Jest taki zawód: projektant słuchawek

Piotr Granicki przy pracy

Piotr Granicki przy pracy (fot. Damian Małż)

Jest self-made manem, słuchawkowym freakiem. 29-latkiem z manufakturką w kamienicy w centrum stolicy, gdzie produkuje pięciogramowe dokanałówki "na życzenie". Z produktów Custom Art korzystają m.in. członkowie M? i Behemotha. Poznaj założyciela firmy - Piotra Granickiego.

Czym się różnią dokanałówki Custom Art za 1,8 i 4,5 tys. zł?
Przede wszystkim liczbą głośników: od jednego do ośmiu. Oraz, oczywiście, brzmieniem.

Im więcej, tym lepiej, proste. Koniec recepty na sukces?
Nie chodzi tylko o liczbę głośników, ale przede wszystkim o opatentowaną przeze mnie konstrukcję płaskiej impedancji, czyli układu niwelującego wpływ wzmacniacza na dźwięk słuchawki. Zapewnia wyjątkowy dźwięk! Są tu też inne autorskie pomysły: podwójna tulejka wylotu do kanału ucha – większa i mniejsza –oraz sposób łączenia i zaczepienia kabelków i kondensatorów.

Jak doszedłeś do konstrukcji idealnego „wnętrza” słuchawki?

To złożony proces, projektowanie nowego modelu trwa minimum pół roku. Słyszę w głowie, jak słuchawka powinna grać, i wiem, co ma sobą prezentować. Rozpisuję, jakie głośniki do tego pasują i jak je zespolić. Następnie pojawiają się lutownica, pęseta, lupa – powstaje prototyp za prototypem. To bardziej zegarmistrzostwo niż stolarka. Metoda prób i błędów: eksperyment jest wpisany w naturę pracy nad słuchawkami dokanałowymi, bo brak tu ściśle wiążących reguł brzmienia. Reguły dotyczą głośników wolnostojących oraz w mniejszym stopniu słuchawek nausznych. Np. „tolerancja przenoszonych częstotliwości”. W konstrukcjach typu CIEM, czyli Custom In-Ear Monitor, omijamy małżowinę. Trafiamy wprost do kanału słuchowego, który wykonany jest z tkanki miękkiej. Ona rezonuje, ma średnicę i długość… Do tego dochodzą preferencje indywidualne. Więc modele teoretyczne projektowania kolumn głośnikowych się nie sprawdzają.

Próbujesz, próbujesz, aż wreszcie trafiasz na właściwie brzmienie.
I taki prototyp montuję w słuchawce docelowej. Następnie zmiany – kondensatora czy głośnika – są już wynikiem odsłuchów i pomiarów sztucznym uchem. Pomiarów dla perfekcji. Odsłuchów, bo coś może wyglądać dobrze na wykresie, a wcale dobrze nie grać. I na odwrót.

Sztucznym… uchem?
Symulatorem ucha. To kosztowne urządzenie z certyfikacją i „uśrednionym odwzorowaniem pasma przenoszenia kanału słuchowego”. Pozwala na uzyskanie informacji, których nie da się zidentyfikować w łatwy sposób podczas odsłuchu. Analogią może być samochód – wiemy, że auto jest szybkie, lecz nie umiemy stwierdzić, ile ma koni mechanicznych bez przeprowadzenia pomiaru.

A jak wygląda praca nad kształtem słuchawki?
Model uniwersalny powstał z wycisku małżowiny usznej, który następnie został zeskanowany i zmodyfikowany w programie do grafiki 3D. Do obecnego kształtu doszliśmy po wielu iteracjach i zmianach, modyfikując formę i pojemność obudowy. Braliśmy pod uwagę brzmienie, wygodę użytkowania, jak również koszt produkcji.

Ta skorupa mogłaby być większa, na dziesięć głośniczków!
Jasne. Nasze słuchawki uchodzą za jedne z mniejszych na rynku. Ale duże formy negatywnie wpływają na komfort użytkowania. Są po prostu niewygodne – ludzie narzekają.

Co to w ogóle za głośniczki? Skąd je wziąłeś? Sam stworzyłeś?
Jest trzech wiodących producentów. W słuchawkach wielogłośnikowych korzystam na razie z ogólnie dostępnych przetworników i dużo czasu poświęcam na ich dobór. Głośnik modelu jednogłośnikowego zaprojektowałem sam. Prace trwały długo. Modyfikować można w zasadzie wszystko – od charakterystyki pasma przenoszenia, przez opór cewki, po rodzaj membrany czy system zawieszenia.

Skąd ty to wszystko wiesz? Co robiłeś wcześniej?
Zaczynałem od recenzji sprzętu audio. Szczególnie interesowałem się słuchawkami dokanałowymi. W pewnym momencie uznałem, że wiem wystarczająco dużo, by zaprojektować własne. Dzięki tej pracy ciągle się uczę zasad akustyki i fizyki.

Czyli da się zrobić lepsze słuchawki? Ludzie płacą za to 4,5 tys. zł.
Oczywiście, że się da. Co do kosztów: są dokanałówki i za 15 tys. zł.
W świecie audio nie ma górnej granicy. My staramy się dostarczać najwyższą jakość w rozsądnej cenie.

Czy jesteś jedynym oceniającym brzmienie?
Fakt, to ja decyduję, kiedy słuchawka jest skończona. Ale zespół otrzymuje prototypy do odsłuchów. Zdanie współpracowników jest dla mnie ważne, bo nie robię słuchawek dla siebie, tylko dla ludzi – potrzebuję potwierdzenia, że dane brzmienie trafia także w inne niż moje gusta. Równie ważna jest dla mnie opinia klientów, w tym profesjonalnych muzyków.

Widziałem ten zespół – masz manufakturkę w centrum Warszawy. Oprócz ludzi: przemysłową drukarkę 3D, mychę 3D, no i słynne sztuczne ucho. W promocji firmy pomagają ci piękne dziewczyny. Jak zbudowałeś to małe imperium?
Zaczęło się w 2012 r. Akurat do sprzedaży wchodził jakiś nowy iPhone. Kupiłem go w abonamencie u operatora, a następnie sprzedałem w sieci, uzyskując kapitał zakładowy w wysokości 3 tys. zł. To była kiedyś najtańsza forma pożyczki. Wystarczyło na partię materiałów i sample głośników. Przez półtora roku dłubałem w sypialni, rozsyłając wici w środowisku. Gdy wreszcie ogłosiłem produkcję słuchawek, zamówień i pracy było na tyle dużo, że musiałem porzucić inne zajęcia i zatrudnić ekipę. Przez pewien czas firma rozwijała się organicznie, bez dodatkowego finansowania. Po dwóch latach byliśmy już na plusie. Inwestora zyskaliśmy potem, dzięki kontaktom jednego z klientów, który przyszedł dokupić kabel. Teraz, po roku w nowym miejscu, przestajemy już się mieścić w naszym biurze-fabryce.

Pracujesz z ekipą ekspertów?
Osoby odpowiedzialne za produkcję to z wykształcenia protetycy słuchu. Czyli ukończyli jedyną specjalizację w Polsce (kierunek: akustyka), na której szkoli się do pracy przy projektowaniu i sprzedaży aparatów słuchowych. Na początku wywiesiłem ogłoszenie na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Kolejni absolwenci zgłaszali się już z polecenia.

Ile w tym momencie macie zamówień i jak je realizujecie?
Około 80 miesięcznie. Mamy dwie gałęzie produkcji. Na drukarce 3D drukujemy światłoczułą żywicą akrylową model FIBAE Black. Podstawowy, jednogłośnikowy, czarny. Formę obrabiamy komputerowo i utwardzamy rzutnikiem UV warstwa po warstwie. Optymalizujemy produkcję, ale nie tniemy kosztów. Choć ta masa nie jest transparentna, także w środku wszystko zrobione jest idealnie, to produkt premium. Gdyby klient rozłożył taką słuchawkę, nie musielibyśmy się wstydzić. Podobną filozofię stosował Steve Jobs w macintoshach.

Ten model sprzedajecie w wersji uniwersalnej lub tworzonej zgodnie z kształtem wycisku ucha przysyłanego przez klienta. Czy kanały słuchowe bardzo się różnią?
Bardzo! Mieliśmy taki odlew, gdzie kanał był grubości i wielkości mojego kciuka!

Myślisz, że taki facet czuje się bardziej męski?
Nie oceniamy, nie śmiejemy się. Ale bywamy pod wrażeniem.

Na czym polega druga gałąź produkcji?
Klient przysyła wycisk, my to ręcznie obrabiamy, a potem odlewamy obudowę z płynnego akrylu lub silikonu. W tej wersji możliwe jest mieszanie kolorów, uzyskiwanie różnych fantazyjnych efektów. Formę utwardzamy lampami UV. Można też dodać własną grafikę, która jest grawerowana laserem. Wszystko klient wybiera i układa sam na stronie.

Czy ludzie chętnie korzystają z opcji customizacji?
Tak, bo są 23 miliardy kombinacji kolorystycznych, możliwość nanoszenia grafik, a dopłata nie jest duża. Przynajmniej na razie.

Wśród waszych klientów są gwiazdy muzyki. Członkowie Behemotha czy Ray Wilson z Genesis. Jak do nich dotarliście?
Oni dotarli do nas. Np. zespół MØ odezwał się w 2014 r.; przysłali swoje wyciski z Kopenhagi. Potem znów wzięliśmy od nich wyciski na kolejne słuchawki, kiedy grali na Orange Warsaw Festivalu. Ochrona nie chciała nas wpuścić z dwoma wiadrami masy silikonowej, myśląc, że to niebezpieczna substancja. W końcu dostaliśmy zielone światło na przejście, a odciski wzięliśmy także od ekipy technicznej i managementu. Zgodnie uznali, że słuchawki przydadzą się np. podczas przelotów.

Ale tu nie ma aktywnej redukcji szumów.
Za to pasywna jest idealna, bo słuchawka szczelnie przylega do ucha. Moim zdaniem to wygłuszenie lepsze od aktywnego.

Istnieje szansa, że wprowadzisz też modele z aktywnym tłumieniem? Bezprzewodowe, bluetoothowe? Z integracją z aplikacją, Google Home, Alexą i Siri? Czy to profanacja produktu?
Dostajemy wiele zapytań dotyczących systemów bezprzewodowych. Ponieważ smartfony coraz częściej nie mają gniazda jack, to coraz popularniejsze rozwiązanie. Nigdy nie mówię nigdy i słucham potrzeb klientów. Na pewno będziemy zgłębiać temat w niedalekiej przyszłości. A co z tego wyjdzie, czas pokaże.

Akrylowe słuchawki Custom Art FIBAE2 z grawerunkiem logotypu 
firmy. Personalizowany design inspirowany magiczną atmosferą lasu. -Akrylowe słuchawki Custom Art FIBAE2 z grawerunkiem logotypu firmy. Personalizowany design inspirowany magiczną atmosferą lasu. - fot. Damian Małż



Zobacz także
  • Jak się robi startupy w Afryce? Jak się robi start-upy w Afryce?
  • Wielki Mur Chiński to jedyna budowla widoczna z kosmosu - oto jedna z bzdur powtarzanych od lat. Mamy dla was 17 geograficznych ciekawostek, których zdecydowanie brakuje na lekcjach geografii. Idziemy o zakład, że parę razy się zdziwicie, a przynajmniej sięgniecie po atlas, żeby odszukać Togo, Filipiny czy Arabię Saudyjską. Wielki Mur Chiński wcale nie jest jedyną konstrukcją widzianą z kosmosu - używając tylko oczu (bez specjalistycznych narzędzi) spoza Ziemi bez problemu można zobaczyć np. świecące nocą miasta, a nawet autostrady. Co do samego Wielkiego Muru, to akurat jego zobaczenie jest stosunkowo trudne - to brązowa linia w brązowym terenie. By nieco ułatwić sprawę, w 2000 roku Brytyjczycy zbudowali w okolicy specjalny biały namiot. Airbnb organizuje wyprawę dookoła świata
  • Forum Romanum Rzym wprowadza nowe zakazy dla turystów. Zobacz, czego już nie można robić w Wiecznym Mieście

Polecamy