Powstały perfumy o zapachu... śmieci

Na francuskim rynku zadebiutowały dość oryginalne perfumy - zarówno jeśli chodzi o walory zapachowe, jak i sposób ich powstania.

Budzący pewne konkretne skojarzenia szalik od Fendi (o którym przeczytacie w TYM miejscu) to nie jedyny ciekawy przedmiot ze świata mody, który pojawił się w ostatnim czasie na rynku. O ile jednak wspomniany szal okazał się wpadką włoskiego domu mody i szybko został wycofany z oferty, o tyle w przypadku omawianych perfum nie ma mowy o pomyłce. Ich twórcy z premedytacją postanowili zaoferować klientom zapach śmieci.

 

Perfumy o nazwie „I am trash – Les Fleurs du Dechet” (czyli „Jestem śmieciem – kwiaty ze śmietnika”) powjawiły się w ofercie marki Etat Libre d'Orange. Firma wykazała się nie tylko niekonwencjonalnym podejściem, ale także świadomością ekologiczną – zapach powstaje bowiem z odpadków, które pozostają po produkcji innych perfum. Danieli Andrier, która wpadła na pomysł „śmieciowych” perfum, udało się uzyskać kompostowy zapach ziemi, połączony z naturalną wonią truskawki, róży, jabłka oraz drzewa sandałowego.

 

Jak można się było spodziewać, tak oryginalne połączenie zapachów (oraz rzecz jasna proekologiczne podejście) sprawiło, że o „kwiatach ze śmietnika” zrobiło się głośno i ustawiła się po nie kolejka chętnych. Pomimo dość wysokiej ceny (125 funtów w Wielkiej Brytanii, czyli ponad 600 złotych za 100 mililitrów) szybko zniknęły z półek sklepowych.

Więcej o: