Zakup, załóż, zwróć - co to jest wardrobing?

Co to jest wardrobing?

Co to jest wardrobing? (fot. Shutterstock)

Chcesz zawsze wyglądać stylowo, ale nie masz zamiaru inwestować ciężko zarobionych pieniędzy w nową garderobę? Napięty budżet przestaje być problemem, jeśli potraktujesz kupowanie jak wypożyczanie. Wardrobing zatacza coraz szersze kręgi.

Jesienią spragnieni zakupów klienci sieciówek zamienią „łomżing” i „plażing” na „wardrobing”. Pod tym określeniem nie kryje się jednak nowy trend. „Śmiałkowie” już od dawna traktowali sklepy jak wypożyczalnie. Zasadę trzech „z” rozwinąć w tym przypadku można do „zakup, załóż, zwróć”. W dobie fast fashion, gdy świeże dostawy pojawiają się w sklepach nawet co tydzień, a to, co jest modne na wybiegach, do zwykłych śmiertelników dociera za jednym odświeżeniem Instagrama, modni mężczyźni nie mogą sobie pozwolić na noszenie staroci.

A jako że nie każdy dysponuje budżetem reprezentacyjnym na garnitury do pracy, ubrania weekendowe i stroje sportowe, coraz częstszym procederem stało się zwracanie ubrań do sklepu po jednym założeniu. Skalę zjawiska potwierdzają badania, na razie dotyczące kobiet. W Polsce jedna na sześć kobiet przyznaje się do wardrobingu, a co dziesiąta robi to „często”. W Wielkiej Brytanii dwie trzecie klientek korzysta z tej formy zwrotu. 65 proc. sprzedawców w USA doświadczyło w ubiegłym roku wardrobingu, co spowodowało dla branży mody stratę w wysokości prawie 9 mld dol.

W Polsce sklepy stacjonarne jedynie na zasadzie dobrej woli mogą przyjmować zwrot niewadliwego towaru dlatego, że przestał się klientowi podobać. Inne zasady panują w butikach online. W przypadku zakupów internetowych konsument ma prawo do odstąpienia od umowy w terminie 14 dni i wówczas ciąży na nim obowiązek zwrotu towaru w ciągu kolejnych dwóch tygodni. Sprzedawcy przyznają, że chociaż wielokrotnie zdają sobie sprawę z tego, że towar był noszony, przystają na zwrot, żeby nie zaszkodzić marce. Zadowolony „wypożyczający” może wróci, żeby następnym razem zostać prawdziwym klientem.

Bezczelność i głupota

Sposobów na skuteczny zwrot noszonej rzeczy eksperci opracowali już bez liku. Na forach można przeczytać o sprawdzonych trikach. Przede wszystkim trzeba zachować metkę. Podczas noszenia bluzki czy spodni można ją schować, zagiąć albo nawet oderwać, pod warunkiem że zaopatrzymy się w metkownicę, by ponownie ją przytwierdzić. Nie zaszkodzi też wyprać, oczywiście w rękach, a jeszcze bezpieczniej spryskać odświeżaczem powietrza.

Ostrożni zwracający dbają o to, żeby produkt wyglądał jak nowy. Ci bardziej bezczelni kłamią w żywe oczy, oddając ubrania brudne, śmierdzące, zniszczone. Historie sprzedawców popularnych sklepów świadczą o tym, że żadnych świętości już nie ma.

Ostatnio młody chłopak chciał oddać koszulę, bo, jak twierdził, nie zauważył przy zakupie, że ma plamę. Plama była brązowa, wielka, i na samym środku. Ewidentnie wylał na siebie sos

– mówi Mateusz z jednej z sieciówek. Tego klienta odprawił z kwitkiem, ale zdarzyło mu się przyjąć zwrot skórzanych butów, ewidentnie zniszczonych, bo mężczyzna tłumaczył, że rozpadły się w wyniku wady fabrycznej.

To były eleganckie buty do garnituru, a on przyniósł je do sklepu tak zabłocone, że wyglądały, jakby chodził w nich po górach

– wspomina.

Kasia z sąsiedniego sklepu wzdraga się na myśl o swoim najgorszym kliencie.

Chciał oddać majtki, chociaż wyraźnie tłumaczyłam mu, że zwrotów bielizny nie przyjmujemy. Uparł się, że bokserki są za małe, więc chce wymienić na te w większym rozmiarze. Gdy zobaczyłam je z bliska, okazało się, że mają „ślady noszenia”. Nie mogłam powstrzymać się od wydania z siebie głośnego „fuuuuj”

– opowiada.

Kolegom po fachu Mateusza i Kasi zdarzały się już próby zwrotów ubrań niezgodnych z paragonem, pochodzących z kolekcji sprzed pięciu lat, a nawet z oferty innej marki.

Nie zapomnę, jak jeden facet podszedł do kasy, zdjął kurtkę i powiedział, że już nie chce jej nosić, więc mam mu oddać pieniądze

– dodaje Ewelina z jednego z męskich butików.

Bezczelność to jedno, klienci często wykazują się… – Bezdenną głupotą – mówi Mateusz.

Tłumaczą zwrot tank topa tym, że nie ma rękawków, spodni 7/8, że są za krótkie, albo kurtki z imitacji skóry tym, że strasznie się w niej pocą…

– wzdycha sprzedawca.

To plaga nie tylko w polskich sklepach. Najgorzej jest w USA, gdzie w myśl zasady: „klient nasz pan”, przyjmuje się zwrot nie tylko zniszczonych, znoszonych, skurczonych w praniu albo poprawionych u krawcowej ubrań, ale nawet w połowie zjedzonych fast foodów, wciąż działających sprzętów AGD sprzed 10 lat czy zaczytanych książek z poplamionymi kartkami.

Amerykańskie sklepy próbują się przed konsumentem bronić, formułując coraz bardziej restrykcyjne warunki zwrotu. Sieć domów towarowych Bloomingdale’s nie pozwala na oddanie towaru wartego więcej niż 150 dol., jeśli brakuje na nim specjalnego oznaczenia. To dopiero początek walki z wardrobingiem.

Zbrodnia i kara

Chociaż sprzedawca nie ma obowiązku przyjmowania zwrotu niewadliwego towaru tylko dlatego, że klient się rozmyślił albo rzecz przestała mu się podobać, zgodnie z prawem konsumenta sytuacja wygląda inaczej, jeżeli towar ma wadę. Zwrotu dokonuje się wtedy w ramach reklamacji złożonej na zasadach rękojmi. Ponadto sprzedawca może (ale nie musi) przewidzieć w regulaminie sklepu stacjonarnego ewentualność zwrotu towaru przez kupującego w określonym terminie (np. 30 dni) i pod określonymi warunkami.

Nierówna walka trwa. Sprytni klienci coraz chętniej kupują i oddają, a sklepy coraz precyzyjniej formułują regulaminy zwrotu. Chociaż nie dziwi nas potrzeba posiadania pięknych przedmiotów, choćby chwilowo, doskonale rozumiemy rosnący opór, który stawia branża mody. Strach przed utratą kolejnych miliardów dolarów prowokuje do działania. Zwłaszcza sztaby korporacyjnych prawników, którzy nie naruszając prawa konsumenckiego, muszą wymyślić takie rozwiązania, żeby za niewielką zbrodnię należała się choćby symboliczna kara. A dla prawdziwych zakupoholików karą jest już to, że nie mogą mieć wszystkiego.

ZOBACZ WIDEO

Zobacz także
  • Jak się robi startupy w Afryce? Jak się robi start-upy w Afryce?
  • Wielki Mur Chiński to jedyna budowla widoczna z kosmosu - oto jedna z bzdur powtarzanych od lat. Mamy dla was 17 geograficznych ciekawostek, których zdecydowanie brakuje na lekcjach geografii. Idziemy o zakład, że parę razy się zdziwicie, a przynajmniej sięgniecie po atlas, żeby odszukać Togo, Filipiny czy Arabię Saudyjską. Wielki Mur Chiński wcale nie jest jedyną konstrukcją widzianą z kosmosu - używając tylko oczu (bez specjalistycznych narzędzi) spoza Ziemi bez problemu można zobaczyć np. świecące nocą miasta, a nawet autostrady. Co do samego Wielkiego Muru, to akurat jego zobaczenie jest stosunkowo trudne - to brązowa linia w brązowym terenie. By nieco ułatwić sprawę, w 2000 roku Brytyjczycy zbudowali w okolicy specjalny biały namiot. Airbnb organizuje wyprawę dookoła świata
  • Forum Romanum Rzym wprowadza nowe zakazy dla turystów. Zobacz, czego już nie można robić w Wiecznym Mieście

Polecamy