Lody w wafelku - historia jednego przedmiotu

To lody nie zawsze były w wafelku? Trudno to sobie wyobrazić, a jednak. Lody czekały na wafelek tysiące lat.

Amerykańskie St. Louis w 1904 r. to było najciekawsze miejsce na świecie. I wcale nie dlatego, że od 1 lipca do – uwaga – 23 listopada (!) odbywały się tam letnie igrzyska olimpijskie. Ważniejsza była zorganizowana jednocześnie Wystawa Światowa dla uczczenia setnej rocznicy zakupu Luizjany
(1803 r.). Przygotowano ją z takim rozmachem, że obchody przesunięto o rok, żeby jak najwięcej państw mogło zaprezentować swoje osiągnięcia.
Warto było czekać. To był taki internet w czasach sprzed internetu: wszystko, co najciekawsze, w jednym miejscu. Pojawili się wystawcy z 62 krajów świata i z 43 amerykańskich stanów (na 45 wchodzących wówczas w skład USA). W 11 „pałacach” tłumy podziwiały takie wynalazki jak radiofon zwany bezprzewodowym telefonem, pierwowzór faksu – teleautograf, inkubator dla noworodków, zdjęcia rentgenowskie czy elektryczny tramwaj. Wielką popularnością cieszyła się wystawa ponad
140 automobilów – parowych, elektrycznych i benzynowych (słynnego modelu T Forda nie było, bo powstał dopiero cztery lata później).
Zorganizowano też zawody lotnicze z gigantyczną na ówczesne czasy nagrodą 100 tys. dol. dla maszyny latającej z prędkością co najmniej 15 mil/h, która najszybciej pokona wyznaczoną trasę. Pieniędzy nikt nie zgarnął – na zawodach zabrakło braci Wright, którzy dopiero dopracowywali swój samolot – ale same próby elektryzowały publikę, jak dzisiaj nas kolejne starty prywatnych rakiet kosmicznych.

St. Louis, Wystawa Światowa w 1904 r.  i lody w wafelkach.St. Louis, Wystawa Światowa w 1904 r. i lody w wafelkach. fot. Missouri History Museum

Na papierowych tackach

Wystawa Światowa trwała całe lato i ściągnęła do miasta 20 milionów zwiedzających. I to w czasie, gdy całe Stany Zjednoczone miały 82 mln obywateli!
Przy takich tłumach nie mogło zabraknąć jedzenia. Było. I to z całego świata. Jak wspominał jeden z gości: „Mogłeś zjeść śniadanie we Francji, drugie śniadanie na Filipinach, obiad we Włoszech, a kolację w Japonii”. Były eleganckie restauracje, małe knajpki i stragany z jedzeniem. Samych sprzedawców lodów doliczono się co najmniej 50. A że lipcowy żar lał się z nieba, po lody ustawiały się kolejki.
Nastoletni Arnold Fornachou miał tylu chętnych na swoje mrożone specjały, że szybko skończyły się papierowe talerzyki, na któych jej serwował. Ernest Hamwi, syryjski sprzedawca wafli, który miał swoje stoisko obok, zobaczył co się dzieje. Uformował z wafla rożek, wystudził i podał chłopakowi. Pomysł spodobał się wszystkim. Wkrótce na całej Wystawie Światowej lody zaczęto podawać w waflowych rożkach. I niemal każdy z producentów uważał, że to był jego pomysł. Nawet wspomniany sprzedawca lodów Fornachou, mówił, że sam na to wpadł.
Z punktu widzenia samych wafli najważniejsze było, że większość domniemanych wynalazców rozjechała się z St. Louis z nowym produktem po całej Ameryce. Hamwi sprzedał swój pomysł niejakiemu J.P. Heckle’owi i pomógł mu otworzyć Cornucopia Waffle Company, a w 1910 r. już sam stanął na czele Missouri Cone Company. Inny Syryjczyk, Abe Doumar, stworzył całą sieć robiącą rożki, David Avayou z Turcji rozpoczął biznes w Filadelfii, a bracia Menches – w Ohio. I wszyscy przedstawiali się jako wynalazcy waflowych rożków do lodów.
I trudno byłoby rozstrzygnąć, kto z nich ma rację. Międzynarodowe Zrzeszenie Producentów Lodów palmę pierwszeństwa przyznało Hamwiemu, jednak należy uznać, że to „ten, który rozpropagował rożki waflowe”, bowiem rok wcześniej Włoch Italo Marchiony otrzymał prawa patentowe na swoje „jadalne naczynia do lodów”, które co prawda nie przypominały rożków, lecz kubeczki, ale pełniły tę samą funkcję. A żeby sprawę zagmatwać jeszcze bardziej, nie można też uznać, że Marchiony pierwszy wpadł na ten pomysł, bo o waflach do lodów pisano już w angielskich książkach kucharskich z 1769 i 1770 r., a potem instrukcje jak rolować wafle w rożek pojawiały się wielokrotnie w innych europejskich wydawnictwach.
Faktem pozostaje jednak, że to dzięki Wystawie Światowej w St. Louis w 1904 r. rożki podbiły Amerykę, a potem świat. Zresztą więcej popularnych dziś dań zawdzięcza tej wystawie swój sukces. To w St. Louis cała Ameryka poznała hamburgery, hot dogi, musztardę, watę cukrową, dmuchane płatki zbożowe, masło orzechowe, ice tea, dra Peppera i deser banana split. Ale każde z tych dań ma swoją własną historię.

Maszynka do lodów, o której pod koniec XIX w. pisała Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Do zewnętrznego cerbra wsypywało się pokruszony lód z solą, dzięki której wolniej się topił. Masę na lody wlewało się do wewnętrznej cynowej puszki i kręciło. Po kwadransie trzeba było zastygającą masę wymieszać, zostawić i kilka razy to powtórzyć.Maszynka do lodów, o której pod koniec XIX w. pisała Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Do zewnętrznego cerbra wsypywało się pokruszony lód z solą, dzięki której wolniej się topił. Masę na lody wlewało się do wewnętrznej cynowej puszki i kręciło. Po kwadransie trzeba było zastygającą masę wymieszać, zostawić i kilka razy to powtórzyć. Zdjęcia: Archives

A skąd się wzięły same lody?

Kto regularnie czyta tę rubrykę, zapewne domyśla się, że lody wynaleźli starożytni Chińczycy. Pierwsze wzmianki o takich deserach pochodzą sprzed 5000 lat. Początkowo były one bardziej podobne do sorbetu, czyli soku z kruszonym lodem. Zawierały też ryż i przyprawy. Nie było zaś mleka – Chińczycy unikają nabiału, gdyż u 95% z nich po okresie niemowlęcym zanika zdolność trawienia laktozy.
Same sorbety pochodzą z terenów Iranu i Turcji. W starożytności raczyli się nimi zarówno Grecy, jak i Rzymianie. O Aleksandrze Wielkim pisano, że jada „śnieg mieszany z miodem” i częstuje nim żołnierzy, którzy wyróżnili się w walce. Rzymskiemu cesarzowi Neronowi wytykano zaś, że kazał sprowadzać potrzebny do deserów lód z miejsc odległych nawet o kilkaset kilometrów.
Do Europy lodowe desery trafiły dzięki Arabom, przez Sycylię. Co prawda legenda mówi, że to Marco Polo wykradł recepturę z cesarskiego dworu i przywiózł ją z Chin do Wenecji, jednak nie ma na to potwierdzenia.
Pierwszymi Polakami, którzy zetknęli się z mrożonymi specjałami, byli zapewne posłowie na XVII-wiecznym dworze tureckiego sułtana, którzy wspominali potem: „...raz tylko dano serbetu się napić delikatnego...”.

Z Napoleonem do lodziarni

Autorem najstarszego przepisu na lody mleczne jest hiszpański ambasador w Neapolu Antonio Latini, który pod koniec XVII w. zaczął eksperymentować z mlekiem przy czysto owocowych sorbetach. Z Włoch lody już jako „gelato” rozprzestrzeniły się na Europę.
W 1686 r. Sycylijczyk Francesco Procopio dei Coltelli w budynku po dawnej łaźni otworzył pierwszą w Paryżu kawiarnię z lodziarnią, którą nazwał Le Procope, od francuskiej wersji swojego imienia. Serwował w niej sycylijskie gelato aromatyzowane sokami cytrynowym i pomarańczowym. W Le Procope bywali potem tak znamienici goście jak Maria Antonina, Jean-Jaques Rousseau, Volter, Danton, Robespierre, Napoleon, Honoriusz Balzak, Victor Hugo czy Amerykanie: Benjamin Franklin i Thomas Jefferson (w Bibliotece Kongresu do dziś przechowywany jest spisany przez niego przepis na ulubione lody waniliowe). A ponieważ kawiarnia wciąż działa w Paryżu, cały czas można dołączyć do tego towarzystwa.

Więcej o: