Jak wygląda trening żołnierza GROM-u? Przekonałem się na własnej skórze

Przeżyłem ekstremalny trening z Navalem. Były konwulsje i drgawki. Ostro, ale dałem z siebie wszystko. - Panie Damianie, żyjemy? Brawo, tylko że to była rozgrzewka. Zaczynamy właściwy trening? - usłyszałem na koniec lekko szyderczy śmiech nad uchem. A może to były już halucynacje?

Ten tekst powstał w ciężkich bólach, a raczej na jednym wielkim mięśniowym zakwasie. Konkretnie kilkanaście godzin po 50-minutowej orce pod nadzorem 45-letniego byłego legendarnego szturmowca jednostki wojskowej GROM.

Aby się w niej znaleźć, Naval najpierw ukończył morderczą selekcję w Bieszczadach. Katorżniczy sprawdzian przechodzi zaledwie 10 na 100 śmiałków. Przeżył równie morderczy kilkutygodniowy obóz w dżungli w Belize zorganizowany przez armię brytyjską. Dziewięciokrotnie wyjeżdżał na misje bojowe do Iraku i Afganistanu. Swego czasu lepiej znał Bagdad niż Warszawę. Otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Krzyża Wojskowego przyznawany za wybitne zasługi w działaniach przeciw terroryzmowi lub podczas operacji pokojowych. Obecnie, choć przebywa na emeryturze, wciąż jest bardzo aktywny, m.in. organizuje wyprawy wysokogórskie, prowadzi szkolenia i pisze książki. Właśnie wydał swoją piątą: „Ekstremalnie. Poradnik treningowy”.

Ćwiczenia, które w niej przedstawiam, mają pomóc kandydatom dostać się do najbardziej elitarnej polskiej jednostki, a innym – zadbać o formę w domowych warunkach. Przede wszystkim chcę przekonać ludzi, że możemy ćwiczyć wszędzie, nawet przez 30 minut w domu. Nie ma już żadnych wymówek, że nie stać cię na karnet na siłownię. Wszystko jest w twojej głowie

– opowiada jeden z najsprawniejszych ludzi w Polsce.

„Wchodzę w to!”

Zaczęło się niewinnie. SMS od redaktora naczelnego: „Jest pilny temat. Trening z Navalem. Siłownia plenerowa Street Workout w parku Skaryszewskim. Czwartek, g. 16. Podejmujesz się?”. „Wchodzę w to!” – odpisałem z automatu. Natury nie oszukam. Ze sportem jestem związany od dziecka. Uwielbiam próbować nowych aktywności. Przez 10 lat trenowałem piłkę nożną, później zakochałem się w bieganiu, przebiegłem cztery maratony (rekord życiowy wynosi 3 godz., 30 min i 46 s), na koncie mam również starty w triatlonie, maratonie MTB oraz w trzech biegach przeszkodowych: Runmageddon, Hunt Run i Survival Race. Podsumowując, mogę się chyba uważać raczej za wysportowanego faceta, który ma czelność stawić się na ekstremalnym treningu i przybić piątkę z legendarnym żołnierzem.

„Chód niedźwiedzia”

Chód niedźwiedzia.
Jedno z pierwszych
ćwiczeń, jeszcze na świeżości,
więc wystartowałem,
jakby to były zawody.Chód niedźwiedzia. Jedno z pierwszych ćwiczeń, jeszcze na świeżości, więc wystartowałem, jakby to były zawody. Albert Zawada / AG

W zajęciach uczestniczy 15 chłopaków i jedna dziewczyna. Zaczynamy od „zwierzęcej rozgrzewki”. – Pamiętajcie: żołnierz jednostki specjalnej musi być nie tylko silny, ale też zwinny! Na początek robimy serię podskoków i wypadów w przód i w tył, naprzemiennie lewa i prawa noga. Jedziemy! – instruuje Naval.

Na czole pojawiają się pierwsze krople potu. Wywołane bardziej jednak przez palące słońce, bo intensywność ćwiczeń – póki co – zaskakująco umiarkowana. Spodziewałem się treningowej rzezi od pierwszego uderzenia, a tu taka trochę cisza przed burzą. No właśnie, do czasu…

W kolejnym ćwiczeniu, tzw. chodzie niedźwiedzia, obciążamy już wszystkie kończyny. – Schodzisz do parteru. Napnij mięśnie tułowia, lekko zegnij plecy. O! Tak jak teraz i jednocześnie odrywasz lewą dłoń i lewą stopę. Możesz lekko kołysać się na boki i w ten sposób maszerujesz 25 metrów. Dawajcie, jedziemy tak kilka razy! – motywuje nasz instruktor. – To ćwiczenie świetnie wpływa na kondycję. Myśmy w „robocie” [jednostce wojskowej] robili sobie gumy z szelek od starego spadochronu. Kumpel cię trzymał na sznurku albo na gumach, a ty zasuwałeś na „niedźwiedzia”. Czuło się prawdziwą moc! I dodaje po chwili: – Zrobione? Świetnie! To teraz to samo, tylko że tyłem! No już, nie tracimy czasu! Z życiem, energicznie, ale dokładnie! I nie zapominajcie o oddychaniu!

„Żabi skok” i „marsz pająka”

Pojawiła się pierwsza zadyszka, czuję też narastającą suchość w ustach. Czas na „żabi skok”. Proste ćwiczenie przypominające zabawy na lekcjach wuefu. Mało kto jednak potrafi je wykonać w odpowiednim rytmie i z należytą gibkością. Kucamy, a następnie z przysiadu wybijamy się lekko do przodu i opadamy na dłonie.

– Naprzód! – krzyczy Naval.

Mocne mięśnie brzucha to skarb w tym ćwiczeniu. Każdy nadmierny kilogram coraz bardziej spowalnia nas, przytwierdzając do ziemi. Cała siła wybicia wydobywa się głównie z nóg, ale brzuch pracuje przy tym równie mocno. Jeszcze trudniej jest tyłem, kiedy trzeba wyrzucić nogi jak najdalej za siebie.

Wykonujemy kilka takich serii zarówno przodem, jak i tyłem. Patrzę na zegarek. Minęło dopiero 18 min, a oczy mam coraz bardziej zmrużone, oddech krótszy i coraz szybszy. Masakra. Nikt z trenujących już nie rozmawia. Słychać tylko Navala, który przechodzi do wyjaśniania kolejnego ćwiczenia. – To teraz popracują nasze tricepsy. Gotowi na „marsz pająka”? To siad płaski!

Podpieramy się rękami, unosimy pośladki i maszerujemy do przodu i do tyłu. Kilka razy, a jakże. Proste ćwiczenie, jedynie z obciążeniem własnego ciała, a potrafi dać mocno w kość. Nie wierzysz? To spróbuj w takiej pozycji przemieszczać się po domu przez 10 min. Ale czasem nie oszukuj, żadnych krótkotrwałych lądowań na pośladkach. Kilkusekundowa przerwa i przechodzimy do ostatniej „potrawy” ze zwierzęcego zestawu serwowanego przez Navala. Po intensywnym „pająku” ręce mam już nieźle zajechane. Co jakiś czas przez dłonie przechodzą niekontrolowane wibracje. Nie narzekam, powtarzam sobie w głowie: „Dasz radę, nie odpuszczaj!”. Pokornie, choć z coraz wyraźniejszym grymasem na twarzy, przysłuchuję się następnemu zadaniu.

– Zmęczeni? Eee, bez przesady. Dobra, to czas na „krokodylki”! Pozycja wyjściowa jak do pompki, ale przedramiona ustawiamy blisko tułowia, dłonie na wysokość klatki, ciało usztywnione i sprężystym ruchem wybijamy się jednocześnie dłońmi i stopami do przodu, po czym lądujemy w podporze. Jasne? To robimy! Do przodu, a później do tyłu! Rachu ciachu!

„Młody na cyc i doisz sto na kościach!”

'Krokodylki', czyli pompki w wersji hard.
Piekielnie trudne ćwiczenie, po którym miałem
już dość, ale najlepsze czekało nas na koniec.'Krokodylki', czyli pompki w wersji hard. Piekielnie trudne ćwiczenie, po którym miałem już dość, ale najlepsze czekało nas na koniec. Albert Zawada / AG

Prezentując to ćwiczenie, Naval sprawiał wrażenie, jakby miał zamontowane miniwyrzutnie w czterech kończynach. Wyglądał jak inspektor Gadżet, tyle że w żołnierskim rynsztunku, a ja czułem coraz większy spadek mocy. Po kilku pseudo „krokodylkach” na coraz bardziej obolałych rękach kolejna próba pompowego wyskoku skończyła się twardym lądowaniem na klatce piersiowej i przytarciu brodą o ziemię. Dłonie nie utrzymywały ponad 83 kg.

– Dawaj, dawaj, nie rezygnuj! – usłyszałem nad sobą motywujący głos naszego wodza. – Dasz radę, jeszcze 15 razy! No, wybijaj się mocno i do przodu! Tak jest! Widzisz? Jednak możesz!

Po blisko 30 powtórzeniach, w tym kilkunastu padnięciach na twarz, doszło u mnie do pierwszych odruchów wymiotnych. Organizm krzyczał wewnętrznym głosem: „Co się tam dzieje, Wąski?”, ale nie mogłem odpuścić.

Pompki w najróżniejszej postaci to jedne z ulubionych ćwiczeń Navala. – Są dobre na wszystko. Poprawiają postawę, wzmacniają ręce, grzbiet, brzuch i rozwijają mięśnie klatki piersiowej. Znakomicie też wpływają na psychikę. Wielokrotnie na trzęsących się ze zmęczenia

rękach walczyłem, żeby zrobić dodatkowe dziesięć powtórzeń. Takie próby kształtują charakter, uczą nas nieustępliwości. Szczególnie w wojsku okazywało się to niezwykle przydatne. Nieraz za karę zdarzyło się usłyszeć komendę: „Młody, padasz na cyc i doisz sto na kościach!”. Mina „starych”, którzy ze zdziwieniem patrzyli, jak wykonałem stówkę pompek bez większego wysiłku, była bezcenna – opowiadał.

„Uwierz w siebie!”

– Rozruszani? To góra! Napić się trochę, odetchnąć. Napici? To w dwuszeregu zbiórka! Dobieramy się w pary i trochę posiłujemy – zarządza.

Brzuszki. 'Brawo, panowie, wyglądacie
jak silnik Diesla pracujący
na wysokich obrotach' - podsumował
Naval naszą drużynową walkę.Brzuszki. 'Brawo, panowie, wyglądacie jak silnik Diesla pracujący na wysokich obrotach' - podsumował Naval naszą drużynową walkę. Albert Zawada / AG

Elementy zapaśniczych chwytów wyzwalają dodatkowe emocje. Co chwila wpadamy na siebie, utrudniamy, nikt nie odpuszcza. Gdyby Naval rzucił hasło: „Walczycie na 100%”, chyba byśmy się pobili. Tu przesuwanie, ciągnięcie partnera, który stawia opór, było jedynie namiastką walki wręcz, która wchodzi w skład sprawdzianu fizycznego podczas selekcji. Pozostałe konkurencje to: skok z wieży do wody, pływanie na dystansie 200 m, pływanie pod wodą, bieg na dystansie 3 km, ugięcia ramion na poręczach, bieg na dystansie 100 m, skłony tułowia przez dwie minuty, wejście na linę oraz podciągnięcia na drążku. Nasze ostatnie zadanie specjalne.

– Zrobimy krótki tor przeszkód na drążkach. Testowałem to ćwiczenie tylko raz, bo nie byłem pewien, czy jest wykonalne, ale okazało się, że jest. Ja dałem radę. Zadanie jest proste: wskakujecie na drążek, a później na kolejne szczeble oddalone o jakieś dwa metry. Pamiętajcie, najpierw uruchamiacie biodra, musicie się rozbujać i atakujecie! Do dzieła!

Drążki nigdy nie były moją specjalnością. Wolałem przysiady, tradycyjne pompki, ale z podciąganiem było u mnie słabo. Chyba ze zbyt dużą obawą przystąpiłem do swojej próby. Po kilku machnięciach i słowach otuchy od Navala: „Jest dobrze, masz dobre tempo i teraz przeskakuj!”, przeskoczyłem dalej, chwyciłem kolejny drążek, ale za lekko. Dłonie się ześlizgnęły i owszem, wyszedł całkiem efektowny skok, tyle że w dal.

– Za mało wiary! Było blisko, ale następnym razem bardziej w siebie uwierz! Bez tego zapomnij o jakimkolwiek sukcesie.

Ręce już porządnie napuchnięte, ale najtrudniejsze było dopiero przed nami. Zwisanie do góry nogami. – Będąc w przysiadzie, wykonaj salto w tył, podciągając się jednocześnie na taśmach. Pozostań w lekkim zwisie nad ziemią. I teraz siłą mięśni odkręć się z powrotem. Proste? To rób i uwierz w siebie!

Pierwsza próba nieudana, druga też. Więcej wiary, wiary, człowieku, o której wspominał Naval, i… jeeest! Udało się. Motywacja mistrza zrobiła swoje, utrzymałem – jako tako – pozycję, odkręciłem tułów i wróciłem do pozycji wyjściowej. Dziękuję, misja zakończona. Choć byłem wycieńczony, a organizm przeżył szok, potrzebował kilkunastu minut na dojście do siebie, to jestem wdzięczny za tę lekcję, a w zasadzie namiastkę prawdziwego hardkoru, jaki czeka przyszłych GROM-owców.

Końcówka treningu
z Navalem. Wiszę na
taśmach, ręce drżą ze
zmęczenia, a w głowie
brzęczy refren piosenki:
'I co ja robię tu...'Końcówka treningu z Navalem. Wiszę na taśmach, ręce drżą ze zmęczenia, a w głowie brzęczy refren piosenki: 'I co ja robię tu...' Albert Zawada / AG

– Panie Damianie, żyjemy? Wszystko gra? Brawo, ale to była zaledwie rozgrzewka. Jest pan gotowy na właściwy trening? – usłyszałem lekko szyderczy śmiech nad uchem. A może to były halucynacje?

Trening obwodowy Navala

Misja wykonana!
Przeżyłem ekstremalny
trening z legendą.
Dziękuję za
ten zwierzęcy wycisk!Misja wykonana! Przeżyłem ekstremalny trening z legendą. Dziękuję za ten zwierzęcy wycisk! Albert Zawada / AG

Do zrobienia m.in. na siłowni plenerowej lub klubowej. W trakcie obwodu pomiędzy kolejnymi ćwiczeniami nie ma przerw, tylko między seriami – 2 minuty odpoczynku.

1. Rozgrzewka seria wypadów z wszelkimi wariacjami, około 5 minut.

2. Praca na linach - 20 powtórzeń

3. Wynoszenie kettla 20 kg z przysiadu w górę - 8 powtórzeń

4. Wskok na skrzynię wysokości 50 cm - 8 powtórzeń

5. Przejście po drążku 8 szczebli tam i z powrotem

6. Zarzucanie sztangi na klatkę piersiową - 8 powtórzeń

7. Martwy ciąg (sama sztanga) - 8 powtórzeń

8. Ugięcia ramion na poręczach - 14 powtórzeń

9. Utrzymanie równowagi na poduszce sensorycznej: stojąc na jednej nodze, drugą wykonaj wymach - 8 powtórzeń na każdą nogę

10. Przenoszenie sztangi wraz z talerzem na boki, stojąc - 8 powtórzeń

Więcej o tym, jak wygląda trening z Navalem, jak ćwiczyć na drążku, w parach, robić pompki, biegać, nurkować, walczyć wręcz, a także wszystko o selekcji: czego się spodziewać, jak przetrwać, jak się przygotować sprzętowo itd., w najnowszej książce byłego szturmowca GROM-u „Ekstremalnie. Poradnik treningowy”.

Więcej o: