Mrożąca historia elektrycznej chłodziarki

Amerykańska chłodziarka Monitor-Top firmy General Electric.

Amerykańska chłodziarka Monitor-Top firmy General Electric. (Fot. Shutterstock)

Co kiedyś nazywano lodówką? Jak elektryczne chłodziarki trafiły do domów? I jaka była w tym zasługa browarów? (nie, nie chodziło tylko o to, by napić się zimnego piwa).

- Lód, lód, bloki loduuu! – zakrzyknął woźnica, zatrzymując jednokonny furgon na jednej z nowojorskich uliczek. Wóz wypełniony blokami zamarzniętej wody zostawiał już za sobą mokry ślad. A i skórzany fartuch „ice-mana” był przesiąknięty. Zbliżał się wieczór, a on rozwoził lód od czwartej rano.

- Pan pozwoli do nas – zawołała rudowłosa służąca. „Ice-man” zarzucił sobie lodowy blok na ramię osłonięte skórzanym workiem i zaniósł go do mieszkania, prosto do lodówki.

 Lodówki „unplugged”

No właśnie, to co dziś potocznie nazywamy lodówką, to chłodziarka (a częściej chłodziarko-zamrażarka) elektryczna. Nazwa lodówka zarezerwowana była dla szafki na lód, domowego odpowiednika lodowni, czyli pomieszczenia (zwykle podziemnego), które przez tysiąlecia wykorzystywano do przechowywania zapasów lodu.

 Typowa lodówka (icebox) w XIX w. wyglądała jak dwudrzwiowa szafa. Ta amerykańska zwykle zrobiona była z mahoniu lub innego drewna, a niemiecka wyłożona była kafelkami. Wewnątrz mieściła konstrukcję z mniej szlachetnego drewna obitego cynkowymi lub aluminiowymi blachami. Wolną przestrzeń pomiędzy nimi szerokości ok. 10 cm, wypełniano sproszkowanym węglem drzewnym (albo innymi materiałami, jak skóry, wełna, korek, wodorosty, trociny, filc a końcu też azbest). Zapewniało to niezłą izolację, dzięki której kilkukilogramowa bryła lodu mogła tam przetrwać przez 24 a nawet 36 godzin, jeśli do lodówki nie zaglądano zbyt często. We wnętrzu były półki na butelki, dzbanki i miski. Bryłę lodu umieszczano zwykle na górze. Pod nią była taca, z której rurą spływała roztopiona woda do miski pod lodówką. Miskę trzeba było opróżniać codziennie. Nie był to jedyny problem. Jeśli lód był z brudnej wody, zapach zgnilizny czuć było w całej lodówce.

Król lodu

W XIX wieku w miastach amerykańskiej nowej Anglii lód brano z zamarzniętych sadzawek i rzek. Przechowywano w podziemnych lodowniach, otulony wszelkimi materiałami zapewniającymi izolację. Później „lodziarze” rozwozili lód pocięty w 25-, 50-  i 100-funtowe bloki  (11, 23 i 45 kg). Lodowy biznes był na tyle opłacalny, że niejaki Frederic Tudor z Bostonu zbił prawdziwą fortunę transportując lodowe bloki z Nowej Anglii do portów na południu USA, na Karaiby, a nawet do Indii. Dzięki rozbudowanej sieci magazynów na lód, był w stanie ograniczyć straty wynikające z rozpuszczania się towary, ze standardowych 66 do 8%!. Wykosił też konkurencję, zaniżając ceny. Inni, by sprzedać swój lód musieli sprzedawać poniżej progu opłacalności albo patrzeć jak zainwestowane przez nich pieniądze topnieją. Dosłownie.

 Wraz z rozwojem przemysłu i miast, zapotrzebowanie na lód ciągle rosło. W 1879 r. w Ameryce 35 firm zajmowało się jego dostarczaniem. Dekadę później już 200, a w 1909 r. – 2 tys. Amerykanie zużywali wówczas 15 mln ton lodu rocznie, trzy razy więcej niż w 1879 r. Nic dziwnego, że zimą żadna sadzawka nie była bezpieczna. Kurczyły się naturalne zasoby lodu, gdyż rzeki i zbiorniki skąd go pozyskiwano, stawały się coraz bardziej zanieczyszczone. Trzeba było sztucznie mrozić wodę.

Ameryka, około 1910 r. Icemen, czyli dostawcy lodu. W XIX w. w USA tę pracę wykonywali głównie imigranci z południowych
Włoch. Dziś dostawcy lodu są np. wśród Amiszów.Ameryka, około 1910 r. Icemen, czyli dostawcy lodu. W XIX w. w USA tę pracę wykonywali głównie imigranci z południowych Włoch. Dziś dostawcy lodu są np. wśród Amiszów. fot. BEW

Wszystko dla browarów

Sposoby sztucznego chłodzenia znano już od 1748 r., kiedy na uniwersytecie w Glasgow, William Cullen zademonstrował, że można obniżać temperaturę otoczenia odparowując ciecze w próżni.

Jednak dopiero w XIX w. różni wynalazcy konstruowali urządzenia wykorzystujące to zjawisko. Wśród nich był John Gorrie, amerykański lekarz, który w 1842 r. zbudował maszynę wytwarzającą lód, aby za jej pomocą chłodzić chorych na żółtą febrę w szpitalu na Florydzie. 

 Do szybkiego rozpowszechnienia urządzeń chłodniczych najbardziej przyczyniły się browary. Chłodziarki , aby umożliwiały im również latem produkcję lagerów, czyli piw dolnej fermentacji, potrzebujących niższych temperatur. Pierwsza taka maszyna została zainstalowana w 1870 r. w Nowym Jorku, a 30 lat później niemal wszystkie amerykańskie browary wyposażone były już w te urządzenia.

 W 1871 r. niemiecki inżynier Carl Linde opracował system chłodzenia z wykorzystanie eteru i w tym samym roku zastosował go w browarze Spaten w Monachium. Pięć lat później zbudował pierwszą chłodziarkę sprężarkową, w której woda była zamrażana za pomocą ciekłego amoniaku. Lód cięto na bloki i wkładano do znanych już nam lodówek. Profesor Linde wkrótce porzucił pracę na uczelni i założył własną firmę produkującą maszyny chłodnicze. Do 1890 r. Linde sprzedał 747 urządzeń. W 1897 r. za swój wynalazek otrzymał tytuł szlachecki i von przed nazwiskiem.

 Głównymi odbiorcami chłodziarek były browary, ale też wszelkie fabryki przetwórstwa żywności — pierwsza chłodziarka pojawiła się w zakładach mięsnych w Chicago w 1900 r. a 15 lat później wszystkie przetwórnie używały już tej nowinki.

Chłodziarka czy dwa auta?

Pierwsze domowe chłodziarki przypominały, przynajmniej gabarytami te przemysłowe. I nawet jeśli szafa, w której chłodzono produkty spożywcze była niewielka i stała w kuchni, to obsługująca ją aparatura zajmowała np. całą piwnicę albo wręcz dobudowywano dla niej osobne pomieszczenie. Mało kto mógł sobie na to pozwolić nie tylko ze względów finansowych, ale też technicznych.

Pierwszym, który wprowadził chłodziarki na masową skalę do amerykańskich mieszkań był  Fred W Wolf junior z Chicago. Jego ojciec, Frederick J Wolf senior był entuzjastą wynalazku Lindego i nabył prawa do produkcji i sprzedaży jego przemysłowych chłodziarek na terenie USA. Syn dostrzegł większy potencjał w urządzeniach domowych i w 1913 r. wprowadził urządzenie nazwane DOMELRE od DOMestic ELectric REfrigerator, czyli domową chłodziarkę elektryczną, którą można było podłączyć do gniazdka. Urządzenie za 900 dol. (wówczas można było za to kupić dwa samochody) montowano do znanej już wszystkim lodówki, tyle, że nie trzeba było wkładać do środka brył lodu.

W 1916 r. swoją elektryczną chłodziarkę wypuściła firma Kelvinator (nazwana na cześć Kelvina, od skali temperatury i zera bezwzględnego). Zamiast na stare drewniane iceboksy postawili na powlekane porcelaną szafki. W 1918 r. sprzedali... 67 urządzeń, po 714 dol. sztuka (dziś równowartość ok. 10 tys. dol.), ale wkrótce mieli już 80% amerykańskiego rynku. Rynku ciągle niewielkiego ze względu na astronomiczne ceny urządzeń.

 Widząc potencjał rozwoju Firma General Electric zainwestowała 18 mln dol. w program stworzenia przystępnej cenowo elektrycznej chłodziarki i w 1926 r. po 11 latach eksperymentów, zaprezentowano model zwany Monitor-Top, gdyż, skraplacz w cylindrycznej obudowie umieszczony nad stalowa lodówką przypominał Amerykanom wieżyczkę słynnego pancernika z czasów wojny secesyjnej.

Chłodziarka Monitor-Top kosztowała ok. 520 dol. (7 tys. na obecne) i ustanowiła stylistykę tych urządzeń na następne dekady.

Jak pojawił się (i zniknął) freon

W 1921 r. w Ameryce wyprodukowano 5 tys. chłodziarek, a dziesięć lat później już milion sztuk, a po kolejnych 6 latach – 6 milionów. Do 1950 r. już 80% farm i 90% domów w miastach USA miało elektryczne chłodziarki. Ze wzrostem produkcji spadały ceny. W latach 20. trzeba było średnio zapłacić 600 dol., w 1929 r. już połowę tego (292 dol.), a do 1940 r. cena znów spadła o połowę do 154 dol.

Po drodze trzeba było wyeliminować jeszcze jeden mankament. W pierwszych domowych chłodziarkach jako czynnik chłodniczy stosowano amoniak (NH3), chlorek metylu (CH3Cl) lub dwutlenek siarki (SO2) – silnie toksyczne substancje. Doprowadziło to do kilku śmiertelnych wypadków w latach 20., po wyciekach z lodówek. Wówczas trzy amerykańskie korporacje: Frigidaire, General Motors i DuPont połączyły siły, aby znaleźć bezpieczniejsze rozwiązanie. Okazał się nim freon, który w przeciwieństwie do swoich poprzedników, jest bezbarwny, bezwonny, niepalny, nie powoduje korozji i, co najważniejsze, jest nietoksyczny. Opatentowano nową substancje i w 1930 r. rozpoczęto produkcję. W ciągu zaledwie kilku lat chłodziarki z freonem stały się standardem i dominowały aż do lat 90. kiedy stwierdzono, że freon powoduje niszczenie warstwy ozonowej chroniącej ziemię. W nowych chłodziarkach zastąpił go tetrafluoroetan, ale zasada jest ciągle ta sama, co na wykładzie Cullena z 1748 r.

Zobacz także
  • Monopoly dla millenialsów Monopoly dla millenialsów. "Nic nie kupisz, bo i tak cię nie stać"
  • Jak wyglądaliby bohaterowie ze znanych filmów i kreskówek, gdyby ich twórcy dbali przede wszystkim o rożnorodność płciową, rasową i religijną? Czarnoskóra, pulchna Śnieżka i niepełnosprawny Buzz Astral w hidżabie
  • Najdroższy polski obraz Oto najdroższy polski obraz. Łempicka przebiła Wyspiańskiego
Skomentuj:
Jak powstała lodówka
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy