Drążki pogo na minuty, czyli co nas czeka po hulajnogach

Postęp jest nieubłagany i nieunikniony - ledwo zdążyliśmy się przyzwyczaić do widoku elektrycznych hulajnóg na naszych drogach, a za rogiem czeka kolejny rodzaj pojazdu wypożyczanego na minuty. Mowa o szwedzkim startupie Cangoroo, którzy chce rozpropagować. drążki pogo.

Wypożyczane na minuty elektryczne hulajnogi szturmem zdobyły polskie miasta – i to w takim tempie, że zaczęły przy tym generować problemy. Cały czas trwają dyskusje nie tylko na temat tego, kto powinien zająć się usuwaniem porzuconych hulajnóg z dróg i chodników, ale także o tym, czy ich użytkowników należy traktować jako pieszych, czy jak rowerzystów. Pomysły kolejnych firm z pewnością nie ułatwią życia stanowiącym prawo, bo jedna z nich chce zaproponować ludziom dość nietypowy środek transportu.

 

Skakanie na minuty

Mowa o szwedzkim startupie Cangoroo, który postanowił wykorzystać drzemiącą w wielu nostalgię za okresem dzieciństwa i zaproponował pomysł wypożyczania drążków pogo na minuty. Trudno sobie wyobrazić, aby ten środek transportu zagroził samochodowi lub nawet rowerowi, ale może stanowić interesującą alternatywę dla hulajnogi. Za pomysłem stoi agencja ODD Company, która w przeszłości tworzyła kreacje choćby dla akcji Movember. Przed Cangoroo stoi jednak trudne zadanie, bo wielu ludzi uważa, że cała inicjatywa jest po prostu żartem. CEO firmy, Adam Mikkelsen, przekonuje jednak, że pomysł wypożyczania na minuty drążków do skakania jest jak najbardziej na serio i jest elementem rozwijania „mikromobliności”:

Pojawiło się wiele pytań w stylu „czy to na serio?” i muszę podkreślić, że jak najbardziej tak – Cangoroo jest w stu procentach prawdziwym projektem.

Początki są skromne – w lecie sto takich urządzeń ma się pojawić na ulicach Sztokholmu i Malmo, ale szefostwo firmy ma o wiele ambitniejsze plany. Celem jest międzynarodowa ekspansja – pierwsze drążki pogo sygnowane nazwą firmy jeszcze w tym roku mają trafić między innymi do Londynu i San Francisco.

 

Trudno w tym momencie przewidzieć, czy Cangoroo uda się osiągnąć zakładany sukces i czy ich sprzęty (trudno w kontekście tego typu środka transportu użyć określenia „pojazd”) pojawią się także w polskich miastach. Jeśli jednak tak się stanie, to wspomnianym prawodawcom dojdzie kolejny orzech do zgryzienia.

Więcej o: