4 dni pracy w tygodniu. Czy to w ogóle możliwe?

Kto powiedział, że musimy pracować po 8 godzin przez 5 dni w tygodniu. Czy nie po to mamy te wszystkie roboty, internety i sztuczne inteligencje, by pracować mniej? Co powiecie na długi weekend co tydzień?

Nikt na łożu śmierci nie wzdycha: „Żałuję, że nie spędziłem więcej czasu w biurze”. Owszem, praca zajmuje ogromną część życia, ale dla większości z nas prawdziwe życie zaczyna się poza pracą. Ile czasu nam na nie zostaje?

Według danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) za 2018 r., przeciętny Polak pracuje 1792 godzin rocznie, co daje 7 godz. dziennie przez 5 dni w tygodniu. Że nie ma nawet tych 8 godzin? To średnia. Inne dane z tego badania wskazują, że co 20. z nas spędza w pracy ponad 60 godzin, tydzień w tydzień.

A miało być inaczej…

W 1930 r., w środku wielkiego kryzysu, ekonomista JohnMaynard Keynes przewidział, że stała poprawa warunków życia w krajach rozwiniętych musi doprowadzić do sytuacji, w której niekończący się kierat pracy zniknie. Keynes przewidywał, że w ciągu stulecia standard życia obywateli Zachodu wzrośnie ośmiokrotnie. A to z kolei miało sprawić, że przeciętny pracownik będzie musiał pracować jedynie 15 godzin tygodniowo, by zaspokoić swoje materialne potrzeby.

„No to się pomylił” – stwierdzisz, sprawdzając stan swojego konta czy odbierając kolejnego służbowego e-maila po godzinach, ale Keynes miał w dużym stopniu rację. Faktycznie żyjemy na zupełnie innym poziomie niż nasi dziadkowie. Ale czasu wolnego nie przybywa nam od tego ani trochę.

PRZECZYTAJ TEŻ: Od klęski do sukcesu. Dlaczego nie warto zrażać się porażkami?

Jednak kto wie, to może się wkrótce zmienić, bo coraz częściej pojawiają się głosy, że powinniśmy pracować zdecydowanie krócej. 4 dni w tygodniu zamiast pięciu. Za te same pieniądze.

Niektórzy próbują

Pierwsze eksperymenty są już za nami. Kilka firm, z Microsoftem na czele, sprawdziło, jak czterodniowy tydzień roboczy spisuje się w praktyce. A o wprowadzeniu obowiązkowego czterodniowego tygodnia zaczynają mówić politycy. Taki postulat pojawił się w programie brytyjskiej Partii Pracy przed ubiegłorocznymi wyborami. Laburzyści dostali w nich jednak srogiego łupnia, więc Brytyjczycy nie muszą się jeszcze martwić, o to jak zagospodarować dłuższe weekendy. Ale Finowie – kto wie?

Sanna Marin, obecna premier Finlandii, a wcześniej minister transportu i łączności, podczas panelu dyskusyjnego w sierpniu ubiegłego roku zasugerowała, że najwyższy czas zastanowić się nad skróceniem czasu pracy:

Czterodniowy tydzień pracy albo sześciogodzinny dzień pracy, dlaczego to miałby nie być nasz następny krok? Czy osiem godzin to prawda ostateczna? Wierzę, że ludzie zasługują na to, żeby spędzać więcej czasu z rodzinami, z ukochanymi, poświęcać go na hobby czy inne aspekty życia, takie jak kultura. To może być następny krok w naszym życiu zawodowym

– tak jej słowa relacjonuje „Helsinki Times”.

Pomysł Marin, który – co trzeba podkreślić – nie jest formalnym punktem programu rządu, został ostro skrytykowany przez opozycję. Arto Satonen z Partii Koalicji Narodowej dopytywał, czy polityczka postradała zmysły, bo z badań fińskiego Instytutu Badań Gospodarczych wynika, że to wydłużanie czasu pracy promuje konkurencyjność fińskiej gospodarki.

Czyżby? To niekoniecznie pokrywa się z wynikami innych analiz. Według przeprowadzonego w Wielkiej Brytanii badania Vouchercloud przeciętny pracownik efektywnie pracuje zaledwie przez 2 godziny i 53 minuty na dobę. A przeprowadzony wśród 3 tys. pracowników z ośmiu krajów sondaż Workforce Institute wykazał, że ponad połowa z nich jest przekonana, iż są w stanie bez problemu wykonać wszystkie powierzone im w danym dniu zadania w ciągu najwyżej 5 godzin pod warunkiem, że się im nie przeszkadza – na przykład zbędnymi zebraniami czy biurokracją. Dodajmy jeszcze, że według badania portalu Dscout pracownicy sprawdzają pocztę firmową średnio 74 razy dziennie i wniosek jest jeden: tak nie da się efektywnie pracować.

Tydzień w 4 dni

Andrew Barnes, założyciel nowozelandzkiej firmy spadkowej Perpetual Guardian, która już od dwóch lat działa w czterodniowym trybie pracy, zgadza się z tym w zupełności.

Chodzi o to, żeby pracować mądrzej, a nie dłużej. Wciąż funkcjonuje przekonanie, że praca polega na tym, że przychodzisz 5 dni w tygodniu i robisz coś od 9:00 do 17:00. Tak naprawdę ważne jest to, żeby zmienić to, co ludzie robią, kiedy już są w biurze

Słowem: mniej wygłupów, więcej koncentracji. Skupiasz się na celu i nie pozwalasz sobie na rozproszenie. Żadnego przeglądania Facebooka, żadnych plot, żadnych zakupów w sieci czy bezproduktywnych e-maili do wszystkich. Barnes twierdzi, że pracownicy jego firmy są teraz o wiele efektywniejsi i szybciej rozwiązują problemy.

PRZECZYTAJ TEŻ: Jak wybrać hobby? O lekach na zawodowy stres

To wydaje się zgadzać z danymi OECD. Kraje, takie jak Holandia (średnio 29 godzin w pracy tygodniowo) czy państwa skandynawskie (Dania i Norwegia: po 33 godziny), notują niezwykle wysoką produktywność, mimo że ich obywatele pracują mniej niż ktokolwiek inny. Najwyraźniej wypoczęty pracownik to lepszy pracownik. Kto by pomyślał.

„Jesteśmy zdrowsi i pracujemy lepiej, jeśli nie mamy szaleńczo wydłużonych godzin pracy” – mówi Bloombergowi Jan Schulz-Hofen, założyciel berlińskiej firmy software’owej Planio, która od zeszłego roku też pracuje w trybie czterodniowym. „W cztery dni nie robisz mniej, niż zrobiłbyś w pięć, bo jeśli pracujesz pięć dni w tygodniu, to wydaje ci się, że masz więcej czasu, wszystko trwa dłużej, pozwalasz sobie na przerwy czy dłużej pijesz kawę. Przy czterech dniach wiesz, że musisz być szybki i skupiony, jeśli masz mieć wolny piątek Różnica jest szczególnie widoczna w przypadku zawodów, które wymagają kreatywności.

Psycholog Adam Grant pisze w książce „Originals: How Non-Conformists Move the World”: „Im bardziej złożona i kreatywna praca, tym mniej sensu jest w zwracaniu jakiejkolwiek uwagi na godziny. Ale mimo to mit ośmiu godzin ma się dobrze. Liderzy często zakotwiczają się w przeszłości, nawet jeśli nie ma ona żadnego odniesienia do teraźniejszości”.

Zyski dla pracownika są oczywiste. Więcej czasu dla siebie, dla rodziny, na rozwijanie swoich umiejętności, na załatwienie spraw w urzędach czy na wizytę u lekarza. Mniejsze wydatki na przedszkola, opiekunki, dojazdy do pracy czy jedzenie na mieście. Pracodawcy z kolei zyskują efektywniejszych i bardziej lojalnych pracowników. Microsoft szacuje, że podczas prowadzonego przez firmę w Japonii eksperymentu z czterodniowym tygodniem efektywność pracowników wzrosła o 40%. Spadają też koszty, bo pustego biura nie trzeba ogrzewać, klimatyzować, nikt nie drukuje setek niepotrzebnych stron na firmowej drukarce. To także czysty zysk dla planety.

Argumenty przeciw

Trzeba jednak jasno powiedzieć: nie ma róży bez kolców i czterodniowy tydzień też ma wady. Dla niektórych zdecydowanie zbyt poważne, a czasami całkiem nieoczywiste. Z perspektywy firmy, zwłaszcza takiej, która musi pozostawać w stałym kontakcie z klientami, pojawia się problem zbudowania harmonogramu pracy tak, by nie zostawały w nim nieobsadzone przez pracowników dziury: mimo że ty pracujesz 4 dni, twoi klienci pracują 5 czy nawet 7. Dokładnie z tego powodu stan Utah, który w 2008 r. wprowadził czterodniowy tydzień pracy dla swoich urzędników, wycofał się z niego w 2011 r. Interesanci byli wściekli, bo w opustoszałych urzędach nie dało się nic załatwić. Podobny problem miał Goeteborg, który eksperymentował z sześciogodzinnym dniem pracy: miejscy urzędnicy byli zagonieni i przemęczeni.

Trudno też w dzisiejszych czasach zupełnie oderwać się od pracy: e-maile czy SMS-sy ciągle docierają, bez względu na to, czy pracujemy 4 czy 5 dni w tygodniu. Ucieczka od pracy jest w pewnym stopniu iluzoryczna.

Krótszy tydzień roboczy może też dla niektórych pracowników okazać się swoistą pułapką. Według Lary Vanderkam, autorki książki „Off the Clock”, spędzając mniej czasu w pracy szkodzimy swojej karierze. „Ludzie skupiają się na swoich bieżących zadaniach, ale spuszczają z oczu długoterminowe cele zawodowe” – pisze. Choćby odpuszczając spotkania z klientami i kontrahentami czy inne okazje do zawodowego networkingu. „Myślę, że zdecydowanie warto ograniczyć ilość marnowanych przez nas godzin w pracy, lecz jednocześnie w którymś momencie dochodzimy do etapu, kiedy nie możemy być bardziej efektywni, nieodpuszczając pewnych spraw, które są ważne, ale nie pilne”.

Automaty pomogą?

Mimo zastrzeżeń jest jeden bardzo poważny powód, który może doprowadzić do tego, że czterodniowy tydzień pracy stanie się rzeczywistością. Powoływał się na niego brytyjski Kongres Związków Zawodowych, apelując o pilne wprowadzenie skróconego czasu pracy w Zjednoczonym Królestwie. Powodem jest nieuchronny i niepowstrzymany postęp technologiczny. Wraz z automatyzacją, robotyzacją, wprowadzaniem coraz bardziej zaawansowanych inteligentnych algorytmów ludzie po prostu mają coraz mniej do roboty. Krótszy tydzień pracy przy tych samych zarobkach pozwoliłby pracownikom czerpać zyski z automatyzacji – a jednocześnie wymuszałby na pracodawcach, zwłaszcza na tych, których firmy pracują 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu, nie tylko niezwalnianie, ale wręcz zatrudnianie nowych. A to mogłoby uratować gospodarkę przed masowym bezrobociem.

PRZECZYTAJ TEŻ: Influencerzy, którzy nie istnieją

W 1890 r., gdy amerykański rząd zaczął to mierzyć, przeciętny robotnik pracował 100 godzin tygodniowo. Pół wieku później związki zawodowe wywalczyły 40-godzinny tydzień. Ale przez kolejne 50 lat wskazówka ani drgnęła. Dlaczego? Może też częściowo przez nas samych. Keynes miał rację: jesteśmy bogatsi niż kiedykolwiek. Ale nie docenił tego, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Pracując 15 godzin tygodniowo, moglibyśmy spokojnie żyć, ale… na poziomie z roku 1930. A na to mało kto miałby w 2020 r. ochotę. Ale kto wie – może cztery dni w robocie i trzy dni poza nią to jest właśnie ten idealny stosunek czasu pracy do wypoczynku?

Więcej o: