Spadamy z Fejsa? O porzucaniu mediów społecznościowych

To się chyba naprawdę dzieje. Zmęczeni i przestraszeni - zaczynamy opuszczać media społecznościowe. Wracamy do prywatności i rzeczywistości. Trend "wychodzenia z Facebooka" jest najlepiej widoczny na Zachodzie. Ale i Polacy ruszają w tył.

Gdy w ubiegłym tysiącleciu rodziło się pojęcie serwisu społecznościowego, wymiana informacji między użytkownikami internetu odbywała się głównie mejlowo albo w grupach dyskusyjnych. W Polsce łatwiej i taniej było wysłać gołębia, niż połączyć się z Tepsą. Social media zaczęły rozwijać się wraz ze światłowodami, kiedy wreszcie można było posurfować (ktoś pamięta jeszcze to słowo?) niedrogo z domu, a nie polować na darmowy komputer na uczelni czy w pracy. Grono, Nasza Klasa, Myspace kwitną w latach 2005-2008. A w 2008 r. i do nas dociera fala Facebooka, zmieniając rzeczywistość.

Dane, eksperymenty, polityka

Ten schemat już znamy, więc w telegraficznym skrócie. Ludzie szybko przyzwyczaili się do nowego medium. A nowe medium szybko nauczyło się ludzi i skutecznie zachęciło do oddania mu informacji o sobie. Taki model biznesowy – zapłata za serwis we wrażliwych danych osobowych, na co godzisz się, klikając „accept” pod warunkami użytkowania, które ktoś kiedyś napisał, ale których nikt nigdy nie przeczytał – oczywiście okazał się wątpliwy prawnie i etycznie.

W 2011 r. okazało się, że wbrew zapewnieniom Facebook oddaje współpracującym aplikacjom (typu gierki, quiziki) więcej danych o człowieku, niż potrzebują one do działania. Od 2010 r. regularnie przeprowadzał też w USA „eksperymenty polityczne” mające skłonić miliony – różnymi metodami, głównie zmieniając algorytm treści wyświetlanych na ich ścianach – do oddania głosu. W 2014 r. kolejne doświadczenie: część nieświadomych tego faktu użytkowników została przydzielona do jednej z grup. Pierwszej wyświetlały się w aktualnościach negatywnie nacechowane i depresyjne posty, drugiej więcej pozytywnych treści. Udowodniono, co było do udowodnienia: użytkownicy z „pozytywnego” worka są szczęśliwsi i tworzą więcej postów , a tym samym generują więcej klików. To pokazuje, jak łatwo można manipulować tłumem za pomocą tej społecznościowej dźwigni nastrojów.

Wreszcie w 2018 r. wybuchają afery z rosyjską trollingową Internet Research Agency, generującą fake newsy, oraz brytyjską Cambridge Analytica. Elegancka firma „doradztwa politycznego”, operująca m.in. na danych z mediów społecznościowych, dostaje dostęp do informacji o 50 mln (!) osób zarejestrowanych na Facebooku. Potrafi algorytmem określić „typ osobowości”, wybrać cel ataku, a następnie wpływać na jego decyzję wyborczą poprzez linkowanie określonych politycznie tekstów. Ciężko określić, w jakim dokładnie stopniu Trump i brexit są dziełami tego mechanizmu. Na pewno w znacznym.

Procent społeczeństwa USA, 2019Procent społeczeństwa USA, 2019 Edison Research

Era buntu

Najgłośniejsze afery dekady i nieumiejętne tłumaczenia Zuckerberga przyspieszyły trend odwrotu. No, przyspieszyły… kiełkowanie zalążka trendu, który ma też związek z (wciąż rosnącą) popularnością Instagrama. Według firmy badawczej Edison Research z Facebooka od 2017 r. zniknęło 15 mln osób. To w USA. Ale i my mamy swoje badania. W sondażu Fundacji im. Stefana Batorego „Sto pytań na stulecie niepodległości” 60% Polaków zadeklarowało, że „media społecznościowe mogłyby nie istnieć” (stan na kwiecień; możesz go zmienić, głosując na Jakajestpolska.pl).

Jak się mają deklaracje do rzeczywistości? Podpytaliśmy kilku ekspertów, którzy potwierdzają i tłumaczą narastający społeczny sceptycyzm w tym temacie. – Przyczyn opuszczenia serwisów społecznościowych jest kilka. Przede wszystkim presja, jaka ciąży na każdym użytkowniku Facebooka, Twittera czy Instagrama. Zwłaszcza ten ostatni potrafi dać nam w kość i popsuć nastrój, co zostało udowodnione przez wielu badaczy – wyjaśnia Artur Roguski, psycholog ze specjalizacją media i reklama. Autor poczytnego bloga Whysosocial.pl tłumaczy, że odwiedzając media społecznościowe, stykasz się ze światem idealnym, wręcz nierzeczywistym. I często czujesz się gorzej, bo uświadamiasz sobie, jak dużo ci brakuje do innych jego mieszkańców. A gdy ciśnienie na dorównanie staje się zbyt wysokie, odcinasz jego źródło. – Do tego dochodzi przeładowanie treściami i informacjami.

** Przez generację Z w USA** Przez generację Z w USA Hill Holiday

Ciągłe uczucie braku czasu, niezdolność koncentracji, kompulsywne poszukiwanie nowych bodźców. Prędzej czy później każdy uświadamia sobie, że posty, zdjęcia znajomych czy śmieszne materiały wideo w żaden sposób nie wzbogacają jego życia. Świadomy człowiek zaczyna wykorzystywać wolny czas i zasoby poznawcze do innych aktywności: sportu, czytania (książek!), realnych spotkań z realnymi znajomymi – dodaje psycholog.

Społecznościowe kanały informacyjne stały się przeładowane nie tylko bezużytecznymi informacjami, ale też fake newsami. Coraz więcej jest prób wyłudzeń i oszustw. Coraz więcej jest coraz lepiej dobranych reklam. – Czasami trafiają cię z przerażającą dokładnością, wskazującą na wiedzę o twoich prywatnych rozmowach – ostrzega Roguski.

Jacek Dukaj – wizjoner i autor „Po piśmie” – w swojej diagnozie idzie jeszcze dalej. I wyraża ją w charakterystycznym dla siebie stylu. Jego zdaniem media społecznościowe to najskuteczniejsza metoda odpodmiotowienia i „rozszczepienia” człowieka. – Social media są jednym z najbardziej widocznych „zewnętrznych nosicieli” osobowości. Twoich ambicji, szczerych sympatii i antypatii. Facebook i podobne platformy powodują rozszczepienie i eksport podmiotowości. Wszystko wydarza się coraz bardziej „poza tobą”. Decyzyjność użytkownika Facebooka czy Instagrama, a także samo „poczucie ja”, zostaje przesunięte poza niego, na zewnątrz – tłumaczy Dukaj.

Uciekający student (i celebryta)

Generacja Z to osoby urodzone, circa about, po roku 1995. Według wielu statystyk to właśnie dwudziestolatkowie najczęściej opuszczają social media. Lesley Bielby, szef ds. rozwoju firmy Hill Holliday, która stworzyła głośny raport „Meet Gen Z: The Social Generation” (liczby na kolejnych stronach), opowiadał o tym, jak przytłaczająca może być odpowiedzialność za wizerunek cyfrowego awatara. Życie przedstawione na portalu musi być przecież dużo bardziej ekscytujące od prawdziwego! Znalazł też inny powód ucieczki: powoli zanika poczucie konieczności ciągłego podłączenia do strumienia informacji. Slow life, real life! – Sygnały do ucieczki z mediów społecznościowych wysyłają też celebryci, którzy dezaktywują swoje konta. Lista takich osób jest długa i znajdują się na niej m.in. Miley Cyrus, Kanye West, Meghan Markle, Selena Gomez, Justin Bieber czy Ed Sheeran – wylicza Roguski. Inna sprawa, że niemal wszyscy wymienieni to recydywiści. Odchodzą z Instagrama lub Twittera, najczęściej po jakiejś aferze czy załamce. I wracają, z jeszcze większą liczbą wrzutek.

Użytkownicy są potrzebni serwisom społecznościowym, bo serwisy zbierają od nich dane i wyświetlają im reklamy. Michał Olszewski, dawniej opiekun internetowych społeczności, dziś pracujący ze start -upami we wspierającej je firmie FundingBox Accelerator, pomaga zrozumieć mechanizm. – Serwisy płacą użytkownikom przyjemnymi dopaminowymi strzałami. Łechcąc lajkami i zdjęciami kotków, zaciskają pętlę przyjemności. I nie ma w tym nic dziwnego, że ludzie się na to nabierają. Gdyby nasze mózgi nie nagradzały nas za pozytywne interakcje z innymi, nie byłoby cywilizacji, kultury, społeczeństwa – wyjaśnia.

Kto zatem ucieka? – Osoby, które są na tego typu stymulację odporne. Które nie dały się złapać w sidła zastawione przez twórców platform socialowych. I takie, na które skuteczniej działają inne sidła, np. rodzina czy sporty ekstremalne. Inny mechanizm: wypalenie się serwisu społecznościowego. To przypadek Naszej-Klasy. Użytkownicy po odnalezieniu szkolnych znajomych nie bardzo wiedzieli co dalej można z nimi robić w ramach medium – dodaje.

Życie bez Facebooka

– Nie jest możliwy powrót do świata sprzed Facebooka, bo nie jest możliwy powrót do świata bez tej wiedzy o sobie, jaką dzięki niemu zyskaliśmy. Nie zaginie globalna świadomość tego, czym jest ludzkość podłączona do big data. Nawet gdyby nastąpił kataklizm i padła podstawa technologiczna mediów społecznościowych, jaką jest internet, zdobyte informacje wykorzystamy w rozwoju – stwierdza Dukaj.

– Nie przeceniałbym skali zjawiska „odchodzenia” – mówi Olszewski. – Spektakularne usunięcia konta są rzadkością. Znacznie liczniejsza jest milcząca grupa apatycznych userów, którzy teoretycznie nadal posiadają profile, tylko z nich nie korzystają. Każdy ma kilkudziesięciu (kilkuset?) takich znajomych, których jedyna aktywność to logowanie się za pomocą Facebooka do innych usług. I zbieranie życzeń urodzinowych raz do roku. Czy oni „opuścili social media” albo „uciekli”? – pyta retorycznie.

No i właśnie – liczby wskazują na to, że tak naprawdę mamy do czynienia nie z ucieczką, tylko z przepływem użytkowników. Od paru lat Facebookowi młodych ludzi podbiera Instagram. Choć trudno tu mówić o podbieraniu, obie platformy mają przecież jednego właściciela. Zaznaczmy, że Fejs robi się bardziej popularny wśród starszych.

Najpopularniejsze media społecznościoweNajpopularniejsze media społecznościowe mp

W socjalnym uścisku

Pamiętajmy też, że media społecznościowe to coś więcej niż parę serwisów. Teraz przecież cały internet jest nastawiony na interaktywny dialog. Olszewski sugeruje, że siła uścisku takich serwisów bierze się przede wszystkim z naszej miłości własnej.  – Główną wartością mediów społecznościowych jest dostęp nie tyle do informacji, ile do „hormonalnego masażera” – żartuje.

Ludziom wydaje się, że Facebook w jakiś sposób poprawia funkcjonowanie społeczne. Choć ciężko powiedzieć, że wspomaga krążenie czy odmładza skórę. Raczej powoduje rozkojarzenie, rozproszenie, rozdrażnienie. Często też spadek samooceny oraz poczucie wykluczenia

– Zwycięstwo mediów społecznościowych nie polega na udoskonaleniu technik uzależnień, tej narkotycznej pętli głodu i przyjemności przykuwającej nas do laptopów i smartfonów. Ono polega na zszyciu życia online z życiem offline. Czasem wydaje się, że jedyny skuteczny sposób wylogowania się to samobójstwo – podsumowuje sytuację mocnymi słowami Dukaj. – Żeby zostać strawionym jako część big data, wcale nie musisz „siedzieć w sieci”. Większość twoich zachowań w świecie realnym, takich jak np. robienie zakupów, i tak odbija się w świecie cyfrowym. Danych dostarczasz każdą sekundą swojego życia – przestrzega.

Niby o tym wiemy, ale warto powtórzyć. – Każda nasza czynność w internecie pozostawia po sobie ślad. Dziennie tych śladów zostawiamy tysiące: polubienia, komentarze, wizyty na stronach WWW, wysłane wiadomości, obejrzane materiały wideo – potwierdza Roguski. Właściciele Facebooka czy Google’a zbierają dane, nawet jeśli nie odwiedzasz ich serwisów. Wtyczki takie jak Facebook Pixel są wpięte w wiele stron i śledzą nasze online’owe działania.

Skutki użytkowaniaSkutki użytkowania Hill Holiday

Nie odkryjemy Ameryki, ponownie przypominając, że dane to ropa XXI w., a Facebook, Google i inne duże firmy robiące w mediach społecznościowych to naftowi potentaci. Im większa część życia odbywa się w wirtualnych światach, tym więcej o nas wiedzą. I potrafią to analizować. Nawet lęki opisane w tym tekście zostały już przerobione. Boimy się o prywatność i to, co mogą z naszymi danymi zrobić firmy trzecie? Nie ma problemu. W marcu Mark Zuckeberg zapowiedział, że jego firma „od tej pory zatroszczy się o swoich użytkowników i zapewni im bezpieczeństwo”.

Od Fejsa odchodzi generacja Z, co zbadano w jego kolebce, czyli stanowiących forpocztę takich zmian Stanach. Od Fejsa odchodzą ludzie w wieku średnim. Także w Polsce. Nasza mała sonda wskazuje na te same przyczyny: przemęczenie, utratę zaufania, chęć zmiany, w tym zmiany siebie samego. Bo to ważna decyzja. Do tego irytację innymi: Facebook jest jak plaża, na której musisz oglądać obwisłe brzuchy emerytowanych turystów, którzy w dodatku nie potrafią siedzieć cicho i śmiecą.

To na pewno nie kwestia miesięcy, pewnie nawet nie lat. Ale po dekadzie krzywa się odwróciła. I chyba potrzeba czegoś więcej niż deklaracji, by to zmienić.

Więcej o: