Wielki wyścig miejski

Samochodem czy rowerem? Hulajnogą czy skuterem? Taksówką czy komunikacją miejską? Wzięliśmy to na klatę i sprawdziliśmy, czym najszybciej i najkorzystniej można przebić się przez miasto.

Dystans: 5 km
Trasa: Redakcja - Dworzec PKP Warszawa Centralna

Czwartek, godz. 13:45. Atmosfera w redakcji jakby bardziej nerwowa niż zwykle. Wszyscy niby zajmują się swoimi rzeczami, ale na twarzach widać malujące się obawy. Trudno, żeby było inaczej, wszak za kwadrans z redakcyjnych kolegów przeistoczymy się w swoich największych konkurentów. O stołek prezesa? Gdzie tam! O coś znacznie poważniejszego – o tytuł króla miasta!

Było nas ośmiu, każdy z nas korzystał z innej aplikacji, ale łączył nas cel – dotrzeć na Dworzec Centralny i zdążyć na pociąg jadący z odsieczą do Wiednia. Patetyzm? Jeśli już, to w wykonaniu PKP, bo to oni ochrzcili mianem „Sobieskiego” pociąg EIC 105 odjeżdżający z peronu III dokładnie o 14:35 (nie biorąc pod uwagę opóźnień rzecz jasna). Zadanie z pozoru proste, bo od startu mieliśmy 35 minut, by przetransportować się do ścisłego centrum spod redakcji mieszczącej się na warszawskich Sielcach – a więc jeszcze nie na końcu świata. Odległość do pokonania to ok. 5 km, lecz dokładną trasę każdy wybierał sobie sam.

Tylko czym pojechać?

Mam wrażenie, że mieszkańcy zatłoczonych aglomeracji codziennie zadają sobie to pytanie. Zwłaszcza w ostatnich latach, gdy do odwiecznego dylematu pt. „czym mniej zaboli – komunikacją miejską czy rowerem?” doszły kolejne opcje wykorzystujące najnowsze zdobycze technologiczne. Mowa o samochodach, skuterach i hulajnogach na minuty. By je wypożyczyć, wystarczy aplikacja w smartfonie i podpięta karta płatnicza – w przypadku auta i skutera wymagane jest jeszcze prawo jazdy. To rejestrujemy się i jazda!

Do wyboru, do koloru. Aplikacja pozwalała odjechać tylko tym środkowymDo wyboru, do koloru. Aplikacja pozwalała odjechać tylko tym środkowym fot. Arek Jurczewski

Dobór środków transportu do uczestników wyścigu nastąpił drogą „ja bym wolał… jeśli można…”, ale mamy coś na wytłumaczenie – chcieliśmy ominąć przeszkody związane z pierwszymi krokami na/w nowych maszynach. Już na tym etapie pojawił się pierwszy problem, szybko okazało się bowiem, że żaden z nas nie ma doświadczenia na skuterze. Wyciągnąłem więc telefon i obdzwoniłem znajomych – uratował nas Arek, kolega z innej redakcji, który zgodził się wziąć udział w wyścigu, występując w roli „dżokeja” na jednośladzie.

Dalej już poszło prosto – Marek sam zgłosił się na wyprawę (to odpowiednie słowo, ale o tym później) transportem zbiorowym, Piotr zaklepał rower miejski, Michała skusił carsharing, Marcin wybrał Bolta, a Krzyśka wysłaliśmy w sentymentalną, relaksującą podróż klasyczną, korporacyjną taksówką. Mnie przypadła hulajnoga elektryczna, bo tylko ja miałem z nią kiedykolwiek styczność. A, i jeszcze Łukasz zdecydował się pobiec na dworzec, więc groziła nam przegrana z biegaczem. Wbrew pozorom taki scenariusz nie był oderwany od rzeczywistości, bo trasa z redakcji na dworzec „na nogach” liczyła tylko 4,5 km.

Gotowi, do biegu, start!

Gdy wybiła 14:00, każdy z nas wyciągnął z kieszeni telefon i uruchomił swoją aplikację. Łukasz włączył tylko Endomondo i zaczął biec, „odstawił” nas zatem już na starcie. Ja zaś skierowałem się do najbliższej hulajnogi Lime, która stała po drugiej stronie ulicy, więc nawet nie musiałem korzystać z mapy w aplikacji. Uznałem to za przewagę nad innymi, ale po wypożyczeniu moim oczom ukazał się komunikat „NIEDOSTĘPNA” (przy okazji: nie spodziewałem się tu ciekłokrystalicznego wyświetlacza), co w praktyce oznaczało brak elektrycznego napędu i konieczność zamiany na najbliższą sprawną hulajnogę – straciłem na to trzy cenne minuty i kilka złotych.

Po nieudanej próbie wypożyczenia auta z sieci Panek Carsharing, Michał dopadł elektryczne BMW i3 od InnogyGO!Po nieudanej próbie wypożyczenia auta z sieci Panek Carsharing, Michał dopadł elektryczne BMW i3 od InnogyGO! fot. Michał Miernik

Ale mój problem to pikuś! Michał przez dobrych kilka minut szukał samochodu, który istniał chyba tylko na mapie w aplikacji Panek Carsharing albo ktoś wbrew regulaminowi uwięził go w garażu podziemnym. Tak czy inaczej, po hybrydowym yarisie ślad zaginął, a dojście do kolejnego samochodu (bmw i3 od innogy GO!) zajęło Michałowi ok. 10 minut – duża strata czasowa, a w konsekwencji kiepski start. Arek trafił lepiej, bo elektryczny skuter z wypożyczalni Blinkee stał na następnej uliczce. Piotr skierował się do stacji rowerów miejskich Veturilo mieszczącej się pod naszym biurowcem – wygodnie. Marek natomiast poszedł w… przeciwnym kierunku niż wszyscy, bo tam miał najbliższy przystanek linii 131, która dojeżdża bezpośrednio na Dworzec Centralny. Krzysiek i Marcin zostali przed głównym wejściem do wieżowca, oczekując na swoich kierowców.

I… akcja!

Podczas gdy Marcin i Krzysiek zajęli się kontemplowaniem życia przed redakcją (obaj musieli zaczekać ponad 10 minut na zamówione pojazdy), na miejskich arteriach toczyła się już zacięta rywalizacja. Niby to tylko prosty sprawdzian, na wynik którego żaden z nas nie miał tak naprawdę wpływu (może poza Łukaszem i Piotrem, którzy sami sobie dyktowali tempo), ale biegnąc do pierwszej hulajnogi, czułem taką samą ekscytację jak nastolatek podczas emocjonujących wyścigów samochodowych rozgrywanych na konsoli do gier. Gdy zdążyłem już trochę ochłonąć, na skrzyżowaniu ul. Gagarina z Belwederską pojawił się na skuterze Arek – ja czekałem na zielone światło, a on skręcił w prawo i triumfalnie machnął mi ręką. Jakby tego było mało, ciągle wyprzedzałem się na zmianę z autobusem linii 131, którym z pewnością jechał Marek (tak sobie wtedy wyobrażałem). Frustrujące!

Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

To moja pierwsza, „dłuższa” trasa na hulajnodze elektrycznej – do tej pory moje przejazdy zamykały się w granicy kilometra, a od dworca dzielił mnie niemal pięciokrotnie dłuższy dystans. Korzystałem ze sprzętu Hive’a i Lime’a, lecz to pierwszy producent oferuje ten lepszy. Hulajnogi te są niższe, a zatem wygodniejsze w trzymaniu i łatwiejsze w prowadzeniu. Wrażenia? Niezbyt dobre. Wynikające przede wszystkim z konstrukcji hulajnogi, ale też obecnego brzmienia polskiego prawa – w myśl przepisów kierujący takim pojazdem jest tak naprawdę pieszym, co zabrania mu korzystania z gładkich ścieżek rowerowych lub jazdy pomiędzy samochodami. A stan wielu chodników w stolicy, delikatnie mówiąc, nie należy do najlepszych. Pięcie się po zniszczonych betonowych płytach ul. Spacerowej nie było ani łatwe, ani przyjemne – hulajnoga nie ma amortyzatorów, więc przenosi nieprzyjemne wibracje i wydaje na przemian trzaski i zgrzyty denerwujące każdego mijanego psa. Ale to terkotanie ma też zaletę – piesi cię słyszą i ustępują ci z drogi. Inna rzecz to krawężniki na skrzyżowaniach. Z duszą na ramieniu przejeżdżałem też przez tory tramwajowe, ale udało mi się uniknąć widowiskowej wywrotki. A wystarczyłby rower, żeby te problemy przestały dla mnie istnieć.

Pierwsi będą ostatnimi

Na ostatnim skrzyżowaniu dostaję zdjęcie od Arka – jest już na peronie III. Moje morale z hukiem uderza o asfalt ul. Emilii Plater. Ale są jeszcze inni, którym wciąż mogę udowodnić wyższość hulajnogi. Pospiesznie parkuję swój pojazd przy barierce od schodów, kończę przejazd w aplikacji i nieco skołowany zbiegam na peron. Oprócz Arka czekają tam już Piotr, Krzysiek i Marcin. Chwilę po mnie nadbiega zdyszany Łukasz, a Marek wpada na peron tuż przed gwizdkiem konduktora. Nie miał po drodze specjalnych zmartwień, ale mało brakowało, a zostałby na peronie.

Największe zaskoczenie? Michał jadący samochodem na minuty jako jedyny nie zdążył na pociąg! Mit samochodu jako najszybszego środka transportu obaliły ograniczona dostępność i trudności ze znalezieniem miejsca parkingowego pod dworcem. Ci, których nie satysfakcjonowały ich lokaty, zażądali rewanżu w drodze powrotnej do redakcji. Myślicie, że znowu wygrał skuter? Nic podobnego – Arek miał pecha, bo ktoś zdążył już wypożyczyć jego jednoślad. Najbliższy stał przy rondzie ONZ, a to oznaczało 8-minutowy spacer, przez który Arek dojechał tym razem… ostatni.

Pierwszy przybył Piotr, zostając podwójnym zwycięzcą, bo zmieściwszy się w darmowych 20 minutach, nie zapłacił ani pół grosza za przejazd rowerem Veturilo. A więc aktywiści miejscy mają rację – rower bywa lepszym środkiem transportu od samochodu. Tylko zabierzcie nim kabinówkę i dojedźcie uśmiechnięci na dworzec, gdy przejeżdżaliście przez oberwanie chmury. Nas pogoda łaskawie oszczędziła, więc Piotr triumfował.

Marcin przekonał się, że czarna kia, to nie srebrny opel. Kierowca na szczęście się zgadzał.Marcin przekonał się, że czarna kia, to nie srebrny opel. Kierowca na szczęście się zgadzał. fot. Marcin Kasprzak

Drugi pod redakcją był Marcin. Niezadowolony, bo kierowca dowiedział się, że bierze udział w wyścigu i postradał zmysły, nie dając się przekonać do normalnej jazdy. „Cwaniakowanie” zaczął już wcześniej, dzwoniąc do Marcina, żeby uprzedzić go, że „to nie będzie srebrny opel jak w aplikacji, tylko taka czarna kia”. Następny był odrabiający straty Michał i jego biało-zielone bmw i3 od Innogy GO!.

Mnie zaś na przedostatniej prostej nieoczekiwanie wyczerpał się akumulator. Bez żadnego komunikatu! Jechałem siłą rozpędu, a gdy dojeżdżałem do skrzyżowania, wcisnąłem hamulec i… pojechałem dalej. Gdyby nie szybka reakcja i zejście z hulajnogi, skończyłbym pod kołami skody fabii, hamulec jest bowiem także obsługiwany elektrycznie. Korzystając z siły mięśni, dotoczyłem się do Czerskiej, gdzie wymieniłem rozładowaną hulajnogę Hive na Lime. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że zostanie ona z nami na dłużej w redakcji, bo z aplikacji zniknie aktywny przejazd, a wraz z nim możliwość zakończenia go. Odblokowaną hulajnogą, za którą ponosiłem odpowiedzialność, mógłby odjechać każdy. Próbowałem zadzwonić na infolinię, lecz daremnie, okazało się bowiem, iż jedyna forma kontaktu z operatorem to wysłanie rozpatrywanego mailowo zgłoszenia przez aplikację. Zapomnijcie więc o natychmiastowej pomocy.

Pamiątka po redakcyjnym wyścigu. Hulajnogę udało nam się zwrócić dopiero następnego dnia.Pamiątka po redakcyjnym wyścigu. Hulajnogę udało nam się zwrócić dopiero następnego dnia. fot. Krzysztof Grabek

Piąte miejsce zajął Łukasz. Też niezadowolony, wszak liczył, że pobije swoją życiówkę i zejdzie poniżej 25 minut. Marek musiał dojść z przystanku, więc pojawił się jako szósty. Krzysiek dłużej czekał na taksówkę (17 minut!) i trafił na kierowcę znającego „szybsze drogi”, w efekcie czego jechał aż 33 minuty. Dłużej czekaliśmy tylko na Arka, który nie zdołał obronić tytułu Króla Miasta.

A na dworzec i tak najszybciej przybył nasz fotograf. Własnym samochodem z dieslem pod maską.

Ranking:

1. Skuter elektryczny
Czas przejazdu: 18 min
Koszt: 11,04 zł

+ łatwy w parkowaniu, skutecznie omija korki, uczciwie wyceniona usługa
- bardzo ograniczony wybór skuterów, konieczność dokładnego obejrzenia nadwozia, nie ma klimatyzacji

2. Rower miejski
Czas przejazdu: 23 min
Koszt: 0 zł

+ najtańszy środek transportu, stosunkowo szybki, każdy potrafi jeździć na rowerze
- odbiór i zwrot w bazach, można łatwo trafić na uszkodzony -rower, musi być -dobra pogoda

3. Klasyczna taksówka
Czas przejazdu: 24 min
Koszt: 23,60 zł

+ zupełnie beztroski przejazd, stosunkowo szybki czas dojazdu, można zająć się swoimi rzeczami
- Uber/Bolt wychodzi znacznie taniej, namolny taksówkarz, długi czas oczekiwania

4. Bolt
Czas przejazdu: 26 min
Koszt: 13,65 zł

+ przejazd door-to-door, spora wygoda podróży, można odpisać na maile
- nie ma wstępu na buspas, zdarzają się auta bez klimy, niedokładnie przewidziany czas oczekiwania

5. Hulajnoga na minuty
Czas przejazdu: 26 min
Koszt: 15,50 zł

+ lans na dzielni, duża dostępność, nie stoi w korkach, pędzi ok. 27 km/h, nie męcząc użytkownika
- niski komfort jazdy, mały zasięg, trzeba jeździć po chodnikach, nie ma pomocy telefonicznej jak w carsharingu

6. Własne nogi
Czas biegu: 27 min
Koszt: 0 zł

+ niezależność, 802 spalone kilokalorie, można dowolnie korzystać z telefonu
- kiepsko się biega w tłumie, najbardziej męcząca aktywność, trzeba mieć odpowiedni strój

7. Transport publiczny
Czas przejazdu: 34 min
Koszt: 4,40 zł

+ wsiadasz i jedziesz, nie martwiąc się o parking, można zająć się swoimi sprawami, autobus omija korki samochodowe 
- trzeba iść na przystanek, zaduch w środku, autobus się wlecze od przystanku do przystanku i się spóźnia

8. Carsharing
Czas przejazdu: 43 min
Koszt: 23,80 zł

+ komfortowe warunki przejazdu, intuicyjne wypożyczanie, nie płacisz za parking
- długi czas dotarcia do samochodu, trudności ze znalezieniem miejsca parkingowego, koszt usługi

fot. Albert Zawada / AG

Więcej o: