Maciej Musiał - wywiad dla "Logo"

Gdy dostał rolę sir Lazlo, postawił wszystkim kolejkę. Sam podkreśla, że to tylko epizod, ale - hello - ilu znacie Polaków, którzy zagrali w superprodukcji Netfliksa?

Jak się dostać do serialu Netfliksa, i to do takiej superprodukcji jak „Wiedźmin”? 

Trzeba wziąć udział w castingu. Startowałem do innej roli, ale byłem za stary. 

To chyba dla ciebie coś nowego? 

Czasem to słyszę. 

OK, ale jak to wyglądało od początku? 

Zadzwonił agent, że jestem zaproszony na casting... 

Czyli najpierw agent musiał swoją robotę wykonać, zadzwonić do producentów i powiedzieć, że ma aktora, który by się nadawał? 

Mniej więcej. Najpierw wysyłasz selftape, czyli taki domowy casting. A potem normalne przesłuchanie. Ciekawe jest to, że gra się sceny pisane specjalnie na przesłuchania, żeby nic nie wyciekło. Najczęściej chodzi też o to, żeby w tych scenkach przechodzić przez różne stany emocjonalne. Byłem tam z pół godziny, popracowałem z reżyserem castingu i tyle. 

Co powiedzieli na koniec: „Prosimy nie dzwonić, my zadzwonimy”? 

Nie pamiętam. Ale było pozytywnie. Bardzo mało grałem na tym castingu. 

Co to znaczy, że mało grałeś? 

Oszczędnie. Myślę, że to mi pomogło. 

Jak się dowiedziałeś, że cię zaangażowali? 

W pendolino. Siedziałem w Warsie i dostałem SMS-a. Postawiłem wszystkim piwo. 

Czyli warto jeździć w Warsie z aktorami. 

Mijał miesiąc od castingu, wydawało mi się, że tego nie dostanę, więc bardzo się ucieszyłem. Ale słuchaj, zacznijmy od tego, że ja w tym „Wiedźminie” gram bardzo małą rolę. 

Sam to podkreślasz. Czy nie boisz się tego, co będzie teraz w polskich mediach... 

Że ktoś powie, że jednak gram „zwłoki na płocie”? Mam to w dupie. Jestem ze sobą szczery, zadowolony z tego, co robię, i rozumiem, że to zaprowadzi mnie gdzieś dalej. Gwarantuję ci, że każdy chciałby się ze mną zamienić, byle tam być i to przeżyć. Jest taki cytat z Sapkowskiego. Zaraz go znajdę [Maciek szuka w telefonie]. O, proszę: „Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania i wahania”. 

Bezczynności? Hmm, ty powiedziałeś kiedyś, że jesteś leniwy. 

Obiektywnie nie jestem leniwy, ale myślę tak o sobie, bo wiem, że mógłbym robić więcej. 

Netflix dobrze płaci? 

Dobrze. Nie w złotówkach. 

Sir Lazlo w „Wiedźminie” to mała rola, ale za to wielki sukces? 

Co to znaczy sukces? Według mojej definicji – tak, to jest jakieś osiągnięcie. To była przygoda. Wiem, jak się kręci filmy w Polsce. Zrobiłem tu wiele projektów i w jakimś sensie to przestaje już być ekscytujące. Oczywiście jestem wdzięczny, że mogę pracować, ale takiego dreszczu emocji jak za dzieciaka już nie ma. 

Maciej Musiał - sesja dla 'Logo'Maciej Musiał - sesja dla 'Logo' ZDJĘCIA: BARTEK WIECZOREK / LAF ARTISTS MANAGEMENT STYLIZACJA: MICHAŁ KOSZEK / VAN DORSEN ARTISTS MAKIJAŻ I FRYZURA: GOR DURYAN / SAMESAME.AGENCY

A tam wchodzisz na plan i widzisz, że zbudowali całe miasto i jest nie 20 statystów tylko 300. To robi ogromne wrażenie. Ten plan był na Węgrzech? 

Tak. 

Spotkałeś tam Tomasza Bagińskiego, twórcę nominowanej do Oscara „Katedry”, który miał reżyserować przynajmniej jeden odcinek? 

Tomek był na planie cały czas. Pełnił rolę producenta kreatywnego – głównie dbał o zgodność produkcji z książką. To było dla niego priorytetem. Natomiast to, co mnie zaskoczyło, to serdeczność największych gwiazd, np. Henry’ego... 

Poznałeś Henry’ego Cavilla, który gra tytułową rolę? 

Tak. Miałem z nim jedną scenę. Jest przepiękny. Wygląda, jakby ktoś go narysował. Jest też szalenie serdeczny i wybitnie sprawny. Widziałem jego scenę kaskaderską. Był tak dobry, że kaskaderom głupio było pokazywać układy, bo on i tak robił je lepiej. Pomyślałem wtedy, że polskim aktorom daleko do takiego poziomu profesjonalizmu, nie zawsze traktują swoje ciała jako narzędzie pracy i nie zawsze są w superkondycji. A tam aktorzy dbają, by cały czas być w szczytowej formie pod względem przygotowania fizycznego. 

Ty chyba dajesz radę. W „Wiedźminie” jeździsz konno w pełnej zbroi. Zaczniemy od koni. Czy wcześniej już jeździłeś, czy uczyłeś się tego specjalnie do serialu? 

Jeździłem, ale przyjechałem specjalnie dwa tygodnie przed zdjęciami, by codziennie trenować. Pracowałem ze świetnym gościem, który jeździł z Jimmym Foksem, Taronem Egertonem czy właśnie z Henrym [Cavillem – przyp. red.]... Nie wiem, czy uczyłeś się jeździć konno, ale w Polsce instruktorzy co chwila cię poprawiają, żebyś wyglądał jak jeździec na zawodach, zwracają uwagę na każdy milimetr ciała: „Klatka do przodu, pięty do dołu” itd. A Laszlo uczył tak, żeby jazda była po prostu frajdą, żebym umiał zrobić na tym koniu wszystko. Dzięki temu jeżdżąc codziennie rano pod Budapesztem, myślałem sobie: „Masz, chłopie, dobre życie”. 

A zbroja nie doskwierała? 

Dodawała skrzydeł. Żartuję. Była ciężka i naprawdę trudno wchodziło się w niej na konia. 

Zdarza się, że Polacy grających w zagranicznych produkcjach są dubbingowani przez innych aktorów, a ty w „Wiedźminie” mówisz swoim głosem, prawda? 

Tak. Potrafię wyćwiczyć kwestie tak, żeby akcentu prawie nie było. 

Trenujesz to, ucząc się na pamięć monologów z hollywoodzkich hitów... 

Też, ale głównie pracuję z gościem, który zbija mi akcent. 

Więc teraz mówisz jak londyńczyk albo bostończyk? 

Nie. Żeby stracić akcent, musiałbym tam mieszkać. 

Odchodząc od tematu serialu, chciałbym zapytać, czy zachowałeś sobie jakiś rekwizyt z planu. 

Kosmyk włosów Henry’ego Cavilla. 

Widzę, że jesteś fanem. A pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z pierwowzorem, czyli książkowym Geraltem? 

„Wiedźmina” poznałem przez gry komputerowe. Książkę przeczytałem jedną. 

Ale twojego bohatera, sir Lazlo, w niej nie ma? 

Nie ma. 

Od której gry zacząłeś? 

Od trzeciej części. 

Jesteś zapalonym graczem? 

Raczej nie. Choć kiedyś przegrałem trzy lata w „Counter Strike’a”. Dosłownie przegrałem. Nie robiłem nic innego. 

Ile miałeś wtedy lat? 

Dwanaście. 

Byłeś uzależniony od gier? 

Tak. Grałem do bólu. Potem na szczęście inne rzeczy zaczęły mnie interesować. 

Ciekawe, bo występować zacząłeś o wiele wcześniej. Pierwszy raz zagrałeś w reklamie... 

...soku Cappy. Miałem siedem lat. Tata, który jest aktorem, zabrał mnie na casting i dostałem się. Na planie miałem mniej dubli niż on. 

Twój tata też tam wystąpił? 

Tak, ojciec z reklamy to mój prawdziwy tata. Zgarnąłem podwójną kasę. 

Dostałeś te pieniądze do ręki? 

Co ty. Kieszonkowe i elo. 

A pamiętasz, na co wydałeś pierwsze pieniądze, które zarobiłeś i które już dostałeś? 

Pamiętam, jak miałem z 10 lat, patrzyłem na hamburgery w knajpie i myślałem sobie, jak by było fajnie, gdybym kiedyś nie musiał wybierać, czy kupię sobie frytki, czy hamburgera, tylko mógłbym zamówić wszystko, co chcę. Więc pewnie za pierwsze pieniądze kupiłem i frytki, i hamburgera. 

Ja pierwszy raz zobaczyłem cię w „Ojcu Mateuszu”. Tam też trafiłeś z castingu? 

Tak. Tylko na początku powiedzieli, że jestem za stary, i wybrali kogoś innego. Ale gość nie sprawdził się na planie, więc zadzwonili i powiedzieli, żebym wsiadał w tym momencie do samochodu i jechał do Sandomierza. Akurat byłem w kinie na „Hancocku”. Do dziś nie wiem, jak się kończy. 

PRZECZYTAJ TEŻ: Remigiusz Mróz - wywiad dla "Logo"

„Rodzinka.pl” to też było z castingu? 

Tak. 

Zmierzam do tego, czy jesteś już na etapie, że ktoś dzwoni z propozycją roli specjalnie dla ciebie? 

Do większych produkcji zawsze są castingi. Lubię je. 

To jakiś rodzaj rywalizacji? 

Może, ale będąc po drugiej stronie przy „1983”, gdzie zdarzało mi się wybierać aktorów, zrozumiałem, że najczęściej nie chodzi o to, czy zagrasz dobrze czy źle. Chodzi o to, czy ty jesteś tą postacią i czy pasujesz do tej historii. I to ściąga ze mnie presję. 

Maciej Musiał - sesja dla 'Logo'Maciej Musiał - sesja dla 'Logo' ZDJĘCIA: BARTEK WIECZOREK / LAF ARTISTS MANAGEMENT STYLIZACJA: MICHAŁ KOSZEK / VAN DORSEN ARTISTS MAKIJAŻ I FRYZURA: GOR DURYAN / SAMESAME.AGENCY

A na castingu do „Wiedźmina” to, że już miałeś doświadczenie z Netflliksem, pomogło ci dostać tę rolę? 

Spytaj ich. 

Oczywiście nawiązuję do pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, gdzie nie tylko zagrałeś jedną z głównych ról, ale byłeś też producentem wykonawczym. Co właściwie robi producent wykonawczy? 

To takie dokładne tłumaczenie executive producer. Chodzi o kreatywne zaangażowanie w cały proces produkcji. Jak Matthew McConaughey i Woody Harrelson znajdują Nica Pizzolatto [scenarzystę – przyp. red.] i robią serial „True Detective”, też są executive producers, bo sprawili, że ten projekt powstał. 

Ty znalazłeś Joshuę Longa, z którym napisaliście „1983”. Przy okazji tamtego serialu mówiłeś, że masz kolejne pomysły na filmy. Możesz coś zdradzić? 

Wolę nie. Ale pracuję między innymi z Witkiem Szabłowskim. To drugi Polak po Ryszardzie Kapuścińskim, którego wydaje Pinguin Random House. Jednak wolę nie opowiadać, tylko poczekać, aż coś się wydarzy. 

Grasz, piszesz, lecz dorabiasz także jako konferansjer. Czy prowadziłeś jakąś dziwną imprezę? 

Nie sprzedaję garnków. 

Dopytuję, bo Marcin Prokop opowiadał, jak po imprezie, którą prowadził, zabrali go do piwnicy, a tam boss wyciągnął torbę białego proszku i zapytał, czy tak mogą się rozliczyć. 

Mam bardzo dobry management, który to organizuje. Eventy, nie proszek. 

Czy ktoś kiedyś cię z kimś pomylił? 

Czasem dziewczyny mylą mnie ze swoimi chłopakami. 

Jesteś jednym z prowadzących w „The Voice of Poland”. Nie za dużo was tam? Ja śmieję się, że jakby jeszcze troje konferansjerów zatrudnić, to ci śpiewający uczestnicy nie byliby wam już do  niczego potrzebni. 

Nie wiem. Nie mnie to oceniać. 

Czerstwe dowcipy, które tam rzucasz – sam je wymyślasz czy ktoś je pisze? 

Ktoś wymyśla, ale ja bardzo lubię, że one są czerstwe. Powiem więcej: im są bardziej czerstwe, tym bardziej je lubię. 

PRZECZYTAJ TEŻ: Jakub Gierszał - wywiad dla "Logo"

W ten sposób naturalnie przeszliśmy do twojego samochodu. VW golf z 1981 r. już się zepsuł? 

Dlaczego miałby się zepsuć? Po prostu nie jeżdżę nim zimą. Jest w garażu. 

Już traktujesz go jako oldtimera? 

Youngtimera. To nie jest samochód na co dzień. Ale jeżdżę nim w wakacje. 

To sentyment czy inwestycja? 

Miłość. 

Myślę, że 30 lat temu wszyscy by ci zazdrościli. 

Dalej zazdroszczą. 

Jest jeszcze jedna rzecz w twoim życiorysie, która mnie zastanawia. Studia. Ale nie aktorskie. Przez rok studiowałeś filozofię. Musisz się z tego wytłumaczyć. Co ci strzeliło do głowy? 

Myśl może niesamowicie inspirować. 

Czemu więc wytrwałeś tylko rok? 

Praca. Trzeba było czytać dziesiątki książek, a robiłem wtedy „Krew z krwi”. Nie dałem rady. Ale może kiedyś wrócę. 

Może wrócisz jak na okładkę „Logo”. Byłeś już w 2016 r. i wówczas w numerze mieliśmy duży materiał o drinkach. W tym wydaniu bar to temat numeru. Ciekawy przypadek... Wtedy redaktor zapytał, jakiego drinka lubisz. Pamiętasz, co odpowiedziałeś? 

Gin z tonikiem? 

To podałeś, gdy skrytykował twój pierwszy wybór. 

Wódkę z colą? 

Blisko. Whisky z colą. Czy po 3,5 roku coś się zmieniło pod tym względem? 

Teraz piję chivasa. Z lodem. 

A jakieś bardziej wymyślne drinki? 

Uwielbiam Warsaw Slinga. Sieć Raffles tam, gdzie otwiera kolejne hotele, tworzy nowe drinki. Pierwszy był Singapur i tam powstał Singapur Sling, który trafił do kart barowych na całym świecie. Otwierając Hotel Europejski, zrobili nam naszego – Warsaw Slinga. Każdy sling jest na ginie. To, co wyróżnia polskiego, to ananas i piernik. Brzmi bardzo słodko, ale to wybitnie delikatny i subtelny drink. Hotel Europejski to jedyne miejsce, gdzie można go wypić, więc jeśli chciałbyś kiedyś spróbować, to polecam. Przepiękny bar i bardzo dobrzy barmani. 

Widzę, że znasz się na tym. 

Coś tam wiem. Mój przyjaciel Josh, ten od „1983”, uwielbia koktajle, więc podpatrywałem. 

Podczas tamtego wywiadu do „Logo” zapowiadałeś, że idziesz do szkoły aktorskiej. Teraz masz ją za sobą. Jak szkoła cię zmieniła? 

Myślę, że decyzja o wyprowadzce z Warszawy do Krakowa na Akademię Sztuk Teatralnych była jedną z najlepszych decyzji w całej mojej karierze. Szkoła dała mi bardzo dużo. Oczywiście były też trudne momenty. Na początku chłonąłem wszystko, co było mówione w szkole, potem chciałem z niej uciec, dziś jestem wdzięczny za to, co mi dała. 

Maciej Musiał - sesja dla 'Logo'Maciej Musiał - sesja dla 'Logo' ZDJĘCIA: BARTEK WIECZOREK / LAF ARTISTS MANAGEMENT STYLIZACJA: MICHAŁ KOSZEK / VAN DORSEN ARTISTS MAKIJAŻ I FRYZURA: GOR DURYAN / SAMESAME.AGENCY

Czy teraz, oglądając filmy, seriale i programy, w których grasz, analizujesz, co można zmienić? 

Nie lubię tego robić, ale wiem, że warto. Chowam się za poduszką, zagryzam zęby i oglądam. 

A jak w ogóle oglądasz seriale – dawkujesz sobie odcinki czy puszczasz wszystkie jeden po drugim? 

Pierwszy sezon „True Detective” puściłem, żeby usnąć, a o 7 rano wyszedłem na zajęcia nie przespawszy ani sekundy. Jeśli mogę też coś polecić, to „Master of None”. 30-letni nowojorski aktor zmaga się ze swoją karierą, z miłością, z przyjaciółmi i samym sobą. Genialny serial. Każdy odcinek mógłby być osobnym filmem. A drugi sezon to absolutne dzieło sztuki, które co chwila zaskakuje. Jest między innymi 10-minutowa scena bez żadnego dźwięku (!), bo przez chwilę śledzimy głuchoniemą bohaterkę. Nie mam wątpliwości, że jest wart zobaczenia, szczególnie że Polska staje się społeczeństwem wielokulturowym, a to jeden z tematów serialu. Polecam. 

PRZECZYTAJ TEŻ: Bartłomiej Topa - wywiad dla "Logo"

Zbliżamy się do końca. Pamiętasz swoją ostatnią walkę na pięści? 

Tak, odrzuciłem miecz i postanowiłem walczyć na gołe pięści ze smokiem. Szybko zginąłem, ale na szczęście miałem zasejwowaną grę. A tak szczerze, to jestem pacyfistą. 

OK, bo mam pytania bokserskie, na szczęście dotyczące aktorstwa. Robert DeNiro do roli we „Wściekłym byku” przytył niemal 30 kg. Czy ty byłbyś gotowy na podobne poświęcenie? 

Pewnie. Tylko musiałbym mieć poczucie, że warto. Nie zrobiłbym tego do projektu, w który bym nie wierzył. To zależy też od momentu życiowego – gdybym miał rodzinę, żona byłaby w ciąży, pewnie inaczej bym do tego podchodził... 

Akurat wtedy byłoby ci najłatwiej przytyć. Dam też inny przykład: Mickey Rourke miał dosyć ról ładnego chłopca, więc został zawodowym bokserem. Czy tobie coś takiego nie chodzi po głowie? 

By zostać bokserem? 

Nie. Czy nie doskwiera ci łatka „ładnego chłopca” na tyle, byś zapragnął celowo się oszpecić? 

Nie skupiam się na tym. Wiem, o co ci chodzi, ale moje wybory okrążają tę łatkę. Przynajmniej próbuję tak robić, ale nie walczę z tym. Gdy szedłem do szkoły aktorskiej, to chciałem mieć brodę i wyglądać jak Tom Hardy, a dzisiaj lubię Maćka, którym jestem. 

Więcej o: