Porsche 911 Speedster - jak się nim jeździ?

Samochody można podzielić na przeciętne, dobre i fantastyczne. Tak w skrócie. Ale są jeszcze takie, którymi jazda to wyróżnienie i nobilitacja. Porsche 911 Speedster jest jednym z nich. Dzisiaj opowiem wam, co to znaczy być wyróżnionym.

W teorii to miały być kolejne typowe jazdy testowe nowym modelem samochodu w jednym z urokliwych zakątków Europy. Tylko samochód nieco lepszy, bo Porsche 911. No dobra, 911 z dopiskiem Speedster. Ale dla kogoś, kto nie miał okazji zagłębić się w świat pełen dorodnych odmian 911 z S, GTS, 4S, Turbo czy Turbo S na czele, Speedster brzmi jak kolejna wariacja na temat 911. No big deal.

Sęk w tym, że Speedster w Porsche to naprawdę big deal. Dla fanów marki debiut kolejnego 911 Speedster jest niczym objawienie. Doniosłe wydarzenie artystyczne. Takie gitarowe solo w wykonaniu Porsche, które przechodzi do historii.

Mrowienie w lędźwiach

Na świecie będzie tylko 1948 nowych speedsterów. Każdy (oczywiście już dawno sprzedany) w cenie od ok. 1,5 do ponad 2 mln zł. Kilka pojawi się również w Polsce. Ich liczba to odniesienie do roku debiutu Porsche 356, które to w 1954 r. doczekało się po raz pierwszy w historii wersji Speedster. Po 356 były jeszcze cztery limitowane wydania tej nietuzinkowej edycji 911. Ostatnie ukazało się w 2010 r. w zaledwie 356 egzemplarzach. Chyba nie muszę tłumaczyć, skąd ta liczba…

Surowo, ale wciąż komfortowo.
To auto do czerpania czystej radości z jazdy.Surowo, ale wciąż komfortowo. To auto do czerpania czystej radości z jazdy. materiały prasowe

Dziedzictwo i historia są ważne w przypadku tego modelu, ale niekonieczne, by się nim ekscytować. Nie musisz wiedzieć, że złote napisy „Speedster” po bokach, herb Porsche na masce z włókna węglowego czy zielono-czarny cyferblat obrotomierza z białym wskaźnikiem są nawiązaniem do protoplasty z lat 50. Ba, nie musisz nawet wiedzieć, że niższa przednia szyba i dwa garby za plecami kierowcy i pasażera to ponadczasowy symbol Speedstera, równie charakterystyczny co łysina Vina Diesela. Nie musisz wiedzieć tego wszystkiego, żeby poczuć mrowienie w lędźwiach.

Speedster to destylat najlepszych cech 911. Mamy więc skrętną tylną oś, aktywne zawieszenie, aktywne mocowanie silnika (!), węglowo-ceramiczny układ hamulcowy (dodatek za prawie 50 tys. zł) oraz sportowy układ wydechowy. Mamy też duże koła, duży silnik za plecami oraz… wait for it… manualną skrzynię biegów. Wszystko to serwowane na podwoziu GT3. Zwieńczone miękkim, składanym ręcznie dachem.

Jest jednak zasadnicza różnica między Speedsterem a zwykłym kabrioletem. Polega na tym, że w kabriolecie od czasu do czasu możecie sobie złożyć dach, a w Speedsterze od czasu do czasu dach możecie sobie założyć. Pierwotnie Speedster nie miał mieć dachu w ogóle. To samochód do czerpania radości z jazdy w jej najczystszej i najbardziej surowej, ale nadal komfortowej, formie. To mechaniczna manifestacja hasła „dolce vita”.

Wygrane życie

Staram się nie okazywać nadmiernej ekscytacji, kiedy pani z Porsche wręcza mi kluczyki do Speedstera. Zachowuję kamienną twarz nawet wtedy, gdy okazuje się, że to kluczyki do jedynego egzemplarza z pakietem Heritage Design. Sam pakiet to opcja za ponad 100 tys. zł. Dzięki niemu moje srebrne 911 Speedster ma genialne białe akcenty, wyścigowe numery, złote napisy „Speedster” i koniakową skórę we wnętrzu. Zupełnie jak speedstery z lat 50. i 60.

To kciuk największej aprobaty, jaką można sobie wyobrazić.
Żaden inny samochód na Ziemi nie zapewnia takich wrażeń.To kciuk największej aprobaty, jaką można sobie wyobrazić. Żaden inny samochód na Ziemi nie zapewnia takich wrażeń. materiały prasowe

Na lokalnych drogach Sardynii panuje umiarkowany ruch. Szybko przypominam sobie, jak nieziemskim przeżyciem jest kręcenie 4-litrowego, wolnossącego, 6-cylindrowego silnika z tłokami ułożonymi przeciwsobnie. Znam tę jednostkę z GT3 i GT3 RS, ale w Speedsterze, z manualną skrzynią i bez dachu nad głową, dostarcza całkiem nowych wrażeń.

Akustyczne arcydzieło

Stanowczo wciskam gaz. Kiedy wskazówka na dużym, centralnie umieszczonym, analogowym obrotomierzu wspina się w okolice cyfry 7, intuicja i przyzwyczajenie podpowiadają, że to pora na wyższy bieg. Biała igiełka pędzi jednak dalej. 8 tys. obrotów. Dopiero teraz mam do dyspozycji pełne 510 KM. Dłoń wędruje na lewarek skrzyni, a stopa delikatnie drży nad sprzęgłem. Gaz nadal pozostaje w podłodze. Metaliczny ryk silnika i wydechów odbija się od skał z jednej strony i metalowych barierek z drugiej. Brzmi jak akustyczne arcydzieło, najpiękniejsza oda do przemijającej ery mocnych silników wolnossących. Nietłumiony przez dach dźwięk wlewa się ze wszystkich stron do kabiny. Przeszywa wnętrzności. Zaczynam czuć mrowienie.

9 tys. obrotów. Odcięcie, sprzęgło, trójka. I ponownie gaz w podłogę. Gwałtownie nabieram prędkości. Pierwsze 100 km/h to kwestia niecałych 4 s. Coraz śmielej wrzucam samochód w kolejne sekwencje sardyńskich zakrętów. Brak dachu i wiatr omiatający moje ciało potęgują odczucie prędkości, a sportowe zacięcie Speedstera wzbogaca te doznania o szczerą brutalność.

Takich wrażeń z jazdy nie jest w stanie dostarczyć żadne inne 911 ani żaden inny samochód na ziemi. Szkoda, że Porsche pozwoli poczuć to tylko garstce osób, bo jazda Speedsterem to prawdziwe wyróżnienie.

Więcej o: