Kiedy SUV to za mało | Test pikapów

Nie ma bardziej męskich aut od pikapów. Są wielkie, nieporęczne, stawiają opór i dużo palą. Chwyciliśmy byka za rogi, sprawdzając pięć z nich w codziennym użytkowaniu.

Chciałeś kupić nowego SUV-a, ale sąsiad zrobił to pierwszy. I co teraz? Przecież będzie, że mu pozazdrościłeś, a poza tym nikomu na osiedlu nie zaimponuje kolejna quasi-terenówka. Na szczęście są jeszcze pikapy. Nimi nie da się podjechać niezauważonym. A najczęściej można podjechać... dokądkolwiek. Nawet na środek pola czy do odciętego od cywilizacji domku w lesie – sprawdzone na własnej skórze. Obyło się bez wzywania traktora.

Ekonomiczna alternatywa…

Do 2011 r. mało kto w Polsce słyszał o pikapach. Status quo zmieniła ustawa, w myśl której auta z kratką przestały być traktowane jako ciężarowe i nie można już było od nich odliczyć całego VAT-u. Przedsiębiorcy, którzy chcieli kupić 4- lub 5-osobowy samochód „ciężarowy”, mogli jednak skorzystać z furtki w przepisach, jaką okazały się pikapy. Przed VAT-em uratowała je otwarta, oddzielona od kabiny skrzynia służąca do przewożenia ciężkich ładunków.

Akcesoryjna pokrywa z laminatu, na szczęście, nie pozbawia właściciela ulg z tytułu użytkowania samochodu ciężarowegoAkcesoryjna pokrywa z laminatu, na szczęście, nie pozbawia właściciela ulg z tytułu użytkowania samochodu ciężarowego fot. Mitsubishi

Zakup „monster trucka” stał się korzystny z ekonomicznego punktu widzenia. Szkoda tylko, że wraz z niższą ceną nie otrzymujemy mniejszego zapotrzebowania na paliwo czy tańszych części zamiennych. Pikapy potrafią sporo „wypić” (zwłaszcza na autostradzie i w mieście), a komplet dedykowanych im opon kosztuje tyle co 7-dniowy wyjazd last minute dla dwóch osób na Maderę lub Wyspy Kanaryjskie. Z drugiej strony duży SUV też nie będzie oszczędny i tani w eksploatacji, a od niego VAT-u już się nie odliczy. Zostawmy na chwilę kalkulację, bo pikapy muszą mieć jakieś inne zalety. Muszą, prawda?

…kontra rzeczywistość

To moje pierwsze podejście do samochodów ze skrzynią ładunkową zamiast bagażnika. Choć posiadanie takiego auta zawsze mi imponowało („musi mieć duże jaja” – myślałem), to w głębi duszy czułem, że nie mają one sensu. Przynajmniej w mieście, gdzie pikap postawiony wśród małych hatchbacków, kompaktowych sedanów i rodzinnych kombi pasuje jak wół do karety. „Wół” to tutaj słowo klucz, bo pikapy przede wszystkim mają sprawdzać się w robocie. Jakiej? Ciężkiej. Na polu, na budowie, w lesie. Ale nie w mieście, na Boga!

Na zdjęciu oryginalne wykorzystanie pikapa. Teraz pikap nikogo nie zdziwi nawet pod operą.Na zdjęciu oryginalne wykorzystanie pikapa. Teraz pikap nikogo nie zdziwi nawet pod operą. fot. Nissan

Pikap to styl życia – mówią Amerykanie. Tyle że ich luksusowe krążowniki szos na wielowahaczowym zawieszeniu (a nie resorach piórowych) napędzane potężnymi jednostkami benzynowymi z europejskimi wołami roboczymi wspólną mają tylko metalową skrzynię za kabiną. À propos – jak można kupić samochód bez bagażnika?! Długa „paka” jest kompletnie bezużyteczna na co dzień, gdyż nie ma jak zabezpieczyć na niej zakupów, plecaka czy torby tak, żeby nie przemieszczały się na zakrętach i przy hamowaniu lub przyspieszaniu. Lepiej wozić je w kabinie. Druga rzecz to wysoki próg załadunku po otwarciu ciężkiej klapy. Czasami trzeba podnieść bagaże na wysokość nawet 80 cm. Jest jeszcze jeden minus – jeśli nie dokupisz plandeki, rolety albo pokrywy z laminatu, to zmokną ci bagaże. Pikapy nie mają tu szans z kombi czy vanem. Ale które z nich przyjmie ponad tonę ładunku, który trzeba przewieźć przez nielekki teren?

Nic za darmo

Dzięki konstrukcji na sztywnej ramie, napędowi 4×4 i dużemu prześwitowi pikapy nie boją się żadnej pracy i dojadą niemal wszędzie (jeden warunek: porządne, terenowe opony). Jeżdżąc takim autem, codziennie czułem się trochę jak Indiana Jones, a trochę jak rolnik. Zawsze mnie interesowało, co otacza jezioro w pobliżu domu moich rodziców. Teraz już wiem – nic. Tylko pola, bagna i las.

SUV wymiękłby w takich warunkachSUV wymiękłby w takich warunkach fot. Michał Pawłowski/Mercedes-Benz

To, co stanowi zaletę, jednocześnie jest wadą, bo na wspomnianych rozwiązaniach cierpi wygoda podróżnych. Bez załadunku pikapy radośnie podskakują na nierównościach (ach, te resory piórowe!). Tak, to auta dla prawdziwych macho, ale nawet oni zabierają czasami pasażerów, którzy chcieliby komfortowo odbyć podróż. A to dość trudne, gdy kanapa z tyłu ma niemal pionowy kąt nachylenia oparcia, a siedziska są umieszczone niewiele ponad wysoko poprowadzoną podłogą, co wymusza trzymanie brody w kolanach.

Użytkowy charakter ujawnia się też w innych aspektach codziennego, „cywilnego” użytkowania. Spore jednostki wysokoprężne napędzające pikapy są głośne (zwłaszcza zimą po nocy spędzonej „pod chmurką”), a w tłumieniu odgłosów ich pracy nie pomaga kiepskie zazwyczaj wyciszenie kabiny. Wysoko zawieszone nadwozie cechuje się dużym współczynnikiem oporu powietrza, auta są ciężkie, a to wszystko podwyższa spalanie. I tak można jeszcze trochę, ale w międzyczasie zboczyłem z drogi i poznałem smak jazdy po bezdrożach. I wiecie co? Kupuję pikapa! Ale to za kilka lat, gdy będzie mnie już stać na drugie auto. Bo pikap jako jedyny samochód w domu (o ile nie jest to ogromne ranczo) kompletnie nie ma sensu.

Dla rajdowca: Volkswagen Amarok V6 Aventura

Odbieram kluczyki do Amaroka i myślę tylko o tym, jakim cudem zaparkuję go pod blokiem na warszawskim Mokotowie. Na szczęście miał kamerę cofania – w takim wozie to obowiązek, wszak znalezienie miejsca dla takiej bestii to prawdziwe wyzwanie.

Bestii, bo nie dość, że Amarok jest duży (5,19 m „żywej” długości), to napędza go 3-litrowy diesel V6 o mocy 258 KM! I tu pierwsze zaskoczenie – pikap może być dynamiczny. Tak bardzo, że przy starcie spod świateł nie ucieknie mu nawet hot hatch. Tylko Mercedes klasy X 350d 4MATIC (też 258-konny) może się z nim równać. Drugie zaskoczenie – Amarok prowadzi się niemal jak zwykły, komfortowy SUV. No, może trochę bardziej się wychyla, ale łatwo się do tego przyzwyczaić.

Spodziewałem się, że przy manewrowaniu będę musiał walczyć z kierownicą, tymczasem przy mniejszych prędkościach kierownicą kręci się tak samo jak w Golfie – plus. Przy wyższych prędkościach brakuje trochę precyzji – minus. Nudny projekt deski rozdzielczej zdradza wiek konstrukcji (to już prawie 10 lat!), ale sytuację ratują estetyczne srebrne listwy i bogate wyposażenie, takie jak elektryczne i podgrzewane skórzane fotele.

To jeden z najszybszych pikapów na rynkuTo jeden z najszybszych pikapów na rynku fot. VW

Dane techniczne:

Silnik: turbodiesel 3.0 V6 TDI

Skrzynia biegów: automatyczna, 8-biegowa

Moc/maksymalny moment obrotowy: 258 KM/580 Nm

V-max: 205 km/h

Ładowność: 561 kg

Cena: 262 716 zł

Dla myśliwego: Toyota Hilux Selection 50

Myślisz „pikap”, mówisz „Hilux”. Choć stary skład „Top Geara” słynął z pomysłowości, brytyjscy prezenterzy nie byli w stanie go zajechać. Podpalili go, utopili w morzu, rozbili kulą do wyburzania i wysadzili pod nim wieżowiec. Po każdej z tych prób 18-letni pikap Toyoty był w stanie odpalić i odjechać. Nic więc dziwnego, że to ulubiony samochód… terrorystów.

W zeszłym roku obchodziliśmy jego 50-lecie, z okazji którego Toyota Polska stworzyła limitowaną do 50 egzemplarzy (przypadek?) wersję Selection 50. Wyróżniki: specjalna okleina nadwozia, pokrywa skrzyni wykonana z laminatu, „szperacze” na dachu, orurowanie i aluminiowa osłona silnika. To kompletne przeciwieństwo Amaroka – na autostradzie szybko traci parę, ale za to w terenie czuje się jak ryba w wodzie.

I dobrze, bo samochód, który tak wygląda, musi sobie radzić. Mnie przewiózł bez zająknienia dookoła jeziora, a nie było tam drogi. Plusy? Właściwości terenowe i świeży projekt nie tylko nadwozia, ale też deski rozdzielczej – w środku jest zupełnie jak w SUV-ie. Minusy? Dychawiczny silnik, trudności z wsiadaniem do wysokiej kabiny i słabo wspomagany układ kierowniczy.

Oto najbardziej rozpoznawalny pikap na świecie - Toyota HiluxOto najbardziej rozpoznawalny pikap na świecie - Toyota Hilux fot. Toyota

Dane techniczne:

Silnik: turbodiesel 2.4 D-4D

Skrzynia biegów: automatyczna, 6-biegowa

Moc/maksymalny moment obrotowy: 150 KM/400 Nm

V-max: 170 km/h

Ładowność: 1040 kg

Cena: 199 900 zł

Dla mieszczucha: Nissan Navara N-Guard

Panie i panowie, oto najbardziej cywilizowany pikap na ziemi (no dobra, nie na ziemi, tylko w Europie i nie licząc klasy premium)! Powód jest prosty – gdy popularność tego segmentu zaczęła rosnąć, Nissan postanowił jeszcze bardziej zawalczyć o klientów, oferując im lepsze właściwości jezdne. Japońscy inżynierowie rezolutnie zastąpili archaiczne resory piórowe (to dzięki nim pikapy mogą zabrać tak ciężki ładunek, ale z pustą paką podskakują na każdych nierównościach) zawieszeniem wielowahaczowym.

I chwała im za to, bo komfortem jazdy Nissan bije rywali na głowę, a wciąż może zabrać na swoje plecy ponad tonę ładunku! Zaniepokojonych właściwościami terenowymi uspokajam – konstrukcja na sztywnej ramie i napęd 4×4 zostały, więc Navara terenu się nie boi. Tym bardziej że napędza ją dość dynamiczna, 190-konna jednostka, dzięki której Nissan chętnie pruje nawet przez błoto.

Do tego w wersji N-Guard naprawdę dobrze wygląda. To zasługa czarnych dodatków, takich jak klosze reflektorów, osłona chłodnicy, obudowy lusterek, klamki i naklejki. Duży minus za zbyt mocno wspomagany układ kierowniczy – to przydaje się przy manewrach w mieście, ale przeszkadza w trasie.

Resory piórowe? A co to? Navara ma tak jak SUV-y zawieszenie wielowahaczoweResory piórowe? A co to? Navara ma tak jak SUV-y zawieszenie wielowahaczowe fot. Nissan

Dane techniczne:

Silnik: turbodiesel 2.3 dCi

Skrzynia biegów: automatyczna, 7-biegowa

Moc/maksymalny moment obrotowy: 190 KM/450 Nm

V-max: 195 km/h

Ładowność: 1040 kg

Cena: 168 050 zł

Dla oldskulowca: Mitsubishi L200 Black Edition

Z tym pikapem mamy problem, bo choć aktualnie sprzedawane L200 wciąż nie wygląda staro, zaprezentowano już jego zmodernizowaną wersję. I jeśli zazwyczaj producentom zarzuca się, że zbyt mało zmieniają przy okazji liftingu, to tutaj Mitsubishi poszło na całość.

L200 Black Edition, które gościliśmy w redakcji, to jeszcze wersja „pożegnalna” schodzącego z rynku przedliftingowego pikapa. Czarne dodatki (skąd my to znamy?) to odpowiedź na nowy trend w motoryzacji, producenci bowiem zorientowali się, że klienci nie chcą już chromu. Zamiast niego wolą coś dyskretnego. Najlepiej kojarzącego się ze sportem. Na czarno polakierowano więc poszerzenia nadkoli, obudowy lusterek, klamki, atrapę chłodnicy oraz 17-calowe, aluminiowe obręcze kół.

Mitsubishi L200 świetnie sprawdza się na asfaltowych drogach – 181-konny silnik z łatwością rozwija prędkości autostradowe, układ kierowniczy jest precyzyjny, a zawieszenie dobrze tłumi nierówności. Gorzej radzi sobie z tym na nierównościach (mocno „dobija”). Szkoda, bo napęd 4×4 i duży kąt rampowy (określający, na jakiej przeszkodzie zawiśnie auto) zachęcają do zjechania na bezdroża. Minusy? Tandetne plastiki, system multimedialny z poprzedniej (chińskiej) epoki i niezwykle głośno pracujący silnik (zwłaszcza nierozgrzany).

Mitsubishi L200 przeszło już facelifting, ale ta wersja nie trafiła jeszcze do sprzedażyMitsubishi L200 przeszło już facelifting, ale ta wersja nie trafiła jeszcze do sprzedaży fot. Mitsubishi

Dane techniczne:

Silnik: turbodiesel 2.4 DID

Skrzynia biegów: automatyczna, 5-biegowa

Moc/maksymalny moment obrotowy: 181 KM/430 Nm

V-max: 177 km/h

Ładowność: 1035 kg

Cena: 148 790 zł

Dla prezesa: Mercedes-Benz X350d 4MATIC

Po pierwszych kilometrach pokonanych klasą X musiałem zatrzymać się i wysiąść, by sprawdzić, czy na pewno jadę pikapem – i to nie dlatego, że deska rozdzielcza wygląda za dobrze, jak na ten segment (choć tak w istocie jest). Klasa X jest oparta na opisanej powyżej Navarze, więc wrażenia z jazdy zbliżone do tych, które oferują SUV-y, miała w genach. Ze zdumieniem odkryłem za to, że w wersji z 3-litrowym dieslem V6, po ingerencji niemieckich inżynierów, prowadzi się... nawet lepiej od niektórych SUV-ów! Jest komfortowo, dynamicznie i bezpiecznie, czyli tak jak w każdym osobowym Mercedesie.

Niestety, wóz kosztuje też tyle, co Mercedes, czyli o ponad 14 tys. zł więcej od podobnie wyposażonego Amaroka z silnikiem V6 pod maską. W praktyce dopłata do Klasy X zapewnia nam na pokładzie nowszy system multimedialny z większą liczbą funkcji oraz system kamer 360 – zbawienny przy poruszaniu się po mieście samochodem o takich wymiarach. W cenie nie ma zabudowy z laminatu za 7 977 zł, ale nie warto jej uwzględniać, bo przez zepsuty zamek nie mogłem z niej skorzystać. A jaki sens ma pikap bez paki? Nie było rady – przewożone toboły wylądowały w kabinie na skórzanej tapicerce kanapy.

Największa zaleta Klasy X? Można ją zaparkować pod filharmonią bez obaw o swój ciężko wypracowany wizerunek. Bo przecież trzeba go mieć, skoro jeździ się Mercedesem.

Spod opery prosto w piachSpod opery prosto w piach fot. Michał Pawłowski/Mercedes-Benz

Dane techniczne:

Silnik: turbodiesel 3.0 V6

Skrzynia biegów: automatyczna, 7-biegowa

Moc/maksymalny moment obrotowy: 258 KM/550 Nm

V-max: 205 km/h

Ładowność: 965 kg

Cena: 274 030 zł

Więcej o: