Crossover na wolności | Subaru XV

Jak zachowuje się spuszczony ze smyczy crossover? Wyrwałem z miasta uterenowione subaru i wyznaczyłem azymut na Alpy Wysokie, by to sprawdzić.

Wyprawa w Alpy w liczbach:

- 1 crossover
- 4 osoby
- 4 państwa
- 7 dni
- 4026 km

Poniedziałek, 9 rano. W krakowskim salonie odbieram perłowobiałe (co to za kolor dla terenówki?!) subaru XV, które jeszcze nie wie, że wkrótce dotrze do Cannes. Ale po kolei. Ze stolicy Małopolski wyruszamy w dwie osoby, więc nie mamy problemów z zabraniem się – namiot, materace, utensylia kempingowe, trochę ubrań i zakupy żywieniowe lądują w bagażniku.

Pierwszy przystanek – Wrocław. Dosiadają się dwie osoby, a wraz z nimi kolejne torby. Zrobiło się ciasno i jesteśmy zmuszeni ładować pakunki po dach, bo XV ma dokładnie taki sam 385-litrowy bagażnik, jak impreza, na której bazuje. Zmęczeni upałem i bagażnikowym Tetrisem wyruszamy autostradą w kierunku Niemiec. Początek wycieczki to zaskoczenie wysokim spalaniem benzynowego silnika 2.0i o mocy 156 KM, ale chwila treningu prawej stopy w ostrożnym obchodzeniu się z gazem i przepisowa jazda po autostradzie zaowocowały zredukowaniem wyniku do poziomu 8,2 l/100 km. Gdy dojeżdżamy, okazuje się, że nasz kemping w Stuttgarcie sąsiaduje z… wesołym miasteczkiem. Oby zaplanowane na następny dzień muzeum Mercedesa było tego warte. Do Porsche już nie zdążymy, bo nagli nas czas i trzeba kierować się do Bazylei.

Subaru XVSubaru XV fot. Paulina Mazurek

Szwajcarskie miasto leżące u styku trzech państw (Szwajcarii, Niemiec i Francji) to jedno z najgorzej rozplanowanych komunikacyjnie miejsc, w jakich kiedykolwiek byłem. A na pewno w skali Europy, bo w Wietnamie z pewnością nie jest lepiej. W Bazylei krzyżuje się kilka autostrad i tras szybkiego ruchu, z których odchodzi mnóstwo pętli i ślimaków wpadających wprost w sieć miejskich uliczek – jedna zła decyzja i można wylądować na obwodnicy. Oglądamy czerwony ratusz z XVI w., przeprawiamy się zabytkowym, drewnianym promem na drugą stronę Renu, ale jesteśmy tu głównie z powodu mieszczącego się już po niemieckiej stronie muzeum Vitra Design – istnej mekki dizajnu, którą musi odwiedzić każdy, kto choć trochę interesuje się wystrojem wnętrz. Subaru XV dobrze wpisuje się w nowoczesne otoczenie.

Miasta zaliczone, a więc czas na naturę! Następne miejsce noclegu, w sercu francuskich Alp, wybraliśmy przez aklamację. Specjalnie wyznaczamy trasę lokalnymi szwajcarskimi drogami, by zrobić przyjemność naszym oczom, a zaoszczędzone na autostradach 40 franków wydajemy po drodze na pamiątkowe scyzoryki Victorinoxa. Do opuszczonego w sezonie letnim ośrodka narciarskiego SuperDévoluy nie jest łatwo się dostać – po zjeździe z autostrady trzeba jeszcze przedrzeć się przez Alpy Wysokie wijącymi się przez 70 km wąskimi serpentynami. Tutaj wreszcie przydaje się nisko położony środek ciężkości uzyskany przez zastosowanie silnika typu boxer i symetryczny, stały napęd 4x4, który poprawia trakcję na wyjściu z zakrętów.

Po całym dniu jazdy i ponad 50 km walki z krętą drogą mam dość. Z początku cieszyłem się każdym nawrotem jak dziecko, ale dochodzi 3 w nocy, a nas wciąż dzieli od hotelu 15 km… Na domiar złego, jak w filmach katastroficznych, kończy nam się paliwo. Ożywiam się na słowa nawigatorki: „Pomyliłam się, musimy zawrócić. Zostały nam 34 km”. „Nie ma mowy. Szukamy innej trasy” – oponuję wyczerpany. Zerkam na mapę nawigacji i dostrzegam bardzo wąską nitkę, przypominającą raczej szlak górski niż alternatywną drogę. Zdesperowani stawiamy wszystko na jedną kartę – ryzykujemy, mimo że nawigacja nawet nie bierze tej trasy pod uwagę.

Subaru XVSubaru XV fot. Paulina Mazurek

Zostawiamy za sobą asfalt, a droga pod górę niepokojąco się zwęża. Jest ciemno i stromo, załączam system X-MODE dobierający optymalne w warunkach terenowych ustawienia silnika, skrzyni biegów, napędu i hamulców. Przed nami widać tylko to, co obejmuje snop diodowych reflektorów subaru. Szuter już dawno zamienił się w kamienie, a im wyżej się wspinamy, tym są one większe. Wreszcie zaczyna niepokoić mnie ich rozmiar (to już nie kamienie a głazy!) i zastanawiam się, czy 22-centymetrowy prześwit pozwala czuć się bezpiecznie, ale o odwrocie nie ma mowy. Bezstopniowa skrzynia automatyczna Lineatronic pogania 2-litrowego „boksera”, a XV pruje pod górę, mimo czterech osób i naszych bagaży na pokładzie. „Teraz ostry skręt w prawo i tą prostą dojedziemy już chyba do większej drogi” – pokrzepia mnie pasażer. Miał rację, a po 2 km przejechanych już po asfalcie w cudowny sposób objawiła nam się czynna stacja paliw. Poimy spragnione subaru i po 10 minutach zjawiamy się pod skąpanym we mgle kurortowym molochem. Nocną, samochodową wspinaczkę rekompensuje nam o poranku widok z 12. piętra na oddalone lodowe granie.

Dalej było już łatwiej – po wydostaniu się z objęć Alp, skierowaliśmy się autostradą prosto na zasłużony odpoczynek nad Morzem Śródziemnym. Lazurowe Wybrzeże to zupełnie inny świat od tego, który oglądaliśmy przez ostatnie dni, aczkolwiek nie zmieniło się jedno – kręte drogi, na których świetnie sprawdza się legendarny japoński napęd 4x4. Tydzień za kierownicą subaru XV i 4026 km trasy udowodniły mi, że istnieją zaradne crossovery.

Subaru XV pasuje do nowoczesnej architektury muzeum Vitra DesignSubaru XV pasuje do nowoczesnej architektury muzeum Vitra Design fot. Paulina Mazurek

Ceny biletów wstępu do muzeów:

Mercedes-Benz Museum

normalny: 10 euro
ulgowy*: 5 euro

Porsche Museum

normalny: 8 euro
ulgowy*: 4 euro

Vitra Design

normalny: 11 euro
ulgowy*: 9 euro

*dzieci do lat 14 wchodzą za darmo (w Vitrze do lat 12)

Pro-tip dla petrolheadów: wejście do drugiego muzeum motoryzacyjnego jest o 25% tańsze, gdy pokaże się bilet z poprzedniego.

Więcej o: