Butelka PET. Skąd się wzięła?

Jest takie powiedzenie "Lekarstwo gorsze niż choroba". Tak było z Krzyżakami, którzy mieli chronić nas przed Prusami, a okazali się większym zagrożeniem. I tak jest z plastikowymi butelkami, które miały zastąpić mało praktyczne szkło, a wkrótce się spod nich nie wygrzebiemy.

Z niego malarza chyba nie będzie – stwierdził Newell Convers Wyeth, patrząc, jak jego syn rozkręca kolejny zegar, by z tych części zrobić silnik do zabawkowej motorówki.

N.C. Wyeth był słynnym amerykańskim malarzem i najbardziej wziętym ilustratorem wszech czasów. Z pięciorga jego dzieci wszystkie poza jednym wybrały profesje artystyczne. Ten jedyny, który wolał zabawy techniczne, był nazwany na cześć ojca Newell Convers Junior.

Senior rodu jednak rąk nad hobby syna nie załamywał. Stwierdził, że inżynier też jest swego rodzaju artystą. Uznał jedynie, że skoro chłopak nie pójdzie w jego ślady, to trzeba mu zmienić imię na Nathaniel – na cześć wujka inżyniera. Drugiego wuja poprosił, by znalazł dla młodzieńca odpowiednią uczelnię techniczną. Artystyczna familia Wyetha na tym nie ucierpiała – jego drugi syn, dwie córki i wnuk zostali znanymi malarzami i dziś Wyethowie w Ameryce to są „ci słynni artyści”.

Nathaniel – który potem niejednokrotnie podkreślał, że jest „tym innym Wyethem” – studia skończył w 1936 r. i wkrótce znalazł zatrudnienie w słynnej firmie DuPont, gdzie pracował do końca kariery. Jego zadaniem było wdrażanie nowych pomysłów – krótko mówiąc, był zawodowym wynalazcą. W latach 50. zainteresował się tym, dlaczego napoje gazowane nie są przechowywane w plastikowych butelkach. Szkło było ciężkie, a butelki się tłukły. Gdyby zrobić dobry zamiennik, można by na tym zarobić krocie.

Najpiękniejsza butelka

Wyeth szybko sprawdził, że stosowane do tej pory plastikowe pojemniki nie wytrzymywały ciśnienia i odkształcały się w najsłabszym miejscu albo po jakimś czasie uciekały z nich bąbelki. Postanowił zrobić butelkę, która wszystko wytrzyma. Jego inspiracją był Wallace Carothers, inny inżynier z DuPonta, który w latach 30. XX w. wynalazł nylon – mocne i rozciągliwe włókno syntetyczne. Wyeth chciał zrobić wytrzymałe butelki na podobnej zasadzie – poprzez rozciąganie tworzywa we wszystkich kierunkach. – Tak jak strażacy rozciągający siatkę bezpieczeństwa – mówił obrazowo.

Pierwsze próby nie przyniosły satysfakcjonujących rezultatów. Kiedy Wyeth rozgrzewał plastik, by stał się giętki, ten tracił swoją wytrzymałość. Gdy próbował dmuchać butelki na zimno, pękały wzdłuż linii powstających podczas wytłaczania arkuszy plastiku. Wymyślił, by kłaść kilka arkuszy na krzyż – jak sklejkę. Niestety, stosowane wówczas polietylen i polipropylen albo nie były w stanie wytrzymać ciśnienia, albo nie utrzymały gazu w butelce – bąbelki po pewnym czasie zwyczajnie uciekały. Właśnie wtedy Frank Gay, chemik z tej samej firmy, zaproponował zastosowanie twardszego polimeru PET, czyli Poli(tereftalanu etylenu) wynalezionego w 1941 r. w Wielkiej Brytanii.

Pierwsze butelki PET także pękały, ale wkrótce Wyeth zastosował lepszą preformę, z której butelka była wydmuchiwana. Sam tak to wspominał: – Po miesiącach frustracji, kiedy ręcznie wyprodukowaliśmy prawie 10 tys. butelek, przyzwyczailiśmy się już, że mamy tylko plamy polimeru na formie lub dziwaczne kształty, które w niczym nie przypominały butelki. Tym razem na pierwszy rzut oka wydawało się, że forma była pusta. Gdy przyjrzałem się dokładnie, zobaczyłem coś niesamowitego: krystalicznie przezroczystą butelkę. Dopytywany o szczegóły Wyeth przyznał, że pierwsza butelka była trochę mętna, jednak dla niego i tak była najwspanialsza. – Potem widziałem niezliczoną liczbę naprawdę pięknych butelek PET, ale żadnej nie wspominam tak dobrze jak tej pierwszej.

W 1973 r. Wyeth otrzymał prawa patentowe, a jako pierwsze pojawiły się dwulitrowe butelki PET w 1978 r. Od tej chwili świat nie jest już taki sam.

Krajobraz z plastikiem

Zaczęło się od napojów gazowanych, a już wkrótce w podobne butelki wlewano soki, mleko, oleje, sosy, marynaty czy miód. Niemal wszystko. I początkowo świat zachłysnął się możliwościami, jakie dawała ta ładna, lekka i niemal niezniszczalna butelka. Sam Wyeth ekscytował się: – Jeśli pomyśleć, że te butelki zastąpiły coś, co wynaleźli jeszcze starożytni Egipcjanie, trudno uwierzyć, że ta zmiana nastąpiła tak błyskawicznie.

W 1986 r. linie lotnicze wyliczały, że rocznie oszczędzają 25 tys. dol. na paliwie tylko dlatego, że mogły oferować pasażerom drinki w plastikowych buteleczkach. Producenci napojów też przeliczali zyski. Świat z szeroko otwartymi ramionami przyjmował butelkę PET.

Tyle że w połowie lat 80. opakowania PET na licencji DuPonta robiło zaledwie 70 wytwórców w 12 krajach, a całkowita wielkość produkcji dochodziła dopiero do 6 miliardów butelek rocznie. Tymczasem lada moment, bo w 2021 r., produkcja osiągnie pół biliona sztuk (to piątka i 11 zer). Czyli będzie 100 razy większa. Już dziś kupujemy niemal milion butelek PET… co minutę. 91% z nich nie podlega recyklingowi, tylko trafia na hałdy śmieci lub z rzekami wpada do oceanów. Według szacunków naukowców w roku 2050 ilość plastiku w oceanach zrówna się z całkowitą masą wszystkich żyjących w nich ryb! Choć trudno to będzie oddzielać, bo już teraz badacze Uniwersytetu w Plymouth znajdują plastik w co trzeciej rybie złowionej przez brytyjskich rybaków. Jednocześnie naukowcy z Uniwersytetu w Gent wyliczyli, że ludzie, którzy żywią się owocami morza, połykają 11 tysięcy (!) drobinek plastiku rocznie.

Możemy czekać, aż butelki same ulegną rozkładowi, tyle że trwa to 400 lat. Ktoś ma tyle czasu? Na pewno nie sam wynalazca, który zmarł w 1990 r. w wieku 78 lat. Jak ktoś zauważył: – Nathaniel Wyeth nie widzi, że piękne krajobrazy, które malowali jego krewni, dziś są zaśmiecone butelkami.

Więcej o: