"Samochód, który nie jest mój, to żadna przyjemność" - wywiad z Adamem Klimkiem

Adam Klimek

Adam Klimek (Albert Zawada / AG)

O współczesnej motoryzacji rozmawiamy z Adamem Klimkiem, chyba najbardziej znanym mechanikiem samochodowym w Polsce. A ponieważ autami zajmuje się od ćwierćwiecza, nie zabraknie odniesień do przeszłości i wizji przyszłości.

Hasło „współczesna motoryzacja” – pierwsze, co przychodzi ci na myśl, to...

Krótkoterminowość, ograniczona żywotność, efekt tego, że na produkcji samochodu się nie zarabia. Gdy kupowałem swój pierwszy samochód roczne wynagrodzenie skrzętnie odkładane i chowane między kartki książki, nie pozwoliło mi na zakup niczego. Dopiero kiedy ojciec dołożył mi drugie tyle, stać mnie było na najgorszego „malucha” na giełdzie, który dobre miał tylko szyby. Dzisiaj nawet za słabą roczną pensję można kupić auto, które wtedy było nawet nie sufitem, a kosmosem – samochody są bardzo tanie, choć relatywnie do zarobków wciąż uważamy je za drogie. Zysk koncernu na pojedynczym egzemplarzu auta jest minimalny.

Skoro produkcja trwa, to jednak musi się jakoś opłacać...

Najpierw koncerny ograniczały dostępność części zamiennych na rynku wtórnym poprzez umowy z ich producentami, żeby klient musiał pójść do autoryzowanego dealera marki. Pomogło na krótko, dlatego potem ograniczono dostęp do diagnostyki – nie dało to za wiele, gdy okazało się, że z jednej informacji z OBD [On-Board Diagnostics, czyli tzw. komputer pokładowy – przyp. red.] da się wywnioskować o wiele więcej. Potem pojawiło się hasło „ochrony komponentów” i zabezpieczeń antytuningowych – pewnych stref auta nie można było absolutnie ruszyć. Wyszło jak z kodowaniem telewizji satelitarnej – nim to na dobre wdrożyli, znalazły się osoby, które temat rozłożyły na czynniki pierwsze. Praktycznie każdy sterownik jest już rozpracowany, a dzięki wiedzy z internetu możemy zaprogramować go po swojemu.

Jaki będzie kolejny krok?

Niestety, w tej nowej motoryzacji tak naprawdę widzę wynajem aut – wówczas nie interesuje cię serwis, mycie, ubezpieczenie, ale wydzieramy motoryzacji duszę. Dla mnie samochód, który nie jest mój, to żadna przyjemność, a zużywanie to nie to samo, co używanie. Są oczywiście ludzie, którym to odpowiada, bo traktują auto jak przedmiot. Ja sam tak mam z telefonem – gdy się zniszczy czy zepsuje, to kupuję nowy. Jednak z mojej perspektywy samochód to coś więcej – dawniej synonim wolności, któremu przypisywało się ludzkie cechy, nadawało imiona. To było coś, z czym wiązało się na całe życie i budowało historię. Pędzimy w stronę, w którym ten etap zostanie zamknięty.

Adam KlimekAdam Klimek Albert Zawada / AG

Ekolodzy otwierają szampana?

Nie twierdzę, że nie mamy problemu z zanieczyszczaniem świata przez rozwój cywilizacji, ale czepianie się akurat motoryzacji to absurd i hipokryzja. To nam montuje się filtry cząstek stałych, gasi silniki na skrzyżowaniach, a tymczasem co roku tylko zarejestrowane statki generują tyle zanieczyszczeń, co cała motoryzacja w cztery lata. Albo współczesne „ekologiczne” lakiery – dawne wytrzymywały 20 lat bez konieczności polerowania, detailingu, odświeżania czy odtłuszczania, na które teraz nawet już po upływie roku zużywamy energię, sprowadzając pasty i polerki z Chin i paląc światło w warsztacie przez 20 godzin. Kiedy pojawił się nowy „ekologiczny” czynnik klimatyzacji – dużo droższy – właściciele zaczęli masowo przerabiać układy nowych aut, przystosowując je do starszego czynnika, który… momentalnie zdrożał! Przy takim wyciąganiu pieniędzy od kierowców nawet ci, którzy mają sympatię do motoryzacji, kapitulują.

Szukają alternatyw?

BMW pokazało „siódemkę” zasilaną wodorem już u progu lat 90. – wtedy problemem było wymyślenie koncepcji bezpiecznego tankowania, ale temat się rozmył. Sprawność silników spalinowych jest niewielka w porównaniu z elektrycznymi. Obecnie robi się silniki z samoczynnym zapłonem, selektywną pracą świec, ale okupione jest to wysoką awaryjnością – każdy pyłek, drobne zanieczyszczenie czy nawet ukształtowanie drogi może mieć znaczenie.

Ty jesteś jeszcze mechanikiem czy już elektrykiem?

Obecnie musisz być elektronikiem, a na koniec i tak zostajesz wymieniaczem – regenerowanie podzespołów już się nie opłaca. Jeśli jesteś na końcu świata, a od tego, czy dojedziesz, zależy twoje życie, w nowoczesnym aucie z awarią polegniesz. W dwu-trzyletnich samochodach przewody są brązowe, utlenione, podczas gdy w autach z lat 90. przewody do dziś błyszczą złotą miedzią. Ciężko pracuję, żeby nie musieć naprawiać nowoczesnych samochodów i współczuję tym, którzy muszą, zwłaszcza gdy klienci nie rozumieją, że podzespoły samochodu wzajemnie na siebie oddziałują. Gdy na przykład mechanik diagnozując zepsutą turbosprężarkę, widzi wypalone łopaty, to wie, że był problem ze spalaniem – oprócz turbo sugeruje klientowi wymianę zaworu recyrkulacji spalin, kolektora, wtryskiwaczy, a ten, licząc w głowie, odwraca się na pięcie…

... i idzie do takiego, który wymieni tylko turbo, a potem opowiada, że tamten go chciał naciągnąć.

Diagnostyka współczesnych samochodów jest skomplikowana – znam przypadek nowoczesnego SUV-a, który notorycznie wyładowywał akumulator, bo w pobliżu miejsca jego najczęstszego parkowania znajdował się silny przekaźnik wi-fi – komputer auta próbował analizować sygnał nieprzeznaczony dla niego i generował nadmierne zużycie prądu.

Adam KlimekAdam Klimek Albert Zawada / AG

Czy skrzywienie zawodowe nie pozbawia cię czerpania radości z motoryzacji?

Jestem wielkim entuzjastą rozwoju technologii – osiągnięć w zakresie współczesnych zespołów napędowych czy w sferze bezpieczeństwa. Ogromne wrażenie robią na mnie współczesne lampy – mało kto to robi, a ja zawsze zwracam na nie uwagę, kiedy kupuję auto. Natomiast inne podejście mam do nowoczesnych wyświetlaczy – niby mogę go dotknąć, przełączać funkcje, ale mój smartfon robi to od zawsze. Nie podoba mi się wyciąganie pieniędzy za drobne rzeczy: bluetooth, wi-fi, dotykowe ekrany – producenci sprzedają nam coś, co od dawna istnieje.

Nie ma się co dziwić, że może odechcieć się własności...

Teraz w salonie klient wybiera samochód na lata, kierując się głównie wyglądem – w przyszłości, przy krótkotrwałej eksploatacji nie będzie to miało większego znaczenia, auta upodobnią się do siebie, jak tramwaje i autobusy. Liczyć będzie się nie estetyka, a komfort i bezpieczeństwo, przy możliwie niskim koszcie. Nie będzie nawet potrzeba nowych aut – taki pojazd będzie mógł być poddawany corocznej rewitalizacji i wtedy to dopiero mechanicy będą mieli pracę! Powstaną całe armie wymieniaczy, których zadaniem będzie podpięcie auta pod wi-fi, sczytanie awarii i wsadzenie nowej części, którą producent oczywiście będzie miał najtaniej.

Samochody jak telefony czy telewizory, wydawane w recepcjach wielkich magazynów? Ponura wizja...

Tak, a przy okazji takiego podłączenia, przy rozbudowanych systemach czujników auta, firma otrzyma tyle danych, że będzie wiedzieć o tobie więcej niż ty sam. Motoryzacja od strony usługowej wobec tak dużych potrzeb będzie musiała się szybko rozwinąć – przecież już dziś w autoryzowanych salonach pierwsze, o co pyta klient z awarią, to samochód zastępczy, bo on musi jechać. W wynajmowanym aucie nikt nie będzie akceptował świecącej się kontrolki czy jakiegoś stukania – obecnie właściciele samochodów latami jeżdżą z usterkami, a z doświadczenia sprzedającego używane auta wiem, że najbardziej wymagającymi klientami są właśnie ci ludzie, którzy mają najbardziej zaniedbane samochody.

Zobacz także
  • Sony PlayStation Classic PlayStation Classic - jak retro konsola sprawdza się w akcji?
  • Nowe BMW serii 8 Coupé Nowe szaty króla | BMW serii 8 Coupé
  • Jak przejść na ty ze współpracownikami Najlepsze sposoby przechodzenia na ty

Polecamy