Dla dzieci najważniejsze jest, żeby po prostu z nimi być, ale są zabawy, które lubią szczególnie

Jak i w co się bawić z dziećmi? Piłka nożna, gry miejskie, w chowanego, berek, kometka, kalambury to tylko niektóre z przykładów. Liczy się też oczywiście sama jakość takiej zabawy i to, jak podchodzą do niej rodzice.

Dla dzieci ok. 90 procent ich aktywności to zabawa, kiedyś miały jednak zdecydowanie większy dostęp do rówieśników, z którymi spędzały czas. Współcześnie to na rodziców przerzucone jest oczekiwanie towarzyszenia w zabawie. Jak się bawić, żebyśmy i my, i dzieci były zadowolone?

100 procent bezwarunkowej uwagi

Każdy pretekst, żeby spędzić czas z synem jest dobryKażdy pretekst, żeby spędzić czas z synem jest dobry fot. materiały partnera

Dla Pawła przykładem wzorcowych zachowań rodzicielskich jest jego własny ojciec. - Mój tata spędzał ze mną naprawdę bardzo dużo czasu. Od małego zarażał mnie swoimi własnymi pasjami, wspólne aktywności to było coś najbardziej naturalnego w moim życiu. Razem jeździliśmy na ryby, graliśmy w piłkę nożną, chodziliśmy na mecze lokalnego klubu.

- Kiedy w szkole zacząłem wkręcać się w informatykę i programowanie, tata z ciekawością mnie wspierał, chociaż tym razem to ja byłem jego przewodnikiem po meandrach kodowania. Kiedy Pawłowi rodził się jego syn, wiedział, że chce być w takiej samej mierze oddany dziecku, jak jego własny ojciec.

- Jak tylko zobaczyłem mojego synka na porodówce, natychmiast straciłem dla niego głowę. Żona śmiała się, że w ogóle nie musieliśmy kupować wózka, bo ja właściwie cały czas nosiłem synka na rękach - potem w nosidełku, a na koniec na barana. Po pracy do domu wracałem jak na skrzydłach i z wielką radością zwalniałem żonę z opieki nad dzieckiem. Chodziliśmy sobie na spacery, do parku albo po prostu kładłem się na dywanie i towarzyszyłem synkowi w jego zabawach.

- Pamiętam z mojego dzieciństwa, jak bardzo było dla mnie ważne poczucie, że tata poświęca mi całą swoją uwagę, że rzeczywiście przy mnie jest. Mama niby była, ale robiła wiele rzeczy równocześnie - gotowała obiad, nie miała możliwości poświęcać mi 100 procent uwagi. Zazwyczaj to syn wymyśla, w co się chce bawić. Moja żona śmieje się, że na wakacjach ma dwóch synów, bo nasze konkursy skoków do basenu są już legendarne. Z zabaw, które mój syn docenia najbardziej, a które rzeczywiście są dla mnie dość czasochłonne, są różne „gry miejskie”. Wymyślamy dla siebie różne zagadki i żeby dotrzeć do nagrody, trzeba znaleźć kolejną wskazówkę, do której klucz stanowi rozwiązanie poprzedniej. Syn także robi dla mnie zagadki, tworzy krzyżówki, które muszę rozwiązywać. Uwielbiamy także wszelkie niespodzianki, które wymagają wcześniejszego przygotowania - świetnie się przy tym bawimy. Czasami jest to urodzinowy obiad dla mojej żony, innym razem umycie samochodu. Moim zdaniem każdy pretekst, żeby spędzić czas z synem jest dobry, ale najważniejsze, żeby to był czas jakościowy, taki, w którym poświęca się dziecku całą uwagę - odkłada telefon, nie rozmawia z żoną, nie bawi z dwójką dzieci.

Na zasadach dziecka

Na zasadach dzieckaNa zasadach dziecka fot. materiały partnera

Michał bardziej związany jest z mamą niż z tatą - jego ojciec wyjechał z Polski, gdy Michał miał 10 lat. Z tatą widywali się tylko w wakacje. Teraz mężczyzna ma dwójkę dzieci - córkę w wieku przedszkolnym i syna w szkole podstawowej. Śmieje się, że bardziej mu jednak odpowiadają zabawy z córką. - Syn dzieli pasje z moją żoną - oboje kochają muzykę, syn uczy się gry na dwóch instrumentach, oboje mają zdolności językowe, świetnie pływają, lubią żeglować.

- Mnie oczarował świat rozbudowanej fabuły zabaw mojej córki - tym bardziej, że kiedyś marzyłem o zdawaniu do szkoły teatralnej. Z córką od małego bawimy się w sklep, gabinet stomatologiczny, pałac królewski, recepcję hotelu, szkołę, bywamy nawet modelkami, stylistami i fryzjerkami.

- Wczuwam się w różne role, odgrywamy zabawne scenki, urządzamy przedstawienia i występy dla rodziny. Strasznie mnie to bawi i na poważnie się w jej pomysły angażuję. My sobie robimy inscenizacje, a reszta rodziny śmieje się z nas do rozpuku. Myślę, że moje dzieci najbardziej bawi mój dystans do samego siebie i to, że mam ogromne poczucie humoru. Który ojciec dałby się przebrać i umalować i wziąć udział w wielkim pokazie mody?

- Latem z kolei organizujemy rodzinne turnieje sportowe na kształt olimpiady: kto rzuci dalej, kto skoczy dalej, kto strzeli więcej goli, kto trafi do celu, kto się nie da „zberkować”. To taka nasza rodzinna tradycja i co ważne, każdy wygrywa w swojej kategorii wiekowej i płciowej!

Zdaniem Michała problemem niektórych rodziców jest to, że nie potrafią oddać dzieciom inicjatywy w zabawie i kontroli nad jej przebiegiem. - Niektórym dorosłym nie zaszkodziłoby także, gdyby dali się jej porwać, porobili z siebie błaznów, ubrudzili się, przewrócili, przestali poddawać samokontroli.

Rodzinne sesje gier

Gra w karty to czas święty - rodzinnyGra w karty to czas święty - rodzinny fot. materiały partnera

Darek jest ojcem bliźniaków, którzy mają teraz po 9 lat. Jak byli w wieku przedszkolnym, bardzo często chorowali i większość czasu spędzali w domu. - Musieliśmy z żona wymyślać zabawy, które pozwoliłyby na uniknięcie rozniesienia domu na strzępy, a nie wymagałyby zbyt dużej aktywności fizycznej - bo wiadomo: gorączka.

- Kochamy z żoną grać w karty, dlatego od małego uczyliśmy chłopaków różnych gier. Zaczynaliśmy od najprostszych, potem przyszedł czas na makao, kanastę, remika, tysiąca i szkolimy ich dalej. Teraz na tapecie jest poker. Do tego doszły jeszcze karciane powiedzonka. Bardzo śmiesznie jest usłyszeć z ust dzieciaka: I brunetka, i blondynka, rudowłosa i szatynka - podczas wykładania karety dam.

- Dla nas gra w karty to jest czas święty - rodzinny. Nie odbieramy wtedy telefonów, po prostu świetnie się bawimy. Gramy w samolocie, w pociągu, na kempingu. Przyjęło się, że „młodszy” bliźniak ma szczęście w miłości, bo w kartach mu nie idzie. Chociaż ostatnio zaczął się odcinać, że kto ma szczęście w kartach, ten ma pieniądze na miłość. Po chorowaniu zostało nam też zamiłowanie do kalamburów. Zimowe i jesienne wieczory to dla nas sezon na planszówki. Możemy sobie wtedy nie tylko spędzać wspólnie czas, ale także dużo i dowcipnie rozmawiać. Skrycie liczę na to, że granie przy okazji rodzinnych spotkań zostanie z nami na zawsze, a synowie będą do nas wpadać na partyjkę Scrabble’a, Monopoly lub rozdanie w kanastę.

Więcej o:
Komentarze (7)
Dla dzieci najważniejsze jest, żeby po prostu z nimi być, ale są zabawy, które lubią szczególnie
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • zlosliwyskrzat

    Oceniono 9 razy 9

    "Dla dzieci najważniejsze jest, żeby po prostu z nimi"

    Nieprawda dziecko trzeba jak najszybciej oddać do żłobka. Zatrudnić najlepiej dodatkowo opiekunkę-studentkę co by mogła uczyć czego trzeba. W pracy spędzać trzeba 10-12 godzin, a z dzieckiem widywać się przez dwie godziny po 20.

    Proszę być nowoczesnym, a nie jakieś zaściankowe koncepcje przedstawiać.

  • mawik_net

    Oceniono 4 razy 4

    Bardzo pouczające to że "kto w karty wygrywa ma pieniądze na miłość". Tak trzymać tatusiu.

  • wooki74

    0

    Mam teraz cenną lekcję życiową . Mój syn ma 9 lat, w zeszły czwartek zmarła nasza mama :( Jestem w szoku w jak dojrzały sposób 9-latek "wszedł" w brak mamy. Zawsze byłem tym ojcem, ktory poświęcał dziecku czas. Nie zawsze na 100% bo wiadomo, że nie zawsze można. ALe nie wiem, czy właśnie nie teraz jest czas, kiedy to procentuje. Myślę też, że mama czuwa nad nim. Inaczej nie wiem jak sobie wytłumaczyć jego (zważywszy na okoliczności) pogodne podejście do zagadnienia? Teraz widzę, że moja czułość i gotowaść do poświęcenia tyle czasu, ile tylko . mogłem - procentuje.

    To znaczy mam nadzieję, że tak jest. I że to nie jest jakiś rodzaj szoku jednak. Choć mo∆ syn opanowanie ma chyba po mnie...żona jak chorowała, nie chciała w zasadzie mieć kontaktu z nikim oprócz mnie. Mówiła, że mój spokój jej się udziela.

  • Gość: ala

    0

    cudowne , pozazdroscic dzieciakom a raczej pogratulowac rodzicom-tatom

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX