmuje najwięcej czasu?
Rozwożenie pościeli, no i te cholerne naprawy. Stałem się złotą rączką, ciągle coś przykręcam. Umiem wymienić baterię prysznicową, zamontować listwę przypodłogową, odpowietrzyć kaloryfer, a meble z Ikei składam z zamkniętymi oczami. Po pierwsze, nie stać mnie na speców, po drugie, nie ma speców od drobnych robótek – biorą tylko duże zlecenia. I robią człowieka w… Kiedyś musiałem wezwać hydraulika do zapchanej toalety. Nie miałem odpowiedniego narzędzia w postaci przepychaczki. Przyjechał gość, spuścił wodę, zakręcił szczotką do kibla – zrobił wir. Spuścił wodę, sedes się odetkał, wziął trzy stówy za dwie minuty roboty. Od tej pory mam przetykaczkę w każdym mieszkaniu.

Co można znaleźć podczas sprzątania?
Sporo alkoholu, raz gość zostawił osiem browarów. Ubrania, czasem całkiem przyzwoite swetry, czapki. Dużo Zary! Niestety, najczęściej to majtki i skarpetki. Oczywiście odsyłam, jak się upominają. Raz dziewczyny zostawiły w lodówce lokówkę. Pewnie spieszyły się na samolot, chciały szybko ostudzić maszynę i jej zapomniały. Innym razem gość przysłał o trzeciej w nocy wiadomość, że załatwił mi nowe stereo. „No dobra, może nie nowe, ale działa”. Odczytuję rano. „Okej”… Przychodzę po wymeldowaniu. I rzeczywiście, przyzwoita wieża Blaupunkta. Odpalam – ładnie gra. Pytam go na WhatsAppie, skąd to wziął. On na to, że nie pamięta. „Taki był wieczór”. Z knajpy wyniósł? Z domówki? Bo raczej nie ze śmietnika. Generalnie przyzwoity typ, the good German, ładnie posprzątał. Kiedyś gościłem didżeja ze Smolnej, zostawił niespodziankę w schowku na zawór w ścianie. Najwyraźniej na tyle dobrze ukrył towar, że nie mógł odnaleźć. No i kiedyś znalazłem niestety pluskwy – to też towar przywożony w bagażu. Walka zabrała dwa miesiące i kilkanaście tysięcy złotych. Sprawdzanie zasłon i pościeli jest teraz moją rutyną, w niezbędniku gospodarza, który wożę ze sobą w aucie, oprócz śrubokrętów mam odpowiedni sprej.

Ta praca uczy pokory i tolerancji.
I odporności na ekskrementy oraz inne okropności typu wymiociny czy włosy. Generalnie odporności. Mam historię, całkiem świeżą. Mieszkanie w blokowcu, wielka płyta. Do budynku dwa wejścia, jedno zamyka się w nocy. Gość budzi mnie o 1. Bełkocze, nic się nie da zrozumieć. Przechodzimy na komunikator. Pytam, czy próbował drugim wejściem. Odpowiada, że „wszystkiego próbował”. To zagajam, czy na pewno dobry budynek – bloki wokół są identyczne. Potwierdza, przysyła zdjęcie. Sugeruję, że to chyba nie ten. Odpisuje: „Are you stupid or what? ”. No żeż… Wsiadam w taryfę, jadę na miejsce. Człowieka nie ma. Pojawia się wiadomość: „Wszedłem dzięki sąsiadowi”. Ja na to, że idę na górę sprawdzić klucze. Pukam, pukam, pukam. W końcu otwiera. Totalnie napruty, z fujarą na wierzchu. Proszę o te klucze. „Okej”. Zamyka drzwi i nie wraca. A miał 24 pozytywne recenzje, rosyjski pracownik znanej korporacji.

Kolejna historia: przyjeżdżają panie – nie dziewczyny – z Izraela, debiutantki. Późne zameldowanie, godz. 23, jeszcze nie miałem automatycznych zamków. Pukają, otwieram, wchodzą, patrzą. „To wszystko? ”. „No… Tak? ”. „Moja sypialnia jest większa od tego mieszkania. Nie ma drugiej kołdry?” – patrzy na łóżko. „Nie ma, wszystko jest na zdjęciach w ofercie, opisane”. „Ja z nią nie będę spała pod jednym posłaniem” – wskazuje na koleżankę. Niby żartem, ale całkiem serio. Musiałem o północy zasuwać po drugi komplet. Zostawiły po sobie ręczniki totalnie upierdzielone maskarą. Generalnie ręczniki upierdzielone maskarą to duży problem, dlatego w każdej łazience mam płatki kosmetyczne.

A ciekawe przygody z zameldowaniem?
„Self check in” to podstawa – w prawie wszystkich mieszkaniach mam już zamki elektroniczne na kod. Lecz kiedyś było inaczej. Udało nam się wyskoczyć z dziewczyną i synem – teraz mamy już dwóch, trzecie dziecko w drodze – na działkę. Zameldowanie ogarniał znajomy. Czekał pod blokiem dwie godziny. Zero kontaktu ze strony gościa, wydzwaniałem kilka razy. W końcu odebrał. Pojechał pod zły adres. Nakierowałem go na właściwy, ale kolega już musiał się przemieścić, więc poinformowałem człowieka, że teraz ja będę się przebijał spod Warszawy przez korki i to zajmie z 1,5 godz. W negatywnej recenzji napisał, że musiał długo czekać.

Automatyczne zameldowanie oznacza też automatyczne wymeldowanie przez wrzucenie kluczy do skrzynki na listy. Raz jednej babce udało się wejść do innej klatki w budynku (chociaż nie miała klucza) i zostawić je w losowo wybranej skrzynce. Już miałem umawiać wymianę zamków, bo oczywiście przez kilka godzin nie byłem w stanie znaleźć zguby. Ale coś mnie tknęło, żeby sprawdzić pozostałe klatki w bloku. Żeby było ciekawiej, wrzuciła je do skrzynki jedynej osoby, którą znałem w całym wieżowcu – dozorczyni. True story.

Czy takie historie są regułą?
Na szczęście nie. Pomyłki, a tym bardziej chamskie czy wielkopańskie podejście to rzadkość. Ludzie z Airbnb to fajni backpakerzy. Zostawiają laurki. Koreańczycy – giftpacki ze słabą wódeczką. Kiedyś, dawno temu, dziewczyny z Francji wczuły się w opcję społecznościową, przeczytały mój opis, że mam małe dziecko, zostawiły pluszowego bociana – bocian to nie tylko emblemat Polski, ale też symbol Alzacji. Jakiś malarz zostawił mi swój obrazek. Średnia… cztery na pięć!

Tajemnice Airbnb

1. Bonus na start

Atrakcyjne mieszkanie w atrakcyjnej okolicy (centrum) i atrakcyjnej cenie nie wystarczy. Rynek jest gęsto obsadzony, musisz się przebić. Gdy startowałem z bratem, oferowaliśmy darmowy odbiór i odwózkę. Lotnisko, dworzec kolejowy, autobusowy. Było ciężko, ale szybko zyskiwaliśmy dobre recenzje. Potem już zadziałał efekt lawiny.

2. Pozycjonowanie
Pozycjonowanie w wyszukiwarce Airbnb – a także Google’u – jest podstawą sukcesu. Jak działa algorytm Airbnb? Wielka niewiadoma. Na forach od lat toczą się dyskusje, jak wywindować lokum. To miejskie legendy – żadna teoria się nie sprawdza na dłuższą metę. Rozkminienie algorytmu utrudnia fakt, że wyniki wyszukiwania są „personalizowane” także poprzez historię przeglądania stron przez konkretnego użytkownika.

3. Sezonowość

Od grudnia do lutego dokładam. Wakacje to konkretna górka,
podnoszę ceny. Z roku na rok jest trudniej – rośnie konkurencja.

4. Niezbędnik gospodarza
W aucie mam zawsze: czystą (i brudną) pościel, skrzynkę z narzędziami, torbę z mydłem, papierem toaletowym, płatkami higienicznymi. Maskara to masakra!

5. Airbnb a prawo

Prawo lub lewo. Wiele osób robi w szarej strefie i nie odprowadza składek. Inni rozliczają to jako najem – i polskie przepisy nie są w tej sprawie jednoznaczne. Istnieją interpretacje sądowe, że stały krótkoterminowy najem nawet jednego lokum to już działalność gospodarcza – i należy zakładać firmę. Rozmach Airbnb, zmieniającego charakter miast – historyczne budynki w centrach zamieszkują dziś turyści – prowadzi często do dalszych obostrzeń i ustaw na poziomie państwowym lub samorządowym. Nawet do zakazu takiej działalności. Dziś restrykcje obowiązują w Paryżu, Madrycie, Nowym Jorku i wielu innych popularnych metropoliach. W Polsce szczegółowych regulacji na razie brak, lecz można podejrzewać, że to się zmieni.

Więcej o: