Łukasz Myszyński zdradza nam, jak stworzyć wymarzony samochód

Łukasz Myszyński i jego 'dziecko' na targach Poznań Motor Show

Łukasz Myszyński i jego 'dziecko' na targach Poznań Motor Show (fot. archiwum własne)

Pierwsze samochody rysował na kartkach szkolnych zeszytów. Kajety mu nie wystarczały, więc po studiach w Mediolanie sam stworzył model auta w skali 1:1. Nam opowiada, jak tego dokonał.

Muszę zadać to pytanie. Podoba ci się Multipla?

Nie mogę powiedzieć o niej nic dobrego, wziąwszy pod uwagę jej stylistykę. Za to z projektowego punktu widzenia ten samochód miał sens, bo spełniał swoją funkcję i znajdowali się na niego chętni. Możemy się zadręczać pytaniami, dlaczego Multipla tak wygląda i kto zaakceptował ten projekt, ale fakt, że ludzie ją kupowali, oznacza, że była przydatna.

Ponadczasowy projekt?

Myślę, że Multipla zapisze się na kartach historii, lecz nie jako wybitny projekt, ale coś niezwykle dziwnego. Może to nie był jej moment.

Niektóre samochody wyprzedzają przecież swoją epokę.

Nie wiem, czy można tak stwierdzić. Na pewno w motoryzacji występuje inne zjawisko, które polega na tym, że samochody postrzegane dziś przez nas jako nudne po 10 latach wciąż świetnie się prezentują. Choć na pierwszy rzut oka tego nie widać, projekty takie jak Audi A4 czy nawet wcześniejsze Audi 80 pokazały, że da się uzyskać efekt ponadczasowości. Ciekawi mnie, jak szybko zestarzeją się rewolucyjne, agresywnie stylizowane lexusy, które teraz bardzo poruszają opinię publiczną.

A podobno wszystkie samochody są takie same. Co czujesz, gdy ktoś tak stwierdza w twoim towarzystwie?

Podzielam to zdanie, bo te auta, które się sprzedają, naprawdę są takie same. Każda marka przedstawia swoją filozofię i własny język stylistyczny, ale jeśli zupełnie obiektywnie porównamy model marki A z konkurencyjnym modelem marki B, to dojdziemy do wniosku, że są bardzo podobne. Mają zbliżone proporcje, podobne wymiary, spełniają te same funkcje i są kierowane do tych samych klientów. Jest mnóstwo powtarzających się elementów. Nawigacja, indukcyjna ładowarka telefonu – wszyscy to mają, bo chcą tego klienci. Ale różnią się stylistycznie i za to właśnie odpowiada projektant.

Skąd czerpiesz inspiracje do tego wyróżniania aut?

Z każdego szczegółu w życiu, bo wszystko ma znaczenie. Trzeba się zastanowić, co samochód ma sobą reprezentować, co przekazać, czym wyróżnić się na ulicy, a potem znaleźć taki punkt, który będzie cię prowadził przez cały projekt. Te pomysły zapisujemy na „mood boardach”, czyli tablicach z nastrojem projektu. Nastrojem, bo określamy na nich, jakie emocje mają być widoczne w samochodzie. Czy auto ma być silne i mocne, a może łagodne i miękkie? Potem szukasz inspiracji dla tych określeń i starasz się je połączyć. Natura często podsuwa najlepsze pomysły, ale np. tworząc pracę konkursową dla Mazdy, odwołałem się do obecnych w kulturze japońskiej drewnianych wanien, bo chciałem pokazać luksus.

Wygląd czy osiągi? Łukasza Myszyński stawia na to pierwszeWygląd czy osiągi? Łukasza Myszyński stawia na to pierwsze fot. archiwum własne

Jesteś w stanie przewidzieć, co będzie się podobało ludziom za pięć, a może nawet 10 lat?

Wszystkie samochody projektuje się kilka lat wcześniej i to po prostu trzeba umieć przewidzieć. Dzisiejsze szkice projektanta „wyjadą” na ulice najwcześniej za pięć lat i nie mogą przez ten czas stracić na świeżości. Wszystkie koncerny myślą nad tym, co po tym czasie zaskoczy konkurencję. Jaką technologię mają, co nowego dorzucą, czym mogą się wyróżnić, żeby zawsze być o krok do przodu.

Czy jako projektant stawiasz wygląd ponad osiągi?

Od zawsze tak postrzegałem samochody – stylistycznie. Zastanawiałem się, dlaczego dany model tak wygląda i czy mi się to podoba, a moi kumple jarali się wtedy silnikami i liczbą koni. Dla mnie najważniejsze było, żeby pojazd przyciągał wyglądem. I mam tak do dzisiaj. Wiadomo, są takie auta, w których to osiągi grają pierwsze skrzypce, tak jak np. Bugatti Veyron. Zupełnie nie w moim guście, ale to nie ma znaczenia, bo Veyron spełnia przypisaną mu funkcję.

To czym jeździsz prywatnie?

Mam stare volvo kombi, które bardzo lubię. Wbrew pozorom to duża sztuka sprawić, żeby tak prosta bryła mogła się komuś spodobać. Dobrze mi się nim jeździ i mam z nim same dobre wspomnienia.

Wszystko się zgadza – jeździsz samochodem prawników, lekarzy, architektów i projektantów!

Miłość do tej marki siedzi we mnie naprawdę głęboko. Marzę teraz o nowym V60. Bardzo chciałbym je mieć, choć nie wiem, kiedy to nastąpi. Mam nadzieję, że już niedługo.

Jakie samochody są dla ciebie ikonami motoryzacji?

Pierwszy wóz, który przychodzi mi na myśl, to oczywiście Jaguar E-Type. Do dziś jest stawiany jako wzór. Kocham też stare mustangi, Mercedesa 300 SL, Porsche 917 czy Ferrari 250 GTO. Nie bez powodu 250 GTO ustanowiło w zeszłym roku rekord najdrożej wylicytowanego samochodu na aukcji [prawie 185 mln zł! – przyp. red.]. Rysuję, a raczej maluję hobbystycznie samochody, które do mnie przemawiały czy na swój sposób mnie urzekły.

Porsche 917 namalowane przez Łukasza MyszyńskiegoPorsche 917 namalowane przez Łukasza Myszyńskiego fot. Łukasz Myszyński

Zaprojektowałeś kiedyś na nowo jakąś polską czterokołową ikonę?

Spontanicznie naszkicowałem nowego malucha. Tak po prostu, dla siebie. Wziąłem jako tło zdjęcie oryginalnego starego Fiata 126p i narysowałem na nim współczesną wersję według własnej wizji. Wrzuciłem to nawet na YouTube’a i ten klip ma sporo wyświetleń. Z grupą pasjonatów zaprojektowaliśmy też kilka lat temu nową Warszawę.

Chciałbyś reanimować polską markę samochodową? Dużo u nas takich pomysłów.

Reanimować nie. Wolałbym stworzyć coś zupełnie nowego – od czystej kartki. Zebrać odpowiednich ludzi i w gronie pasjonatów oraz specjalistów stworzyć nowy początek polskiej motoryzacji. Może to naiwne, ale wciąż wierzę, że to możliwe.

A jak się projektuje samochód tak zupełnie od zera?

Wszystko zaczyna się od szkiców ręcznych i stworzenia wielu wariantów stylistycznych projektu. Są różne taktyki – niektórzy tworzą jeden szkic i go w nieskończoność rozwijają, inni rysują ich setki, aż uzyskają pożądany efekt. Później jest praca w Photoshopie, wykonanie modelu 3D w programie graficznym i wygenerowanie wizualizacji końcowych oraz prezentacja zastosowanych w aucie nowatorskich rozwiązań.

I już? Kiedy projekt przechodzi ze świata wirtualnego do rzeczywistego?

Na etapie tworzenia w skali modelu z gliny. To specjalny materiał, z którego korzystają producenci, żeby sprawdzić, jak zaprojektowana bryła samochodu prezentuje się na żywo. Glinę rozgrzewa się w piecu do 60-80°C, żeby stała się elastyczna. Potem nakłada się ją warstwami na styropianowy model, na którym glina zastyga w temperaturze pokojowej, i dopiero wtedy można w niej rzeźbić.

Wszystko zaczyna się od szkiców ręcznychWszystko zaczyna się od szkiców ręcznych fot. archiwum własne

A testy w tunelach aerodynamicznych?

Pierwsze pomiary wykonuje się, wykorzystując jeszcze gliniane modele. W dużych koncernach robi się je w skali 1:1, potem pokrywa folią imitującą lakier samochodowy i doczepia prawdziwe koła. Pomiary są więc już bardzo dokładne, choć podczas moich studiów nie były one najważniejsze.

Co trzeba ukończyć, żeby zostać projektantem samochodów?

Ja zacząłem od Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, bo tam jest wydział wzornictwa z pracownią projektowania środków transportu. Samo ASP jednak nie wystarczy, gdyż brakuje tam międzynarodowego towarzystwa i ludzi z branżowym doświadczeniem. Dlatego podjąłem decyzję, że muszę dostać się do szkoły designu w Mediolanie, która może dać mi odpowiednią wiedzę i pomoże rozwinąć umiejętności.

Myślałeś wcześniej o innym zawodzie?

To ciekawa historia, bo mam też zrobiony licencjat z fizjoterapii, choć od dziecka rysowałem samochody. Nawet w szkolnych zeszytach, które zachowałem. Na drugim roku fizjoterapii poszedłem do włoskiej restauracji, w której wpadł mi w ręce artykuł o polskich projektantach samochodów, byli w nim wymienieni m.in. Kamil Łabanowicz i Tadeusz Jelec. To był dla mnie przełomowy moment, bo uzmysłowiłem sobie, że studia nie dają mi radości i satysfakcji, której od nich oczekiwałem. Samochody, które we mnie siedziały, wygrały. I tak, nie myśląc zbyt długo, znalazłem się na ASP we Wrocławiu.

Jak wyglądała rekrutacja na studia w Mediolanie?

Scuola Politecnica di Design (SPD) wraz z Volkswagenem oferowała stypendium za zwycięstwo w międzynarodowym konkursie Sketch Fighter. Konkurs ten był podzielony na siedem rund trwających całą dobę. Dostawaliśmy zadania, które musieliśmy wykonać w ciągu 24 godzin, tworząc swoje projekty. Tematy były różne – od małego, miejskiego samochodu elektrycznego, przez amfibię i kabriolet Škody, po nowego SUV-a marki Jeep. Przy trzecim podejściu do konkursu zająłem pierwsze miejsce i uzyskałem stypendium pokrywające 100% kosztów kursu magisterskiego w SPD.

To spore osiągnięcie!

Wtedy wydawało mi się naprawdę duże. Dzisiaj uważam, że po prostu zrealizowałem swój plan na tamten okres. Te studia są nieprawdopodobnie wymagające, bo dostają się tam najlepsi ludzie z całego świata. Magisterka na SPD trwała rok i przez ten czas współpracowaliśmy z Lamborghini, Audi i Ducati. Lamborghini poprosiło nas o stworzenie odpowiedzi na 4-osobowe Ferrari FF, a dla Audi mieliśmy zaprojektować pełną elegancji autonomiczną limuzynę o długości 5 m. Po ukończeniu SPD wróciłem do Polski i zacząłem szukać pracy.

Cadrone, czyli samochód inspirowany dronem. Niestety nie lata!Cadrone, czyli samochód inspirowany dronem. Niestety nie lata! fot. Łukasz Myszyński

Poważnie? A co może u nas projektować osoba z twoim wykształceniem?

Na pewno nie samochody [śmiech]. Mamy natomiast firmy modyfikujące wnętrza czy robiące akcesoryjne, zewnętrzne pakiety stylistyczne. Spróbowałem swoich sił w kilku miejscach, ale to nie było to. Chciałem zrobić coś większego, a przede wszystkim swojego. Usiadłem więc do deski kreślarskiej i narysowałem samochód inspirowany dronem. Tak zrodził się projekt Cadrone, który zajął mi osiem miesięcy, licząc od stworzenia pierwszego szkicu do przygotowania pełnowymiarowego modelu wyrzeźbionego w styropianie.

To nie w glinie, ale w styropianie?

Szczerze? Cadrone wymagałoby użycia bardzo dużej ilości specjalistycznej gliny, a ona jest dość droga. Na małe modele w skali 1:4 zużywa się kilkanaście kilogramów gliny. Przy modelu w skali 1:1 koszt byłby dla mnie za duży. Wyrzeźbiłem więc projekt jak najdokładniej w styropianie. Następnie pokryłem go włóknem szklanym, gipsem i szpachlą. Ostatnią powłoką był lakier samochodowy.

Co było najtrudniejsze w projekcie?

Wygładzenie wszystkich powierzchni. Wyrzeźbienie formy samochodu ze styropianu poszło mi bardzo szybko. Później było już gorzej, bo proces pieczołowitego wygładzania jest niezwykle czasochłonny. Wszystkie załamania trzeba zrobić jak najprecyzyjniej, żeby lakier nie obnażył tych błędów, których nie widać na chropowatych powierzchniach. I choć na białym gipsie wszystko wygląda pięknie, to odbijający światło lakier jest bezlitosny.

Jak reagowali ludzie na twój projekt wystawiony w 2017 r. na targach w Poznaniu?

Wiadomo, wszyscy robili zdjęcia. Podchodzili zainteresowani i pytali, co to za projekt i co z niego będzie w przyszłości. Cadrone odbiło się nawet echem w mediach. Sporo ludzi, niestety, dotykało modelu, więc musieliśmy go odgrodzić. Pierwszy raz byłem wystawcą na targach, więc nie byłem gotowy na to dotykanie, sadzanie dzieci czy opieranie się do zdjęcia. A to przecież tak naprawdę tylko rzeźba na kołach.

Gdzie teraz można obejrzeć Cadrone?

Po targach zgłosił się do mnie kolekcjoner, który chciał postawić Cadrone u siebie w salonie…

W salonie?!

No, raczej w takiej specjalnej hali na Mazurach. Ma tam też kilka sportowych samochodów. Jest pasjonatem motoryzacji, więc mój projekt potraktował jako element wystroju wnętrza. Mam pewność, że w jego rękach ten model przetrwa. Ktoś powiedział mi kiedyś, że jak chcesz przykuć uwagę, to musisz zbudować swoją wieżę Eiffla. I Cadrone jest właśnie taką moją wieżą.

Tak wygląda zrealizowane marzenie, czyli wizja samochodu zaprojektowanego od zeraTak wygląda zrealizowane marzenie, czyli wizja samochodu zaprojektowanego od zera fot. Łukasz Myszyński

Nad czym pracujesz teraz?

Projektuję sportowe wersje nadwozi samochodów, które jeżdżą w rajdach. Nowe zderzaki, koła i wiele dodatkowych elementów. Wziąłem też udział w konkursie na polski samochód elektryczny. Przygotowałem projekt, wysłałem i znalazłem się w finale. Zobaczymy, co będzie dalej. Mam nadzieję, że coś się u nas ruszy i powstanie w końcu polski samochód. Chciałbym, żeby nasi projektanci mieli szansę realizować się w kraju i nie musieli szukać pracy za granicą.

Promujesz też design w naszym kraju. Co dokładnie robisz?

Biorę udział w konferencjach, spotykam się z osobami zaangażowanymi w rozwój polskiego wzornictwa i staram się przekazywać uwagi projektowe każdemu, kto ich potrzebuje. Mam nadzieję, że dojdziemy do takiego etapu, w którym Polacy w końcu zaczną doceniać design i zauważać, że stylistyka jest istotnym elementem produktu. Kupujemy głównie oczami, więc wszystko powinno dobrze wyglądać.

Jaką funkcję spełnia design?

Design to sztuka projektowania. Z kolei dobry design to taki, który pomaga użytkownikowi zaspokoić jego potrzebę. Spełnia nadaną mu funkcję, a przy tym dobrze wygląda.

Czyli to, że design kojarzy nam się tylko z wyglądem, jest błędne?

Tak, bo design to przede wszystkim nadanie funkcji i przystosowanie produktu do użytkownika. Ale też zastosowanie dobrych materiałów i osiągnięcie efektu ponadczasowości oraz niezużywalności.

Jakie cechy są ważne w twoim zawodzie?

Kreatywność i samodyscyplina w tym, żeby się ciągle rozwijać i szkolić na własną rękę. Same chęci nie wystarczą – trzeba też mieć dużo zapału, treningu szkicowego, opanowania programów graficznych i… wiele lat rysowania za sobą. Tego nie da się przeskoczyć, bo zaczynając, nie ma się w ręce tej linii i nie czuje się stylistyki. Z drugiej strony słyszałem o projektancie, który był wcześniej chirurgiem. Skończył medycynę i dopiero później zdecydował, że chce projektować samochody. Dostał pracę w Jaguarze, więc wszystko jest możliwe.

Co byś doradził początkującym projektantom?

Przede wszystkim, żeby szli za głosem serca. Jeśli coś w tobie naprawdę siedzi, to nie zagłuszaj tego. Upór maniaka i niezniechęcanie się są tutaj bardzo ważne. Tak samo jak nauka rysowania przestrzennego, programów graficznych, modelowania 3D. Warto też szukać kontaktów z osobami, które już teraz się tym zajmują, bo one mogą sporo doradzić i pomóc w osiągnięciu celu.

Jakie masz plany na przyszłość?

Chcę podjąć próbę zbudowania własnej marki, której ludzie zaufają i do której będą przychodzić współpracować albo kupować produkty. Chciałbym osadzić ją w branży motoryzacyjnej, bo to byłoby spełnienie moich marzeń. Na razie powoli mi się to udaje, więc wszystko jest na dobrej drodze. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

Zobacz także
  • Jak się robi startupy w Afryce? Jak się robi start-upy w Afryce?
  • Wielki Mur Chiński to jedyna budowla widoczna z kosmosu - oto jedna z bzdur powtarzanych od lat. Mamy dla was 17 geograficznych ciekawostek, których zdecydowanie brakuje na lekcjach geografii. Idziemy o zakład, że parę razy się zdziwicie, a przynajmniej sięgniecie po atlas, żeby odszukać Togo, Filipiny czy Arabię Saudyjską. Wielki Mur Chiński wcale nie jest jedyną konstrukcją widzianą z kosmosu - używając tylko oczu (bez specjalistycznych narzędzi) spoza Ziemi bez problemu można zobaczyć np. świecące nocą miasta, a nawet autostrady. Co do samego Wielkiego Muru, to akurat jego zobaczenie jest stosunkowo trudne - to brązowa linia w brązowym terenie. By nieco ułatwić sprawę, w 2000 roku Brytyjczycy zbudowali w okolicy specjalny biały namiot. Airbnb organizuje wyprawę dookoła świata
  • Forum Romanum Rzym wprowadza nowe zakazy dla turystów. Zobacz, czego już nie można robić w Wiecznym Mieście

Polecamy