A w technologiach... Wzrrrost!

Silnik branży elektronicznej wchodzi na coraz wyższe obroty. Chcemy więcej i szybciej, a zestawienie paru liczb uświadamia skalę szaleństwa. W tym roku po raz pierwszy ludzkość kupi towary RTV i AGD za bilion dolarów. Cholerny bilion.

Liczby poznałem na rzymskiej konferencji poprzedzającej jesienne megatargi elektroniki użytkowej IFA w Berlinie. Świetna impreza. Najpierw dzień powerbrifiengów, czyli 20-minutowych popisówek firm i organizacji z branży – dla dziennikarzy z tzw. całego świata. Speed dating, przemowy muszą być zaplanowane precyzyjnie co do sekundy, zbyt krótkie pozostawiają PR-owy absmak, za długie byłyby ucięte jak słowa kandydatów na prezydenta w telewizyjnych debatach. O dziwo, ciekawsze są tablice pokazywane w ramach kontrastowo długiego ciągu prezentacji i konferencji dnia kolejnego.

Przed barwnym tłumem siadają gadające głowy związane z targami IFA, „Tinderem innowacyjności dla elektroniki”, jak to ujmują. Chodzi o orgiastyczne łączenie firm dużych ze start-upami, wynalazców z dystrybutorami, generalnie przestrzeń i czas swingowania RTV i AGD, gang bang dronów i idei. Ja tylko twórczo rozwijam metaforę, na targach byłem z osiem razy i prowadziłem się grzecznie, zero pomysłów, słowo! Bla, bla, bla – kontrola głosem, sztuczna inteligencja, coraz liczniejsze sektory smart (auto, audio, wideo, urządzenia mobilne, odkurzacze i pralki…) rozwijające się równolegle i równie innowacyjnie. Wspierają się, inspirują i – a jakże – całkiem dosłownie parują. Wręcz parzą. Wierzę, wiem, kocham.

Przejdźmy do tych liczb. Prelegenci podkreślają, że klasa średnia wydaje wciąż więcej i szybciej, i są tym zachwyceni. Ja tam się nie znam, ale czy konsumpcyjne apetyty nie grożą też globalnymi kryzysami finansowymi? W każdym razie, π×oko: skoro wydamy 1012 (rzeczony bilion), a jest nas na Ziemi 109×7,5 (miliarda), to każdy przepuści na elektrozłom – matematyka, głupcze – 1012/7,5×109. To daje jakieś 133 dolce. Czyli 500 zł, no, 500-. Wliczając niemowlaki, starców i były Trzeci Świat. Jeśli zostawimy tylko grupę w wieku produkcyjnym, robi się z tysiąc na łebka.Gdy dodatkowo odejmiemy kraje o (naj)niższym PKB, ta liczba może się nawet podwoić. Co wcale nie zaskakuje. Ogarnij się, masz prawo, chęć i obowiązek wydania na drony i głoś-niczki 2 tys. zł. Sprzęt o tej wartości to ja potrafię zamknąć w linijce tekstu.

Geograficzne zawężenie grona nabywców ma sens, bo 70% przychodów z elektroniki konsumenckiej generują Europa, Ameryka Północna oraz Chiny (glob dzielą obecnie ekonomiści; kartografowie zrobili swoje pół tysiąca lat temu – potem Wiedeń, Berlin, Jałta… – i to słabo). Ale na konferencji reprezentowany jest naprawdę świat w całej jego kolorystyce, co wybrzmiewa w sekcji pytań, skarg i zażaleń. Amerykanin obrusza się, że włodarze IFA deprecjonują formę i znaczenie jeszcze większych targów CES w Las Vegas. Japończyk pyta o metodologię badań, według których tylko 19% jego krajan wyraża zainteresowanie rozwiązaniami smart home (a np. u Chińczyków to niby 75%). Słuszna patriotyczna refleksja, kto jak nie Japonia jest smart? Odpowiedzi zabrakło (sondaże firmy GfK, chyba można wierzyć).

Mój kolega chce się dowiedzieć, dlaczego z dnia na dzień drastycznie podskoczyła cena hot dogów na ostatnich targach IFA. Ale nie udaje mu się, bo coś tam jeszcze chcą Mauritius oraz Australia. Dowiaduję się też, że iBrainsi, czyli grupa wiekowa 7-25, bardziej chce „wszystkiego i teraz” niż millenialsi i moja zagubiona generacja X. Że – zaskoczenie – sprzedaż „wearables” rośnie. I to o 30-40 proc. rokrocznie. A urządzenia kontrolowane głosem zarobią ponad 200 proc. więcej niż w w ubiegłym roku, który był o 300 proc. lepszy od 2016.

O 40 proc. wzrosła też sprzedaż odkurzaczy na kiju. Więc będą one obiektem testu w sierpniowym „Logo”.

Więcej o: