Naprawdę jest taki zawód: pan fizyk od eksperymentów

Etatowy reprezentant teamu opracowującego. pudełka z eksperymentami dla dzieci. BeeBoxy dostarczane są młodym abonentom i ich rodzicom co miesiąc. Oryginalny pomysł na start-up. Jak to jest być Profesorem Ciekawskim w 2020 r.? Ryzyk-fizyk młody chemik!

Nad jakimi badaniami dziś pan pracował, doktorku? 

Zestaw do badania biomu – do sprawdzania, jakie bakterie znajdują się na dłoniach. Pokażemy dzieciom, że każdy ma inną florę bakteryjną, że nie jesteśmy w stanie bakterii uniknąć. I że nie zawsze są złe, czasem pomagają. Na razie testujemy, zobaczymy, czy trafi do klientów. 

Skąd się bierze hurtowo potrzebne odczynniki? 

Zamawia się z bardzo specjalistycznych laboratoriów. 

Czy każdy może kupić takie chemikalia? 

Nie jestem prawnikiem. Odpowiadam za sprawdzanie, czy składniki, które wymyślamy do eksperymentów, są zgodne z normami. Bezpieczeństwo jest oczywiście najważniejsze. 

To widać po książeczkach dołączanych do zestawów – połowa treści to instrukcja bezpieczeństwa. Czy w naukowej karierze zdarzyły ci się jakieś „autentycznie niebezpieczne” przygody? 

Jasne. Uczestniczyłem w pokazie, podczas którego pękł pojemnik z ciekłym azotem. Na innym wybuchł wodór. W laboratoriach często tłuką się szkła i leją wrzące ciecze. 

Twój ulubiony eksperyment z zestawów SmartBee Clubu? 

Oczywiście fizyczny! Z elektromagnesem. Kawałek grubego drutu nawinięty na rdzeń, przez który przepuszczamy prąd z baterii. Musiałem sprawdzić, jaka bateria, jaki drut, wyliczyć pole magnetyczne. Na testach z grupą docelową wyszły jednak jeszcze ciekawsze rzeczy. 

PRZECZYTAJ TEŻ: Szybkie randki - jak to działa? Rozmowa z organizatorem speed datingu

Testach na żywym dziecięcym organizmie? 

Z dziećmi znajdującymi się pod okiem opiekunów – tak to robimy. Wziąłem więc kompas i pokazałem, że gdy zmienimy polaryzację baterii, to igła zakręci się w drugą stronę. I o ile dzieci rozumieją, że są telefony komórkowe, internet, przesyłanie informacji na odległość, o tyle to, że za pomocą bateryjki i magnesu możemy coś zrobić „bezprzewodowo”, było już dziwne. Pole magnetyczne równały z magią. Pojawiły się pytania o przyciąganie, odpychanie. Skończyliśmy na atomie. Spróbuj to wyjaśnić 12-latce. 

Nie spróbuję. 

Nie można znać się na wszystkim. Takie eksperymenty potrzebne są również rodzicom, którzy przygodę z fizyką zakończyli tróją w liceum. 

Jak w ogóle wpadliście na pomysł takiej firmy? 

Założycielki SmartBee – trzy siostry! – zainspirowały wizyty w Centrum Nauki „Kopernik” i innych tego typu miejscach na świecie. Postanowiły pokazać, że te eksperymenty można wykonać także w domu. Pomysł jest stricte polski. 

Pomysł super, wykon super, mam zastrzeżenia do ceny. To 149 zł (plus wysyłka) miesięcznie za pudełko z trzema eksperymentami. 

Ale cena spada do 99 zł, jeśli ktoś jest stałym subskrybentem albo zaprosi do klubu znajomych. Trzeba też wziąć pod uwagę żmudny proces projektowania eksperymentów, jakość wykonania oraz dodatki w postaci aplikacji AR i świetnych animacji z instrukcjami, które znajdziecie na naszej stronie Smartbee.club. Produkt już zdobywa prestiżowe nagrody, np. na Kids Trade Show, a klienci głosują subskrypcjami. 

„Wpływ ograniczeń geometrycznych i polidyspersji rozmiarów cząstek na przewodnictwo cieplne układów modelowych”. O co chodziło w twoim doktoracie? 

Symulacja układów nano. Badałem nanorurki i nanodruty z argonu, do tego kryształy koloidalne stabilizowane ładunkiem. Kryształy mogą składać się bowiem nie tylko z atomów, ale też z dużo większych struktur, i mają bardzo ciekawe właściwości. Sprawdzałem, jak wielkość tych cząstek i to, jak są poruszane, wpływa na ich przewodnictwo cieplne. 

Rozumiem, że nie tylko czytałeś na temat i kompilowałeś, lecz również poszukiwałeś doświadczalnie? 

Symulacje komputerowe są czymś pomiędzy. Korzystałem z równań bazujących na gotowych teoriach, a eksperyment przeprowadzał superkomputer. Czasami wynik wychodził po paru miesiącach. 

Liczyły za ciebie superkomputery w Ameryce? 

W Polsce. Korzystałem z Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego. Tamtejszy komputer jest w pięćsetce najlepszych na świecie. W moim Instytucie Fizyki Molekularnej PAN w Poznaniu mamy też własne klastry. To potężne szafy. Na pececie w domu tworzyłem tylko kod i równania. 

OK, fizyk geniusz. W SmartBee Clubie jesteś też chemikiem? 

Od wymyślania tych eksperymentów są koleżanki chemiczki, ale ja zajmuję się nadzorem, dopracowywaniem. Rozumiem te równania, ale to nie znaczy, że jestem wystarczająco kompetentny, aby tworzyć własne doświadczenia chemiczne. 

Sprawdzamy. Jakie substancje wchodzą w skład Chemicznego Ogrodu z zestawu „Królestwo kolorów” [kilka soli buduje niezwykłą „rafę koralową” – przyp. red.]? 

[Po chwili] Same hydraty. Siedmiowodny siarczan miedzi. Siedmiowodny siarczan żelaza. I jakieś chlorki sześcio- i siedmiowodne. 

Krzysztof HyżorekKrzysztof Hyżorek materiały prasowe

Czy podczas takich zabaw naukowiec może się jeszcze czegoś nauczyć? 

Jasne, człowiek ciągle się uczy. Weźmy taką elektrolizę wody. Spodziewałem się, że pojawi się bardzo niewiele gazu. Okazało się, że za pomocą prostych metod mogę wytworzyć wodór czy praktycznie czysty tlen. Albo sprawność działania „pociągu magnetycznego” – wystarczy włożyć w długą cewkę baterię z dwoma silnymi, przeciwnie spolaryzowanymi magnesami. Tak samo proste jest stworzenie małego silnika za pomocą baterii, magnesu i kawałka drutu. 

A coś się nie udało? 

Nie tyle nie udało, ile trzeba było zmodyfikować. Przygotowywałem modele samolotów, zarówno takie z własnym napędem, jak i trudniejsze origami. Zawsze lubiłem robić papierowe samoloty! Okazało się jednak, że dziś dzieciakom to nie sprawia takiej frajdy, najprostsze samoloty były najlepsze. Te, które najdłużej szybowały, średnio je interesowały. Interesowały je te najszybsze, za którymi można biegać. Najlepiej, żeby wpadały na ściany! No i do pudełka trafią te wzory, które były najlepsze według dzieci. 

Mnie i córce podobał się sztuczny śnieg, który można zabarwiać. 

Ten eksperyment dzieci polubiły bardziej, niż się spodziewaliśmy. Myślałem, że po stworzeniu śniegu zostaje 10 min zabawy. A widziałem dzieciaki, które rzeźbiły w tym godzinami. 

Czy proporcje składników takiego śniegu są powszechnie znane? Z Wikipedii? Czy musieliście sami poeksperymentować? 

Nawet jeśli przepis można znaleźć w literaturze, i tak go testujemy. Zawsze. Np. czystość wody ma wpływ na bańki mydlane – i zmodyfikowaliśmy przepis, biorąc pod uwagę, że korzystamy z wody z kranu. W dużych miastach jest mniej więcej „zunifikowana”. Albo wspomniane królestwo kolorów, czyli te struktury podwodne. To pomysł naszej chemiczki, znała to doświadczenie. Ale ja metodą prób i błędów dobierałem najlepsze proporcje. Na końcu dorzuciliśmy jeszcze jeden składnik, nieobecny w pierwotnej wersji. I okazało się, że to właśnie chlorek żelaza wywołuje efekt wow, bo działa najszybciej. 

Twoje biuro to laboratorium? 

I laboratorium, i miejsce przy komputerze piętro wyżej. 

Fiolki jak u Gargamela? 

Fiolki, kolby, zlewki, ale też elektryka, kable z krokodylkami, baterie, rurki, pęsety. Wszystko stworzone od zera, chwilę to nam zajęło. 

Ty siedzisz na dole lub górze etatowo. Co z resztą ekipy? 

Jesienią zakończyliśmy etap pracochłonnego tworzenia bazy eksperymentów, wszystkie przetestowaliśmy z dzieciakami. Teraz to ja dopracowuję kolejne partie, ale regularnie się wszyscy spotykamy. 

Czyli samotność naukowca. Przy prostych badaniach. 

Uważam, że to ma większe znaczenie niż wiele środowiskowych publikacji naukowych, które powstają tylko po to, by powstały. Poza tym obserwuję ciekawe rzeczy jako doktor fizyki. Nie stanowią meritum zadania, ale przy okazji udowadniam jakieś tezy. No i rozwijam się jako chemik i biolog. 

Czy masz chęć i siłę przeprowadzić sobie po godzinach albo weekendowo jakiś eksperymencik, doświadczenie, symulację? 

Zdarza się, że coś policzę, sprawdzę – jak najbardziej. Zdarza mi się też pogadać ze znajomymi o fizyce, choć w luźniejszej formie. Ale dla efektywności warto zachować higienę i po pracy odpoczywać od pracy. 

Kiedy się zostaje fizykiem? Po bajce w przedszkolu? Dzięki nauczycielowi w podstawówce? A może to po prostu mało oblegany kierunek na studiach? 

U mnie miłość zakwitła w gimnazjum, ale decyzję o studiach podjąłem dopiero pod koniec technikum. 

Zdradzisz nam jakieś lifehacki zaradnego naukowca? 

Pewnie chodzi o coś bardziej skomplikowanego niż odkamienianie czajnika za pomocą kwasku cytrynowego albo wykorzystywanie magnesu do poszukiwania przedmiotów? Wiedza ścisła przydaje się w życiu towarzyskim. Znam wiele odpowiedzi na pytania z cyklu: „dlaczego tak się dzieje”. 

To co się stało z polskim grafenem? Miał być hitem. 

Został rozprzedany, to po pierwsze. A po drugie, technologie opracowane przez Polaków przed paroma laty zostały udoskonalone i poszły dalej. Po trzecie: nie ma u nas współpracy przemysłu z nauką. Przegapiliśmy czas. Znów. 

PRZECZYTAJ TEŻ: Naprawdę jest taki zawód: król roller coasterów

Węgiel i gaz czy fotowoltaika? 

Oczywiście, że energia ze słońca! Nie tylko dlatego, że to eko, ale także dlatego, że to tanie. Zwłaszcza od czasu, gdy Polska otworzyła się na panele produkcji chińskiej. To się po prostu zwróci – opłaca się finansowo. Ten trend mnie cieszy jako fizyka. Cieszy mnie, że ludzie mają panele albo instalacje, dzięki którym woda jest ogrzewana przez słońce. Tak jak cieszy mnie to, że mówi się o budowie elektrowni atomowej. 

Globalne ocieplenie? 

Debatowanie z ludźmi, którzy twierdzą, że to mit lub że będzie dobre dla kraju, nie ma sensu. Bo ich argumentacja nie ma nic wspólnego z nauką. Wystarczy spojrzeć na wykresy. Ocieplenie jest globalne. Poziom dwutlenku węgla też wzrasta. Tak jak liczba katastrof naturalnych. Anomalii. To nie przypadek. Fizycznie patrząc – jeżeli do układu pompujemy coraz więcej energii, będzie coraz bardziej chaotyczny. 

Domowe oczyszczacze powietrza? Modny temat. 

Filtry z węglem aktywnym – to substancja o niezwykle dużej powierzchni w stosunku do masy, 500 do 2000 m2 na gram – działają. Oczywiście, niektóre lepiej, inne gorzej. Jeżeli chodzi o maseczki do chodzenia po mieście, wiele modeli jest ściemą, a na pewno takie szpitalne. 

Czyli Japończycy popylający po świecie w maskach oszaleli? 

Nie! Zacznijmy od tego, że chodzą w maskach nie z powodu zanieczyszczeń, ale dlatego, że nie chcą zarażać, gdy są przeziębieni. Kwestia kultury. Po drugie – porządne maski są wskazane. 

A 5G nas zabije? 

Nie zabije. Ani 3G, ani 4G, ani 5G. Oczywiście, jeśli eksperyment doprowadzimy do ekstremum, udowodnimy, że takie promieniowanie może być szkodliwe. Skutki długofalowego działania takich dawek, z jakimi mamy i będziemy mieć do czynienia, nie są i nie będą negatywne, a może wręcz przeciwnie. Sprawdziły to już potężne laboratoria. Skażenie powietrza promieniowaniem elektromagnetycznym to bzdury! 

Staniemy na Marsie za naszego życia? 

Tak, głównie dzięki prywatnemu kapitałowi. 

Więcej o: