Barn find, czyli Święty Graal z szopy

Szukasz ocalałego Sunbeama z lat 40., fabrycznie nowego Porsche 911 Carrera RSR 3.8 albo rzadko używanego superauta? Zacznij od uprzątnięcia starej stodoły lub garażu swojego dziadka.

Porzucone, zapomniane, niechciane. Przykryte 30-letnią warstwą kurzu albo zakopane w sianie. Auta na złom? Nic podobnego! Takie samochody są sporo warte, nawet jeśli to tylko stara Warszawa czy Trabant 601. Dobra nasza, gdy mają niski przebieg lub fabryczne foliowe zabezpieczenie wnętrza – ich wartość wzrasta wówczas kilkukrotnie. Wiadomo, znalezisko znalezisku nierówne. Nikt nie będzie chciał skorodowanego, zapleśniałego malucha, ale jeśli będzie to Bosmal Cabrio albo prototypowy, przednionapędowy „Ryjek”, to można otwierać szampana (tylko nie ruskiego, bo to nie ta okazja).

Czasami wystarczy łut szczęścia, by po zdjęciu ubrudzonej płachty z karoserii zamiast auta z epoki słusznie minionej zobaczyć jedynego, będącego od nowości w Polsce, sunbeama talbot 80. Auto produkowane było tylko przez dwa lata, powstało 3,5 tys. egzemplarzy, a do dzisiejszych czasów przetrwało zaledwie ok. 140. Początkowo wydawało się, że w 1948 r., kiedy większość Polaków nie miała własnego środka transportu albo poruszała się autami z demobilu, ciężarówkami czy po prostu furmankami, sprowadził go do kraju odznaczony Orderem Virtuti Militari gen. Marian Wasilewski. Później okazało się jednak, że wysokich rangą wojskowych oficjeli o tym nazwisku było dwóch i to porucznik Marian Wasilewski był pierwszym właścicielem auta. Choć jego życiorys jest owiany tajemnicą, nie zmienia to faktu, że talbot trafił do szopy skazany na zapomnienie. Znaleziono go później w posiadłości Wasilewskiego w Kleczewie i próbowano sprzedać na aukcji. Mimo szacowanej wartości samochodu na poziomie 35–55 tys. zł do tej pory nikt nie podjął się odrestaurowania go. A szkoda, bo to auto z historią!

Sunbeam talbot 80 z końcówki lat 40. znaleziony w polskiej szopie. Ocalało ich tylko 140Sunbeam talbot 80 z końcówki lat 40. znaleziony w polskiej szopie. Ocalało ich tylko 140 fot. Ardor Auctions

Prawdziwe „barn findy” znaleźć można jednak poza granicami naszego kraju. Pod koniec zeszłego roku w internecie zawrzało, gdy w Błagojewgradzie na północnym zachodzie Bułgarii w jednej ze starych, opuszczonych hal magazynowych sfotografowano 11 fabrycznie nowych bmw serii 5 E34 (produkowanych w latach 1987-1996). W większości były to wersje 520i, ale wśród zakurzonych „beemek” stało też kilka mocniejszych aut (525i). Jak nowe-stare bmw trafiły do hali, w której kiedyś produkowano traktory? W 1994 r. stojący u progu bankructwa hiszpański diler BMW wyprzedawał samochody po okazyjnej cenie. Bułgarski biznesman kupił od niego aż 186 aut (w tym także te o oznaczeniu 525iX, czyli wyprodukowaną w zaledwie 9366 egzemplarzach serię 5 E34 z napędem 4x4). Nabywców nie znalazło tylko 11 pojazdów, których sprzedaż po wprowadzeniu przez bułgarski rząd 20-procentowego podatku VAT na samochody okazała się nieopłacalna. Odnalezione auta z symbolicznym, kilkukilometrowym przebiegiem i brakiem śladów zużycia miały trafić na aukcję, jednak z powodu brakujących dokumentów i homologacji to raczej wątpliwy scenariusz. A to pech!

Takie rzeczy tylko w Bułgarii - 11 fabrycznie nowych bmw E34 z 1994 r. pod plandekamiTakie rzeczy tylko w Bułgarii - 11 fabrycznie nowych bmw E34 z 1994 r. pod plandekami fot. BMW Club Bulgaria

Rok wcześniej z przebiegiem 10 km (sic!) ze stodoły wyjechało ultrarzadkie, zbudowane jedynie w 51 egzemplarzach porsche 911 carrera RSR 3.8 z 1993 r. Co więcej, była to jedna z dwóch sztuk z wnętrzem z czerwoną skórą pokrywającą nie tylko siedzenia, ale także deskę rozdzielczą, kierownicę, drążek zmiany biegów i boczki drzwi – słowem każdy centymetr kwadratowy. Pozostałe 49 aut wykonano bardziej spartańsko, a wszystko w imię redukcji masy dla lepszych osiągów. Porsche 911 Carrera RSR 3.8 to zresztą jeden z najbardziej hardcorowych wariantów „911”, które kiedykolwiek opuściły fabrykę w Zuffenhausen. Porszakofilom miękną na jego widok kolana. Dlaczego więc ktoś nim nie jeździł? Prywatny kolekcjoner musiał mieć awersję do prowadzenia albo nie chciał, by auto straciło na wartości. Cóż, to się udało, bo po 24 latach samochód sprzedano na aukcji RM Sotheby’s za ponad 2 mln euro, a nawet nie wyczyszczono go z kurzu.

To porsche sprzedano w 'stanie jak na zdjęciach' za 2 mln euro. Spokojnie, 26-letni kurz i wosk są już w cenie!To porsche sprzedano w 'stanie jak na zdjęciach' za 2 mln euro. Spokojnie, 26-letni kurz i wosk są już w cenie! Tim Scott/RM Sotheby's

Ktoś powie: „ale to wciąż tylko porsche”. OK, to może lamborghini countach, które zbierało kurz przez 20 lat gdzieś w Stanach Zjednoczonych? Tego odkrycia w garażu swojej babci dokonał @eriegin, użytkownik forum Reddit.com. Wyjątkowość temu zdarzeniu nadaje fakt, że był to countach LP500S. Jeden z 321 egzemplarzy, które opuściły fabrykę w Sant’Agata Bolognese. Niedawno zmarły dziadek forumowicza kupił niezwykle szybkie – bo napędzane przez wolnossący silnik 4.8 V12 – białe lamborghini w 1989 r. do swojej wypożyczalni superaut. Przerosły go jednak koszty ubezpieczenia pojazdu i wóz wraz z kilkoma innymi (na zdjęciach widoczne było także ferrari 308 i stare MG) trafił do garażu, z którego nie był ruszany przez 20 lat. Szacowana wartość? Przed remontem – 265 tys. euro. Po odrestaurowaniu – nawet 445 tys. euro.

Stan znaleziska nie rokował zbyt dobrze. Ostatecznie BMW M1 zostało sprzedane za milion euroStan znaleziska nie rokował zbyt dobrze. Ostatecznie BMW M1 zostało sprzedane za milion euro fot. Mint Classic's

Dwadzieścia lat w garażu to za mało? Proszę bardzo, na to też jesteśmy przygotowani. Niemiecki diler BMW i specjaliści z firmy Mint Classics odkryli w 2016 r. 35-letnie bmw M1, które stało we włoskiej stodole przez… 34 lata! Samochód jeździł tylko przez rok, a potem nikt go nie ruszał od 1982 r., co sprawiło, że M1 ma rekordowo niski przebieg – zaledwie 7392 km. Handlarze z Polski napisaliby „jeżdżony przez kobietę”, „ruszany tylko do kościoła”, „jedyny taki, ZOBACZ!”. I z tym ostatnim mieliby rację, bo nie ma drugiego takiego egzemplarza, a przy produkcji ograniczonej do 453 sztuk każde zachowane M1 jest na wagę złota. Samochód nie został od razu wystawiony na sprzedaż, gdyż firma Mint Classics we współpracy z fachowcami z BMW Classic Group podjęła się renowacji Świętego Graala. Dwa lata później odrestaurowana bawarska maszyna trafiła do nabywcy szczęściarza, który zapłacił za nią, bagatela, milion euro.

Kiedyś poszukiwacze skarbów wyruszali na wielkie ekspedycje zamorskie. Dzisiaj wystarczy zajrzeć do starej stodoły i mieć trochę szczęścia. Brzmi śmiesznie, ale chyba warto, prawda?

Więcej o: