Wszystkie wady Rolls-Royce'a

Rolls-royce'a możesz sobie spersonalizować, jak tylko chcesz. Możesz nawet przynieść zdjęcie praprzodka i zrobią dla ciebie konstelację gwiazd na podsufitce układającą się w jego podobiznę.

Rolls-royce'a możesz sobie spersonalizować, jak tylko chcesz. Możesz nawet przynieść zdjęcie praprzodka i zrobią dla ciebie konstelację gwiazd na podsufitce układającą się w jego podobiznę. (fot. Marek Trawiński)

Kosztuje ponad dwa miliony złotych. Równowartość pięciu porsche, dziesięciu mustangów, dwudziestu passatów i można by tak wymieniać. Czy Rolls-Royce Phantom może mieć wady? Kilka udało nam się znaleźć.

Na pierwszy rzut oka niby wszystko gra – biała skórka, czarne dywaniki, na „dziobie” piękna figurka Spirit of Ecstasy, ale niestety nie chowa się i nie wysuwa. Logo phantoma na kołach zawsze trzyma się pozycji pionowej – potężne koła się kręcą, ich środek stoi w miejscu. Niezły bajer. Najpierw trzeba nadusić najdłuższą klamkę w historii motoryzacji (albo poprosić o to szofera, ale o tym za chwilę). Przekroczyć chromowany próg. Rozsiąść się w fotelu. Odpalić klimę, choć trzeba się nieźle naczekać, aż system wychłodzi wnętrze (całe 5 sekund). Wielki szacunek za poduszkę pod głowę. To najprzyjemniejsza rzecz, jaką w życiu dotykałem. Googlowałem: nie można jej kupić i zamontować w mojej czteroletniej toyocie.

Siedząc z tyłu jako pasażer, przez przypadek można nacisnąć kolanem domyślne ustawienie fotela bądź innych zapisanych pozycji od 1 do (tylko!) 2 opcji. Wciśnięcie przycisku pionizuje fotel, powrót do poprzedniego wygodnego ustawienia trwa wieki (całe 15 sekund). Człowiek w obawie przed tym strasznym wydarzeniem siedzi cały zestresowany, nie rusza nogami, bo się boi, że znów coś przez przypadek wciśnie. Z nerwów nerwowo ściska uchwyty w górnej części ramy drzwi. Co zabawne, wyglądają one jak uchwyty w autobusach – te, które w środkach masowej komunikacji trzeba trzymać, żeby się nie przewrócić przy hamowaniu. To miły akcent przypominający, że zaczynało się od pucybuta (dojazdy plebejskim autobusem), a skończyło na milionerze (rolls, jak już ustaliliśmy, to nie są tanie rzeczy).

W rollsie zadbali o komfort. Puszczają pasażerowi na twarz ozonowane powietrze, zamontowali we wszystkich fotelach masażery i podgrzewanie. Można sobie wybrać nie tylko siłę masażu, ale też na której dokładnie części pleców, pośladków czy nóg ma się skupić. Ale umówmy się – po czterech godzinach jazdy te masażery zaczynają denerwować. Masz wrażenie, że w bagażniku siedzi jakaś wprawiona Tajka, bo plecy masz tak rozluźnione i jesteś tak zrelaksowany, że chętnie poszedłbyś spać. A tu klops – fotele nie rozkładają się do całkowitego poziomu. Narobili smaku, a tu człowiek musi siedzieć jak sardynka w tym phantomie, czekając na zbawienie (czyt.: koniec trasy).

W ramach walki z nudą można pobawić się natężeniem świecenia diod na podsufitce, które imitujących konstelację gwiazd (minus: dach się nie otwiera, nie można wychylać się przez szyberdach i krzyczeć „ułuła”, jak na każdym porządnym wieczorze kawalerskim). Można napić się szampana, choć, niestety: lodóweczka nie napełnia się sama i – o zgrozo! – nie działa na wyłączonym silniku. Smak Dom Pérignon 1998 albo Sowietskoje Igristoje może nieco ucierpieć od tych ciągłych wahań temperatur. Można regulować temperaturę, ale w rolls-royce’ach nie ma termometru – człowiek ma tylko gałkę, którą kręci w jedną lub drugą stronę. Nie ma tak jak w kii picanto, że ustala „25 stopni” i będzie 25 stopni. Trzeba „na czuja” kręcić zimniej lub cieplej, a nuż się trafi w temperaturę idealną.

Z rolls-royce’a nie można dzwonić. W poprzedniej wersji phantoma był chociaż telefon satelitarny, ale ponoć klienci nie korzystali z niego za często, więc go zlikwidowano. „Przecież wszyscy mają smartfony” – pomyśleli w Goodwood. Mają, owszem, ale nie działało w iphone’ach ładowanie telefonu, poprzez oryginalną bazarkową przejściówkę firmy Griffin. Ładowanie telefonu w rollsie tylko w Androidach? Na marginesie: łącznie gniazd z tyłu jest od czterech do sześciu, ale sorry, na cholerę one komu, skoro żadne nie działa z nieoryginalną przejściówką?

Żeby było jeszcze wygodniej, zamontowali telewizorki dla pasażerów z tyłu. Niby fajnie, ale nie można wgrać na pendrive’a swoich filmów. Nie ma Netflixa. Można tylko oglądać kilkadziesiąt kanałów telewizji. „Klan” albo „Kuchenne rewolucje” w rollsie? Z ciągnącymi się blokami reklamowymi? Jeszcze człowiek się na którąś nabierze i zechce pojechać do galerii handlowej. A tu (nie?)miła niespodzianka: phantom jest tak długi, że nie mieści się na żadnym miejscu parkingowym. Cały przód wystaje. Czy naprawdę właściciele galerii handlowej nie powinni zatroszczyć się o dobro posiadaczy rolls-royce’ów? Stop wykluczeniu! My (czyli oni) też mamy prawo robić zakupy! Nie jesteśmy (czyli nie są) klientami drugiej kategorii.

Historia marki delikatnie pokazuje, że posiadaczom rollsów przyda się szofer. Potwierdzam: w tym samochodzie jest niezbędny. Drzwi można zamknąć za pomocą lekkiego muśnięcia przycisku. Ale już w ten sposób nie można ich otworzyć (chyba, że o czymś nie wiem – ale to znaczy, że jest nieintuicyjne). Co za koszmarny przykład braku konsekwencji i straszne rozczarowanie – pomyśli zblazowany klient. Człowiek wypluwa sobie żyły, żeby zapracować na rollsa, a na koniec musi jeszcze zdać się na łaskę szofera, żeby mu otwierał drzwi? Na otarcie łez: w drzwiach schowany jest parasol. Chyba rolls podpatrzył to u škody suberb. Albo škoda od rollsa, już nie pamiętamy, jak to było po kolei. Jak już szofer się zlituje i biedaczynę wypuści, to ten chociaż nie zmoknie, idąc na te zakupy.

Szkoda natomiast, że rolls nie podpatrzył ze škody karoq funkcji sterowania gestem – u Czechów nie trzeba naciskać guzików, by zrobić ciszej, głośniej, przyjąć bądź odrzucić połączenie. Wystarczy w powietrzu pokręcić palcem. W rollsie trzeba się nawciskać i nakręcić gałką, swoją drogą akurat bardzo ładną i retro, a retro w modzie. Bo, co ciekawe, wszystkie nowoczesne udogodnienia zostały skrzętnie poukrywane. Ekran multimediów wysuwa się dopiero po włączeniu silnika i zajmuje dumne miejsce przy analogowym zegarku. Kontroler multimediów ukryto w tunelu środkowym, sześciostrefowa klimatyzacja to po prostu ruchome krążki, bez żadnych przycisków. A głośniki w drzwiach? Wyglądają jak tarka do marchewki, w dotyku też takie są. Radzimy uważać, bo jeszcze trzeba będzie zainwestować w manikiur. Pod salonem Desire na Bemowie znowu pewnie tego nie przewidzieli i nie ma tam jak zaparkować ciągnącego się phantoma.

Dobrze, że chociaż jakość muzyki jest bez zarzutu, co rolls zawdzięcza świetnemu wygłuszeniu. Każda opona ma 2 kg tworzyw pochłaniających dźwięk, szyby mają grubość 6 mm, dodatkowe materiały do wygłuszenia kabiny ważyły 150 kg. Auto jest tak wyciszone i wewnątrz i na zewnątrz, że przechodniom może się wydawać, że jest elektryczne. Ktoś mógłby pomyśleć, że właściciela nie stać na wysokooktanową benzynę, co w sumie nie jest prawdą, bo samochód jeździ na 95. Pije jej jak nienormalny – niektórzy żartują, że nawet stojąc na światłach, pali więcej niż niejeden przyziemny samochód na 100 km. Ale rozczulanie się nad spalaniem w samochodzie za 2 miliony to jak oszczędzanie na pralni garnituru z wełny wikunii szytego platynową nicią.

A wreszcie na poważnie? Depresję to ma człowiek, jak przesiada się z rollsa do jakiegokolwiek innego samochodu. Zresztą to strasznie obraźliwe, by obraźliwie nazwać go „samochodem”. Po przejechaniu nim 1300 km prosto z Monachium do Warszawy czułem niedosyt. Chciałem więcej. Już nic w życiu nie zrobi na mnie wrażenia. Rolls-royce to „przeżycie”, a nie samochód. 

Zobacz także
  • Rolls-Royce Ghost Black Badge Czymś jeździć trzeba: Rolls-Royce Ghost
  • Top 10: supersamochody, o których nigdy nie słyszeliście - Venturi Fetish Top 10: supersamochody, o których mogłeś nie słyszeć
  • Rolls-Royce: legenda, a nie samochód Rolls-Royce: legenda, a nie samochód
Skomentuj:
Rolls-Royce Phantom
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy