Wypalenie zawodowe. Jak mu się nie dać?

Rutyna zabija. Zabija entuzjazm, chęci, a w końcu twoją karierę. Bo jeśli nie idziesz do przodu, nie rozwijasz się, to równie dobrze możesz iść do tyłu. A jeśli masz pecha, to stres z nią związany może także zaszkodzić twojemu zdrowiu.

Nuda, rutyna i zaszufladkowanie to seryjni zabójcy karier. To one zmieniają młodego, ambitnego faceta, który chce podbić świat, w zmęczonego i uciekającego od wyzwań i ryzyka 50-letniego nudziarza. To one sprawiają, że przestajesz awansować. 

Są na to twarde dane. Naukowcy z chicagowskiego Columbia College zbadali, jak niebezpieczna dla kariery jest rutyna. W przeprowadzonym przez nich badaniu 500 Amerykanów z wyższym wykształceniem miało zrobić rodzaj zawodowego rachunku sumienia. Mieli ocenić to, jak podejmowali decyzje którym musieli stawić czoła podczas swoich zawodowych karier. I z perspektywy oszacować, jak celne były. Okazuje się, że celność decyzji bardzo ściśle wiąże się z tym, na którym etapie kariery zawodowej się znajdowali. O ile te podejmowane za młodu były oceniane pobłażliwie, bo nawet jeśli nie były dobre, to przecież junior nie mógł wiedzieć lepiej, a te podejmowane pod koniec kariery zwykle okazywały się trafne, to cały środkowy okres jest – w słowach samych badanych – ciągiem błędów, porażek i rozczarowań. 

Za udane uznali mniej niż połowę decyzji podejmowanych w połowie kariery zawodowej, czyli w wieku 40-48 lat. Ankietowani „bardzo zgadzali się” ze stwierdzeniami takimi jak: „Proces podejmowania decyzji był stresujący i denerwujący”; „Podejmując tę decyzję, byłem tak zajęty codzienną pracą, że nie miałem czasu na myślenie strategiczne” czy „Cały czas podważałem własne decyzje i próbowałem przekonać samego siebie, żeby nie wprowadzać zmian”. 

Innymi słowy, dokładnie wtedy, kiedy po latach szybkich awansów i rozwoju ludzie zajmują stanowiska menedżerskie i zaczynają podejmować decyzje kluczowe i dla całej firmy, i ich własnej kariery, coś się psuje. Zamiast iść naprzód, wpadają w rutynę. Zamiast podejmować odważne decyzje, zaczynają bronić status quo. Wolą trzymać się swoich stref komfortu: skupiają się na rutynowej pracy zamiast iść śmiało naprzód.  

Dlaczego akurat wtedy? To skomplikowane. Na pewno jedną z przyczyn jest to, że w tym wieku ich życie wygląda najczęściej zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat wcześniej. Mają szereg innych zobowiązań, choćby tych rodzinnych, i uważają, że mają zbyt wiele do stracenia w razie popełnienia błędu. Minimalizują ryzyko i ograniczają zamieszanie. Jednocześnie nie dostrzegają ryzyka, które wiąże się z brakiem zmian. Ale druga przyczyna może siedzieć głębiej i być niedostrzegalna nawet dla samych zainteresowanych. 

PRZECZYTAJ TEŻ: Networking. Jak zbudować sieć zawodowych kontaktów?

Szersza perspektywa

Prof. Chris Agrys z Uniwersytetu Harvarda wykazał, że podczas korporacyjnych zebrań menedżerowie średniego szczebla rzadko mówią o szerszej strategii. Prawie zawsze skupiają się na detalach. Uważają, że zarząd boi się stawiania ważnych pytań, takich jak „co robimy, co chcemy robić i jak powinniśmy się zorganizować”. Stawianie ważnych pytań zaburza status quo i sprawia, że wszyscy wokół czują się niepewnie w swoich rolach. Lepiej zająć się drobiazgami i sprawiać wrażenie użytecznego. 

Autorzy wspomnianego wcześniej badania z Columbia College, Laurence Minsky i autorka poradnika „Pivot Points: Five Decisions Every Successful Leader Must Take” Julia Tang Peters twierdzą, że pracownicy często nie zauważają, że charakter ich pracy uległ zmianie wraz z awansem na wyższe stanowisko. Wcześniej byli rozliczani z sumiennego wywiązywania się z konkretnych obowiązków. Jako menedżerowie powinni jednak patrzeć szerzej, bo zaczynają realnie wpływać na perspektywy i efektywność całej organizacji. Od ich decyzji zaczyna zależeć przyszłość firmy, a nie tylko to, czy działa ona sprawnie na co dzień. Z perspektywy firmy ich zadaniem jest nie podtrzymywanie stanu rzeczy, ale poprawianie i optymalizowanie jej działania. Jeśli nie zauważą tej zmiany, jeśli w dalszym ciągu będą samych siebie postrzegali tylko jako trybik, który ma robić swoje, ugrzęzną. Mimo wcześniejszych osiągnięć nagle okaże się, że awanse, podwyżki i premie dostaną inni. A to prowadzi do frustracji, poczucia porażki, zniechęcenia i przepracowania. I wypalenia. To ostatnie jest bardzo niebezpieczne. 

Wypalenie może się pojawić, kiedy warunki w pracy – poziom obciążenia obowiązkami, brak możliwości decydowania o własnym zawodowym życiu, narzucone ci wewnątrzfirmowe normy – przekraczają twoje granice tolerancji. Na wypalenie składają się wyczerpanie, cynizm i brak efektywności (wynikający z braku wiary w siebie i entuzjazmu). Wypalenie bywa jak ognisko epidemii. Jeśli w zespole jest jeden wypalony pracownik, wkrótce mogą pojawić się inni. I jak w przypadku epidemii najgorsze, co można zrobić, to zignorować pierwsze przypadki. 

Słowo klucz to anomia 

Tak socjologowie nazywają poczucie bezcelowości i niepewności co do zasad rządzących światem. Nie wiesz, gdzie jesteś, o co chodzi i dokąd zmierzasz. Anomia często leży u podstaw znudzenia pracą. Jeśli nie widzisz celu, znużenie masz jak w banku. 

Jak nie dopuścić do takiej sytuacji? Jak uniknąć niszczącej, ogłupiającej i wypalającej rutyny? Najpierw musisz zidentyfikować objawy i sprawdzić, czy jesteś zagrożony. 

Zrób zawodowy rachunek sumienia. Zadaj sobie kilka pytań: 

  • Czy przebijasz się przez swój kalendarz i listę zadań na autopilocie, bez zastanawiania się nad tym, czy to, co robisz, cokolwiek zmienia? 
  • Czy krytykujesz z góry zmiany, nie zastanawiając się nad płynącymi z nich zyskami albo ryzykiem towarzyszącym niewprowadzeniu ich? 
  • Czy odwlekasz podjęcie decyzji? 
  • Czy czujesz, że twoje silne strony się po prostu marnują? 

Jeśli odpowiedź na te pytania albo większość z nich brzmi „tak”, czas na działanie. To wyleczalne. 

PRZECZYTAJ TEŻ: Zły szef. Jak sobie z nim poradzić?

Terapia 

Najgorsze, co możesz zrobić, to powiedzieć sobie: „Jest za późno. Jestem za stary”. Nie użalaj się nad sobą. Nie musisz zupełnie wynajdywać się na nowo, musisz tylko wyjść poza swoje własne przeświadczenia na temat tego, do czego jesteś zdolny. Spróbuj znaleźć kogoś, kto może na zimno, z zewnątrz ocenić twoją zawodową sytuację. Najlepiej kogoś w rodzaju mentora, kto był już w podobnym położeniu, podejmował podobne ryzyko i potrafi przełożyć te doświadczenia na twoją sytuację. Zastanówcie się razem, dlaczego czujesz, że stoisz w miejscu, i co możesz zrobić, żeby ruszyć do przodu. 

Często najlepszym sposobem na rozruszanie swojej kariery na nowo jest rodzaj zawodowego „startu na pych”. Praca cię nie rozwija? Zacznij rozwijać się sam. Weź na siebie jakieś nowe obowiązki, których nigdy wcześniej nie miałeś. Nie po to, żeby dowalić sobie więcej pracy (przemęczenie jest ważnym czynnikiem przyczyniającym się do wypalenia), ale po to, żeby zdobyć nową umiejętność, żeby poczuć, że znowu dzieje się w twoim zawodowym życiu coś nowego. To może być absolutny drobiazg – przejęcie na siebie przygotowania raportu, którego do tej pory nie ogarniałeś. Ale ważne, żeby było to coś, co pozwoli ci zrobić kroczek naprzód. Idź na kurs, zrób jakiś certyfikat albo, już poza pracą, poświęć kwadrans dziennie na jakieś nowe hobby. To wszystko może przełożyć się na twoje zawodowe samopoczucie i efektywność. A to z kolei może na nowo rozhulać twoją karierę. Każdy ruch do przodu to dobry ruch. Kilka takich popchnięć i jest szansa, że znowu zaczniesz jechać w normalnym tempie. Pod warunkiem że wyłączysz autopilota. Bo to jest prawdziwy problem. Musisz na nowo nauczyć się wykazywać inicjatywę i podejmować ryzyko. Ryzyko odpowiedzialne: nie jesteś już młokosem, któremu się wydaje, że wszystko może, ale masz cały worek doświadczeń. Ważne żebyś potrafił to wykorzystać, tak by wprowadzać do swojej kariery – a być może do całej firmy – nową jakość. Nie bój się proponować zmian. Nie bądź tylko potakiwaczem. 

I nie chowaj się za „bo tak zawsze robiliśmy”. Czerp inspirację od współpracowników – także tych młodszych. Fantastycznym sposobem na uświadomienie sobie, ile już potrafisz i jak daleko zaszedłeś, jest mentorowanie kogoś, kto dopiero zaczyna iść podobną drogą. I wreszcie – inwestuj w siebie.  

Satysfakcja z pracy ma cztery filary: 

  • samopoczucie psychiczne, 
  • samopoczucie fizyczne, 
  • umiejętności, 
  • pasję. 

Ucz się ciągle. Ćwicz. Odpoczywaj. I przypomnij sobie, co tak naprawdę kochasz w swojej robocie. Dopóki potrafisz odnaleźć w sobie tę pasję, będzie OK. A jeśli ją zgubiłeś, może czas jej poszukać. Być może gdzie indziej. 

Jak uciec z pułapki rutyny? 

Czujesz, że drepczesz w miejscu, a twoja kariera zaczęła przypominać spacer na bieżni na siłowni? Spróbuj tego. 

1. Porozmawiaj z mentorem. Kimś, kto już był tam, gdzie jesteś, kto musiał podejmować podobne decyzje, kto podejmował w swojej karierze ryzyko i, co ważne, ma na tyle rozsądku, żeby umieć przenieść swoje doświadczenia na twoją sytuację. Kimś, komu ufasz i kogo szanujesz. Niekoniecznie w twojej firmie. 

2. Zrób zawodowy rachunek sumienia. Zastanów się, jaka była najlepsza praca, jaką miałeś, i dlaczego. Kiedy i dlaczego czułeś, że praca daje ci energię. A potem pomyśl, jak choćby część tej iskry przenieść na twoją obecną robotę. 

3. Nie przestawaj zdobywać nowych umiejętności. To kluczowe do tego, żebyś nie miał poczucia, że tracisz cenny czas. Idź na jakiś kurs. Odpal regularnie apkę do nauki języków. Zacznij w pracy robić coś, co jeszcze nigdy nie było częścią twoich obowiązków i czego nie potrafisz jeszcze robić, choćby to miał być detal. 

4. Wyłącz autopilota. Zastanów się, jakie jest twoje prawdziwe zadanie wewnątrz organizacji, i zacznij wykazywać inicjatywę. 

5. Zastanów się, czy jesteś zniechęcony stagnacją czy swoją pracą. To pierwsze pojawia się, gdy nie masz żadnych wyzwań, tylko powtarzasz to, co robiłeś już setki razy. Z tym możesz walczyć. Jeśli jednak czujesz kompletny brak chemii z branżą, z ludźmi i zadaniami, problemem nie jest rutyna albo wypalenie, tylko być może potrzeba głębokiej, zawodowej zmiany. 

Więcej o: