Jak samemu zadbać o samochód? Grzegorz Duda radzi

Poprosiliśmy Grzegorza Dudę o przygotowanie kompendium dla samozwańczych mechaników. W rolach głównych klimatyzacja, olej silnikowy, układ hamulcowy i drobne modyfikacje silnika. Tego możecie, a nawet powinniście spróbować sami w garażu.

KLIMATYZACJA – jak o nią poprawnie dbać?

Wielu kierowców dość pobieżnie ocenia stan klimatyzacji w samochodzie na zasadzie: „Chłodzi i nie śmierdzi z nadmuchu – działa. Nie chłodzi – popsuta”. A trzeba pamiętać, że nawet jeśli klima funkcjonuje, a z układu nie śmierdzi, to jeszcze nie oznacza, że nas nie truje! Schłodzone powietrze, którym oddychamy w aucie, przechodzi przez filtr, a następnie przez wszystkie kanały wentylacyjne – i to tam czają się największe zagrożenia dla naszego zdrowia. Niezależnie od wieku pojazdu czy generacji samej klimatyzacji wymaga ona odpowiednich i regularnych zabiegów. Mimo że układy są różne, schemat konserwacji najczęściej wygląda tak samo, a przegląd tej części wyposażenia powinniśmy robić co najmniej raz na dwa lata – najlepiej późną wiosną, tuż przed sezonem letnim. Wyzwania czekają na nas także na etapie serwisowania. Najwcześniej, niestety, wykonywany jest tzw. podstawowy serwis klimatyzacji, który polega na sprawdzeniu ilości czynnika i szczelności układu oraz ewentualnej wymianie filtra kabinowego. Należy jednak pamiętać, że w samochodzie mamy przecież do czynienia z dużą różnicą temperatur. Zimą, gdy na zewnątrz jest chłodno, grzejemy w środku. Latem odwrotnie. Do tego dochodzą normalne, zróżnicowane warunki atmosferyczne – deszcz wnosi do wnętrza dużo wilgoci, którą trzeba wysuszyć. Jak? Oczywiście rozkręcamy na maksa wentylator, a wtedy wszystko paruje – to idealne środowisko do rozwoju bakterii. W związku z tym należy pamiętać też o kanałach wentylacyjnych, a konkretnie o utrzymaniu ich w czystości. Dobra informacja jest taka, że takie prace możemy wykonać bez konieczności wizyty u mechanika. Nie potrzebujemy ani specjalnej wiedzy technicznej, ani zdolności manualnych, bo na rynku dostępnych jest wiele preparatów, którymi można oczyścić wnętrze. Najprostszy sposób to użycie pianki, którą wprowadzamy bezpośrednio do kanałów wentylacyjnych. Możemy także przeprowadzić odkażanie samochodu za pomocą tzw. „granatu”, rozpylając preparat we wnętrzu auta. Dodatkowo bardzo polecam zabieg ozonowania – samochód zyskuje wtedy nową świeżość. Gaz zabija bakterie, niszczy też pleśń oraz usuwa dym papierosowy. Trzeba przy tym jednak uważać, ponieważ wdychanie ozonu jest szkodliwe dla organizmu – po zabiegu należy dobrze wywietrzyć pojazd.

Bardzo często kierowcy pytają mnie, co ile należy wymieniać filtr wnętrza. Tu, niestety, nie ma konkretnej odpowiedzi. Wszystko zależy od tego, jak eksploatowany jest samochód. Najlepiej samemu przyjrzeć się, jak działa klimatyzacja. Jeżeli przed upływem cyklu serwisowego poczujecie, że siła nadmuchu słabnie, to jest to moment na jego wymianę. Dodatkowo, jeśli większość kilometrów robicie w mieście, stojąc w korkach, to filtr radzę zmieniać dwa razy w roku – na pewno będzie to z korzyścią dla waszego zdrowia. Nie oszczędzajcie w przypadku tego filtra! Wybierajcie węglowy, który poza pyłem niweluje także toksyczne cząstki.

OLEJ – jak dobrać właściwy i co ile kilometrów go wymieniać?

Olej ma do spełnienia wiele ważnych zadań w naszych autach. Ma ogromny wpływ na żywotność i kondycję silnika. Podstawowa zasada: należy stosować olej zgodny z zaleceniami producenta samochodu. Nie chodzi o markę, ale o parametry oleju. Producenci silników projektują ich elementy – pompę olejową, kanały olejowe i cały osprzęt hydrauliczny – pod konkretną lepkość oleju. Nieprawdą jest, że wraz ze wzrostem przebiegu należy zwiększać lepkość oleju. Silnik od początku do końca swojego życia ma pracować na oleju o konkretnych parametrach, a te zostały mu nadane w momencie konstruowania.

Oczywiście, wyjątek potwierdza regułę – inną lepkość oleju stosuje się w przypadku silników mocno i niestandardowo obciążanych. Wynika to z faktu, że producent nie przewidział takiego obciążenia. Tak dzieje się chociażby w sportach motorowych, gdzie mamy do czynienia z podniesioną mocą silnika, ciągłą pracą na wysokich obrotach, a przez to wysoką temperaturą oleju. Tak eksploatowany silnik wymaga oleju o innych niż fabrycznie parametrach, ale wtedy potrzebne są też odpowiednie procedury użytkowania, np. nieużywanie pedału gazu przy rozruchu silnika czy uzyskanie odpowiedniej temperatury oleju przed startem.

Częstotliwość wymiany oleju w „cywilnych” samochodach w ostatnich latach została znacznie wydłużona. Umożliwił to postęp w technologii produkcji oleju. Jeśli chodzi o sam interwał, czyli liczbę kilometrów, po których należy wymienić olej, każdy producent ustala go pod konkretny model – nie jest to wartość uniwersalna. Wszystko zależy od tego, w jakich warunkach samochód jest używany oraz jaki ma przebieg. Im większa liczba kilometrów na liczniku, tym większe przedmuchy do skrzyni korbowej, wskutek czego olej szybciej traci swoje właściwości.

Podobnie zachowuje się samochód eksploatowany w trudnych warunkach, czyli w okolicznościach, w których olej w dużej mierze pracuje w górnym zakresie temperaturowym. Narażę się co poniektórym, ale według mnie liczba kilometrów przejechanych od wymiany oleju – niezależnie od jego typu, jak również od typu silnika – nie powinna przekraczać piętnastu tysięcy. Jeżeli będziecie praktykować to w swoich samochodach, to na pewno zawyżycie statystykę liczby kilometrów przejechanych bez awarii silnika.

SILNIK – czy można samemu skutecznie podnieść moc silnika?

A skoro już o silnikach mowa, to producenci aut często zostawiają w nich spory margines możliwości. Dokładnie ta sama jednostka może mieć kilka różnych wariantów mocy w zależności od modelu, wersji wyposażenia czy też kraju sprzedaży. Podniesienie jej parametrów zazwyczaj jest kojarzone ze skróceniem jej żywotności, większym zużyciem paliwa lub początkiem lawiny usterek. Nic bardziej mylnego! Jeżeli zwiększenie mocy i momentu obrotowego motoru zostanie wykonane prawidłowo, nic mu nie grozi. To rozwiązanie nie tylko dla tych, którzy lubią „wdepnąć gaz w podłogę”. Fakt, poprawienie parametrów silnika sprawia, że auto staje się bardziej dynamiczne. Ale jest także lżejsze w prowadzeniu i precyzyjniej reaguje na impulsy kierowcy, co czyni je bezpieczniejszym. Dla niektórych to może być zaskoczenie, ale po takim zabiegu tuningowym auto – przy tym samym trybie użytkowania – zaczyna często mniej palić. Wiąże się to z tym, że przy wyższej mocy silnik nie jest aż tak obciążany. Podniesienie mocy wcale nie musi być drastyczne – nawet małe wzmocnienie robi różnicę. Przekonani? To teraz krótka informacja, jak to poprawnie zrobić. Można oczywiście zaprowadzić auto do profesjonalnego zakładu. Ale można to także zrobić samemu. Technologia również i w tym przypadku poszła bardzo do przodu. Do bezpiecznego podniesienia mocy należy użyć modułu cyfrowego, tzw. powerboksa. Jest to dodatkowe urządzenie modyfikujące sygnały z czujników i wprowadzające zmiany w odczytach sterownika silnika.

Na ich podstawie zmienia się np. ciśnienie doładowania, dawka paliwa, kąt zapłonu. W efekcie moc i moment obrotowy idą w górę. Profesjonalnego powerboksa należy wpiąć w odpowiednie wtyczki elektryczne w samochodzie. Następnie skonfigurować go zgodnie z instrukcjami producenta – najczęściej za pomocą smartfona – i od razu zadecydować, z jaką mocą chcecie jeździć.

Pragnąc zaoszczędzić na paliwie, możecie wybrać program Eco. Jeśli zaś wolicie poszaleć, to spodoba wam się program Power o sporym zakresie mocy do wyboru. Co ważne, w sekundę da się powrócić do programu fabrycznego, a urządzenie przestaje być widoczne dla pojazdu.

Ostatnio miałem okazję odwiedzić jedną z polskich firm zajmujących się tworzeniem takich skrzynek. Zaciekawiło mnie to, że ich najnowszy sprzęt, jeszcze w fazie testów, ma genialny program – ochronę rodzicielską. Warto z niego skorzystać, kiedy powierzacie samochód swojemu 18-latkowi. Wystarczy wysłać SMS, a auto przyjmie konfigurację maksymalnej mocy i prędkości, jaką wcześniej zaprogramowaliście – czyli np. „szlaban” na 100 km/h! W sieci znajduje się mnóstwo ofert różnego rodzaju powerboksów. Warto jednak nie oszczędzać na takim urządzeniu i kupić produkt sprawdzonej, renomowanej firmy.

HAMULCE – jak je odpowiednio dobrać?

Hamulce to jeden z najważniejszych elementów wyposażenia samochodu. Wszystkie elementy układu hamulcowego tworzą połączony łańcuch – jeżeli pęknie któreś z ogniw, system przestaje działać. Nawet jeśli każdy element jest sprawny, zawsze może działać lepiej. Warto więc odpowiednio dobrać klocki, tarcze i płyn hamulcowy, tak aby cały system funkcjonował bez zarzutu.

Klocki hamulcowe

To część układu, która ma chyba największy wpływ na jakość hamowania, a przez to i bezpieczeństwo na drodze. Na rynku jest mnóstwo producentów klocków. W teorii wszystkie dostępne w sprzedaży powinny być dopuszczone do ruchu, ale lepiej się upewnić – powinno być na nich oznaczenie „E”. Proces certyfikacji klocków może się różnić liczbą i rodzajami testów, którym zostały poddane przed dopuszczeniem ich do użytkowania (klocki ECE R90 przechodzą 14 testów, klocki OE aż 37 testów). Od razu wiadomo, które powinny być lepsze. Klocki z normą ECE R90 można oczywiście montować w pojazdach, ale zdarza się, że kiepsko się one sprawdzają na drodze – słabo działają, piszczą i zużywają w szybkim tempie tarcze hamulcowe.

Przy wyborze klocków ważne jest nie tylko to, żeby nie piszczały, nie brudziły felg i umożliwiały przejechanie kilkudziesięciu tysięcy kilometrów. Przede wszystkim należy zwracać uwagę na to, jak sprawdzają się w nagłych sytuacjach. Najlepsze klocki to takie, które niezależnie od temperatury układu są skuteczne. Żeby tak było, muszą mieć podobny współczynnik tarcia w całym zakresie cieplnym. Do tej pory nie wynaleziono, niestety, idealnych klocków, które hamowałyby identycznie niezależnie od temperatury. Te zwykłe przeznaczone do aut użytkowanych na co dzień powinny mieć w miarę wyrównany współczynnik tarcia na poziomie 0,2-0,3. Wówczas pracują skutecznie w temperaturze nieprzekraczającej 200°C. Klocki dla tych, którzy lubią bardziej dynamiczną jazdę, mają natomiast dużo wyższy współczynnik tarcia w przedziale 0,42-0,55, który zapewnia większą siłę hamowania, a także pozwoli na szybsze reakcje po wciśnięciu pedału hamulca. Takie klocki mogą pracować w dużo wyższych temperaturach.

Tarcze hamulcowe

Wybierając tarcze samochodowe, w pierwszej kolejności musicie zwrócić uwagę na ich rodzaj – muszą pasować do modelu, klasy auta, jego masy, przeznaczenia i do tego, w jakich latach zostało wyprodukowane. Oczywiście możemy zastosować nowsze technologicznie tarcze w starszym aucie, ale to wiąże się z kosztami.

Dobór tarcz zależy bezpośrednio od trybu jazdy. Jeżeli używamy wozu na krótkich dystansach i nie rozwijamy dużych prędkości, to nie musimy wydawać ogromnych pieniędzy na topowe produkty. Jeśli jednak w grę wchodzi hamowanie z dużych prędkości, dynamiczna jazda, poruszanie się po górzystym terenie, to lepiej nie oszczędzać. Dodatkowo w przypadkach, w których standardowe tarcze nie dają rady, możemy zastosować tarcze nacinane lub nawiercane. Dlaczego takie tarcze sa lepsze?

Nacinane tarcze hamulcowe są mniej podatne na tzw. fading, czyli zanikanie siły hamowania na skutek silnego rozgrzewania się zarówno klocków, jak i tarcz hamulcowych. Przy tarczy bez nacięć tworzy się gorąca poduszka powietrzna obniżająca skuteczność hamowania. Podstawowym zadaniem tego typu tarcz jest odprowadzanie gazów powstających w trakcie hamowania. Dodatkowo oczyszczają powierzchnię klocka hamulcowego z zabrudzeń. Dzięki temu między klockiem a tarczą nie ma zanieczyszczeń, które obniżają skuteczność hamowania.

Nawiercane tarcze hamulcowe występują w dwóch rodzajach. Jedne mają otwory przelotowe, a drugie wgłębienia. Ich głównym zadaniem jest tak samo eliminowanie fadingu. W porównaniu z nacinanymi tarczami hamulcowymi nawiercane w mniejszym stopniu zużywają klocki hamulcowe. Ale jest też minus – nie usuwają aż tak skutecznie zanieczyszczeń. W trudnych warunkach drogowych (np. błoto lub grząski piach) ich efektywność jest mniejsza.

Płyn hamulcowy

Płyn należy zawsze wybierać taki, do jakiego został przystosowany układ hamulcowy. Ważna informacja: płyn hamulcowy ma właściwości higroskopijne, czyli pochłania wodę. Jeżeli stężenie wody w tym płynie przekroczy dopuszczalną wartość, przestaje być skuteczny i odporny na temperaturę. Wtedy okazuje się, że mimo teoretycznie poprawnego działania hamulców w sytuacjach nagłych, gdy trzeba ostro zahamować, układ nie daje rady. Dlatego bardzo ważne jest to, aby stosować się do zaleceń i korzystać z odpowiedniego płynu. Kupując go, warto zwracać uwagę na temperaturę wrzenia. Im wyższa odporność płynu na pracę w wysokich temperaturach, tym skuteczniejsze hamowanie w trudnych warunkach.

Naprawy układu hamulcowego

Czy możemy pokusić się o majsterkowanie przy hamulcach samemu? I tak, i nie. Pewne rzeczy możemy oczywiście zrobić sami, należy jednak pamiętać, że przy takich naprawach nie ma miejsca na błąd. Radzę, aby na samym początku dokładnie poznać budowę układu i zasady działania każdego elementu. Dopiero potem będziecie mogli realnie ocenić swoje możliwości i umiejętności. Jeżeli rozumiecie schematy i macie doświadczenie w majsterkowaniu, to bez obaw możecie wziąć się za wymianę klocków i tarcz hamulcowych.

Przy wymianie klocków pamiętajcie o sprawdzeniu zacisków. Trzeba też zerknąć na osłony przed kurzem – mogą być popękane, a na tłoczkach może występować już korozja. Warto też sprawdzić, czy są nasmarowane i czy prowadnice chodzą płynnie. Czasem zdarzają się dodatkowe wyzwania. W niektórych nowszych samochodach można spotkać zaciski elektryczne. Wtedy do wymiany klocków hamulcowych potrzebny jest sprzęt diagnostyczny, dzięki któremu będziecie w stanie wycofać tłoczek. Na takie sytuacje też istnieją patenciki – możecie zrobić to za pomocą kabelków i akumulatora. Poruszałem ten temat w programie „101 napraw”.

W przypadku tarcz hamulcowych najważniejsze jest oczyszczenie piasty w miejscu, gdzie przylega tarcza. To gwarantuje, że nowa tarcza nie będzie wywoływała tzw. bicia. Jeżeli nie oczyścicie dokładnie piasty, tarcza będzie drgała podczas hamowania.

Pamiętajcie o jednej niezwykle ważnej zasadzie – po każdej naprawie układu hamulcowego trzeba przejechać się na stację diagnostyczną. Tam za 30 zł sprawdzą, czy naprawa została przeprowadzona poprawnie. Inne naprawy układu radziłbym powierzyć fachowcowi. Chyba że oglądacie wszystkie odcinki mojego programu – wtedy będę spokojny, że sobie poradzicie!

Więcej o: