SUV-y w dwóch rozmiarach: Ford Edge i Range Rover Evoque

Klamka zapadła - w Europie nie pojawi się następca Forda Edge. A szkoda, bo Edge i Mustang to dwa amerykańskie akcenty w europejskiej palecie marki. Zamiast niego będziemy mieć 7-miejscową Kugę.

Edge na krawędzi. Ford Edge ST-Line 2.0 EcoBlue

Ale spokojnie! Edge’a wciąż można zamawiać, a wkrótce zza wielkiej wody przypłynie do nas także Ford Explorer, czyli pełnokrwista terenówka wykorzystywana często przez amerykańską policję. I to od razu w 450-konnej wersji hybrydowej (z wtyczką)! Na stronie Forda Explorer przedstawiany jest jako „największy, najbardziej wyrafinowany i najbardziej wszechstronny SUV Forda, jaki kiedykolwiek był w sprzedaży w Europie”. Tymczasem w salonach tej marki stoi już model, który spełnia tę definicję – Edge.

Nie trzeba nawet do niego wsiadać, żeby zauważyć amerykański rodowód. Edge jest duży. Bardzo duży. Dla nas, bo dla Amerykanów to SUV średnich rozmiarów. Na parkingu potrzebuje jednak niemal 10 m2 przestrzeni, ale to nie problem, bo dzięki aktywnemu asystentowi parkowania prostopadłego i równoległego amerykański SUV potrafi sam wpasować się w miejsce. I ostrzega o ruchu poprzecznym przy wyjeżdżaniu tyłem.

Ford EdgeFord Edge materiały prasowe

Ten, komu Edge nie imponuje wymiarami zewnętrznymi, powinien pociągnąć za klamkę i zasiąść w jednym z obszernych foteli. Miejsca jest tu tyle, że gdyby ktoś zawiązał mi opaskę na oczach przed wejściem do auta i zdjął ją dopiero w nim, to pomyślałbym, że siedzę w dużym rodzinnym vanie. Po modernizacji klasyczny lewarek przekładni automatycznej ustąpił miejsca estetycznemu pokrętłu znanemu z nowego Focusa. Nie to jednak lubimy najbardziej. Edge jest rewelacyjnie wyciszony – ujmującą ciszę we wnętrzu zakłóca tylko… chlupot paliwa w baku. Inne dźwięki w tle wychwytuje tak jak w drogich słuchawkach układ aktywnej redukcji hałasu i tłumi je odwróconymi falami dźwiękowymi. Może to dlatego tak bardzo podobał mi się soczysty dźwięk płynący z głośników systemu audio B&O Play.

Mniej natomiast podobał mi się apetyt 238-konnej wysokoprężnej jednostki napędowej EcoBlue. O ile na trasie łatwo zejść ze spalaniem poniżej 8 l/100 km, o tyle w mieście trudno nie przekroczyć 11 l/100 km. Wniosek? To auto długodystansowe. I nie potwierdza tego tylko charakterystyka silnika, ale też dobre właściwości jezdne, komfortowo zestrojone zawieszenie oraz ilość miejsca – dla pasażerów i na bagaże. Kufer ma pojemność 602 l, która po złożeniu siedzeń wzrasta aż do 1847 l. Zagadką pozostaje dla mnie przeciętna sprzedaż tego samochodu w Europie. Zwłaszcza że w tej cenie naprawdę trudno o lepszy samochód. Konkurencyjne niemieckie SUV-y są albo droższe, albo gorzej wyposażone.

Sportowa elegancja. Range Rover Evoque P250 HSE

Range Rover EvoqueRange Rover Evoque KONRAD SKURA

Pierwszego Evoque’a odsłoniła 8 lat temu Victoria Beckham, przyszywając mu tym samym metkę modnego gadżetu dla zamożnej kobiety. Ale my, faceci, oglądamy się za najmniejszym Range’em co najmniej tak, jakbyśmy mijali żonę znanego piłkarza. Ta podczas prezentacji limitowanej edycji Evoque’a podpadła zarządowi Land Rovera nieuzgodnioną wypowiedzią: „Zaprojektowałam samochód, którym chciałabym jeździć. Samochód, który polubiłby także David”. Świat obiegła wówczas informacja, że Evoque to dzieło Victorii.

W rzeczywistości jednak Gerry McGovern (szef stylistów Land Rovera) zdradził, że Beckhamowej pozwolono tylko na nieznaczne zmiany kolorów i detali. Pierwszą generację małego, lecz zachowującego terenowe właściwości crossovera kupiło 772 tys. klientów.

Drugie wcielenie „baby Range’a” nawiązuje do pierwowzoru stylistyką, ale wzbogacono ją o nowe wyróżniki – chowane w czasie jazdy klamki (Land Rover nazywa je „aktywnymi”), wąskie lampy i reflektory z technologią Matrix LED (jak w większym Velarze), a w nadkolach potężne, 21-calowe alufelgi. Całość wygładzono, popracowano nad proporcjami (większy o 20 mm rozstaw osi miał uratować nogi pasażerów z tyłu, co tylko trochę się udało), ale Evoque to dalej ta sama modna zabaweczka. A skoro modna, to i eko, bo przecież szczytem współczesnej mody jest bycie eko.

Range Rover EvoqueRange Rover Evoque KONRAD SKURA

W tym przypadku ekologicznym, a nie ekonomicznym. Dlaczego? Spalanie 250-konnego benzyniaka 2.0 potrafi przyprawić o zawrót głowy – w mieście ciężko zejść poniżej 14 l/100 km. Na trasie ze sporym poświęceniem udało mi się dokonać redukcji do poziomu 7,9 l/100 km. Wracając jednak do ekologii, we wnętrzu nowego Evoque’a można zamiast skóry mieć alternatywne, techniczne tekstylia, które wykorzystują tworzywa sztuczne z recyklingu – mieszankę wełny Kvadrat i zamszu Dinamica albo połączenie tkaniny Eucalyptus i tworzywa Ultrafabrics. Oprócz tego kamery, ekrany, bajery. Kabina przypomina trochę kokpit statków kosmicznych z filmów sci-fi. Dwa dotykowe ekrany systemu Touch Pro Duo na konsoli środkowej, wyświetlacz zamiast analogowych zegarów i największy bajer – technologia „przezroczystej” maski, która wykorzystuje kamery i pokazuje na ekranie, co znajduje się pomiędzy kołami. Jest jeszcze jedna nowość – lusterko wsteczne, które po naciśnięciu
przycisku zamienia się w wyświetlacz z obrazem z kamery zamontowanej w płetwie na dachu. Czyli można pakować po dach!

Można też wyjść po angielsku, bo Evoque jest „miękką” hybrydą, efektem czego jest dyskretna praca układu napędowego. Cisza i spokój jak w brytyjskim hrabstwie Warwickshire, choć na zawołanie – w trybie Dynamic – Evoque potrafi też (sztucznie) zawarczeć. Do takiej charakterystyki silnika pasuje komfortowo zestrojone zawieszenie, które zachowuje przyzwoitą sztywność. Mimo potężnych felg miałem wrażenie, że Evoque płynie.

Więcej o: