Godne pożegnanie | Volkswagen Golf GTI TCR

Jak najlepiej uczcić schodzącą generację modelu? To proste - wystarczy wypuścić na rynek jego podkręconą wersję. Volkswagen zrobił to dobrze, dodając do trzech magicznych liter (GTI) kolejne trzy (TCR).

Suche dane:

Silnik: 2.0 TSI turbodoładowany
Napęd: przedni (+ szpera)
Skrzynia biegów: 7-biegowa, automatyczna
Moc/maksymalny moment obrotowy: 290 KM/380 Nm
0-100 km/h: 5,6 s
V-max: 260 km/h
Cena: od 150 000 zł

Serce Golfa GTI TCRSerce Golfa GTI TCR fot. Volkswagen

Gdy otwiera się szlaban kompleksu sportowego w Portimão na południu Portugalii, nie wiem jeszcze, że tego samego dnia poznam najbardziej temperamentną kobietę w moim życiu. Średniej wysokości blondynkę, na oko w moim wieku. Zaintrygowani? Znakomicie, ale zacznijmy od samochodu i okoliczności, w jakich znalazłem się na torze wyścigowym na przepełnionym słońcem wybrzeżu Algarve.

Volkswagen Golf GTI to wóz, który może nie zapoczątkował, ale spopularyzował segment aut sportowych nadających się do codziennej jazdy. Mam na myśli uwielbiane przez młodych hot hatche, które zamiennie nazywane są autami typu GTI. Dlaczego? Ano właśnie od Golfa GTI. To ta sama historia co z adidasami (każde buty sportowe) i dżipami (każde auto terenowe). Produkt na tyle się przyjął i sprawdził, że cały segment podobnych aut określano mianem GTI i tak zostało do dzisiaj.

To wnętrze już doskonale znamyTo wnętrze już doskonale znamy fot. Volkswagen

Wszystko zaczęło się w 1976 r., kiedy to w Wolfsburgu zdefiniowano wciąż aktualne cechy kompaktowego sportowca. Na przestrzeni lat nie zmieniły się: nadwozie typu hatchback, napęd na przednie koła, podkręcony czterocylindrowy silnik, usztywnione zawieszenie, niska masa własna i charakterystyczna czerwona linia tworząca obramowanie osłony chłodnicy – nasi rodzice kupowali Golfa GTI dokładnie z tych samych pobudek co my. A musieli kupować, bo po ulicach jeździ już ponad 2,3 mln golfów GTI! Sportowy hatchback nieznacznie ewoluował, aż wreszcie pojawiła się 5. generacja. Zaskoczyła nieco bardziej narwanym charakterem, który w „szóstce” i „siódemce” został trochę utemperowany - stąd miejsce dla podkręconej, jeszcze bardziej od Performance, wersji TCR. Doprawionej musztardą Dijon, pieprzem Cayenne i papryczką Carolina Reaper.

Seat zafundował wcześniej podobny zabieg Leonowi Cupra, dodając literkę R do nazwy, a wraz z nią kilka modyfikacji mechanicznych. TCR jest więc fabrycznie stuningowanym i niezwykle kompetentnym hot hatchem. Przewyższa tradycyjne GTI mocą (290 KM), maksymalnym momentem obrotowym (380 Nm), prędkością maksymalną (bez ogranicznika 260 km/h), układem hamulcowym (o zwiększonej wydajności) i prezencją (dodatkowy czarny splitter z przodu, nowy dyfuzor z tyłu, zmieniony wzór obręczy aluminiowych i powiększony spojler na krawędzi dachu). Inżynierowie Volkswagena dodają, że Golf GTI TCR korzysta z technologii przeniesionej na publiczne drogi wprost z 350-konnej bestii, biorącej udział w wyścigach aut turystycznych klasy TCR.

W takim środowisku TCR czuje się najlepiej. Mimo to nie męczy na publicznej drodzeW takim środowisku TCR czuje się najlepiej. Mimo to nie męczy na publicznej drodze fot. Volkswagen

A skoro jesteśmy przy wyczynowym TCR-ze, to nie wsiadajcie nigdy do samochodu z kobietą, która tak jak Jasmin Preisig jest profesjonalnym kierowcą wyścigowym. Kusząca z początku propozycja emocjonującej przejażdżki okazuje się w rzeczywistości obietnicą bezceremonialnego traktowania. Po niezobowiązującym small talku moja rozmówczyni chowa swój uśmiech w wielkim kasku i bez ostrzeżenia wciska gaz do podłogi, tylko po to, by przed najbliższym zakrętem z takim samym impetem dać po heblach, a później idealnie wpasować głośną i spartańsko wykończoną wyścigówkę w zacieśniający się zakręt toru w Portimão. Ostro jak na pierwsze spotkanie! Na szczęście w ryzach trzyma mnie uprząż wąskiego, kubełkowego fotela. I dobrze, bo Jasmin nie odpuszcza, wystawiając mnie na działanie sił przeciążenia, przez które śmieję się na głos zupełnie jak na rollercoasterze.

Mina zrzedła mi, gdy po drugim okrążeniu nie zjechaliśmy z powrotem do pit-stopu. Zabawa na torze jest świetna, ale upojony szybką jazdą mózg zaczął wtedy odbierać sygnały od żołądka, któremu styl prowadzenia Jasmin ewidentnie nie przypadł do gustu. Wykończony czterema, ekstremalnie szybkimi okrążeniami (a przecież siedziałem tylko w fotelu pasażera!) wysiadam z wyścigowego golfa i uświadamiam sobie, że testując chwilę wcześniej „cywilną” odmianę, nie wykorzystałem nawet 50% możliwości toru. Chyba przyda mi się lekcja u Jasmin…

Oto Jasmin. Niepozorna, prawda?Oto Jasmin. Niepozorna, prawda? fot. Volkswagen

Więcej o: