Naprawdę jest taki zawód: rolnik konopny

W młodości zaangażowany w ruch prolegalizacyjny, dziś jest poważnym biznesmenem konopnym. No, nie do końca poważnym - to jedyny gość na branżowej konferencji bez garniaka. I nie do końca biznesmenem, raczej rolnikiem eksperymentatorem. Jego Kombinat Konopny ma przywrócić Polsce utracone miejsce w czołówce przemysłowej uprawy konopi włóknistych.

Po co ci hektary tej wielkiej zielonej maryhy?! 

Konopi włóknistych. Naszym celem jest robienie odzieży. Aby konopie mogły stać się fajną skarpetką. To nie oznacza branży modowej, tylko rolniczą. Chcemy doprowadzić do tego, by taka produkcja była wykonalna technicznie. I branża modowa z naszych konopi skorzysta. A że ta roślina jest wielozadaniowa, sprzedajemy też susz kwiatostanu oraz zioła. Na zdrowie i dobry nastrój! 

Gdzie jesteśmy z tą skarpetą? 

Na ten moment konopie włókniste, owszem, są włókniste, lecz bardziej kojarzą się z produkcją sznurka, liny, worka na ziemniaki. Z worka na ziemniaki wytniesz skarpetkę, ale nie będziesz chciał jej nosić. Myślę, że potrzebujemy ze trzech sezonów, by odtworzyć i stworzyć na nowo metody produkcji wysokiej jakości tekstyliów konsumenckich. To oznacza np. dobór odmian. Bo konopie konopiom nierówne, tak jak z psami – może być rottweiler, może być dalmatyńczyk, może być pekińczyk. To także wybór czasu i metody siewu oraz zbioru. Nasz kombinat jest laboratorium na otwartym powietrzu. Na polu. I nie mogę go podzielić na 10 tysięcy poletek o powierzchni 2 m2. Maszyna, żeby się rozpędzić i wjechać między rośliny, potrzebuje z pół hektara. Nasze jednostki testowe to kilkanaście pól o powierzchni minimum pół hektara do hektara. 

Sezon pierwszy zakończony. 

Teraz mam pod wiatą parę ton włókna, ale to ciągle nie jest skarpetka. Czeka nas etap zmiękczania i kotonizacji, czyli „robienia bawełny”. Nie zamierzam negować wiedzy całej branży włókienniczej z ostatnich 50 lat – i tak sporo rzeczy stawiam na głowie i robię inaczej. Przeciwnie, chciałbym na tym materiale pracować maszynami bawełniarskimi z czasów, gdy Polska była producentem tekstyliów. Kupujemy złom i chińszczyznę, testujemy, co się dzieje, jak się miesza takie włókno z innym. Konopie z wełną czy lnem. 

Czyli teraz trwa... rzemieślnicza produkcja przędzy? 

Takie zabawy rzeczywiście są pasją mojej wspólniczki i prezeski zarządu Kombinatu Konopnego Aleksandry Olszewskiej – hobbistycznie zajmowała się robieniem na kołowrotku. Obecnie przeprowadzamy rzemieślnicze symulacje: „Co by było, gdyby...”. Biorę próbkę konopi z jednego poletka, testuję zmiękczanie enzymem. Nie puszczę tego na maszynę, tak jak nie odpala się elektrowni węglowej, by podładować komórkę. Docelowo chcemy działać na „małą skalę przemysłową”. 

Sprowadzasz XIX-wieczne machiny z Łodzi? 

Takie służą już tylko do ozdoby. Ale mam kilka maszyn z ubiegłego wieku. Nawet nie wiem, czy polskich, radzieckich, czy niemieckich. Korzystamy i z OLX-a, i z branżowych serwisów zajmujących się likwidacją upadłych fabryk. Goście kupują w cenie złomu to, czego nie rozkradziono. Restaurują. Odsprzedają. Maszyny lekko steampunkowe – jak na nie patrzysz, nie myślisz „ekologia” – ale w ten sposób wracają do życia. 

PRZECZYTAJ TEŻ: Naprawdę jest taki zawód: pan fizyk od eksperymentów

Po polu i Facebooku Kombinatu też jeżdżą maszyny z minionej ery. Piękne kombajny. 

50-letnich samochodów nie da się używać do pracy, ale 20-, 30-letnich owszem! Naszą gwiazdą jest bizon po paru przeróbkach. Mogłem się z tobą spotkać w Warszawie, bo przyjechałem tu na branżową konferencję biznesową. Kilkaset osób, sami krawaciarze. I istnieje taka branżowa teoria, że do zbioru konopi należy kupić specjalny kombajn. Za milion euro – takie jeżdżą po Holandii. Tylko jeśli ja zapłacę milion euro, ostatecznie zapłaci je klient. Takie wyroby tekstylne można już kupić, ale są koszmarnie drogie. 

W Polsce? 

Na świecie. W Polsce są produkty z Chin. Nie do końca wiadomo, z czego zrobione. Bardzo lubię pracować z Chińczykami, ale reprezentują podejście: „A co pan chce, żeby było na metce?”. Wracając do bizona – kosztuje 20 czy 30 tys. zł, tyle co używane auto. I robi robotę. Owszem, zrywają się paski, zapycha filtr, ale do moich pól eksperymentalnych to sprzęt wystarczająco wydajny. Nie boję się dopuścić do niego ludzi ze szlifierkami i spawarkami. Jeśli wieczorem wymyślę sobie np.: „A co by było, jakby tu zrobić dziurę, a tam dostawić blachę” – na drugi dzień mówię to chłopakom i widzę, jak to się dzieje w realu. 

Rozumiem, że możesz zbierać, czym chcesz, i nie wejdzie Unia z regulacją krzywizny banana. Ale nie możesz zbierać, czego chcesz, prawda? 

Reguluje mnie katalog dozwolonych odmian konopi. Nie mogę sobie przywieźć roślinki z Mołdawii, gdzie sobie rośnie wesoło w przydrożnym rowie, i zasadzić. To sześćdziesiąt parę pozycji – i z tych korzystam. Nawet minimalnie za duża zawartość THC może spowodować problemy. Pomagam szczęściu, unikając problemów. 

Jakie odmiany są legalne, o jakiej zawartości mowa? 

Ustawodawca w Polsce stwierdził, że konopie włókniste to rośliny, w których THC jest poniżej 0,20%. Wszystko powyżej to marihuana, nawet jak ma 0,21%. Porządny sort to 10-20%, więc te przepisy to lekka histeria. W wielu krajach jest 0,5% albo i 1% i się nikomu krzywda nie dzieje. De facto połowy z tych „legalnych” odmian i tak nie można więc u nas stosować. 

Ale poza tym państwo wam nie przeszkadza w działalności? 

Nie, trzy papierki na krzyż. 

Za tobą jeden sezon i dwa zbiory. 

Ostatni w połowie października – zrobiłem sobie prezent na urodziny. Drugi zasiew to mój oryginalny pomysł. Kombinat jest firmą eksperymentatorską. Dążąc powoli do produktu końcowego, prowadzimy prywatny ośrodek badawczy. Ciekawość jest motorem postępu tej wciąż dość niszowej branży. Jeżeli ktoś tu wchodzi z pieniędzmi, to w rzeczy sprawdzone typu olejki z CBD [o nim dalej – przyp. red.]. Tak ja zrobiłem cztery lata temu. Wtedy po wpisaniu w Allegro „olejek z CBD” wyświetlało się 20 wyników. Teraz 20 tys. I dlatego skończyła się dla mnie zabawa – to już czysta optymalizacja i zarządzanie. Nie moja para kaloszy. Wierzę, że kwestią drugiego wysiewu zainteresuję rolników. W Polsce rolnik nie jest przetwórcą. Uprawia i sprzedaje. Ja się staram wypracować dla takiego rolnika z bizonem i sieczkarnią gotowy scenariusz działania. Zbierze jęczmień czy rzepak w okolicach lipca i może spokojnie jeszcze wejść na pole z konopiami. Choć wszystkie podręczniki mówią, że nie może, bo konopie siejemy w kwietniu. I tak mu też mówią w Ośrodku Doradztwa Rolniczego. A ja mam gówniarzerską cechę, że skoro nie mogę – to spróbuję. Sprawdziliśmy. I udało się! 

Kto pisał te podręczniki? I gdzie w ogóle podziały się konopie? 

Książki są z pierwszej połowy ubiegłego wieku. Technikę uprawy determinuje odbiorca końcowy. Wtedy to był Związek Radziecki, marynarka i zbrojeniówka robiły z konopi liny. A żeby robić liny, którymi można ciągnąć czołgi, roślina musi być wysoka jak bambus, na 5 m. Im wcześniej zacznie rosnąć, tym większa urośnie. Dziś polipropylen, poliester – czy z czego tam się robi liny – jest po prostu lepszy. Tańszy. Łatwiejszy w produkcji. Więc taki przemysł konopny musiał upaść. Do tego przyczyniła się też wcześniej decyzja ONZ, która w 1961 r. w ramach walki z narkotykami stwierdziła, że konopie to zło, wszystkie . Na wszelki wypadek zakazano. 

Zbiór konopi włóknistych
starym kombajnem, a nie
maszyną za milion euro,
to jeden z eksperymentów
Kombinatu Konopnego. Udany!Zbiór konopi włóknistych starym kombajnem, a nie maszyną za milion euro, to jeden z eksperymentów Kombinatu Konopnego. Udany! Kombinat konopny

A teraz coś tam można. I jest moda na zdrową żywność. 

Konopie to idealna roślina – do suszu, olejku czy tabletek wykorzystuje się tylko jej czubek. Do zbioru czubeczków nie trzeba uprawiać rośliny na 5 m i ciąć kombajnem za milion euro. One od lipca do października wyrosną na 1,5 m i czubeczki da się zebrać zwykłym bizonem. Plony będą trochę mniejsze, okej, ale i nakłady stukrotnie niższe. Gdy któryś z moich eksperymentów nie wychodzi – nie ma problemu, to wartościowe doświadczenie. Może nie pokażę tego na Facebooku, lecz będę mądrzejszy. 

Jakieś spektakularne porażki, którymi chciałbyś się podzielić z czytelnikami „Logo”? 

Głównymi maszynami do zbiorów są u nas sieczkarnie do kukurydzy. Kolejna sprawa, którą robimy wbrew regułom. Sprawdzałem różne terminy zbiorów. We wrześniu włókno było już na tyle zdrewniałe, że sieczkarnia – czyli bęben, który szybko kręci nożami i tnie – nie dawała rady. Jedna wybuchła, druga się spaliła. Trzecia dociągnęła. Przygoda z wybuchającą maszyną, która wyrzuciła te noże, nauczyła mnie, by się nie kręcić za blisko, gdy nagrywam filmy. 

Te konopie to jednak złośliwa roślina! 

Uczy pokory. Oddaje to, co jej dasz. Arogancja nie jest wskazana, bo staje się złośliwa. Wybuchająca maszyna była cenną nauczką. Nie ma dla mnie znaczenia, czy zbiorę tonę mniej, czy tonę więcej. I tak finansuję z własnej kieszeni – ze sprzedaży poprzedniej firmy. Nie muszę nawet wyjść na zero. Na razie to hobby, które pochłania miliony. 

Elon Musk polskiego rolnictwa konopianego! 

Nie jestem wielkim fanem, ale podoba mi się jego zabawowe podejście do biznesu. 

Jeden z portali nakręcił o was reportaż. Pani ekspertka mówiła, że zestresowane konopie mogą zawyżyć swą zawartość procentową THC. Żeby się wyluzować? 

To mechanizm zabezpieczający. Konopie tworzą to, co ustawodawca nazywa narkotykiem, w celu ochrony przed agresorem. 

W mniemaniu rośliny THC to nieprzyjemna trucizna? 

Z botanicznego punktu widzenia – chyba nie chciała, by było przyjemne. No, ale wyszło inaczej. Z włókienniczego punktu widzenia zawartość THC nie ma znaczenia, bo zbieramy, nim zakwitnie. Konopie to niby i włókno, i paździerz, i kwiat, i nasiona. Prawda, ale pojawiają się na różnych etapach. 

Popracuj ze mną u podstaw. Jak to działa? 

Najpierw włókno – gdy je zbierzesz, zabijasz roślinę, nic więcej z siebie nie da. Potem kwiat. Na końcu są nasiona – przy tym zbiorze można też ze słomy odzyskiwać paździerz. Paździerz to zdrewniałe włókno – nie nadaje się do tekstyliów, ale da się postawić stodołę. Płyty paździerzowe powstają właśnie z odpadów z produkcji konopi czy lnu. W swojej poprzedniej firmie wysłałem kilkadziesiąt tirów takiego włókna do Niemiec – było używane zamiast wełny mineralnej. Teraz cały materiał zachowuję dla siebie. 

Czyli kwiaty i nasiona zbierasz podczas drugiego wysiewu?  

Tak. Konopie to sprytna roślina – jednoroczna, na zimę umiera – dostają sygnał od słoneczka, kiedy należy kwitnąć. Nieważne, czy zasiejesz je w kwietniu, czy w czerwcu – gdy dzień się zaczyna skracać, jest czas na zakwit. Mają instynkt przetrwania, wydają potomstwo. Gdybym zasiał w październiku, wyrosłyby na 15 cm i zakwitły. Taki kwiat będzie wielkości paznokcia, nie przedramienia. Nie da tony, tylko 50 kg nasion z hektara. Ale będzie. W kwiecie koncentrują się kannabinoidy, czyli substancje, które mają wszechstronny wpływ na zachowanie człowieka. I THC, i CBD, czyli kannabidiol, substancja bez efektu psychoaktywnego. Można ją podawać chorym, nawet dzieciom. Choć mnie głównie interesuje karmienie tym zdrowych. 

Skoro nie klepie, to po co podawać? 

Coby zdrowi zdrowymi pozostali. CBD jest regulatorem funkcjonowania organizmu człowieka. To niesamowite, że istnieje coś takiego jak układ endokannabinoidowy. Receptory gotowe właśnie na kannabinoidy! I sami w sobie mamy identyczne substancje – endokannabinoidy. Znajdują się m.in. w mleku matki. Brak równowagi w układzie endokannabinoidowym bywa powodem schorzeń. Wtedy można się karmić fitokannabinoidami, czyli kannabinoidami pochodzenia roślinnego. Swoją drogą, jakbyś spojrzał na strukturę THC, wygląda niemal tak samo jak znajdujący się w mózgu anandamid nazywany molekułą szczęścia. To on ci mówi, że jesteś wesoły. Dlatego istnieją teorie takie jak Terence’a McKenny, że człowiek ewoluował dzięki substancjom psychoaktywnym. 

PRZECZYTAJ TEŻ: Szybkie randki - jak to działa? Rozmowa z organizatorem speed datingu

W jakiej formie sprzedajecie kwiaty? 

Wykorzystujemy kwiaty z drugiego zbioru, gdy roślina dzięki poczuciu schyłku szybciej zakwita. Jest tym dość zestresowana, więc zawiera sporo kannabinoidów. Robimy produkty prozrdowotne w przystępnych cenach. Wypracowałem patenty, które obniżają koszt wytwarzania. U nas 60 kapsułek ziół na dobry nastrój kosztuje 40 zł. A 20 g suszu ręcznie zbieranego kwiatostanu – 30 zł. Musiałem zająć się produkcją, bo sam spożywam tego bardzo dużo! Zapraszam na Kombinatkonopny.pl/sklep. 

Suszymy i gotowe? 

Nie ma procesu ekstrakcji – nie wyciągam z kwiatów kannabinoidów w formie olejku. Ale to coś więcej niż suszenie. Mam swój know how, to może nie jest rocket science, raczej dobre pomysły. Moje czary są efektem niewiedzy, czyli poszukiwań – nie jestem wykształcony technicznie. Bardziej niż Muskiem czuję się Kolumbem. Rejs w lewo, nie w prawo, nie było superambitny, lecz nikt tego wcześniej nie zrobił. Nasze produkty nie są dla osób poważnie chorych, już wytrąconych z endokannabinoidowej równowagi. Są dla mas, które powinny o równowagę zadbać. Z kannabinoidami jest podobnie jak z alkoholem. Możesz wypić pół litra wódki lub lampkę wina. Ja tu jestem po stronie lampki wina. 

Cała Polska bierze konopie?! 

Dokładnie, to mogłoby być moje hasło. Pół żartem, pół serio, a właściwie trzy czwarte serio. Czekam na medal od prezydenta i kontakt od NFZ. 

Na razie łożysz te miliony. Myślałeś o crowdfundingu? Konopie dobrze się klikają. 

Myślałem – tak można zdobyć grube pieniądze, jak np. Palikot z piwem. Ale chcemy być firmą, która coś robi, a nie firmą, która robi prezentacje w PowerPoincie i potem z tym jeździ po sponsorach. Wolę siedzieć w błocie na polu. Kiedy już zrobimy tę pierwszą skarpetkę i zdecydujemy się to przeskalować, by jednak szyć samemu w liczbie 10 tys. par dziennie, to będzie potrzeba kilkudziesięciu milionów i konieczne będzie dofinansowanie. Jestem spokojny, że wtedy inwestorzy sami zapukają. Gdy sześć lat temu pukałem po inwestorach, zakładając pierwszą firmę, oni pukali się w głowę. Gdzie konopie, w Polsce? Nikt nie dał pieniędzy. Kiedy udało się wypłynąć na szerokie wody, telefon się rozdzwonił. 

W obecnym biznesplanie porzuciłeś paździerz? 

Lepiej go zbronować i zostawić na polu jako nawóz. Roślina prowadzi przez parę miesięcy intensywną fotosyntezę, ściąga energię ze słońca i wrzuca ją z powrotem w glebę. Mamy sposoby na zbiór paździerza, ale potem trzeba go osuszyć, oczyścić, przewieźć – a to są ogromne objętości i ciężary. Metr sześcienny waży 100 kg. Jak to przeliczyć, trzeba by dokładać. 

Ekspert. Kiedy się poznałeś bliżej z konopiami? 

Po ich delegalizacji, czyli na początku wieku. Choć jest mniej szkodliwa od alkoholu, za posiadanie marihuany można trafić do więzienia. Nie zgadzałem się na to. I wciąż się nie zgadzam. W 2006 r. założyłem gazetę konopną „Spliff ” – już beze mnie, ale istnieje do dzisiaj – żeby ludzie mieli argumenty do przekonywania innych. Bo łatwo przekonać znajomych, ciężej z 38-milionowym narodem. Nie chcieliśmy pisać tylko o jaraniu jointów, więc zdobywałem wiedzę. Zrozumiałem, że to świetny środek przemysłowy i medyczny. Przekazywanie tej wiedzy przyniosło rezultaty po dziesięciu latach – ludzie zaczęli do mnie dzwonić, że chcą uprawiać albo wykorzystać konopie w swoim produkcie. Nie wiedziałem, co odpowiadać. W końcu postanowiłem połączyć te grupy – plantatorów z przemysłowcami. Tak powstało stowarzyszenie Hemp Lobby. Okazało się jednak, że ludzie nie chcą niczego za darmo, bo to podejrzane. Okej, niech to będzie zatem moją pracą. Postanowiłem, że zostanę rolnikiem. Choć o rolnictwie wiedziałem tyle, że są ciągniki, pole i krówki. Założyłem firmę, która ogłosiła, że kupi konopie od plantatorów. I jednocześnie da coś przedsiębiorcom. Drodzy przedsiębiorcy, chcecie konopi, zgłaszajcie się do nas, my wam wszystko ogarniemy. 

Miałeś ludzi, którzy się na tym znają? Albo kapitał? 

Zero, świeżo upieczony absolwent, ojciec dwójki dzieci. Wynegocjowałem długie terminy płatności u rolników. Brałem na krechę, by sprzedawać przedsiębiorcom, taki był pomysł. W międzyczasie w Stanach rozpoczął się szał na olejki z CBD. A moja małżonka jest doktorem chemii analitycznej, naukowcem. Spytałem, czy umielibyśmy to zrobić. Powiedziała, że damy radę. Wybłagałem trochę pieniędzy na lichwiarskich warunkach i zaraz ruszyliśmy z produkcją. Firma stała się milionerem, zatrudniała sto osób, dwa lata temu ją sprzedałem. To było przykre doświadczenie, ale nic się nie dzieje bez przyczyny. Teraz mam Kombinat! 

Kombinat też brzmi jak sto osób. Ile jest was na razie? 

Nawet nie dziesięć, rozszerzona rodzina. Chciałbym, aby tak pozostało. Dla poprzedniej firmy kupiłem bazę rolniczą pod Elblągiem na terenie byłego PGR-u, który nazywał się Kombinat Ogrodniczy. Z firmą się pożegnałem, z ziemią pozostałem. Pracujemy na peerelowskich maszynach. Nazwą świadomie też powracamy do minionych czasów. Pół wieku temu na ziemi elbląskiej konopie stanowiły 2% gruntów ornych. Ludzie tu pamiętają zabawy w chowanego w konopiach. 

Filip z konopi. Czy funkcjonujecie jak zoo? 

Nie przyjmujemy wycieczek. Ale myślimy o założeniu czegoś w rodzaju sanatorium czy konopnego ogrodu botanicznego. Bo nie da się całości kannabinoidów zamknąć w kapsułce, one latają po polu. I gdy jesteś na takim polu, po prostu dobrze się czujesz! 

Więcej o: