Historia jednego przedmiotu: schody ruchome

Wchodzisz na stopień i jedziesz do góry. Proste, oczywiste. Na dworcach czy w centrach handlowych są dla nas taką codziennością, że pewnie nie zwracamy nawet na nie uwagi. A schody ruchome zadebiutowały zaledwie 123 lata temu. I to jako atrakcja w parku rozrywki.

Pod koniec XIX w. kilku wynalazców niezależnie zgłosiło patenty na schody, które same niosłyby ludzi w górę. I choć prawa patentowe im przyznano, to nikt nie stworzył nawet prototypu. Pierwszym, który zbudował działające ruchome schody, był Amerykanin Jesse W. Reno.

I jeśli jego nazwisko kojarzy się wam z miastem w USA, to nie jest to przypadkowa zbieżność. Jesse był synem generała wojsk Unii Jesse’ego L. Reno, który zginął w czasie wojny secesyjnej. Na jego cześć nazwano aż trzy amerykańskie miasta i trzy wojskowe forty. Naszym bohaterem jest jednak osierocony (gdy miał zaledwie roku) Jesse junior, który – gdy już podrósł – zaczął studia inżynierskie w Lehigh University, zdobywając specjalizację z górnictwa, a później z metalurgii. Wtedy też w jego głowie zrodził się pomysł stworzenia ruchomych schodów. Podczas studiów Jesse należał bowiem do bractwa Chi Phi, którego siedziba mieściła się na wzgórzu, ponad 100 m powyżej uniwersyteckiego kampusu. Aby się tam dostać, trzeba było pokonać 300 stopni schodów. To wystarczający powód, aby pomyśleć o jakimś usprawnieniu takiej wspinaczki.

Jesse Reno w 1891 r. złożył wniosek patentowy na „nowy i użyteczny bezustanny przenośnik”, a po 15 miesiącach otrzymał stosowne dokumenty. Budowa zajęła mu jeszcze kilka lat. W końcu w 1896 r. pierwsze ruchome schody stanęły na Coney Island na Brooklynie, wyspie zmienionej w półwysep, będącej ulubionym miejscem rozrywki nowojorczyków ze względu na liczne lunaparki.

Urządzenie nazwane wówczas „pochyłą windą”, a oficjalnie Bezustanną Windą Reno, składało się z pasa transmisyjnego zamontowanego pod kątem 25 stopni, na którym pasażerowie wjeżdżali na wysokość 7 stóp, czyli na całe 2 m i 13 cm. Zabawa i tak była przednia – w dwa tygodnie z przejażdżki skorzystało 75 tys. osób i większość z nich traktowało to jako atrakcję samą w sobie, choć w założeniu ruchome schody miały po prostu przenosić spragnionych zabawy ludzi na Old Iron Pier, czyli stare żelazne molo na Coney Island.

Schody miały też funkcję demonstracyjną – pokazywały władzom miasta, przedstawicielom metra i kolei, że taka konstrukcja może być bardzo przydatna. Jeszcze w tym samym roku ruchome schody przeniesiono i zamontowano przy wejściu na most Brookliński. Tam również stały się wielką atrakcją i gazety odnotowały, że tylko w ciągu jednej godziny skorzystało z nich 3,2 tys. osób.

Koniak dla nerwowych

Pierwsze schody ruchome w Europie zaprezentowano 16 listopada 1898 r. w sklepie Harrodsa w Londynie. Był to pierwszy projekt francuskiej firmy Piat. Skórzany pas prowadził tylko w górę – z parteru na pierwsze piętro, a do pokonania było 12 m (w pionie raptem kilka). Na wszelki wypadek na klientów, którzy odważyli się na tę „szaleńczą” jazdę, na górze czekali pracownicy sklepu z solami trzeźwiącymi i szklaneczką koniaku.

W tym czasie Jesse Reno opracowywał już system ruchomych schodów dla nowojorskiego metra, a gdy nic z tego nie wyszło, przeniósł się do Londynu, gdzie kontynuował swe dzieło, pracując nad spiralnymi ruchomymi schodami.

W 1900 r. na wystawie światowej w Paryżu pokazywano jednak jego wcześniejszy, znany z Nowego Jorku wynalazek, a także konstrukcję innego Amerykanina Charlesa D. Seebergera z drewnianymi stopniami. Temu drugiemu anglojęzyczne kraje zawdzięczają też słowo „escalator”. Ostatecznie oba patenty wykupiła firma The Otis Elevator Company, łącząc wynalazki tak, że powstała konstrukcja, jaką znamy obecnie. Otis stał się potentatem na rynku i jest dziś największym producentem wind, ruchomych schodów i samobieżnych chodników.

W święta tylko w górę

Na pięciolecie
Polski Ludowej
22 lipca 1949 r.
w Warszawie oddano
do użytku Trasę W-Z,
a wraz z nią ruchome
schody.Na pięciolecie Polski Ludowej 22 lipca 1949 r. w Warszawie oddano do użytku Trasę W-Z, a wraz z nią ruchome schody. Stanisław Dąbrowiecki / PAP

W Polsce pierwsze schody ruchome były produkcji radzieckiej i zamontowano ja na nowo otwartej Trasie W-Z w Warszawie 22 lipca 1949 r. Tak głosiła PRL-owska propaganda. W rzeczywistości takie schody pojawiły się jeszcze przed wojną w Katowicach, a tuż po niej (w 1946 r.) na Ziemiach Odzyskanych w Spółdzielczym Domu Towarowym we Wrocławiu uruchomiono poniemieckie schody ocalałe z domu handlowego braci Barasch.

Cała Polska kojarzy jednak te radzieckie schody z fabryki Mietrostroj przy Trasie W-Z, bo jazda nimi była punktem obowiązkowym większości szkolnych wycieczek. Schody miały trzy ciągi, każdy długości 30 m i wznosiły się na 12 m. Pochodząca z końca lat 40. XX w. radziecka maszynownia ważyła blisko 150 ton i zajmowała całe podziemie odbudowanej kamienicy Nowickiego (którą zresztą poszerzono o 80 cm, by zmieścić ulokowane na parterze wyjście z górnego poziomu).

Schody były włączone w dni powszednie od godz. 6 do 22 (w górę) i od 7 do 21 (w dół). Co ciekawe, w dni świąteczne jazda była możliwa tylko w górę. Regulamin „Przepisy ruchu na schodach ruchomych” miał aż 14 punktów, a wśród nich zakaz siadania na stopniach i „jazdy wielokrotnej”, czyli z góry na dół i z powrotem.

Po latach eksploatacji elementy schodów ulegały zużyciu, a o nowe na wymianę było coraz trudniej, dlatego wyłączono jeden, a później drugi ciąg, by przeznaczyć je na „dawców części zamiennych”. Gdy 30 czerwca 1997 r. doszło do awarii ostatniego ciągu, zdecydowano o zamknięciu schodów. Dopiero w 2005 r. całość wyremontowano i zamontowano nowe ruchome schody, a część starej maszynerii pozostawiono jako eksponaty.

Prędkość ruchomych poręczy

Na koniec jeszcze dwie ciekawostki. Pierwsza to szczotki umieszczone z boku stopni schodów. Wcale nie służą do czyszczenia obuwia (tak naprawdę chyba jest na nich więcej brudu niż na obuwiu). Mają zabezpieczyć nas przed stykaniem się z nieruchomymi osłonami bocznymi. Druga rzecz – być może zauważyliście, że poręcze poruszają się z inną prędkością niż schody. Nie jest to wada konstrukcyjna, ale świadomy zabieg. Ponieważ poręcz jest wykonana z materiału, który zużywa się szybciej niż stopnie, z czasem zaczyna poruszać się z coraz mniejszym oporem (coraz wolniej w górę, a szybciej w dół). Osoba opierająca się o nią mogłaby stracić równowagę. Dlatego producenci robią tak, że na schodach w górę poręcz porusza się o 2% szybciej niż schody, a w dół – o 2% wolniej.

Więcej o: