Małe pomyłki w tłumaczeniach, które mogą Ci przynieść wielkie problemy

O tym, jak wiele może kosztować jeden "mały" błąd nikt z nas nie chciałby przekonać się na własnej skórze. Historie wielu firm pokazują, że liczą się nawet najbardziej niepozorne detale, których nieprawidłowy przekład, przeoczenie czy przeinaczenie może przybrać rozmiary prawdziwej katastrofy. Co najlepsze, większość z tych sytuacji da się w 100% uniknąć powierzając pracę nad tłumaczeniami profesjonalistom i pamiętając o tzw. lokalizacji przekładu.

Nie stać Cię na straty, tłumaczenie to Twoja inwestycja

Tłumaczenie to inwestycja, klucz do sukcesu, ale i w zależności od swojego charakteru i przeznaczenia ważny element komunikacji. Stąd, to, kto tłumaczy zawsze miało, ma i będzie mieć znaczenie. Doradzam rzetelną weryfikację dostawcy usług tłumaczeniowych. Od tych ludzi zależy zbyt wiele, abyś powierzył realizację swojego projektu komuś przypadkowemu. Przykłady wielu firm, które wchodziły ze swoimi produktami i usługami na rynek międzynarodowy pokazują, że nawet mała pomyłka może przynieść wielkie problemy. Lepiej dla Ciebie, abyś tego nie przerabiał na własnej skórze

– mówi Tomasz Muszyński z biura tłumaczeń SUPERTŁUMACZ®, specjalizującego się w tłumaczeniach technicznych.

Małe błędy, wielkie problemy

? Odurzony zamiast otruty, czyli przypadek W. Ramireza

Choć sprawa pochodzi z 1980 roku być może miałeś okazję już o niej słyszeć. A wszystko za sprawą „małej”, aczkolwiek katastrofalnej w skutkach pomyłki przy tłumaczeniu.

18-letni Willie Ramirez trafia do szpitala na Florydzie w stanie śpiączki. Rodzina i przyjaciele chłopca próbują opisać stan zdrowia chłopca personelowi szpitala i lekarzom. Problemem jest bariera językowa, wszyscy posługują się hiszpańskim. Choć sytuacja jest bardzo poważna nikt nie prosi o wsparcie w przekładzie ich słów profesjonalnego tłumacza. Tłumaczenie powierzane jest dwujęzycznym członkom personelu. Ci słowo „intoxicado” tłumaczą jako „odurzony” zamiast „otruty”. Lekarze całą sytuację kojarzą z odurzeniem narkotykami lub alkoholem, gdy cała jego rodzina jest przekonana, że chłopak cierpi na jakieś zatrucie żołądkowe. W rzeczywistości był to krwotok śródmózgowy. W efekcie nieprawidłowej diagnozy postawiono na niewłaściwe metody leczenia. Prawidłowa pomoc została mu udzielona z ogromnym opóźnieniem, co niestety przełożyło się na stan zdrowia W. Ramireza, który doznał paraliżu.
Ów „pomyłka” kosztowała szpital 71 mln odszkodowania.

Żart o emeryturze, który spowodował spadek akcji

Był rok 2011. Pojawiła się plotka, że Shigeru Miyamoto, twórca znanej na całym świecie serii gier Super Mario Bros i nieoficjalnej maskotki Nintendo, przechodzi na wcześniejszą emeryturę.
Rozpowszechnienie tej oszałamiających wiadomości w końcu spowodowało, że Nintendo straciło dwa procent akcji. Wszyscy po prostu obawiali się spadku jakości i wydajności.
Po całym incydencie zapytano Shigeru Miyamoto o całą sytuację. Okazało się, że co prawda ogłosił w biurze, że ma zamiar przejść na emeryturę, ale nie całkowicie odejść z branży. Ale ze względu na fakt, że zrobił to w swoim stylu, czyli w formie żartów, niestety jego intencje zostały źle zrozumiane i nieprawidłowo przetłumaczone szerszej publiczności.

- Pepsi i reinkarnacja, czyli wielomilionowe straty w Chinach
Pepsi na długie lata zapamięta swoje problemy z brandingiem związane ze sloganem „Pepsi Generation”. Miejska legenda głosi, że hasło Pepsi w tym czasie zachęcało konsumentów do kupowania ich produktu, ponieważ ten „pomaga im ożyć”. Zabawne błędne tłumaczenia hasła spowodowały spadek sprzedaży, gdy ten został wysłany do Chin. Dlaczego?

Chińczycy najwyraźniej czytali w tłumaczeniu hasło „Come Alive with Pepsi” jako „przywracając martwych przodków do życia”. Reklama rozniosła się w tempie wirusa. Oczywiście powodując ogromne straty na rynku chińskim.

Jak więc widać tłumaczenie słowa na słowo w realiach Chin spowodowało panikę, że pijąc Pepsi można obudzić umarłych. Pokazuje to jak bardzo ważna jest precyzja i lokalizacja przekładu, aby nie narazić się na problemy i ogromne straty finansowe.

Postaw na tych, którzy dadzą Ci gwarancje

Oczywiście nie każda współpraca kończy się wpadkami. Wiele przykładów ów „małych pomyłek”, które przyniosły katastrofalne skutki zwyczajnie związana była z tym, że pracę nad przekładem oddana w nieodpowiednie ręce. Nie ma co się oszukiwać tylko rzetelne biuro tłumacz, zaufana firma specjalizująca się w różnego rodzaju usługach tłumaczeniowych czy solidny wolny strzelec jest w stanie zagwarantować Ci wysokiej klasy tłumaczenie. A te odznacza się:

- bezbłędnością,
- nie ma widocznych braków,
- słownictwo jest jasne, ale fachowo i precyzyjnie dopasowane do branży i dziedziny, a także stylu konkretnego dokumentu,
- przekład oddany w umówionym terminie,
- efekt pracy tłumacza w pełni Cię satysfakcjonuje, a nawet przechodzi Twoje oczekiwania,
- wzięto pod uwagę wszelkie sprawy prawne, zachowano wszelkie kwestie zw. z poufnością danych.

Renomowany dostawcy usług tłumaczeniowych to ktoś, kto dokłada wszelkich starań, aby tłumaczenie było perfekcyjne, i dokładnie takie, jak tego wymagasz. Na straży gwarancji wysokiej klasy usług „stoją” m.in. certyfikat ISO 9001:2008 (międzynarodowy standard funkcjonowania przedsiębiorstw wysokiej jakości), przynależność do Polskiego Stowarzyszenia Biur Tłumaczeń (skupia wokół siebie wyłącznie profesjonalne biura tłumaczeniowe) czy certyfikat Rzetelna Firma. Jeśli więc upewnisz się, że dany dostawca ma nie tylko świetnych tłumaczy, ale i może pochwalić się szeregiem prestiżowych certyfikatów, możesz śmiało ruszać z realizacją projektu tłumaczeniowego.

– mówi Tomasz Muszyński z biura tłumaczeń SUPERTŁUMACZ®.

Z pełną ofertą tłumaczeń biura tłumaczeń SUPERTŁUMACZ® możesz zapoznać się na stronie https://supertlumacz.pl

Więcej o: