Od klęski do sukcesu. Dlaczego nie warto zrażać się porażkami?

Porażka? Zdarza się każdemu. Nic wielkiego, otrzepujesz się, wstajesz i idziesz dalej. Ale 5126 porażek z rzędu? Wydawałoby się, że to już klątwa lub opętańczy upór. Okazuje się, że to recepta na zarobienie miliardów.

Właśnie 5126 nieudanych prototypów zbudował w garażu James Dyson. Zanim zbudował ten jeden, który dał mu sławę i pieniądze, zdążył stracić wszystkie swoje oszczędności. Chyba było warto – prototyp nr 5127 pozwolił mu założyć firmę, która dziś sprzedaje na całym świecie luksusowe odkurzacze, suszarki i wentylatory. On sam ma 5 mld dol. i dwa gigantyczne apartamenty w Singapurze.

Podobne historie o ludziach, którzy podnieśli się z klęski, żeby odnieść spektakularny sukces, są często sprzedawane jako chwalebne wyjątki, jako memy wysyłane znajomym, którzy właśnie zawalili coś naprawdę spektakularnie. „Patrz, nieważne, że wylali cię z pracy za lenistwo, a żona cię rzuciła” – Walta Disneya wyrzucono z pracy w gazecie za „brak wyobraźni i dobrych pomysłów!”. Najnowsze badania pokazują, że klęska to nie jest wyjątek. Przeciwnie, może być nieodzownym elementem sukcesu.

Co mają granty i inwestycje do zamachów?

„Poniosłem 5126 porażek, ale uczyłem się na każdej z nich. To dzięki temu znalazłem rozwiązanie. Nie mam problemu z porażkami” – mówił James Dyson w wywiadzie dla „Fast Company”. „Zawsze uważałem, że dzieci w szkołach powinny dostawać stopnie na podstawie tego, ile porażek poniosły. Dziecko, które próbuje dziwnych nowych rzeczy i doświadcza wielu porażek, jest prawdopodobnie bardziej kreatywne”.

PRZECZYTAJ TEŻ: Jak zrobić porządek ze swoją karierą?

Badania zespołu Northwestern University z Illinois wydają się to potwierdzać. Naukowcy zbadali trzy, wydawałoby się zupełnie różne, zjawiska. Prześledzili losy 776 tys. aplikacji o granty badawcze złożonych w Narodowym Instytucie Zdrowia między 1985 a 2015 r. Sprawdzili losy inwestycji dokonywanych w ciągu ostatnich 46 lat przez fundusze inwestycyjne. Wreszcie, co sami uznali za najmniej konwencjonalną próbę, przeanalizowali 170 tys. zamachów terrorystycznych dokonanych między 1970 a 2017 r. Chcieli na tej podstawie stworzyć matematyczny model, który mógłby zawczasu przewidywać prawdopodobieństwo sukcesu bądź klęski danego przedsięwzięcia. Wśród naukowców ci, których złożone na początku kariery wnioski grantowe były odrzucane, w ciągu następnego 10-lecia mieli aż o 6% większą szansę na opublikowanie czegoś naprawdę przebojowego. Ci, którzy na początku przegrali, ale walczyli dalej, odnieśli większy sukces niż ci, którym od początku się układało. Wniosek? Nie ma zwycięzcy, który na początku nie byłby przegranym. Klęska wydaje się nieodzownym elementem i prekursorem sukcesu, ale – co ważne – nie każdy przegrany staje się zwycięzcą.

Podnieś się szybko, ale z głową

Różnicą między tymi, którzy upadają tylko po to, żeby się podnieść i wygrywać, a tymi, którzy po prostu raz za razem lądują twarzą w błocie, nie jest wcale wytrwałość. Ci spośród badanych, którzy odnieśli sukces, i ci, którzy ostatecznie ponieśli klęskę, przeprowadzali mniej więcej taką samą liczbę prób.

„Próbowanie raz za razem daje cokolwiek tylko wtedy, gdy uczysz się z poprzednich porażek” – pisze prof. Dashun Wang, główny autor badania. „Musisz pracować mądrze, a nie ciężko. Ustalić, co działa, a co nie działa, i skupić się na obszarach wymagających poprawy, zamiast miotać się i zmieniać wszystko. Ludzie, którzy ponieśli klęskę, nie pracowali mniej od tych, którzy odnieśli sukces. Mogli wręcz pracować więcej. Ale dokonywali większej ilości zbędnych zmian”.

Walt Disney był 59 razy nominowany do Oscara i zdobył 22 statuetki,
ale na początku kariery, w wieku 22 lat, został wyrzucony z 'The Kansas
City Star', bo był 'mało kreatywny', a jego pierwsza firma Laugh-o-gram
Studios zbankrutowała.Walt Disney był 59 razy nominowany do Oscara i zdobył 22 statuetki, ale na początku kariery, w wieku 22 lat, został wyrzucony z 'The Kansas City Star', bo był 'mało kreatywny', a jego pierwsza firma Laugh-o-gram Studios zbankrutowała. / ASSOCIATED PRESS/East News

Jednym z kluczowych wskaźników z góry sugerujących, czy kolejne podejście przyniesie sukces, czy klęskę, jest czas, który upływa między kolejnymi próbami. Powinien zdecydowanie się skracać: każda kolejna próba powinna następować szybciej niż poprzednia. Im prędzej się podnosisz i próbujesz znowu (ucząc się na poprzednich potknięciach), tym większa szansa, że odniesiesz sukces. Długie przerwy na lizanie ran tylko zwiększają prawdopodobieństwo porażki.

PRZECZYTAJ TEŻ: Rozmowa o pracę przez internet. Jak się przygotować?

Ale… Łatwo się mówi, prawda? W rzeczywistości porażka w zupełnie naturalny sposób prowadzi do zmęczenia, frustracji, utraty motywacji a może nawet statusu wśród kolegów. Zawsze powtarzamy sobie, że nie powinniśmy rezygnować ze swoich celów tylko dlatego, że coś poszło źle, ale prawda jest taka, że bardzo często traktujemy porażkę nie jako impuls do samozastanowienia i rozwoju, tylko do rezygnacji i zmiany kierunku. To samo w sobie nie jest złe, ale pamiętaj, że wyruszając w nowym kierunku, zaczynasz od zera i od zera musisz zbierać doświadczenia – także te, które wypływają z porażek. A sam fakt, że nie dokończyłeś czegoś, że się poddałeś, może wisieć nad tobą jak chmura i w przyszłości wpływać na prawdopodobieństwo, że polegniesz znowu.

Cele na „NIE”

Pierwszym etapem radzenia sobie z porażką powinno być zastanowienie się, co dokładnie poszło nie tak. Każda klęska powinna być pretekstem do przeprowadzenia długiej i szczerej sekcji zwłok projektu, który się zawalił. Co dokładnie poszło nie tak? Co wyszło dobrze? Co następnym razem zmienić? Nie możesz zakładać, że wszystko pójdzie rewelacyjnie, bo nie pójdzie: sam musisz wyciągnąć wnioski, sam musisz zmienić swój projekt, tryb pracy czy wreszcie własne podejście do pracy i do klęski. Weź odpowiedzialność za swoje błędy, ale nie daj się im przygnieść. Zastanów się, dlaczego porażka cię zabolała. Bo oddaliłeś się od celu? Przybliżysz się do niego znów, jeśli wyciągniesz z niej właściwe lekcje. Bo inni widzieli, że przegrałeś, i obawiasz się, że uważają cię teraz za gorszego? Przecież każdy z twoich kumpli lądował twarzą w błocie. Niby dlaczego mieliby być od ciebie lepsi?

Jedną ze sztuczek na poradzenie sobie ze strachem przed porażką jest, wymyślone początkowo na potrzeby sprzedawców, wyznaczanie sobie celów na „nie”. Pracujesz na infolinii i masz sprzedać, powiedzmy, dwa pakiety polis ubezpieczeniowych? Nie wyznaczaj sobie celu „sprzedam dziś dwa pakiety”, tylko „10 razy usłyszę dzisiaj »nie«”. W ten sposób kolejne odrzucenia będą nie oddalały, ale przybliżały cię do wyznaczonego celu. Słowo „nie” przestaje cię okaleczać, a zaczyna być po prostu krokiem na drodze do celu. Tak samo możesz podejść do większości zadań: od pisania („nie, nie weźmiemy tego tekstu”) do szukania inwestora dla swojego start-upu („nie, to nie dla nas, powodzenia”). „Nie” w takim systemie to nie klęska, ale kolejny, niezbędny etap. Co więcej, jeśli za cel wyznaczasz sobie słowo „tak”, masz motywację do tego, by natychmiast po tym, jak je usłyszysz, osiąść na laurach. Zakładając, że musisz wyrobić kwotę „nie”, nie dajesz sobie takiego komfortu i potencjalnie dochodzisz o wiele dalej.

Efekt Hemingwaya

Prof. Emmanuel Manalo, psycholog z Uniwersytetu Kyoto, i prof. Manu Kapur ze Szwajcarskiego Federalnego Instytutu Technologii w Zurychu sprawdzili, co wpływa na to, czy chcemy po raz kolejny podjąć się zadania, którego nie udało się nam z sukcesem zakończyć. Kazali studentom napisać esej. Połowa dostała wyraźne instrukcje, jak esej ma wyglądać i jak powinni podejść do jego pisania. Druga połowa została zostawiona sama sobie. Obu grupom naukowcy przerwali, zanim ich eseje były gotowe.

PRZECZYTAJ TEŻ: Jak skutecznie szukać wymarzonej pracy?

Okazało się, że grupa, która dostała wyraźne instrukcje, była bardziej zmotywowana do tego, żeby dokończyć swoje eseje, niż ci, którym nie dano żadnych wskazówek – nawet, jeśli ci drudzy byli bliżsi ukończenia pracy. Według naukowców wiedza na temat tego, jak skończyć, była istotniejszym czynnikiem mobilizującym niż to, czy koniec był bliski. Nazwali to efektem Hemingwaya: autor twierdził, że nigdy nie wstaje od maszyny do pisania, dopóki nie wie dokładnie, co dalej wydarzy się w pisanej historii. W ten sposób unikał syndromu białej kartki, gdy następnego dnia wracał do klawiatury. Tak samo jest w przypadku każdej innej czynności: jeśli wiesz dokładnie, co masz zrobić, czekające cię zadanie przestanie wydawać się przeszkodą nie do przejścia. Bez względu na to, czy masz napisać powieść, przygotować raport kwartalny, wyrobić normę sprzedaży czy zamontować okna w domu. Jeśli wiesz, co masz robić, a wiedzę wynosisz także z poprzednich porażek, nie dasz się zblokować swoim lękom. Są zapewne ludzie, którym takie podejście przychodzi naturalnie, ale są w zdecydowanej mniejszości. Radzenie sobie z porażką jest umiejętnością jak każda inna i jak każda inna umiejętność wymaga treningu. Jeśli całe życie uciekasz przed potknięciami i bardziej boisz się przegranej niż stania w miejscu, nie wygrasz, bo nigdy nie zdołasz przełamać tego strachu. Z odwagą jest jak z każdym mięśniem: musisz ją ćwiczyć, bo jeśli jej nie używasz, powoli znika. Kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Kto nie uczy się na swoich błędach, tym bardziej nie.

Ernest Hemingway radził początkującym pisarzom: 'Najlepszy
moment, by przerwać pisanie, jest wtedy, kiedy idzie ci całkiem dobrze
i wiesz, co się wydarzy dalej. Jeśli tak będziesz robić każdego dnia,
nigdy nie będziesz miał twórczej blokady'.Ernest Hemingway radził początkującym pisarzom: 'Najlepszy moment, by przerwać pisanie, jest wtedy, kiedy idzie ci całkiem dobrze i wiesz, co się wydarzy dalej. Jeśli tak będziesz robić każdego dnia, nigdy nie będziesz miał twórczej blokady'. THE HOLLYWOOD ARCHIVE / BE&W

A Dyson? Dalej ponosi porażki. W październiku jego firma skasowała projekt budowy elektrycznego samochodu, w który miliarder wpompował w półtora roku 2 mld funtów. „To nie jest klęska produktu czy zespołu” – napisał w e-mailu do pracowników. „To nie pierwszy projekt, który zmienił kierunek, i na pewno nie będzie ostatni”. A lekcje i doświadczenia na pewno będą warte więcej niż wywalone 2 mld.

Więcej o: