MOTOsonda: Andrzej Piaseczny

Lexus LS 500h i Andrzej Piasek Piaseczny

Lexus LS 500h i Andrzej Piasek Piaseczny (fot. Lexus)

Właśnie wydał płytę "25+". Kiedyś podkradał ojcu dużego fiata. Pierwszy samochód rozbił jeszcze w dniu zakupu, więc kupił następny taki sam. Dzisiaj auta zastępują mu nawet dom.

Honda Prelude '87Honda Prelude '87 fot. EurotaxGlass

Kupiłem ją od piłkarza Legii Warszawa za pierwsze duże pieniądze. Wiadomo, jak każdy facet musiałem pójść w auto. Przez głupotę rozbiłem je jeszcze w dniu zakupu, bo grzebałem w radiu i wylądowałem na ogrodzeniu. Nie wydałem wszystkich zarobionych pieniędzy, więc po prostu kupiłem drugi taki sam wóz.

O jakim aucie marzyłeś, będąc nastolatkiem?

Jako dziecko miałem modelik legendarnej Lancii Stratos w kształcie klina. Natychmiast go rozwaliłem, ale miałem wtedy może z sześć lat. Przez sentyment pozostał mi długo w głowie.

Czym jeździsz teraz na co dzień?

Lexusem LS 500h i audi A7. Zdecydowałem się na te auta, bo tak naprawdę trochę mieszkam w samochodzie. Po wielu latach zatrudniłem też kierowcę. Nie był to łatwy krok, bo musiałem nauczyć się spędzać czas w samochodzie, nie prowadząc go. Wcześniej jeździłem samodzielnie, ale w moim zawodzie to głupota, gdyż po pięciu, sześciu godzinach jazdy trzeba wyjść na scenę.

W sezonie letnim po okolicy jeżdżę bmw serii 3 kabriolet z 1991 r., bo motoryzacja nie ogranicza się dla mnie do tego, co można mieć od ręki, z salonu. Mam też pod plandeką camaro z 1977 r., ale to wóz do remontu. Jak poszedłem do kina na przedostatnią wersję transformersów, to myślałem, że umrę, gdy pojawił się na ekranie.

Lexus LS 500h i Andrzej Piasek PiasecznyLexus LS 500h i Andrzej Piasek Piaseczny fot. Lexus

Uznałem, że mogę sobie pozwolić na odrobinę luksusu – może nawet trochę więcej niż odrobinę – i po prostu kupić samochód, który nie będzie mnie męczył. Chciałem mieć auto, w którym, jak się go nie prowadzi, można łatwo odpoczywać, czytać książki i słuchać muzyki bez specjalnego pogłaśniania jej.

Wygląd czy osiągi?

Na pewno nie chciałbym mieć brzydkiego auta. Ale czy mógłbym jeździć wolnym? Mój kumpel mówi, że z wiekiem maleje zapotrzebowanie na adrenalinę, a rośnie na zdrowy rozsądek. Lubię dynamiczną jazdę, ale nie szaleję już tak jak kiedyś, więc nie wybieram samochodów jedynie na podstawie osiągów.

Napęd na przód, tył czy 4×4?

Zdecydowanie na wszystkie koła. Pokonuję 65 000 km rocznie, więc stawiam na bezpieczeństwo, które zapewnia napęd 4×4. Nie jestem ekspertem, ale tak mi się po prostu wydaje i tak czuję. Druga rzecz – mieszkam w Górach Świętokrzyskich i mam długi podjazd do domu, więc zimą taki napęd ułatwia mi dotarcie do niego.

Fiat 125pFiat 125p fot. producent

Ojciec kupił go w 1976 r. i jeździł nim do końca życia. To był jeden z pierwszych egzemplarzy z prostokątnymi światłami z tyłu. Podkradałem go z garażu, jak taty nie było w domu, aż któregoś razu przepuściłem na pasach… swoją matkę, która nieomal dostała zawału, jak mnie zobaczyła w tym aucie.

Przygoda za kółkiem?

Miałem kiedyś fazę na amerykańskie wozy. Kupiłem sobie lincolna mark VII, którym jeździłem na koncerty. Genialny krążownik, ale miał jedną wadę – gasł, gdy się mocno nagrzał. Niedaleko Kielc była przebudowa drogi i ruch wahadłowy. Stałem trzeci w sznurze aut, a gdy przyszła moja kolej, lincoln zgasł. Wysiadam, pcham go, a obok mnie przejeżdża facet z wystawionym za okno „zimnym łokciem” w żuku. Patrzy na mnie i krzyczy: „Co, amerykana się zachciało? ”.

Zobacz także
  • Panasonic Croustina SD-ZP2000 Testujemy wypiekacze do chleba
  • Długopisy w sklepie z pamiątkami w Medinat Jumeirah w Dubaju Top 10 atrakcji: Dubaj (2019)
  • Południowy Tyrol Południowy Tyrol: gdzie sznycel spotyka spaghetti

Polecamy