Prowadziliśmy auto ze smartfonem w ręku. Ty tego nie rób. Klikasz? Nie jedź!

"Prowadzę, nie klikam" to nasza akcja, która ma uświadomić ryzyko płynące z korzystania z telefonów w trakcie jazdy. Pojechaliśmy na tor sprawdzić to na własnej skórze. Wyniki naszego eksperymentu są oczywiste - gdy patrzysz na ekran telefonu, nie dostrzegasz zagrożenia na drodze. Ale nie to jest najgorsze.

Okazało się bowiem, że zarówno ja, jak i Michał jesteśmy kiepskimi kierowcami nawet bez korzystania z telefonów w trakcie jazdy. Dlaczego? Jeszcze do tego wrócimy. Tymczasem wjeżdżamy na teren zlokalizowanego w pobliżu lotniska Toru Modlin. Nie jechaliśmy długo, bo z warszawskich Bielan, gdzie spotkałem się z Michałem i Albertem, mieliśmy tylko pół godziny drogi. Na torze czekał już na nas Adam Knietowski, dyrektor Szkoły Bezpiecznej Jazdy Renault.

„To co, panowie, uruchamiam kurtyny wodne i ruszacie?” – proponuje. Uznaliśmy, że skok na głęboką wodę będzie najlepszy, bo nasze reakcje bez żadnych wstępów teoretycznych i próbnych przejazdów będą najbardziej zbliżone do tych, które miałyby miejsce na drodze publicznej.

Wsiadam za kierownicę niebieskiego renault megane z manualną skrzynią biegów i powoli ruszam. Adam nadzoruje eksperyment z fotela pasażera. Zarządził na początek prędkość w zakresie 30-40 km/h i zachęcił do zerknięcia w telefon. Tu, w warunkach testowych na zamkniętym torze, możemy sobie na to pozwolić. Dziwnie się czuję, bo wiem, że lada moment coś się stanie. Wjeżdżam spokojnie pomiędzy pierwsze pachołki, a potem jadąc na wprost, wybieram książkę telefoniczną i próbuję odnaleźć w niej num... hamulec, sprzęgło, kontra, zatrzymuję się po lewej stronie od przeszkody. To oznacza, że ku zaskoczeniu wszystkich ominąłem ją.

Tym razem się udało. Scenariusz mógł być jednak zupełnie inny.Tym razem się udało. Scenariusz mógł być jednak zupełnie inny. fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

„Świetna obrona, Krzysiek! Jechałeś bardzo wolno, 34 km/h, a przeszkoda pojawiła się akurat, gdy zerknąłeś na drogę. Czemu to zawdzięczamy? Przypadkowi? Szczęściu? Czy można liczyć, że tak samo będzie następnym razem? Albo w prawdziwych warunkach drogowych?” – komentuje mój przejazd Adam. Zahamowałem z telefonem w ręce, ale jechałem z niewielką prędkością, więc miałem dużo czasu na reakcję. Hamowanie awaryjne przebiegło tak, jak powinno – pedał hamulca wbiłem z całej siły w podłogę, wcisnąłem sprzęgło i wykonałem unik kierownicą. Obecny w każdym samochodzie wyprodukowanym po 1 lipca 2006 r. system ABS sprawił, że przy hamowaniu nie zablokowały mi się koła i wciąż miałem sterowność. Odbiłem kierownicą (zdecydowanie za mocno, choć przy tak niskiej prędkości nie miało to żadnego znaczenia), ale... złapałem też prawą ręką lewarek skrzyni biegów. Dlaczego? Nie wiem. To niewytłumaczalne, zwłaszcza że przy kolejnych przejazdach nie miałem już takiego odruchu. Wniosek: w sytuacji kryzysowej robimy rzeczy, o które byśmy się nie podejrzewali.

Druga próba była gorsza. Przyspieszyłem do 49 km/h, ale w przeszkodę uderzyłem z prędkością o 4 km/h wyższą. A przecież wcisnąłem hamulec! Jak to możliwe? Gdy człowieka coś zaskoczy/wystraszy, zaciskają mu się mięśnie – ot, klasyczna reakcja obronna organizmu. Zanim przeniosłem nogę na hamulec, kopnąłem nią gaz. Często za kierownicą robimy takie rzeczy instynktownie i później po wypadku (albo po cudownym wyjściu z drogowej opresji) nawet ich nie pamiętamy. Tym razem w momencie wyskoczenia kurtyny wodnej wzrok miałem wlepiony w treść SMS-a. W czasie sekundy jazdy z taką prędkością samochód pokonuje ok. 15 m. Przy 100 km/h jest to już 30 m. Średnio napisanie wiadomości zajmuje 10 s, a to oznacza, że kierowca piszący SMS-a może przejechać „na ślepo” nawet 300 m! Gdy podniosłem głowę, nie było już szans na jakąkolwiek reakcję. Fala wody uderzyła w szybę czołową – gdyby to była grupka ludzi, widziałbym ich przerażone spojrzenia. I zapamiętałbym je do końca życia, jeślibym przeżył.

Nissan Signal Shield

Schowek na telefon w crossoverze NissanaSchowek na telefon w crossoverze Nissana fot. Nissan

Z zagrożeń, jakie płyną z korzystania ze smartfonów w trakcie jazdy, zdają sobie sprawę także producenci samochodów. Japończycy opracowali w 2017 r. technologię, która zamienia schowek pomiędzy przednimi fotelami w klatkę Faradaya blokującą sygnał sieci komórkowej. Telefon zamknięty w schowku nie łączy się też z wi-fi i nie działa w nim łączność Bluetooth. Rozwiązanie idealne? Być może niedługo wszyscy będziemy mieć takie „pudełka” w swoich samochodach.

Po mnie do megane wsiadł Michał. Nie cackał się z tematem, bo od razu rozpędził się do 50 km/h. Efekty można było przewidzieć – przeszkoda zaliczona centralnie, zwłaszcza że Michał tak się zapatrzył w telefon, że spojrzał przez szybę dopiero, gdy pojawił się na niej chlust wody. Przy okazji Adam zrugał go za staromodną technikę hamowania: „Kto hamuje pulsacyjnie dzisiejszymi autami? Tak się robiło 30 lat temu!”. Mnie już po krótkiej przejażdżce po terenie toru dostało się za trzymanie jednej dłoni na kierownicy, a drugiej na lewarku skrzyni biegów.

Kolejne próby były powtarzalne pod tym względem, że zawsze kończyły się tak samo – spektakularnym rozbryzgiem wody, w którą uderzaliśmy megane należącym do ośrodka doskonalenia techniki jazdy w Modlinie. Na koniec schowaliśmy telefony do kieszeni i spróbowaliśmy przejechać przez ten sam tor z pełnym skupieniem. Efekt? Przy mniejszych prędkościach nie mieliśmy problemu, by w porę się zatrzymać lub ominąć przeszkodę. Im szybciej jednak jechaliśmy, tym trudniej było nam wykonać awaryjne hamowanie, bo samochód zachowywał się coraz bardziej nieprzewidywalnie. A przecież poruszaliśmy się z miejskimi prędkościami! Żaden z nas nie przekroczył 60 km/h, choć gdybyśmy jechali tak po mieście, to z pewnością bylibyśmy najwolniejszymi uczestnikami ruchu samochodowego. W bezpiecznych warunkach na torze przekonaliśmy się na własnej skórze, że nawet bez telefonu przeprowadzenie awaryjnego manewru na śliskiej nawierzchni (tor był stale polewany) jest niezwykle trudne. Z telefonem w dłoni to niewykonalne.

Tak kończyła się większość naszych prób. Wszystko działo się w ułamkach sekundy.Tak kończyła się większość naszych prób. Wszystko działo się w ułamkach sekundy. fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Wydawało mi się, że wniosek jest jasny – korzystanie z telefonu za kierownicą jest niebezpieczne. I rzeczywiście potwierdziliśmy to, ale ani ja, ani Michał nie mieliśmy świadomości, że korzystanie z telefonu w trakcie jazdy aż tak się przekłada na ogarnięcie sytuacji na drodze. „Kiedy patrzyłem, jak ty jedziesz, to miałem wrażenie, że w momencie ukazania się przeszkody byłeś wystarczająco daleko i miałeś odpowiednio dużo czasu na reakcję – powiedział mi Michał po zakończonym eksperymencie. Nie zdawałem sobie sprawy, jak dużo może się wydarzyć przez ułamek sekundy, kiedy jednym okiem patrzymy na drogę, a drugim na telefon”. I właśnie dlatego takie próby powinny być przeprowadzane na kursach na prawo jazdy. Wiele osób musi coś zobaczyć albo przeżyć, żeby w to uwierzyć. Klikasz? Nie jedź!

Tor Modlin

Ośrodek doskonalenia techniki jazdy stopnia wyższego działający od 2017 r.

• lokalizacja: 36 km od centrum Warszawy
• 3 rodzaje torów: szkoleniowy, sportowo-szkoleniowy i dwa offroadowe
• maksymalna długość toru: 5 km
• duża płyta poślizgowa (z „szarpakiem” i kurtynami wodnymi)
• mała płyta poślizgowa z kurtynami wodnymi
• okrągła płyta poślizgowa
• płyta poślizgowa na wzniesieniu
• doświadczeni instruktorzy
• szkolenia o różnym stopniu zaawansowania
• zadaszona trybuna zewnętrzna i tarasy widokowe
• sale konferencyjne
• oferta: m.in. dwuetapowe szkolenia z bezpiecznej jazdy, szkolenie z jazdy defensywnej, szkolenie z jazdy ekonomicznej, trackdays

Patroni akcji "Prowadzę, nie klikam": Wirtualna Polska, moto.pl, RockRadio, TVN Turbo,

Więcej o: