Kiełbasa z Nutellą i radzieckie kino, czyli ciekawe przykłady guilty pleasures

Zapytaliśmy kilku mniej i bardziej znanych ludzi o ich grzeszne przyjemności. Oto ich odpowiedzi.

Rodrigo De La Garza – projektant mody męskiej

Rodrigo De La GarzaRodrigo De La Garza Photographer: Karol Smoderek

Powiedziałbym, że to bardziej guilt niż przyjemność, ale udało mi się przystylizować moje czerwone crocsy podczas letnich miesięcy, które spędzałem na Ranchu Alpak, którego jestem właścicielem. Nosiłem je z kwiecistymi spodenkami Abercrombie & Fitch i zwykłym białym T shirtem. Ale i tak moja największa guilty pleasure to jedzenie nutelli i zagryzanie jej kiełbasą… Jest coś super w tej słodko-słonej kombinacji smaków. Oczywiście taka uczta tylko podczas oglądania wieczorami meczów The Cleveland Browns!

Jakub Duszyński – dyrektor artystyczny Gutek Film

Na festiwalach filmowych wszystko dzieje się szybko, celem jest obejrzenie jak największej liczby premier i spotkanie jak największej liczby ludzi w jak najkrótszym czasie. A ja na przekór idę trzy razy z rzędu na film, który bardzo mi się spodoba, tak było np. z „Parasite”. Po dniu festiwalowej roboty lubię zresetować się w hotelu, oglądając jakiś film SF z wczesnych lat 90. „Obrożę” z Rutgerem Hauerem albo coś Alberta Pyuna typu „Radioaktywne sny”… Kocham też przyjmować zaproszenia od maleńkich festiwali, gdzie jest bardzo małe prawdopodobieństwo znalezienia filmu do dystrybucji. Tam można wreszcie dłużej pogadać z ludźmi kochającymi kino, wyspać się, a czasem nawet zobaczyć zorzę polarną. Aha, jest jeszcze opcja hardcore’owa. Pojechać na festiwal, wyminąć kino i iść przed siebie,- coraz dalej i dalej. Nie obejrzeć nic. To moja „ultimate fantasy guilty pleasure”! Z opcji mniej filmowych – lubię gry z lat 80. i 90., jak „Uridium” czy „Gods”.

Szymon Komasa – śpiewak operowy, baryton

Szymon KomasaSzymon Komasa Fot. Jędrzej Nowicki / Agencja Gazeta

Po występach na scenie nigdy nie słucham opery na moim Spotify. Podczas ćwiczeń na siłowni niekwestionowanym królem jest Rammstein – nic innego nie daje mi takiej energii do walenia w worek treningowy. Gdy jestem w samolocie, to często włączam dźwięki jadących pociągów. Studiując w Nowym Jorku, nauczyłem się odpoczywać przy ogromnym hałasie ulicy – okno mojego pokoju wychodziło na stację metra, dzięki czemu pociągi kojarzą mi się ze…. snem i spokojem, a ich odgłosy mnie relaksują. Z kolei przed wejściem na scenę dbam o to, aby już na niej mieć odpowiedni power i od lat zapuszczam Eminema – energia płynąca z jego utworów daje mi moc na cały wieczór w operze.

Kajetan Kajetanowicz – kierowca rajdowy

Kajetan KajetanowiczKajetan Kajetanowicz SnopkowskiArt

Spędzam dużo czasu w samochodzie. Przyłapałem się na tym, że mam kilka guilty pleasures. Często, gdy jadę sam, udaję, że jestem dziennikarzem i pracuję w radiu. Mówię wtedy „radiowym głosem” i zdaję relację z podróży. Sprawia mi to dużą przyjemność, choć z pewnością wygląda dziwnie, szczególnie gdy stoję na światłach.

Znajomi często śmieją się, że paradoksalnie jako kierowca rajdowy, przyzwyczajony do dużych prędkości, prywatnie jeżdżę bardzo przepisowo. Momentami aż za bardzo, w efekcie czego inni użytkownicy dróg się denerwują i trąbią. To dla mnie miła odskocznia od dużych prędkości na rajdach. W rajdówce nie mam czasu właściwie na nic innego jak tylko ściganie. Innym wstydliwym nawykiem za kółkiem jest słuchanie obciachowych i nietypowych piosenek. Zdarza mi się włączyć rosyjskie country, ponieważ mnie uspokaja. Lubię gwizdywać w rytm melodii. Moi najbliżsi, z którymi często jeżdżę, śmieją się, że zamiast włączyć coś energetycznego, ja udaję farmera.

Jakub Roskosz – bloger modowy

Jakub RoskoszJakub Roskosz materiały prasowe

Często wychodzę rano po bułki do sklepu ubrany w to, co znajduję pod ręką, nie patrzę, czy to ma jakikolwiek sens, czy do siebie pasuje. Często są to buty do kosza, dres, T-shirt, bluza z kapturem i obowiązkowo słuchawki. Totalny streetwear, ale delikatnie mówiąc, w mało stylowym wydaniu. I nie wiem, co jest gorsze – jak źle wtedy wyglądam, czy że naprawdę czasami uwielbiam chodzić tak ubrany.

Kamil Łabanowicz – projektant samochodów Audi

Kamil ŁabanowiczKamil Łabanowicz materiały prasowe

Będąc gdzieś na wakacjach, staram się wynajmować specjalnie małe auto (a nawet najmniejsze), ale szybkie. Dlaczego? Ponieważ przypomina mi się moment, kiedy miałem 18 lat i po raz pierwszy jechałem fiatem seicento, od którego zaczynałem zbierać doświadczenia za kierownicą. Tu chodzi o czysty fun i tę specyficzną, wysoką pozycję za kierownicą. Poza tym wiedząc, że w garażu czeka zaparkowane porsche, nie mam żadnych problemów, żeby jeździć małym samochodem typu VW Lupo GTI, 500 Abarth, Audi A1. Poza tym nawet śmiesznie wygląda, kiedy wysoki facet jak ja wysiada z takiego małego auta.

Tadeusz Sobolewski – krytyk filmowy

Tadeusz SobolewskiTadeusz Sobolewski Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Urodziłem się w czasach totalitarnych, wprawdzie nie za Hitlera, ale za Stalina. I czasem zapuszczam się do tamtego dwuznacznego, perwersyjnego świata. Interesują mnie filmy z samego matecznika totalu. Po pierwsze takie, którym udało się przechytrzyć system, dwuznaczne. I takim obrazem jest „Paracelsus” Wilhelma Pabsta. Niemcy 1943 r. Historia XVI- -wiecznego alchemika, ze świetną sceną zbiorowej hipnozy, obłędnego tańca. Zachwycali się tym też i inspirowali dwaj młodzi artyści, którzy w Polsce za okupacji chodzili do kina: Wojciech Has i Lech Emfazy Stefański. Druga kategoria to propagandowe superkicze, gdzie wszystko jest idealne, do tego stopnia, że stają się własną parodią. I tu mam majstersztyk: kolorowy radziecki musical kołchozowy z 1949 r. „Wesoły jarmark”. Wreszcie kategoria najtrudniejsza: filmy wybitne, politycznie poprawne, ale tą swoją wybitnością kompromitujące ideę, której bronią. Taki właśnie jest radziecki film wielkiego Eisensteina „Łąki Bieżyńskie” z 1937 r. o dobrych pionierach i złych kułakach oraz księżach… Z filmu zostały tylko ścinki. Politycznie wydaje się absolutnie poprawny, a mimo to władza się go zlękła. Nawet ja się przestraszyłem. Nie wiem, co o nim myśleć. Chyba dlatego oglądam takie filmy. Nie po to, żeby się z nich z wyższością śmiać. Raczej jako horrory.

Maksymilian Fus – odpowiedzialny za markę McLaren w Auto Fus Group

Maksymilian FusMaksymilian Fus Kacper Szczepanski

Na codzień jeżdżę super nowoczesnymi samochodami - McLarenem lub BMW ALPINA i czerpię z tego bardzo dużą przyjemność, ale… gdy są te chwile, kiedy już nic nie muszę, uwielbiam zasiąść za kierownicą klasyków. W garażu stoi BMW 1600 z 1967 roku, ale jeszcze dwa lata temu najwięcej do czynienia miałem z BMW z lat 90. Wszystkie te starsze i bardziej analogowe modele kocham za jakość wykonania, za zapach i dźwięk ich silników, za to, że potrafią żyć swoim życiem. Mają charakterystyczną duszę. I jeszcze jedno - można w nich słuchać muzyki z kaset! Najchętniej reggae.

A jako tata spełniam się z moim 4-letnim synem Stanisławem we wspólnym kolekcjonowaniu resoraków. Najnowsze w naszych zbiorach są oczywiście McLareny. Staś je wybrał.

Więcej o: