Moje 4 kółka: Vienio

To chyba jedyny raper na świecie, który jeździ rodzinnym, szwedzkim kombi. W dzieciństwie w zupełności wystarczała mu motorynka, którą musiał dzielić się z bratem.

O jakim samochodzie marzyłeś w dzieciństwie?

Duże fiaty, syrenki i maluchy, o których mówiło się, że jest nieźle, jak między drzwiami a uszczelką jest centymetr przerwy, napawały mnie obrzydzeniem. Byłem za to w podwórkowym gangu motoryniarzy, bo miałem motorynkę na spółę z bratem. K..., co za pech! Najgorsza rzecz, jaka może człowieka spotkać w życiu. „Paweł jeździ od 12 do 16, od 16 do 19 jeździsz ty”. No, katastrofa.

Wygląd czy osiągi?

Nic z tych dwóch rzeczy. Najważniejsze jest bezpieczeństwo. Maciej Kozłowski, wybitny aktor, powiedział kiedyś: „Proszę pani, ja się nie ścigam, dlatego nie przegrywam”. I to mi bardzo utkwiło w pamięci, bo Volvo nie jest do ścigania się.

Jakiego samochodu nigdy byś nie kupił?

Nie kupuję aut, które są niemoralne – w kontekście użytkowania. Jeśli coś ma taki silnik, że za 100 zł przejadę do centrum Warszawy z Ursynowa, wrócę i będę musiał za 50 zł dotankować, to taki wóz nie zyska mojej aprobaty. Nie jestem też typem szpanera, więc błyszczące, pozerskie maserati i ferrari mi nie leżą.

A jak to się ma do kultury rapu? Teledyski mówią co innego!

Każdy w hip-hopie stawia na drogie bryki, które sprzedają się w klipach, a ja nagle wyjeżdżam volvo, które jest dla lekarzy, prawników czy muzyków, którzy muszą przewieźć perkusję. Jestem raperem europejskim, jeszcze do tego z Polski, więc nie wchodzę w amerykańskie cadillaki, bo to po prostu nie moja kultura. W naszym kraju raperzy nie eksponują specjalnie drogich fur.

To co wybierasz do teledysków?

Myślałem ostatnio, żeby zrobić coś kompletnie innego. Nagrać teledysk, który będzie poprzedzony czymś w rodzaju etiudy filmowej, bo to piosenka o przekazie ekologicznym. Chciałbym zaprosić do współpracy firmę, która produkuje najbardziej „zielone” samochody na rynku.

Pamiętasz jakąś historię zza kierownicy?

Miałem w swoim pierwszym aucie, fordzie granada w automacie, podłączoną w bagażniku dużą kolumnę, taki prototyp subwoofera. Jeździliśmy tym fordem z czterema kumplami na teren wyścigów służewieckich w Warszawie i zachowywaliśmy się jak totalne dzikusy. Przychodziło pięć kolejnych osób, które obsiadały samochód jak małpy, włączaliśmy głośno muzykę, a ja, stojąc przy otwartych drzwiach, jedną nogą sterowałem samochodem, jadąc na automacie.

Samochód, o którym marzyłem w dzieciństwie:

1972. Kadr z filmu 'Poszukiwany, poszukiwana' w rezyserii Stanislawa Barei1972. Kadr z filmu 'Poszukiwany, poszukiwana' w rezyserii Stanislawa Barei archiwum Filmu / FORUM

Triumph Spitfire Mk II. Największe emocje wzbudzały we mnie samochody zagraniczne – nie mercedesy czy volkswageny, ale np. kabriolet albo samochód terenowy. Dla dzieciaka to było coś niesamowitego. Pamiętam scenę z „Poszukiwany, poszukiwana”, w której Wojtek Pokora, kolejny już raz przebrany za kobietę, wynajęty przez prominentnego w czasach PRL-u dyrektora, podjeżdża kabrioletem po swoją żonę i każdy już wie, że to jest on przebrany za panią Marysię, ale dzięki temu ma pracę i jeździ zajebistym wózkiem, który dostał od swojego pracodawcy.

Moje obecne auto:

Volvo V50Volvo V50 materiały prasowe

Volvo V50. Całe życie marzyłem o samochodzie z takim nadwoziem, bo zawsze wku… mnie sedany, w których był problem z przewiezieniem czegoś większego. A w kombi można zmieścić wielkiego doga, jest zawieszana kratka transportowa. Przypadł mi do gustu ten etos szczęśliwej, szwedzkiej rodziny. Volvo jeżdżą lekarze, architekci, prawnicy, ale też często artyści, bo są to samochody niezawodne i pojemne. Ja też się zapisałem do klasy Volvo, bo te auta dają się lubić i lubią swojego pana.

Samochód moich marzeń:

Volvo XC70Volvo XC70 materiały prasowe

Volvo XC70. Marzę o „grubasie”, czyli o tym olbrzymim, podniesionym kombi na ogromnych, balonowych kołach i z wielkimi, brzydkimi plastikowymi listwami. Mógłby być nawet biały i w środku mieć zwyczajną, czarną skórę. A najlepiej, żeby był – tu już pojadę patologią – holenderski i z fabrycznym gazem! [śmiech]

Wóz, który utkwił mi w pamięci:

Mercedes-Benz 280EMercedes-Benz 280E materiały prasowe

Mercedes W123: Stara beczka mojego taty, którą pojechaliśmy do Grecji. W bagażniku drewniana skrzynia napchana mielonkami, konserwami i paprykarzami szczecińskimi, żeby nie kupować na miejscu, bo nie było nas na to stać. W tamtych czasach taka ucieczka z szarej Polski do kolorowego świata skuterów była po prostu niebywała.

Więcej o: