Jak wychować mistrza?

Jak dorośnie, będzie królem strzelców Premier League albo wygra Wimbledon. A może zostanie wirtuozem skrzypiec. No i będzie płynnie mówić po chińsku. Oczywiście bez akcentu. Tylko kiedy zacząć naukę?

Rodzice pragnący sukcesów swojego dziecka coraz wcześniej zaczynają jego kształcenie i obciążają przedszkolaki kolejnymi kursami, treningami i dodatkowymi lekcjami. Szaleństwo? Tak. Ale z drugiej strony w starszym wieku nie osiągniemy takich efektów, jak wtedy gdy zaczniemy w dzieciństwie. Weźmy choćby naukę języków.

Dziecko słyszy dźwięki już w trakcie ciąży i po narodzinach od razu rozpoznaje głos matki czy muzykę, której słuchało, będąc w brzuchu. Co więcej, eksperymenty pokazały, że rodzimy się ze zdolnością do rozróżniania wszystkich dźwięków, jakie istnieją we wszystkich językach. Dopiero gdy mamy około roku, tracimy tę umiejętność. Dlaczego? Dziecko przysłuchuje się mowie rodziców i skupia się wyłącznie na dźwiękach występujących w ich języku. Po pewnym czasie (właśnie około roku) wszystkie inne dźwięki dziecko będzie już słyszało przez filtr mowy ojczystej i pewne subtelności w brzmieniu obcych słów będą dla niego coraz trudniejsze do wychwycenia i powtórzenia, bo aparat mowy też przystosowuje się do konkretnego języka. Między czwartym a ósmym rokiem życia, kiedy dzieci zaczynają uczyć się czytać, przestają słyszeć nawet bardziej wyraziste różnice. Stąd mamy „mówienie z akcentem”. Może trochę uproszczonym, ale bardzo obrazowym przykładem jak to działa, jest... szczekanie. Kto był za granicą, wie, że psy wszędzie szczekają tak samo (przynajmniej na nasz słuch), a wystarczy poprosić dziecko lub nawet dorosłego, by zademonstrowali nam szczekanie, i w każdym kraju usłyszymy co innego – to właśnie efekt przefiltrowania obcych dźwięków na własną mowę. Języków warto więc uczyć dzieci od najmłodszych lat, tym bardziej, że dzięki temu w ich korze mózgowej rozbudowują się połączenia odpowiedzialne za słuch i ogólną inteligencję. Maluchy, które mają kontakt z dwoma językami, rozwijają się lepiej, a ich umysły są bardziej chłonne.

Są jednak pewne pułapki. Pierwsza to założenie, że każdy może uczyć kilkulatka języka obcego, byle znał parę podstawowych słówek. To wielki błąd, gdyż w wieku przedszkolnym najintensywniej rozwijają się wzorce słuchowe mowy. Oznacza to tyle, że jeśli osoba ucząca malucha nie jest native speakerem, to jej nieprawidłowy akcent lub drobne błędy zapadną dziecku w pamięć i później trudno będzie się ich pozbyć. Dlatego w uprzywilejowanej sytuacji są dzieci, których rodzice są z różnych krajów – tu nauka dwóch języków przychodzi naturalnie.

Drugą pułapką jest to, że zbyt wczesna nauki języka może stanowić przeszkodę w prawidłowym rozwoju dziecka. Bywa, że maluch zaczyna mówić później niż jego rówieśnicy i dłużej popełnia pomyłki językowe. Nie oznacza to jednak, że należy odpuścić języki obce w dzieciństwie. Z badań opublikowanych w magazynie „Cognition”, przeprowadzonych na aż 670 tys. osób wynika, że jeśli chcesz mówić jak native speaker, musisz zacząć uczyć się języka przed 10. rokiem życia.

Mozart i Suzuki

Skoro nawet najmniejsze dzieci są w stanie rozpoznawać dźwięki i je powtarzać, to kiedy zacząć kształcić przyszłego muzyka? Mozart już jako trzylatek odnajdywał akordy na klawiaturze i zapamiętywał całe pasaże podczas lekcji, jakich ojciec udzielał starszej o pięć lat siostrze, a w wieku pięciu lat wystąpił na pierwszym publicznym koncercie. Chopin pierwsze próby gry na fortepianie podejmował pod okiem siostry, a regularną naukę rozpoczął w wieku sześciu lat. I to byłby dobry przykład do naśladowania. Bo choć można zostać muzykiem czy kompozytorem w wieku dojrzałym i odnosić sukcesy, to naukę gry na skrzypcach czy fortepianie warto zaczynać wcześnie, właśnie w wieku 6-7 lat, bo ważne jest ułożenie palców, korekta ręki itp. Nastolatki też opanują technikę, ale potrzebują więcej samozaparcia i podchodzą do tego bardziej „rozumowo”. Maluchy natomiast najczęściej uczone są metodą Suzuki, którą skrzypek Shinichi Suzuki opracował dla swojego 4-letniego ucznia w latach 30. XX w. „Wszystkie japońskie dzieci mówią po japońsku! Myśl ta spadła na mnie jak grom z jasnego nieba” – pisze Suzuki w swojej książce „Karmieni miłością. Podstawy kształcenia talentu”. A jak dzieci uczą się języka ojczystego? Przez naśladowanie. Suzuki stworzył więc cały system edukacji muzycznej maluchów bazujący na naśladowaniu dorosłych – rodziców czy ulubionego nauczyciela. Po wojnie powstał w Japonii Instytut Rozwoju Talentu, gdzie rozszerzono stosowanie metody Suzuki na naukę gry na fortepianie, gitarze czy wiolonczeli.
Co ciekawe, metodą Suzuki można nauczyć grać każde dziecko, nie tylko szczególnie uzdolnione. A gra wzmacnia wrażliwość dziecka, ale też rozwija umiejętności językowe, matematyczne i pamięć.

Radwańska czy Lewandowski?

Siostry Williams, które na dwie dekady zdominowały kobiecego tenisa, piłeczkę zaczynały odbijać, mając po cztery lata, a ich ojciec spisywał w tym czasie szczegółowy, 78-stronicowy plan dojścia na sam szczyt. W podobnym momencie zaczynała Agnieszka Radwańska, która w wieku 6 lat wygrała pierwszy dziecięcy turniej.

Według Polskiego Towarzystwa Medycyny Sportowej, które opracowało program treningowy dla dzieci, to nieco za wcześnie (patrz ramka). Do 6. roku życia powinniśmy sport łączyć z zabawą, dopiero potem możemy zacząć rozglądać się za konkretną dyscypliną. Na przykład Roger Federer do 7. roku życia wcale nie brał rakiety do ręki. Na początek proponowane są dyscypliny, które poprawiają koordynację, ale nie przeciążają aparatu ruchu, czyli np. piłka nożna. Z grą „w nogę” trudno tak naprawdę wskazać początek, gdyż dziecko, jak tylko nauczy się chodzić, zaraz umie też kopnąć piłkę. Ale czy to już trening? Przyjrzyjmy się, kiedy ci najwięksi zaczynali przygodę w klubach.

Messi miał 4 lata, gdy pojawił się w Grandoli, podobnie Robin van Persie w Excelsiorze. Ibrahimović miał 6, a Ronaldo 7 lat, gdy zapisali się do klubów. 7-letni Kuba Błaszczykowski rozpoczął treningi w Rakowie Częstochowa, a 8-letni Robert Lewandowski w Varsovii, choć w piłkę grał już od 4. roku życia.
Dziś jeszcze młodsze maluchy mogą kopać pod okiem trenera, choćby w przedszkolach piłkarskich Legii, które przyjmują dzieci od lat 3 do 7. Jak wygląda taki trening? „W czasie zajęć dzieci, wykorzystując różne przybory, będą uczyły się prowadzić piłkę, uderzać ją na bramkę, jak i grać w minimeczach piłkarskich. Wszystkie te działania będą osadzone w scenariuszu zajęć wykreowanym na świat bliski dzieciom – wesołych bohaterów znanych z bajek i ich przygód”.

A może śladami Zuckerberga...

Przyszły twórca Facebooka w wieku 10 lat po raz pierwszy zainteresował się możliwościami, jakie daje komputer podłączony do internetu, a już jako 11-latek stworzył komunikator dla swojego ojca. ZuckNet umożliwiał prostą komunikację domowego komputera z tym w pracy. W późniejszych latach Mark zapisał się na kurs programowania. Nie można wcześniej? Można. Z programowaniem są jednak dwa problemy. Po pierwsze, przy nieco bardziej złożonych projektach wymagane jest już myślenie abstrakcyjne i znajomość zagadnień matematycznych, które pojawiają się w dalszym okresie edukacji. Po drugie, musimy zastanowić się, czy chcemy, aby dziecko spędzało wiele godzin przed ekranem zamiast z rówieśnikami na świeżym powietrzu.

Częściowym rozwiązaniem drugiego kłopotu jest ćwiczenie programowania „na sucho”, czyli analiza i rozwiązywanie problemów oraz nauka algorytmów bez komputera, co w swym systemie nauczania wprowadził znany polski trener e-sportu Kamil Tarka.

Z kolei odpowiedzią na programowanie bez matematyki jest Scratch. To język stworzony na amerykańskiej uczelni MIT przez Mitchela Resnicka, pomysłodawcę serii zabawek Lego Mindstorms, aby uczyć programowania 8-latków i nieco starsze dzieci. Scratch umożliwia tworzenie interaktywnych historyjek, animacji i gier. Programowanie odbywa się poprzez układanie w określonym porządku elementów przypominających puzzle. Program jest na tyle prosty, że nawet rodzic niepotrafiący programować jest w stanie pomóc dziecku tworzyć coraz bardziej złożone programy. No, chyba że ojciec sam tak się wciągnie, że maluch już nie dopcha się do komputera. Bo pamiętajmy – wszystko jedno, do czego zachęcamy dziecko, przyglądajmy się, czy to sprawia mu frajdę. Inaczej skończy się tak, że kupione za grube miliony skrzypce Stradivariusa nasza pociecha potraktuje jak rakietę do tenisa i rozwali je, odbijając nimi piłkę o ścianę. Natury nie oszukasz.

W JAKIM WIEKU ZACZĄĆ UPRAWIAĆ SPORT?

Zalecenia Polskiego Towarzystwa Medycyny Sportowej

bez ograniczeń – bilard, brydż, golf, ringo, szachy, warcaby, wędkarstwo

  • od 6 lat – pływanie, piłka nożna, taniec sportowy, tenis stołowy
  • od 8 lat – akrobatyka sportowa, badminton, baseball, softball, biegi krótkie, biegi na orientację, curling, gimnastyka, hokej na lodzie (bez tzw. gry ciałem do 14. r.ż.), hokej na trawie, jeździectwo, kendo (pokaz wyuczonych form), koszykówka, kręgle, łucznictwo, łyżwiarstwo szybkie i figurowe, narciarstwo (treningi: skoki, biegi, zjazdy), piłka ręczna, siatkówka, tenis ziemny, kartingi, szermierka, wushu (bez walki i broni), żeglarstwo
  • od 10 lat – bojery, biatlon (bez strzelania), dżudo, kajakarstwo, kolarstwo, biegi średnie i długie, skoki, narciarstwo – zawody (biegi, slalom), snowboard, płetwonurkowanie, rugby, saneczkarstwo
  • od 12 lat – kendo (ograniczony kontakt), kickboxing (ograniczony kontakt), rzuty dyskiem i oszczepem, narciarstwo – zawody (skoki, zjazd), sumo (bez wspomagania wzrostu masy ciała), taekwondo (ograniczony kontakt), zapasy
  • od 13 lat – sport motocyklowy, motorowodny, żużel
  • od 14 lat – alpinizm (wspinaczka sportowa), biatlon, boks, dżu-dżitsu, karate, kendo, rzut młotem, boks tajski – trening, narciarstwo wodne, płetwonurkowanie, pięciobój nowoczesny, strzelectwo sportowe, taekwondo, wioślarstwo, wushu
  • od 15 lat – kulturystyka, lotniarstwo, podnoszenie ciężarów, trójbój siłowy
  • od 16 lat – alpinizm (jaskiniowy, wspinaczka skalna i wysokogórska, narciarstwo wysokogórskie), bobsleje, dżu-dżitsu: full contact, kickboxing: full contact, boks tajski (zawody), sport samochodowy
Więcej o: