Dlaczego i jak odszedłeś z Facebooka? Sonda

Przepytaliśmy kilka osób o okoliczności i skutki decyzji o porzuceniu Facebooka.

Wojtek Pietrusiewicz, 40 lat, współzałożyciel

iMagazine.pl

Jak często korzystałeś z FB?

Codziennie, do kontaktu ze znajomymi i rodziną – poprzez śledzenie tego, co wrzucają na swoje ściany. Dodatkowo do obsługi fanpage’ów wszelkich, czyli „służbowo”.

Dlaczego koniec?

Chciwość, brak poszanowania podstawowych praw prywatności i przyzwoitości oraz zachowanie Facebooka są dla mnie niedopuszczalne. Nie dość, że bez zgody użytkowników przeprowadzał na nich – na nas – eksperymenty psychologiczne, wprowadzając niektórych w jeszcze głębszą depresję, to nie było ani szczerych przeprosin, ani nawet jakiegokolwiek rzetelnego potwierdzenia, że nie będzie tego robić w przyszłości. Mark Zuckerberg i Sheryl Sandberg [szefowa operacyjna Facebooka – przyp. red.] zachowują się, jakby byli ponad wszelkimi prawami. Myślą, że wszystko im wolno, a ja czegoś takiego nie toleruję. Co więcej, uważam, że już najwyższy czas, by poszli do więzienia za swoje przewinienia. Aha, prawie bym zapomniał o braku reakcji na śmierć ludzi, jaką Facebook wspomógł w Birmie. Czy wspomniałem o taktyce uzależnienia użytkowników na tej samej zasadzie, jak działają dilerzy narkotyków?

Czy było ciężko?

Nie. No regrets.

Co się zmieniło i czy było warto?

Do swoich adblockerów dodałem odpowiednie reguły, aby Facebook miał możliwie utrudnione śledzenie mnie i moich komputerów (od desktopów po smartfony). A poza tym niewiele – o sprawach rodzinnych dowiaduję się teraz SMS-owo, telefonicznie lub podczas spotkań.

SPADAMY Z FEJSA? O PORZUCANIU MEDIÓW SPOŁECZNOŚCIOWYCH

Adam, 40 lat, psycholog

Jak często korzystałeś z FB?

Kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt razy dziennie. Często logowałem się odruchowo, wylogowywałem i logowałem ponownie. Dopiero po kolejnych logowaniach zdawałem sobie sprawę, że ten feed już widziałem, że nie jestem tu dziś – czy nawet w ciągu ostatniej godziny – pierwszy, ale drugi, trzeci, po prostu kolejny raz.

Dlaczego koniec?

Facebook dziś już nie jest tym, czym był w 2008 r., gdy zakładałem konto. Jeszcze kilka lat temu można było powiedzieć – i być bliskim prawdy – że jak ktoś nie ma FB, to towarzysko nie istnieje. Że jak czegoś nie ma na FB, to nie istnieje. Dziś internet oferuje tyle innych dróg dojścia i do informacji, i do ludzi, że Facebook wydaje się przestarzałą platformą z poprzedniej dekady. Nie wiem, czy czeka go rychły koniec, czy będzie towarzyszył ludzkości na zawsze. Ja będę się trzymać z daleka.

Czy było ciężko?

Proces odstawienia nie był łatwy, ale podszedłem do tego zadaniowo, wręcz systemowo. Znalazłem sposób takiej likwidacji konta, aby nie było do czego wracać.

Co się zmieniło i czy było warto?

Było warto. Nie marnuję czasu na bzdury. Omijają mnie niektóre towarzyskie wydarzenia, ale część znajomych na szczęście pamięta, że teraz trzeba do mnie zadzwonić. I to są ci znajomi, z którymi jestem i chcę być w stałym kontakcie. W wymiarze ludzkiej przyjaźni okazało się, że FB nie był do niczego potrzebny i wcale nie podtrzymywał więzi, które inaczej by się rozerwały. Te, o które warto dbać, pozostały poza FB.

Rafał, lat 44, trener pracy / coach

Jak często korzystałeś z FB?

Codziennie, zaglądając po kilka razy albo nawet go nie wyłączając. Czyli intensywnie, koło pięciu lat, na komputerze stacjonarnym i laptopie. Służył mi jako platforma kontaktowa, do umawiania się ze znajomymi oraz jako źródło muzyki i informacji.

Dlaczego koniec?

Zrezygnowałem z wielu względów. Podstawowy i ogólny to oczywiście czas – zorientowałem się, że marnuję go tam stanowczo zbyt dużo. Że mniej czytam, rzadziej oglądam filmy, generalnie „chamieję”. Rzadziej też spotykałem się i rozmawiałem z rodziną czy znajomymi. Kolejny powód to – górnolotnie – światopogląd. Zaczęły mnie wkurzać rozmaite wątki polityczne, deklaracje, wolność słowa sprowadzająca się do pisania bzdur, banialuk czy wręcz – jak to się teraz zgrabnie ujmuje – hejtu. Zniesmaczył mnie też ogólny ekshibicjonizm – emocjonalny (pewnych tematów w gronie publicznym w ogóle nie powinno się

poruszać, a inne wymagają odpowiedniej formy), kulinarny (niespecjalnie interesuje mnie, co Iksińscy jedli na podwieczorek, jak to wyglądało, ile kosztowało i kto to przygotował, wyhodował i podał do stołu), turystyczny (lubię podróże, ale nie muszę oglądać relacji z każdej godziny, z każdego baru, nie muszę znać koloru biletu do regionalnego muzeum). Do tego doszły informacje na temat udostępniania różnych informacji różnym podmiotom gospodarczym czy służbom. Wszystko razem spowodowało, że pewnego dnia po prostu przestałem zaglądać na swój profil!

Czy było ciężko?

Absolutnie nie. Nie tęskniłem, nie żałowałem.

Co się zmieniło i czy było warto?

Wróciłem do czytania intensywnego i w dużych ilościach. Poznałem inne doskonałe metody wynajdywania dobrej muzyki. Jak zależy mi na spotkaniu, umawiam się ze znajomymi telefonicznie. Okazało się też, że nie trzeba non stop czatować. Przy okazji – choć brzmi to brutalnie – pozbyłem się znajomości niespecjalnie wnoszących korzyści w obustronnych kontaktach, czyli powierzchownych. Spróbowanie mediów społecznościowych było doświadczeniem kształcącym i cennym. Ale ich zostawienie – jeszcze cenniejszym. Gorąco polecam spróbować, choćby na parę dni.

Więcej o: